NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

Ukazały się

Jordan, Robert - "Smok Odrodzony" (2020)


 James, Henry - "O duchach"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

Linki

Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Kroniki Belorskie
Tytuł oryginału: Верные враги
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Data wydania: Lipiec 2018
ISBN: 978-83-65830-10-4
Oprawa: miękka
Format: 143×205 mm
Liczba stron: 650
Cena: 47,90 zł
Tom cyklu: 5



Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

A naszego czarownika toć zatłukli wczoraj – zaczął karczmarz bez wyraźnego powodu, kolejno wycierając kufle niedbale opłukane w cebrzyku. Na zewnątrz panował szary smętny dzień – późna jesień, która nijak nie chciała ustąpić miejsca zimie. Przy takiej pogodzie mieszczanie nie mieli ochoty ani na piwo, ani na smażone ziemniaki – dodajmy uczciwie, że smażone paskudnie, na zjełczałym tłuszczu – ani nawet na wychodzenie z domów w ten ni to deszcz, ni to mgłę, wiszące nad miastem od zeszłego tygodnia. Za stołami doliczyłam się ledwo pół tuzina ludzi.
– Hym...? – Uprzejmie uniosłam lewą brew. Nie miałam specjalnej ochoty na pogawędki ani nawet słuchanie, lecz w „Wilczej Paszczy” uznawano mnie za stałą bywalczynię, co wiązało się ze zniżkami, choć zarazem pociągało za sobą konieczność udawania przyzwoitej klientki. Spodobała mi się nazwa – to właśnie z jej powodu trafiłam tu po raz pierwszy. Karczma jak karczma – ani lepsza od innych, ani gorsza. Nad kominkiem wisiało wilcze futro z łbem o zabarwionym na czerwono pysku. Wszystkie panny służące miały na fartuchach runiczny znak wilkołaka, a z tyłu wisiały im przyszyte ogony. Na wszelki wypadek na ścianach dyndały plecionki czosnku i strzałki wodnej – bo a nuż pomroki wezmą nazwę za dobrą monetę i wpadną do karczmy z wizytą? Zabawne.
– Noć nasi zatłukli – ciągnął chętnie gospodarz. – Wczoraj to było więcej narodu, pod wieczór pogoda się poprawiła, nawet słoneczko wyjrzało, to przyszli na wieczerzę. Stary Knur był, i Rudy Szot, a nawet jaśnie pan Golard raczyli pytać o czarkę winesskiego. Dziewki się uwijały. A tu ten czarownik. Ja się znaczy pytam, po co on przylazł? Siadł przy oknie i toczy tym swoim paskudnym spojrzeniem, jakby to nie jego koń niósł, tylko on sam bitą godzinę pod siodłem skakał. No siedzi i siedzi, o nic nie prosi. Dziewki się boją, jedna na drugą zerkają. To sam podszedłem. „Coś mam podać? – pytam. – U nas to nie jest przyjęte, żeby się za darmo grzać”. Patrzę, faktycznie, jakby go czymś ciężkim walnęli, nic nie rozumie. Tylko się gapi prosto na mnie. Potem mrugnął i gada: „Przynieś kawał mięsa, tylko takiego dobrze przysmażonego”.
Pewnie zdążył gdzieś poczarować, pomyślałam z roztargnieniem. Magia odbierała wiele sił, które najlepiej można było odzyskać z produktów pochodzenia zwierzęcego i podgrzanego czerwonego wina. O wino nie prosił, widocznie chciał mieć trzeźwy umysł.
– To wysłałem chłopaka, żeby szynki ukroił – boć pieczyste się skończyło było, wszystko wykupili. Stoję, rozlewam piwo. Nalałem sześć kufli, popostawiałem na tacę, kazałem Kwetce, by zaniosła. Durna dziewka, ale ładna – ciągnął karczmarz. – Jest za co złapać i od przodu, i od tyłu. Jak poszła przez izbę to wszyscy się zagapili – jedni na tył, drudzy na przód, jeszcze inni na piwo. Czarownik też spojrzał, a ta durnota się na równym miejscu potknęła i grzmotnęła o podłogę, dwa kroki nie doniosła. Piwo na klientów wylała, krzyworęka. Akurat Kulawemu Korce na nowe portki, co je właśnie oblewał. No to oblał... he-he... Pamięta pani szanowna Korkę? Taki duży chłop, w magazynach beczki turla? Znaczy się ten, co w zeszłym roku po pijaku wpadł był do studni? Wtedy to mróz był, woda zamarzła na kamień do samego dna. Kogo innego by na śmierć, a on tylko nogę złamał. A potem jeszcze do rana wrzeszczał stamtąd zbereźne piosenki, bo go po chmielu nic nie bolało.
– I...?
„Wilcza Paszcza” miała jedną rzecz godną polecenia, a mianowicieprażone ziarna słonecznika: pękate, w sam raz słone i wsypane do szerokiej płaskiej miski na szynkwasie – dla każdego chętnego, ile się w garści zmieści. Albo też można było skorzystać z ataku gadatliwości karczmarza i skubać je wprost stamtąd, bezczelnie wybierając co większe.
– I jemu w durny łeb przyszło, że to niby czarownik jej nogi podkosił, urok rzucił. Celowo. No to wstał, złapał stołek za nóżkę i jak nie walnie go przez łeb! Czarownik wiadomo – jak rękę podniósł, to zydel nie doleciał, w powietrzu się rozpadł, a Korkę aż do ściany po podłodze przeturlało i tyłkiem wpakowało w komin. Czarownik się jeszcze bledszy zrobił, zachwiał i chyba usiąść chciał, bo zaczął rękoma krzesła szukać jak niewidzący. Tyle żeKorka był nie sam, tylko z kumplami i ci się za czarownika zabrali. Dwóch go za ręce trzymało, a reszta po kolei tłukła. Długo tłukli, już się przestał rzucać, a oni tylko patrzyli, żeby mocniej popieścić. Jeden to się nawet wykazał i po dyszel poleciał. Połamali mu ręce i nogi, rozebrali, podzielili ubranie i błyskotki. Nawet mnie dali. – Karczmarz pogrzebał w kieszeni fartucha i pokazał jakiś wisiorek: ni to kawałek krzemienia, ni to czarną błyszczącą kość. Smocza łuska, zrozumiałam, biorąc amulet do ręki.
– Odsprzeda gospodarz?
– A weź tak, po co mi ona? – odparł karczmacz nawet z pewną ulgą. Bo ostatecznie kto miałby ochotę zadzierać z Konwentem Magów, jeśli dowie się on o całej sprawie? Potem weź człowieku udowodnij, że tylko patrzyłeś... A nawet i za to „tylko” nikt cię nie będzie po główce głaskał. – Jego samego to zawleklinad parów, rozbujali i w dół zrzucili. Teraz tam błota po kolana, znaczy się w parowie. To pewnie utonął był. Się zachłysnął. – A trupowi to przypadkiem nie wszystko jedno? – Jak go za próg wyciągali, to jeszcze dychał. Krew mu w gardle rzęziła.
„Baba z wozu, wilkom lżej” – pomyślałam, chowając amulet. Czarownicy byli potężni i bardzo lubili pchać nos w nie swoje sprawy, więc nikt za nimi nie przepadał. Ludzie bali się ich, szanowali, ale jak już zabierali do bicia, to zwykle kupą, by załatwić sprawę raz a dobrze.
Kilka razy miałam okazję zobaczyć tego czarownika w karczmie, a potem spotkać na ulicach miasta. Wysoki, czarnowłosy i jeszcze całkiem młody mężczyzna. Smagły, ale o jasnych oczach i sympatycznej, nieco ironicznej twarzy. Któregoś razu przyszedł z uczniem i pobłażliwie obserwował, jak tamten po raz pierwszy próbował tutejszego mocnego piwa. Z niezrozumiałego powodu zapamiętałam, jak długie delikatne palce (na jednym tkwił tandetnie wyglądający pierścionek) wyciągnęły wprost z powietrza złotą monetę, którą zapłacił karczmarzowi. A ten nawet nie uwierzył i próbował nadgryźć złoty krążek, by sprawdzić, czy nie jest iluzją.
Strząsnęłam łuski słonecznika z kolan, zapłaciłam i wstałam. I tak już spędziłam w karczmie zbyt wiele czasu. Szarość za oknem zaczęła zagęszczać się we wczesny jesienny mrok. No cóż, jak utłukli, to pewnie sam się prosił.



Dodano: 2018-07-18 20:05:54
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Imię boga"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Wolfe, Gene - "Cień i Pazur"


 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

 Vonnegut, Kurt - "Recydywista"

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS