NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

Jordan, Robert - "Ognie niebios" (2021)

Ukazały się

Golden, Christie - "Podróż przez Azeroth. Wschodnie królestwa"


 Bardugo, Leigh - "Rządy wilków"

 Harkness, Deborah - "Przemiana"

 Islington, James - "Cień utraconego świata"

 Glukhovsky, Dmitry - "Tekst" (wyd. 2)

 Sebastian, Laura - "Królowa Żaru"

 Adams, Douglas - "Autostopem przez galaktykę" (wyd. ilustowane)

 Weir, Andy - "Projekt Hail Mary"

Linki

Anthony, Piers - "Zaklęcie dla Cameleon"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Cykl: Anthony, Piers - "Xanth"
Tytuł oryginału: A Spell for Chameleon
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Data wydania: Marzec 2012
ISBN: 978-83-10-12108-0
Oprawa: miękka
Format: 135×205mm
Liczba stron: 448
Cena: 36,90 zł
Rok wydania oryginału: 1977
Tom cyklu: 1



Anthony, Piers - "Zaklęcie dla Cameleon"

Entuzjastyczne przyjęcie przez czytelników nowego przekładu „Zaklęcia dla Cameleon” – powieści rozpoczynającej kultową i liczącą już kilkadziesiąt tomów serię Xanth – nastroiło mnie do lektury bardzo pozytywnie. Może nie miałam nastroju na urocze ramotki, a może po prostu przygodę z prozą Piersa Anthony’ego zaczęłam kilkanaście lat za późno, ale nie urzekła mnie ta historia.

Xanth to kraina prawdziwie czarodziejska. Tu każdy element fauny i flory jest magiczny albo sam dysponuje magią. Zamieszkują ją przedziwne zwierzęta, znane i nieznane z fantastycznych opowieści, rosną tu zaskakujące rośliny – czasem służące ludziom, czasem im zagrażające. Od snów dziecka Xanth różni przede wszystkim to, że wcale nie jest tu bezpiecznie – niemal wszędzie ktoś lub coś czyha na życie nieuważnego wędrowca. Ludzie zamieszkujący Xanth są nie mniej magiczni niż samo to miejsce, a przynajmniej tacy być powinni. Dlatego jeśli do określonego wieku nie zostaną u nich odkryte żadne, nawet najmniejsze magiczne moce, zmuszeni są do opuszczenia swoich bliskich i albo udają się do Przyziemia – niemagicznego świata poza Xanthem, albo wybierają życie banity na pustkowiach tej krainy.

Bohater „Zaklęcia dla Cameleon”, dwudziestoletni Bink ma taki właśnie poważny problem – nie odkryto u niego żadnego magicznego talentu. Choć ma zatem kochających i troskliwych rodziców oraz piękną i mądrą narzeczoną, jego przyszłe szczęście stoi pod dużym znakiem zapytania. Chwytając się ostatniej nadziei, wyrusza w podróż do Dobrego Czarodzieja Humfreya, który – być może, i za odpowiednio wysoką cenę – zdradzi mu, na czym polega moc Binka. Po drodze spotykają go oczywiście przygody, a przed czytelnikiem rozpościerają się uroki i niebezpieczeństwa Xanthu. Dotarcie do czarodzieja nie stanowi jednak kulminacyjnego momentu powieści i zanim czytelnik przeczyta ostatnią stronę książki, chłopak zdąży jeszcze wplątać się w intrygę ważącą na losach całego królestwa, poznać nowych przyjaciół i nieprzyjaciół, a przede wszystkim wielokrotnie podjąć rozważania nad bardzo licznymi życiowymi kwestiami, w tym najistotniejszą z punktu widzenia jego szalejących hormonów, czyli jaki typ kobiety jest dobry dla mężczyzny.

W „Zaklęciu dla Cameleon” pozytywnie zaskakuje sama wizja Xanthu. Wydaje się, że nie ma pomysłu wystarczająco dziwnego i niedorzecznego, aby autor nie zastosował go w swoim świecie (bochenki chleba rosnące na drzewach i dżinsowe plantacje mnie osobiście rozbroiły). Co ważne, suma tych pokręconych wyobrażeń daje naprawdę ujmujący efekt. Autor nie poprzestał przy tym na stworzeniu fantastycznego świata. Już w pierwszej części cyklu osadził go w pewien sposób względem świata realnego oraz pokazał uzasadnienie dla szczególnych właściwości istot zamieszkujących tę krainę. To duży plus powieści. Choć zaczyna się jak prosta przygodowa historia dla nieco starszych dzieci, z czasem tło przygód Binka przestaje być tylko ciekawym, ale jednowymiarowym obrazkiem, a cała opowieść zyskuje na złożoności.

Na pochwałę zasługuje też kreacja drugoplanowych bohaterów, a zwłaszcza Złego Czarodzieja Trenta. Autor pomysłowo pokazuje go przez konfrontację wiedzy Binka pochodzącej z usłyszanych opowieści z aktualnym postępowaniem czarodzieja, bardzo długo trzymając w tajemnicy także przed czytelnikiem, czy jest to postać pozytywna, czy nie. Młodszego odbiorcę do refleksji może także skłonić poruszona przez autora kwestia lojalności wobec ojczyzny i prawowitej władzy. Choć bowiem prawy i wierny zasadom Bink potrafi się pogodzić z ewentualnym wyrzuceniem z Xanthu, jeśli nie ujawni żadnych magicznych mocy, postępujące zniedołężnienie rządzącego krainą króla w połączeniu z rosnącą wiedzą młodzieńca na temat jej przeszłości zmuszają go do zastanowienia się, czy praworządność i dobro ojczyzny zawsze idą w parze.

Niestety cały urok Xanthu popsuł mi irytujący główny bohater. Młody Bink poza całą masą dylematów dotyczących przeróżnych aspektów życia i otaczającego go świata (co generalnie bywa ciekawe, bo przybliża czytelnikowi tę krainę), przeżywa właśnie okres dojrzewania i rozmyślenia o kobiecych kształtach zajmują mu znacznie więcej czasu, niż to przy tego rodzaju lekturze konieczne. Same panie w „Zaklęciu” są przedstawione w równie denerwujący sposób, choć wpływ na mój odbiór tej kwestii mają nie tyle ich działania, co stosunek Binka do kobiet. Niezależnie od tego, że stanowią jego stały obiekt pożądania w każdej niemal postaci, wnioski jakie wyciąga ze swoich nielicznych doświadczeń z płcią przeciwną (bo nie zawsze piękną) przyprawiały mnie o regularne zgrzytanie zębami, bo coś, co można uznać za formę średnio udanego żartu raz, przy n-tym powtórzeniu jest nie tyle nieśmieszne, co irytujące.

Jeśli dodać do tego, że mimo licznych przygód spotykających młodego protagonistę, sama fabuła przez sporą część książki okazała się mało emocjonująca, rezultat mojego pierwszego spotkania z Xanthem może być tylko jeden. „Zaklęcie dla Cameleon”, które stanowić miało początek dłuższej znajomości z tą serią, stanowi też jej zakończenie. Wszelkie uroki Xanthu i tajemnice, jakie kraina ta kryje, nie wynagrodzą mi nerwów związanych z towarzyszeniom przemyśleniom głównego bohatera. Niewykluczone jednak, że gdybym była młodym chłopcem, dałabym się Piersowi Anthony’emu oczarować. Niektóre rzeczy muszą jednak pozostać niezweryfikowane.


Autor: Iwona Szabłowska
Dodano: 2013-02-14 15:15:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Biedrzycki, Bartosz - "Zimne światło gwiazd


 Palmer, Ada - "Zdecydowani na walkę"

 Alt, Matt - "Czysty wymysł. Jak japońska popkultura podbiła świat"

 Gunia, Wojciech - "Dom wszystkich snów"

 Mortka, Marcin - "Nie ma tego Złego"

 Jadowska, Aneta - "Cud, miód, Malina"

 Komuda, Jacek - "Zawisza. Czarne krzyże"

 King, Stephen - "Później"

Fragmenty

 Herbert, Frank - "Rój Hellstroma"

 Herbert, Frank - "Rój Hellstroma" (przedmowa)

 Kornew, Paweł - "Żniwiarz"

 Kornew, Paweł - "Przeklęty metal"

 Novik, Naomi - "Mroczna wiedza"

 Kubasiewicz, Magdalena - "Wszystko pochłonie morze"

 Karnicka, Anna - "Paradoks marionetki. Sprawa Króla Demonów"

 Miela, Agnieszka - "Śmiech diabła"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS