NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Weeks, Brent - "Nocny anioł. Nemezis"

Silverberg, Robert - "W dół do ziemi" (Wymiary)

Ukazały się

Pilipiuk, Andrzej - "Okiść"


 King, Stephen - "Im mroczniej, tym lepiej"

 King, Stephen - "Im mroczniej, tym lepiej" (twarda)

 Black, Holly - "Więzień Bez Tronu"

 Wielgus, Grzegorz - "Pieśń zemsty"

 Kisiel, Marta - "Mała draka w fińskiej dzielnicy"

 Tolkien, J.R.R. - "Kształtowanie Śródziemia"

 Niven, Larry & Pournelle, Jerry - "Pyłek w Oku Boga"

Linki

Wagner, Karl Edward - "Kane. Bogowie w mroku"
Wydawnictwo: Vesper
Cykl: Kane
Kolekcja: Eony
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Data wydania: Kwiecień 2024
ISBN: 9788377314555
Oprawa: Twarda
Format: 140x205
Liczba stron: 550
Cena: 74,90
Tom cyklu: 1



Wagner, Karl Edward - "Kane. Bogowie w mroku" #1

Prolog

– To zło wcielone! Trzymaj się od niego z daleka! – Arbas rozjuszonym wzrokiem zmierzył siedzącego przed nim nieznajomego i przyssał się do kufla piwa, który tamten mu postawił. Teraz czuł tylko pogardę wobec rozrzutnego młodzika, który wypatrzył go tu, w tawernie Selrama Prawego.
Arbas – przez wielu zwany Arbasem Skrytobójcą – był w parszywym nastroju. Nagły, nie w porę (podejrzanie nie w porę – pomyślał Arbas) niefart w grze w kości wcześniej tego wieczoru ogołocił go z miłych sercu słupków wygranej i całej zawartości trzosu. Łasząca się do niego służka, pieszcząca supły mięśni pod jego skórzaną kamizelą, ostygła w zapałach i odeszła, krzywiąc się szpetnie. Może na znak zawodu – pomyślał kwaśno Arbas.
Wtedy zjawił się ten cudzoziemiec, którego pańskie maniery nijak się miały do prostego odzienia, w którym paradował. Przedstawił się krótko jako Imel i nie podał żadnych innych informacji oprócz starannie wybranych plotek. Z pozoru chodziło mu tylko o to, żeby Arbas miał kufel pełen krzepkiego piwa. Arbas, nie dowierzając głupcowi, pozwolił mu trwonić pieniądze. Głowę miał mocną. Wiedział, że tamten w końcu ot tak, przelotnie, od niechcenia zacznie pleść o jakimś rywalu, jakimś skurczybyku – o kimś, za zgładzenie kogo gotów jest sypnąć groszem.
Arbas już ze znawstwem wycenił, ile Imel byłby gotów wyłożyć, kiedy tamten nagle obalił te kalkulacje. Rozmowa nie wiedzieć jak zeszła na człowieka, o którego śmierć władze Przymierza słały żarliwe modły. Arbas w mig zdał sobie sprawę, że obcy szuka informacji o Kanie.
– Zło? Jego charakter ani mnie ziębi, ani grzeje. Zresztą nie po to zapuszczam się w zaplute zaułki Nostoblet, żeby znaleźć kogoś, komu powierzyłbym swój skarbiec. Po prostu chcę z nim zamienić słówko, a powiedziano mi, że ty wiesz, jak do niego trafić. – Mówił dialektem Przymierza Południowej Lartroxii, z warkotem, który wskazywał, że pochodzi z wyspy Thovnos, stolicy cesarstwa o tej samej nazwie, leżącej około pięciuset mil na południowy zachód.
– W takim razie dureń z ciebie! – odpalił Arbas i osuszył kufel.
Ukryta pod kapturem szczupła twarz nieznajomego spłonęła gniewem. Bezgłośnie przeklinając bezczelność płatnego mordercy, skinął na przechodzącą dziewkę, żeby kolejny raz wypełniła naczynie Arbasa. Niedbale cisnął jej wysupłane z mieszka trzy monety, ale tak, by Arbas docenił jej ciężar. Spełniając jego prośbę, dziewczyna otarła się o ramię Imela i odeszła z uśmiechem.
– Niestała suka! – westchnął ni w pięć, ni w dziewięć Arbas, wlepiając oczy w szkarłatny odcisk cycka dziewczyny na szarej opończy Thovnosianina. Powoli sączył piwo z kufla, nie patrząc na darczyńcę. – Jak dla mnie ktoś za dużo mieli ozorem. Dużo za dużo, niech mnie diabli! Kto ci powiedział, że mogę go znaleźć?
– Prosił, żebym nie zdradzał jego imienia.
– Nie zdradzał, nie zdradzał! Na Lato! Podasz mi imię tego łgarza ze zbyt długim jęzorem, który wysłał cię do mnie, albo szukaj go w Siódmym Piekle, gdzie jego miejsce, niech go diabli! Przy tej cenie za jego głowę nie ma takiej bandy zuchów w całym Przymierzu, w której nie znalazłby się chętny go wydać.
W tawernie wrzało jak w ulu. Trupio blady Selram Prawy strzegł drzwi piwniczki z winem. Szczerząc umorusaną gębę, właściciel ogarniał wzrokiem hałaśliwą gromadę. Większość była w swawolnym nastroju, każdy głośno zajęty swoją rozrywką – grą w kości, dziwkami, hulanką. Hałaśliwe zbiry z mrocznych ulic Nostoblet, zuchwali najemnicy w ciemnozielonych koszulach i skórzanych portkach kawalerii Przymierza, używający obcej mowy wędrowcy przemierzający miasto w niezbadanych celach, uwodzicielsko wystrojone dziewki uliczne, których głośny śmiech nie łagodził twardości spojrzenia. Dwaj jasnowłosi najemnicy z Waldannu szykowali się zerwać dawne więzi przyjaźni, dobyli noży, gotowi poderżnąć gardło jeden drugiemu w imię sprawy jasnej tylko dla nich. Gładkolica kurwa o przedziwnych bliznach wokół wysmarowanych różem cycków sprawnie buszowała w mieszku nieostrożnego marynarza, który ją macał. Łysiejący, zarosły brudem dawny członek straży miejskiej Nostoblet zabawiał gromadkę prostaków, szydzących z jego żałosnej żebraniny o napitek.
Tu i tam małe grupy mężczyzn pochylały się nad stołami, szeptem snując plany, za których poznanie straż miejska wiele by dała. Ale strażnicy rzadko zaglądali w nadbrzeżne zaułki Nostoblet, chyba żeby ściągnąć łapówki, a Selrama Prawego nie obchodziły interesy jego klienteli, jeśli tylko miała czym zapłacić za gościnę. Każdy pilnował swojego nosa. Dlatego też nikt nie zwracał uwagi na szeptaną rozmowę Arbasa Skrytobójcy z nieznajomym z Thovnos.
A właściwie nikt poza jednouchym żołnierzem, który wszedł do tawerny Selrama wkrótce po Imelu. Zniszczony rynsztunek i złowroga mina zniechęcały przedsiębiorcze dziwki i gadatliwych moczymordów. Na ręce, którą od czasu do czasu podnosił do ust piwo, lśnił srebrny pierścień z dużym ametystem. Kamień błyskał fioletowo w żółtych światłach tawerny. Ale milczący wojak siedział w sporej odległości od Arbasa i Imela, daleko poza zasięgiem słuchu w zatłoczonej izbie. A jeśli nawet za często błądził wzrokiem w ich kierunku, może tylko wabiła go ciemnowłosa piękność w kolorowych jedwabiach pląsająca na sąsiednim stole.
Imel na chwilę zatopił się w myślach, ignorując gniew tlący się na ciemnym obliczu skrytobójcy. Mężczyzna okazał się trudniejszym, niebezpieczniejszym przeciwnikiem, niż początkowo uznał, i nie trudno było ocenić, ile można mu zdradzić z istoty misji. Na razie musiał jednak na nim polegać. A więc dyplomacja. Rozwiać podejrzenia, ale nie mówić niczego ważnego.
– Bindoff mnie do ciebie przysłał – wyznał obcy, uśmiechając się do Arbasa, który, usłyszawszy imię Czarnego Kapłana, wyglądał na zaskoczonego. – To jak, umowa stoi?
Nagle Arbas ujrzał Thovnosianina w zupełnie innym świetle. Wcześniej założył, że obcy jest łowcą głów i zastanawiał się nad miejscem, w którym mógłby posłużyć się nożem – ale musiał przyznać, że znajomość z Czarnym Kapłanem przemawiała na korzyść przybysza. Bindoff starannie strzegł tajemnicy Kane’a. Skoro nieznajomy w jakiś sposób zdobył zaufanie kapłana, może gra była warta świeczki?
– Masz, powiedzmy, dwadzieścia pięć złotych mesitsów? – rzucił niedbale Arbas.
Obcokrajowiec przez chwilę udawał, że się waha – szybka odpowiedź mogłaby skłonić najemnika do podbicia stawki.
– Mogę mieć.
Arbas zlizał z wąsów pianę, nim znów przemówił.
– W takim razie niech będzie. Przynieś je za dwie noce od dzisiaj. Postaram się, żebyś spotkał Kane’a.
– Dlaczego nie dzisiaj? – nalegał Imel.
– Nie ma mowy, przyjacielu. A poza tym muszę trochę o ciebie rozpytać, zanim ruszymy gdzieś tyłki. – Zauważywszy zniecierpliwienie obcego, zacytował: – „Szczęśliwy w szaleństwie swym szalony wpadł w diabła szpony”.
Obcy parsknął śmiechem.
– Oszczędź mi świętych mądrości. Czym ten Kane zawinił, że otacza go tak zła sława? Ktoś twojej profesji nie powinien nikogo obmawiać.
Lecz Arbas tylko zachichotał i powiedział:
– Zapytaj mnie o to znowu, gdy go poznasz!


Dodano: 2024-04-03 17:12:27
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Plaża skamielin


 Zimny odczyt

 Wywiad z Anthonym Ryanem

 Pasje mojej miłości

 Ekshumacja aniołka

Recenzje

Harpman, Jacqueline - "Ja, która nie poznałam mężczyzn"


 Baldree, Travis - "Księgarnie i kościopył"

 Herbert, Brian & Anderson, Kevin J. - "Dziedzic Kaladanu"

 Lee, Fonda - "Dziedzictwo jadeitu"

 Fonstad, Karen Wynn - "Atlas śródziemia"

 Fosse, Jon - "Białość"

 Hoyle, Fred - "Czarna chmura"

 Simmons, Dan - "Modlitwy do rozbitych kamieni. Czas wszystek, światy wszystkie. Miłość i śmierć"

Fragmenty

 Silverberg, Robert - "W dół do ziemi" (Wymiary)

 Niven, Larry & Pournelle, Jerry - "Pyłek w Oku Boga"

 Silverberg, Robert - "Księga czaszek"

 Scalzi, John - "Wojna starego człowieka" (Wymiary)

 Grimwood, Ken - "Powtórka"

 Lewandowski, Maciej - "Grzechòt"

 Howard, Robert E. - "Conan. Księga druga"

 Wagner, Karl Edward - "Kane. Bogowie w mroku" #2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2024 nast.pl     RSS      RSS