NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

LaValle, Victor - "Samotne kobiety"

Crouch, Blake - "Upgrade. Wyższy poziom"

Ukazały się

Pilipiuk, Andrzej - "Okiść"


 King, Stephen - "Im mroczniej, tym lepiej"

 King, Stephen - "Im mroczniej, tym lepiej" (twarda)

 Black, Holly - "Więzień Bez Tronu"

 Wielgus, Grzegorz - "Pieśń zemsty"

 Kisiel, Marta - "Mała draka w fińskiej dzielnicy"

 Tolkien, J.R.R. - "Kształtowanie Śródziemia"

 Niven, Larry & Pournelle, Jerry - "Pyłek w Oku Boga"

Linki

Howard, Robert E. - "Conan. Księga pierwsza"
Wydawnictwo: Vesper
Cykl: Conan
Kolekcja: Eony
Tłumaczenie: Tomasz Nowak
Data wydania: Marzec 2024
ISBN: 9788377314722
Oprawa: Twarda
Format: 140x205
Liczba stron: 768
Cena: 89,90 zł
Tom cyklu: 1



Howard, Robert E. - "Conan. Księga pierwsza"

Epoka hyboryjska

Żadna z informacji w tym artykule nie powinna być rozpa­trywana jako próba rozwijania jakichkolwiek teorii w opozycji do powszechnie uznawanej wiedzy historycznej. To po prostu fikcyj­ne tło dla serii fikcyjnych opowieści. Kiedy kilka lat temu zaczy­nałem pisać utwory o Conanie, opracowałem ową „historię” je­go epoki oraz ludów tego czasu w celu nadania mu i jego sadze głębszego poczucia realności. Odkryłem wówczas, że trzymanie się „faktów” oraz ducha tych dziejów podczas tworzenia tekstów pozwala łatwiej wyobrazić sobie (a co za tym idzie – ukazać) go bardziej jako prawdziwą postać z krwi i kości niż pewien goto­wy produkt. Pisząc o nim i jego przygodach w rozmaitych króle­stwach jego epoki, nigdy nie wyszedłem poza „fakty” i ducha „hi­storii” tu spisanej, ale podążałem za jej przebiegiem tak ściśle, jak autor powieści historycznej podąża za historią prawdziwą. Uży­łem owej „historii” jako przewodnika we wszystkich tekstach tej serii, jakie napisałem.

O czasach znanych kronikarzom nemedyjskim jako epoka przed Kataklizmem wiadomo niewiele, z wyjątkiem jej końców­ki, a i ta zakryta jest mgłą legend. Historia znana rozpoczyna się u schyłku cywilizacji przed Kataklizmem, zdominowanej przez królestwa Kamelii, Valusii, Verulii, Grondaru, Thule oraz Commorii. Ludy te mówiły podobnym językiem, co świadczyło o wspólnym pochodzeniu. Istniały też inne królestwa, równie cywilizowane, lecz zamieszkane przez odmienne, wyraźnie starsze rasy.

Barbarzyńcami tej epoki byli Piktowie, żyjący na wyspach, daleko na oceanie zachodnim, Atlantydzi, którzy zamieszkiwali na małym kontynencie pomiędzy Wyspami Piktyjskimi a lądem stałym, inaczej kontynentem thuriańskim, a także Lemurianie, rezydujący na archipelagu dużych wysp na półkuli wschodniej.

Istniały również rozległe rejony ziemi niezbadanej. Króle­stwa cywilizowane, choć ogromne w swym obszarze, zajmowa­ły stosunkowo małą część całej planety. Najdalej wysuniętym na zachód państwem kontynentu thuriańskiego była Valusia, a na wschód – Grondar. Na wschód od Grondaru, którego lud miał kulturę niższą od tej z królestw bratnich, rozciągała się dzika i jałowa połać pustyni. W miejscach mniej suchych na pustyni, w dżunglach i pośród gór mieszkały rozproszone klany i plemiona prymitywnych dzikusów. Daleko ku południu istniała pewna tajemnicza cywilizacja, niepowiązana z kulturą thuriańską, o charakterze wyraźnie przedludzkim. Na odleg­łych, wschodnich brzegach kontynentu funkcjonowała inna rasa, ludzka, lecz niethuriańska i zagadkowa, z którą od czasu do czasu kontakt miewali Lemurianie. Najwyraźniej musieli oni przybyć z jakiegoś mrocznego i nienazwanego kontynentu, leżącego gdzieś na wschód od Wysp Lemuriańskich.

Cywilizacja thuriańska rozpadała się, jej wojska składały się w dużej mierze z barbarzyńskich najemników. Ich generałami, politykami, często królami byli Piktowie, Atlantydzi i Lemu­rianie. O waśniach królestw i wojnach między Valusią a Com­morią, jak również o podbojach, dzięki którym Atlantydzi utworzyli państwo na stałym lądzie, istnieje więcej legend niż dokładnych przekazów historycznych.

Wtedy światem wstrząsnął Kataklizm. Atlantyda i Lemuria zatonęły, a Wyspy Piktyjskie zostały wyniesione, by uformować górskie szczyty nowego kontynentu. Fragmenty kontynentu thuriańskiego zniknęły pod falami lub, opadając, utworzyły wielkie jeziora bądź morza śródlądowe. Wulkany wybuchły, a straszliwe trzęsienia ziemi zwaliły lśniące miasta imperiów. Całe narody zostały starte.

Barbarzyńcy poradzili sobie nieco lepiej niż rasy cywilizowa­ne. Mieszkańcy Wysp Piktyjskich zostali zniszczeni, lecz wielka ich kolonia, osiedlona pośród gór na południe od granicy Va­lusii, by służyć jako bufor przed inwazją z zagranicy, pozostała nietknięta. Podobnie powszechnego upadku uniknęło konty­nentalne królestwo Atlantydów i na statkach z tonącego lądu przybyły do niego tysiące współplemieńców. Wielu Lemurian uciekło na wschodni brzeg kontynentu thuriańskiego, który pozostał stosunkowo nienaruszony. Tam zostali zniewoleni przez starożytną rasę, zamieszkującą te tereny, a ich historia na tysiące lat stała się dziejami pełnej udręki służby.

W zachodniej części kontynentu zmieniające się warunki stworzyły dziwne formy życia roślinnego i zwierzęcego. Gęste dżungle pokryły równiny, wielkie rzeki wyżłobiły sobie szlaki do mórz, wyniesione zostały dzikie góry, a jeziora zalały ruiny dawnych miast w urodzajnych dolinach. Do kontynentalne­go królestwa Atlantydów z obszarów zatopionych spływało niezliczone mnóstwo zwierząt i dzikusów – ludzi-małp oraz małpoludów. Zmuszeni do nieustannej walki o życie, zdołali mimo to utrzymać pozostałości swego wcześniej wysoko rozwi­niętego barbarzyństwa. Ograbieni z metali i rud, stali się użyt­kownikami kamienia, jak ich odlegli przodkowie, i osiągnęli poziom prawdziwego artyzmu, gdy ich walcząca o przetrwanie cywilizacja weszła w kontakt z potężnym narodem piktyjskim. Piktowie również powrócili do krzemienia, lecz rozwijali się szybciej pod względem liczebności i sztuki wojennej. Nie mieli w sobie nic z artystycznej natury Atlantydów; byli rasą prost­szą, praktyczniejszą i bardziej płodną. Nie pozostawili żadnych obrazów malowanych ani rzeźbionych w kości słoniowej, jak ich wrogowie. Pozostawili natomiast mnóstwo zadziwiająco skutecznej broni krzemiennej.

Te dwa królestwa epoki kamiennej ścierały się ze sobą i po serii krwawych wojen znacznie mniej liczni Atlantydzi zosta­li zepchnięci z powrotem do poziomu dzikusów, a ewolucja Piktów się zatrzymała. Pięćset lat po Kataklizmie królestwa barbarzyńskie zniknęły. Teraz istnieje tylko naród dzikusów, Piktów, toczących ustawiczne wojny z plemionami dzikusów – Atlantydami. Piktowie mieli przewagę liczebności i jedności, podczas gdy Atlantydzi rozpadli się na luźno ze sobą powiązane klany. Taki w owych dniach był zachód.

Na dalekim wschodzie, odciętym od reszty świata przez wy­piętrzenie ogromnych gór i uformowanie łańcuchów rozległych jezior, Lemurianie harują jako niewolnicy swych starożytnych panów. Odległe południe jest wciąż zakryte mgłą tajemnicy. Nietknięte przez Kataklizm, pozostaje w stanie z czasów przed­ludzkich. Z ras cywilizowanych kontynentu thuriańskiego pośród niskich gór na południowym wschodzie zamieszkują niedobitki jednego z narodów nievalusijskich – Zhemrich. Tu i tam po świecie rozrzucone są klany małpopodobnych dziku­sów, całkowicie nieświadomych narodzin i upadku wielkich cy­wilizacji. A na dalekiej północy pojawia się powoli kolejny lud.

W czasie Kataklizmu grupa dzikusów, których poziom roz­woju był niewiele wyższy od neandertalczyków, umknęła na północ, by uniknąć zniszczenia. Odkryli oni śnieżne krainy zamieszkane wyłącznie przez jakieś gatunki zajadłych śnieżnych małpoludów – ogromnych, kosmatych białych zwierząt, najwy­raźniej wrośniętych w ów klimat. Walczyli z nimi i zepchnęli za krąg polarny – na zagładę, jak sądzili dzicy. Tamci jednak przystosowali się do nowego, wrogiego środowiska i rozwijali się świetnie.

Po tym jak wojny piktyjsko-atlantydzkie zniszczyły zaczątki tego, co mogło stać się nową kulturą, następny, mniejszy kata­klizm dalej odmienił wygląd pierwotnego kontynentu. Pozo­stawił tam, gdzie wcześniej był łańcuch jezior, wielkie morze śródlądowe, co jeszcze bardziej oddzieliło zachód od wschodu. Towarzyszące mu trzęsienia ziemi, powodzie oraz wybuchy wulkanów dokończyły dzieła zniszczenia barbarzyńców, które rozpoczęły przedtem wojny plemienne.

Tysiąc lat po tym mniejszym kataklizmie świat zachodni prezentuje się jako dzika kraina dżungli, jezior i rwących rzek. Wśród pokrytych lasami wzgórz na północnym zachodzie egzystują wałęsające się zgraje ludzi-małp, bez ludzkiej mowy czy wiedzy o ogniu albo używaniu narzędzi. Są potomkami Atlantydów, którzy stoczyli się z powrotem we wrzaskliwy chaos zezwierzęcenia rodem z dżungli, z jakiego ich przodkowie wypełzli tak mozolnie wieki temu. Na południowym zachodzie żyją rozproszone klany zwyrodniałych, mieszkających w jaski­niach dzikusów, których mowa ma jedną z najprymitywniej­szych form, ale wciąż utrzymują miano Piktów, które stało się zwyczajnie synonimem słowa „ludzie”, używanym przez nich samych dla odróżnienia siebie od zwykłych zwierząt, z jakimi walczą o życie i rywalizują o jedzenie. To ostatnia rzecz łącząca ich z poprzednimi stadiami. Ani wstrętni Piktowie, ani mał­popodobni Atlantydzi nie mają żadnego kontaktu z innymi plemionami czy z ludźmi.

Daleko na wschodzie Lemurianie, sprowadzeni do poziomu prawie zwierzęcego przez okrucieństwo niewoli, wzniecili po­wstanie i zniszczyli swoich panów. Teraz są dzikusami kroczący­mi pośród ruin niezwykłej cywilizacji. Ci, którzy z niej ocaleli i uszli wściekłości swych niewolników, wyruszyli w kierunku zachodnim. Natrafiają na owe tajemnicze, przedludzkie kró­lestwo południa i gromią je, zastępując swoją kulturą, odmie­nioną przez kontakt z tamtą, starszą od własnej. To nowsze królestwo zwie się Stygią, a niedobitki dawniejszego narodu przetrwały, zdaje się, i nawet były wielbione po tym, jak ich rasa została zniszczona.

Tu i ówdzie na świecie małe grupki dzikusów wykazują ozna­ki trendu wznoszącego; są one wszak rozproszone i niesklasy­fikowane. Niemniej rozrastają się plemiona na północy. Owi ludzie zwani są Hyboryjczykami albo Hyborami; ich bogiem był Bori – wielki wódz, którego legenda czyniła bardziej nawet pradawnym jako króla, co przywiódł ich na północ w dniach wielkiego Kataklizmu, o czym w owych plemionach wspomina tylko zniekształcony folklor.

Rozprzestrzenili się oni na północy i prą w kierunku połu­dniowym w pozbawionych pośpiechu, pieszych wędrówkach. Jak dotąd nie weszli w kontakt z żadnymi innymi rasami; prowa­dzą wojny przeciw sobie nawzajem. Piętnaście stuleci w krainie północy uczyniło z nich wysoką, szarooką rasę o jasnobrązo­wych włosach, energiczną i wojowniczą, i już przedstawiającą w sposób jasno zarysowany artyzm i poetyzm przyrody. Nadal żyją głównie z polowania, ale plemiona południowe od kilku już wieków hodują bydło. Istnieje tylko jeden wyjątek w ich, jak dotąd, zupełnej izolacji od innych ras – pewien wędrowiec po dalekiej północy powrócił z wieścią, że domniemane lodowe pustkowia są zamieszkane przez liczne plemię małpopodobnych ludzi, wywodzących się, jak przysięgał, od dzikich zwierząt wypartych z bardziej przyjaznych do zamieszkania ziem przez przodków Hyboryjczyków. Nalegał on na wysłanie znacznego zbrojnego oddziału za koło podbiegunowe, by wytępić owe zwierzęta, które, jak przysięgał, ewoluowały w zwykłych ludzi. Został wyszydzony; niewielka zgraja żądnych przygód młodych wojowników podążyła z nim na północ, lecz żaden z nich nie powrócił. Plemiona hyboryjskie migrowały wszelako na połu­dnie i kiedy ich liczebność się zwiększała, ruch ten stawał się bardziej natężony.

Kolejny okres to epoka wędrówek i podbojów. Poprzez historię świata plemiona oraz ich migracje przesuwały się i za­mieniały nieustannie jak w kalejdoskopie.

Popatrzcie na świat pięćset lat później. Plemiona Hyboryj­czyków o jasnobrązowych włosach przemieściły się w kierunku południowym i zachodnim, podbijając i niszcząc wiele małych, niesklasyfikowanych klanów. Wchłonąwszy krew ras podbitych, już potomkowie dawniejszych migracji zaczęli wykazywać zmo­dyfikowane cechy rasowe, a owe przemieszane rasy atakowane są gwałtownie przez nowe napływające fale o czystszej krwi i wymiatane przed nimi, jak miotła beznamiętnie wymiata śmieci, by stać się jeszcze bardziej wymieszanymi i złączonymi na posplatanym cmentarzysku ras oraz ich pozostałości.

Do tej pory najeźdźcy nie wchodzili w kontakt ze starszymi rasami. Ku południowemu wschodowi potomkowie Zhemrich, obdarzeni impetem przez nową krew wskutek domieszki od jakiegoś niesklasyfikowanego plemienia, zaczynają starać się odnowić pewien nikły cień ich pradawnej kultury. Ku zacho­dowi małpoludopodobni Atlantydzi zaczynają długą wspi­naczkę pod górę ewolucji. Zakończyli pewien cykl istnienia; dawno zapomnieli o swej wcześniejszej człowieczej egzystencji; nieświadomi jakichkolwiek wcześniejszych stadiów rozpo­czynają tę wspinaczkę bez pomocy i ograniczeń przez ludzkie wspomnienia. Na południe od nich Piktowie pozostają dziku­sami, wyraźnie przeciwstawiwszy się prawom natury, ani nie postępując, ani nie cofając się w rozwoju. Daleko na południu trwa w zadumie starożytne, tajemnicze królestwo Stygii. Po jego wschodnich granicach wędrują klany dzikich nomadów, znanych jako synowie Shemu.

Zaraz obok Piktów, w rozległej dolinie Zingg, chronionej przez wielkie góry, pewien nienazwany szczep ludzi pierwot­nych, niezobowiązująco sklasyfikowanych jako krewni Shemi­tów, rozwinął zaawansowany tryb życia i system rolny.

Jeszcze jeden czynnik zwiększył impet hyboryjskiej migracji. Pewne plemię tej rasy odkryło zastosowanie kamienia w budow­nictwie i tak oto powstało pierwsze królestwo – surowe i barba­rzyńskie królestwo Hyperborei, które miało początki w topornej fortecy z głazów usypanych dla odparcia plemiennych ataków. Lud owego plemienia szybko porzucił namioty z końskich skór na rzecz kamiennych domów, budowanych siermiężnie, lecz solidnie. I tak zabezpieczony rósł w siłę. W historii niewiele było wydarzeń bardziej spektakularnych od powstania tego nieokrzesanego, dzikiego państwa Hyperborei, którego lud od­wrócił się raptownie od swego koczowniczego życia, by stawiać domostwa z kamienia, otoczone gigantycznymi murami. Rasa, która ledwie wyszła z epoki kamienia gładzonego, przez kaprys losu opanowała pierwsze, prymitywne prawidła architektury.

Powstanie owego królestwa nadało rozpęd innym plemio­nom, gdyż wiele klanów pokonanych na wojnie lub odmawia­jących bycia lennikami swych zamieszkujących w zamkach pobratymców, podjęło długą pieszą wędrówkę, która objęła pół świata. A już żyjące bardziej na północy plemiona zaczynają być nękane przez olbrzymich blondwłosych dzikusów, niewiele bardziej zaawansowanych niż ludzie-małpy.

Opowieść o następnym tysiącu lat to historia wzrastania Hyboryjczyków, których wojownicze plemiona opanowały świat zachodni. Zaczęły się kształtować zgrzebne królestwa. Najeźdźcy o jasnobrązowych włosach spotkali się z Piktami, spychając ich na jałowe ziemie zachodu. Ku północnemu za­chodowi potomkowie Atlantydów, wspiąwszy się bez niczyjej pomocy z poziomu małpoludów do prymitywnych dzikusów, nie napotkali jeszcze Hyboryjczyków. Daleko na wschodzie Lemurianie rozwijają osobliwą półcywilizację na własną rękę. Ku południu Hyboryjczycy utworzyli królestwo Koth, na granicy owych pasterskich krain zwanych ziemiami Shemu, a dzicy z tych ziem, częściowo przez kontakt z nimi, a częściowo ze Stygijczykami, którzy najeżdżali ich od wieków, wychodzą z barbarzyństwa. Dzikusy z dalekiej północy o blond włosach tak urosły w liczbę i siłę, że północne plemiona przemieszcza­ją się w kierunku południowym, spychając przed sobą bratnie klany. Starożytne królestwo Hyperborei zostaje obalone przez jedno z owych plemion północnych, które jednakże zachowu­je dawną nazwę. Na południowy wschód od Hyperborei pod nazwą Zamora powstaje królestwo Zhemrich. Ku południowe­mu zachodowi plemię Piktów najechało żyzną dolinę Zingg, podbiło tamtejszy lud rolniczy i osiedliło się wraz z nim. Ta zmieszana rasa została z kolei podbita później przez wędrujące plemię Hyborów i z tych połączonych elementów wyłoniło się królestwo Zingary.

Pięćset lat później królestwa świata są już jasno zdefiniowa­ne. Królestwa hyboryjskie – Aquilonia, Nemedia, Brythunia, Hyperborea, Koth, Ophir, Argos, Corinthia oraz to, które jest znane jako Królestwo Graniczne – dominują nad światem zachodu. Zamora leży na wschód, Zingara na południowy zachód od nich. Ludy obu, o podobnym, ciemnym kolorze skóry i egzotycznych obyczajach, nie są w żaden sposób ze sobą spokrewnione. Daleko ku południu drzemie Stygia, nietknięta przez obcych najeźdźców, lecz ludy Shemu zamieniły jej jarzmo na mniej gorzkie – Koth. Smagli panowie zostali odepchnięci na południe od wielkiej rzeki Styx, Nilus czy też Nil, która płynąc na północ z tajemniczych odległych ziem, skręca niemal pro­stopadle w lewo i podąża zgodnie z nowym kierunkiem prawie wprost na zachód przez pastwiska Shemu, by ujść do wielkiego morza. Na północ od Aquilonii, najbardziej wysuniętego na zachód królestwa hyboryjskiego, żyją Cimmeryjczycy, okrutne dzikusy, nieposkromione przez najeźdźców, lecz w kontakcie z nimi dokonujący szybkich postępów w rozwoju. Są potomka­mi Atlantydów, teraz rozwijającymi się bardziej równomiernie od swych starych wrogów – Piktów, którzy zamieszkują dzicz na zachód od Aquilonii.

Następne pięćset lat i ludy hyborskie stają się posiadaczami cywilizacji tak płodnej, że kontakt z nią wyciąga z bagna prymi­tywizmu plemiona, z którymi się ona styka. Najpotężniejszym królestwem jest Aquilonia, lecz inne rywalizują z nią w sile i świetności. Hyboryjczycy stali się w większości rasą miesza­ną; najbliższymi pierwotnego korzenia pozostają Gundermani z Gunderlandu – północnej prowincji aquilońskiej. Niemniej proces mieszania nie osłabił tej rasy. Dominują w świecie za­chodu, choć barbarzyńcy z ziem nieurodzajnych rosną w siłę.

Na północy złotowłosi, niebieskoocy barbarzyńcy, potomko­wie arktycznych blond dzikusów, wyparli pozostałości plemion hyboryjskich ze śnieżnych krain, poza starożytnym królestwem Hyperborei, które opiera się nawałnicy. Ich kraj zwie się Nord­heimem, a oni sami podzieleni są na rudowłosych Vanirów z Vanaheimu oraz blondwłosych Æsirów z Asgardu.

Teraz w dziejach pojawiają się ponownie Lemurianie – jako Hyrkańczycy. Przez wieki parli równym tempem w kierunku zachodnim i obecnie pewne ich plemię okrąża południowy kraniec wielkiego morza śródlądowego Vilayet i ustanawia na południowo-zachodnim brzegu królestwo Turanu. Między owym morzem a wschodnimi granicami tutejszych, rdzennych królestw leżą rozległe połacie stepów, a na najdalszej północy oraz południu – pustynie. Niehyrkańczycy zamieszkujący te obszary są rozproszonymi pasterzami, niesklasyfikowanymi na północy, shemickimi na południu. Są autochtonami z niewiel­kim dopływem krwi hyboryjskiej od wędrownych najeźdźców. W późniejszej części tego okresu inne klany hyrkańskie prą w kierunku zachodnim, wokół północnego krańca morza śród­lądowego, i ścierają się z wysuniętymi na wschód placówkami Hyperborejczyków.

Spójrzmy krótko na ludy tej epoki. Dominujący Hyboryj­czycy nie są już jednolicie szaroocy o jasnobrązowych włosach. Zmieszali się z innymi rasami. Widać silne wpływy shemickie, a nawet stygijskie pośród mieszkańców Koth oraz, w mniej­szym stopniu, Argos. W przypadku tych drugich domieszka od Zingarańczyków jest większa niż od Shemitów. Wschodni Brythuńczycy wżenili się w ciemnoskórych Zamorańczyków, a lud południowej Aquilonii zmieszał z brązowymi Zingara­nami tak, że czarne włosy i brązowe oczy stały się typem domi­nującym w Poitain, prowincji wysuniętej najdalej na południe. Starożytne królestwo Hyperborei jest bardziej zdystansowane od innych, jednakże w żyłach jego mieszkańców jest mnóstwo obcej krwi od zdobycznych cudzoziemskich kobiet – Hyrkanek, Æsirek i Zamoranek. Jedynie w prowincji Gunderlandu, gdzie ludzie nie trzymają niewolników, można odnaleźć nieskażone, czyste hyboryjskie pierwociny. Wszelako barbarzyńcy zachowali czystą krew. Cimmeryjczycy są wysocy i potężnie zbudowani, o ciemnych włosach i niebieskich lub szarych oczach. Ludzie z Nordheimu są podobnej postury, lecz o białej skórze, niebie­skich oczach i złotych lub rudych włosach. Piktowie pozostają w tym samym typie, jakim byli zawsze – niscy, bardzo ciemni, o czarnych oczach i włosach. Hyrkańczycy są ciemni, zwykle wysocy i smukli, choć typ przysadzisty o skośnych oczach staje się wśród nich coraz powszechniejszy, co jest skutkiem zmiesza­nia z osobliwą rasą inteligentnych, choć karłowatych autochto­nów podbitych przez nich pośród gór na wschód od Vilayet, podczas migracji tamtych w kierunku zachodnim. Shemici są zazwyczaj wzrostu średniego, jednak czasem, poprzez zmiesza­nie z krwią stygijską, ogromni, barczyści i mocno zbudowani, o haczykowatych nosach, ciemnych oczach i błękitnoczarnych włosach. Stygijczycy są wysocy i dobrze zbudowani, smagli, o beznamiętnych twarzach, a przynajmniej taki typ reprezentują klasy panujące. Klasy niższe stanowią stłamszoną, skundlałą masę, mieszankę negroidów oraz krwi stygijskiej, shemickiej, a nawet hyboryjskiej. Na południe od Stygii znajdują się rozległe czarne królestwa Amazończyków, Kushitów i Atlajańczyków oraz hybrydowe imperium Zimbabwe.

Między Aquilonią a dziczą piktyjską leżą marchie Bossonia­ków, zaludnione przez potomków rasy autochtonicznej, pod­bitej wcześnie, w pierwszych wiekach migracji, przez plemię Hyboryjczyków. Ów mieszany lud nigdy nie osiągnął poziomu cywilizacji Hyboryjczyków czystszej krwi i został przez nich zepchnięty na sam skraj cywilizowanego świata. Bossoniacy są przeciętego wzrostu i budowy ciała; oczy mają szare lub brązo­we i wykazują cechy mezocefaliczne. Żyją głównie z rolnictwa, a mieszkają w dużych, obwarowanych wioskach i stanowią część królestwa Aquilonii. Ich marchie rozciągają się od Królestwa Granicznego na północy po Zingarę na południowym zacho­dzie, stanowiąc dla Aquilonii przedmurze, zarówno wobec Cim­meryjczów, jak i Piktów. Bossoniacy są zaciętymi wojownikami defensywnymi i wieki wojen z północnymi, a także zachodnimi barbarzyńcami skłoniły ich do rozwinięcia pewnego rodzaju obrony niemal nieprzełamywalnej atakiem frontalnym.

Pięćset lat później cywilizacja hyboryjska została starta. Jej upadek był szczególny pod tym względem, że nie przyniósł go rozkład wewnętrzny, lecz rosnąca siła narodów barbarzyńskich oraz Hyrkańczyków. Ludy hyboryjskie zostały rozgromione w czasie, gdy ich prężna kultura była w pełnym rozkwicie.


Dodano: 2024-04-08 09:14:20
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Plaża skamielin


 Zimny odczyt

 Wywiad z Anthonym Ryanem

 Pasje mojej miłości

 Ekshumacja aniołka

Recenzje

Harpman, Jacqueline - "Ja, która nie poznałam mężczyzn"


 Baldree, Travis - "Księgarnie i kościopył"

 Herbert, Brian & Anderson, Kevin J. - "Dziedzic Kaladanu"

 Lee, Fonda - "Dziedzictwo jadeitu"

 Fonstad, Karen Wynn - "Atlas śródziemia"

 Fosse, Jon - "Białość"

 Hoyle, Fred - "Czarna chmura"

 Simmons, Dan - "Modlitwy do rozbitych kamieni. Czas wszystek, światy wszystkie. Miłość i śmierć"

Fragmenty

 Silverberg, Robert - "W dół do ziemi" (Wymiary)

 Niven, Larry & Pournelle, Jerry - "Pyłek w Oku Boga"

 Silverberg, Robert - "Księga czaszek"

 Scalzi, John - "Wojna starego człowieka" (Wymiary)

 Grimwood, Ken - "Powtórka"

 Lewandowski, Maciej - "Grzechòt"

 Howard, Robert E. - "Conan. Księga druga"

 Wagner, Karl Edward - "Kane. Bogowie w mroku" #2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2024 nast.pl     RSS      RSS