NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem" (Wehikuł czasu)

Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

Linki

Gaiman, Neil - "Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślenia"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Fragile Things
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Wrzesień 2015
ISBN: 978-83-7480-559-9
Oprawa: twarda
Liczba stron: 344
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2006



Gaiman, Neil - "Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślenia"

Światy, w których nawet Cień rzuca cień


W 2015 roku wydawnictwo MAG wydało trzecią już edycję „Rzeczy ulotnych” Neila Gaimana, zbioru, który pierwotnie ukazał się w roku 2006. Średnia trzech lat pomiędzy kolejnymi wydaniami to całkiem niezły wynik, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że jest to jeden (drugi) z trzech zbiorów Gaimana, obok „Dymu i luster” i „Drażliwych tematów”. W tym czasie powiedziano już wiele o „Rzeczach ulotnych”, choć w obiegu internetowym pojawia się wyraźna tendencja do oceniania tej książki nie jako całości, lecz poszczególnych utworów z osobna. Spróbujmy zatem wprowadzić trochę świeżości w spojrzenia na „Rzeczy ulotne” i traktować go bardziej całościowo.

Dla porządku jednak zacznijmy od tego, co go decentralizuje, czyli samego zamysłu zbioru. „Rzeczy ulotne”, podobnie jak pozostałe wspomniane wyżej tytuły, to zbiór krótkich form literackich autorstwa Gaimana. Życie pisarza tak bowiem się kształtuje, że obok powieści (oraz scenariuszy komiksowych, filmowych i telewizyjnych, jeśli mamy na myśli akurat tego pisarza) tworzy on utwory krótsze i (zwykle) szybsze w publikacji: opowiadania, wiersze czy prozę poetycką, albo popularne dziś „szorty”. Czasem powstają na potrzeby jakiegoś zbioru, na zamówienie redakcji, czasem „z potrzeby serca”. Gdy zaś pisarz funkcjonuje w obiegu wydawniczym dłużej, liczba tych drobnych utworów pozwala na wydanie autorskiego zbioru... lub trzech, w przypadku Gaimana. Ponieważ jednak kontekst powstania, warunki zamówienia, grupa docelowa i inne kryteria zmieniają się przy każdym tytule, otrzymujemy mieszankę niejednolitą. Tak jest i tym razem: różne gatunki a nawet rodzaje literackie, różna stylistyka, różna długość i tematyka – zamknięte zostają w okładki jednej książki.

Co nam zatem przyniesie traktowanie zbioru jako całości? Cóż, ostatecznie jest pewna cecha wspólna, łącząca wszystkie utwory z „Rzeczy ulotnych”, czyli... autorstwo. Wyjście ponad cechy różnicujące poszczególne utwory pozwala nam zatem bliżej przyjrzeć się spójnemu stylowi pisarza. A tego w „Rzeczach ulotnych” nie da się przegapić.

Utwory tu zebrane łączy pewien specyficzny klimat, którego nie sposób ująć precyzyjnie, bo współtworzony jest przez kilka czynników. Mamy z jednej strony często oniryczną atmosferę, w której osadzone są opisywane wydarzenia. We wstępie Gaiman otwiera przed nami genezę kilku utworów właśnie z jego sennych marzeń. Logika snu jest wyraźnie odmienna od rzeczywistej logiki i z takim zakrzywieniem mamy do czynienia w opowiadaniach. Rzadko wpisują się one w konwencję tradycyjnego fantasy. Są nie tyle odmienną rzeczywistością, co rzeczywistością zdeformowaną. Druga sprawa, to niepokojący charakter tej deformacji. To nie senne marzenia, ale senne mary: koszmary. Czasem tylko delikatnie drażniące, czasem otwarcie przerażające, ale zawsze kłopotliwe. Bywa, że te kłopoty zostają rozwiązane, bywa – że nie, a ta niewiadoma tylko bardziej nas niepokoi. Wreszcie – to utwory bardzo mroczne. I nie chodzi tu o nagromadzenie potworów czy gotyckie rekwizytorium, których wszakże na łamach książki nie brakuje. Gaimanowski mrok to nieustanne podważanie poczucia swojskości, ciągłe napięcie i zagrożenie czające się gdzieś po drugiej stronie. W „Rzeczach ulotnych” nawet Cień rzuca cień (dosłownie, jedno opowiadanie pochodzi z uniwersum „Amerykańskich bogów”).

Można powiedzieć, że „Rzeczy ulotne” to zbiór nierówny. W zależności od gustu i wrażliwości, jedne utwory spodobają nam się bardziej, inne mniej. Rozbieranie go na czynniki pierwsze ma oczywiście swój sens, jednak proponuję, by ostatecznie spojrzeć na niego jako na całość, z której wyłania się portret pisarza – dojrzałego już i bardzo wprawnego w swoim fachu. Neil Gaiman wciąga nas w swój klimat i zabiera w wędrówkę po różnych gatunkach i różnych konwencjach, które nie tylko realizuje, ale z którymi wchodzi w dialog. Czasem będzie to próba imitacji dwóch różnych pisarzy w tym samym czasie, innym razem parodia gatunku (nigdy jednak nie posunięta do zwykłego przedrzeźniania), jeszcze w innym miejscu: rzucane niefrasobliwie aluzje. Intertekstualność Gaimana zorientowana jest na ten sam cel, co cechy stylu, o których pisałem wcześniej – pokazuje niezwykłość, niesamowitość świata literackiego, w którym nagle pojawia się coś, czego byśmy się nie spodziewali. I może to być zarówno duch, jak i detektyw z Baker Street.

Z obowiązku powtórzę jeszcze to, o czym wspominałem przy okazji recenzji pozostałych zbiorów: w polskim przekładzie wiersze Gaimana nie sprawdzają się wcale. W „Rzeczach ulotnych” wierszy jest szczęśliwie niewiele, ale nawet w tym przypadku są tu po prostu zbędne. Choć Gaiman broni się przed tego typu zarzutami we wstępie, podkreślając fakt, że objętość poezji jest na tyle niewielka, że nie wpływa na cenę książki i możemy je traktować jako darmowe dodatki, to wciąż mam wrażenie, że w polskim przekładzie te dodatki zostały po prostu wypaczone.


Autor: Aleksander Krukowski
Dodano: 2015-11-16 19:47:51
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS