NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

Ukazały się

Bułyczow, Kir - "Przełęcz" (Klasyka radzieckiej sf)


 antologia - "Czarna kula"

 Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

 Burroughs, Edgar Rice - "Sztuczny człowiek z Marsa"

 Sheckley, Robert - "Status cywilizacji"

 Card, Orson Scott - "Płomień serca" (wyd. 2)

 Gaiman, Neil & Pratchett, Terry - "Dobry omen"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Douglas, Ian - "Star Carrier. Osobliwość"
Wydawnictwo: Drageus
Cykl: Star Carrier
Tytuł oryginału: Singularity
Tłumaczenie: Justyn Łyżwa
Data wydania: Listopad 2013
ISBN: 978-83-64030-19-2
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 464
Cena: 34,90 zł
Rok wydania oryginału: 2012
Tom cyklu: 3



Douglas, Ian - "Star Carrier. Osobliwość" #2

Rozdział pierwszy


10 kwietnia 2405

Metaprzestrzeń

Okolice HD 157950

98 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 8.40 TFT


Lotniskowiec „Ameryka” przebijał się przez ciemność.
Gęste, sztucznie wytworzone pole grawitacyjne ciasno otaczało kadłub jednostki, uniemożliwiając przedostanie się choćby promienia światła z zewnątrz. O ile obiekty materialne, takie jak okręt, nie mogły poruszać się szybciej niż światło, o tyle ograniczenie to nie dotyczyło przestrzeni. W rzeczy samej, w pierwszych momentach Wielkiego Wybuchu, ponad trzynaście miliardów lat temu, nowo powstała przestrzeń rozszerzała się z prędkością wyższą niż c.
Okręt spowity w kokon gwałtownie poruszającej się przestrzeni mógł być niesiony w szczelnie zamkniętym bąblu z prędkością prawie dwóch lat świetlnych na dobę.
„Ameryka” i reszta grupy bojowej od sześćdziesięciu trzech dni przebywały w ciemnościach bąbli. Okręty znajdowały się u kresu pierwszego etapu podróży.
Kontradmirał Alexander Koenig, dowódca grupy bojowej, siedział w salonie dla wyższej kadry oficerskiej. Pokój, duży i okrągły, przykryty był półsferycznym sufitem, na którym wyświetlano aktualny obraz nieba, gdy okręt znajdował się w normalnej przestrzeni. Podczas zamknięcia w bąblu Alcubierre’a projekcja z zewnątrz nie ukazywałaby nic prócz ciemności. Obraz gwiazd zastępowano więc czymś innym. Dziś był to błękit nieba i pierzaste chmury nad Ziemią.
W wejściu do salonu ukazało się dwóch mężczyzn.
– Chciał pan nas widzieć, panie admirale?
Kapitan Randolph Buchanan, dowódca „Ameryki”, był wysokim mężczyzną o pociągłej twarzy pooranej zmarszczkami. Towarzyszył mu kapitan Barry Wizewski, dowódca skrzydła myśliwców uderzeniowych, potocznie nazywany CAG, zgodnie z tradycją wywodzącą się jeszcze z dwudziestowiecznych lotniskowców.
– Tak, wejdźcie.
– Oczywiście wszystko zostaje nieoficjalne? – spytał Wizewski, uśmiechając się.
– Naturalnie. Rzecz jasna po tym wszystkim nie robię sobie nadziei na kontynuację kariery wojskowej, ale nie mam także zamiaru kręcić sznura na własną szyję, ani też pozostawiać w aktach czegoś, co mogłoby posłużyć do wciągnięcia w to was.
Wszystkie rozmowy odbywające się zarówno na mostku, w BCI, jak i w biurze admirała oraz wszystkich pomieszczeniach służbowych były nagrywane. Spotkania wirtualne także pozostawały w pamięci AI monitorującej całą komunikację elektroniczną na okręcie.
– Postępuje pan właściwie, admirale – zapewnił Buchanan, siadając na jednej z okrągłych puf naprzeciw Koeniga.
– Dzięki, Randy. Obaj niestety wiemy, że Senat nigdy nie zgodzi się na ten rodzaj niesubordynacji. Nie mogą sobie pozwolić na okazanie braku kontroli.
– Senat Konfederacji nie – odparł Buchanan. – Jednak z perspektywy Columbus DC sprawy mogą wyglądać inaczej.
– Być może. Ale to Genewa rozdaje karty, a Columbus musi się dostosować.
Koenig nigdy nie czuł się komfortowo jako dowódca grupy bojowej Marynarki Gwiezdnej Konfederacji. Lotniskowiec gwiezdny „Ameryka” wraz z załogą należał do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej – USNA – ale podobnie jak większość okrętów i załóg LGB-18 został oddelegowany do służby pod sztandarami Konfederacji Terrańskiej.
Problem polegał na tym, że o ile większość oficerów Marynarki Konfederacji, włącznie z jej dowództwem, stanowili obywatele USNA, o tyle wśród polityków byli w mniejszości. To Europejczycy, Brazylijczycy, południowi Afrykanie i Hindusi ustalali politykę Genewy. Państwa takie jak Rosja, Japonia i kolonie gwiezdne, które popierały proponowaną przez USNA twardą, wojenną politykę wobec Sh’daar, znajdowały się w zdecydowanej mniejszości.
Zbliżał się moment, gdy Koenig musiał wejść na niezwykle wąską ścieżkę wiodącą pomiędzy przysięgą wobec Konfederacji a obywatelstwem USNA.
– Jesteśmy… ile? – zapytał. – Dziesięć godzin od wyjścia z metaprzestrzeni?
– Tak – odparł Buchanan.
– Nie wiemy, czy Giraurd poleciał za nami.
– Nie potrzebujemy go – powiedział Wizewski. – Posiłki przysłane przez USNA są z nami. Sądzę, że Chińczycy także.
– Nie o to mi chodzi – powiedział Koenig. – Obawiam się, że Europejczycy mogli lecieć za nami z Alphekki po to, by próbować narzucić nam wolę Genewy.
Buchanan pokiwał głową.
– Giraurd nie wyglądał na zadowolonego, gdy mu pan odmówił.
– Nie. A jego rozkazy nakazują sprowadzić nas z powrotem na Ziemię. Ale… nie jestem jeszcze na to gotów. Nie skończyliśmy roboty.
– Spodziewa się pan walki, panie admirale? – spytał Wizewski.
– Istnieje taka możliwość. I na wszelki wypadek powinniśmy się na nią przygotować. Nie zważając na to, co zrobi Giraurd.
– Gdyby był mądry – powiedział Buchanan – to zawróciłby i zameldował na Ziemi, że odmówiliśmy współpracy.
– Mógł otrzymać inne rozkazy – odparł Koenig. – Włącznie z otwarciem do nas ognia w razie odmowy powrotu. Z całą pewnością próbował nas tym straszyć, gdy rozpoczynaliśmy przyspieszanie przy Alphekce.
– Strachy na Lachy – powiedział Wizewski. – Blef.
– Być może, ale jak powiedziałem, chcę być przygotowany na wszystko. CAG, chciałbym, aby wysłał pan w przestrzeń wszystko, co posiadamy na pokładzie, jak najszybciej. Przekażemy to do innych lotniskowców, kiedy tylko nawiążemy łączność. Randy, ciebie proszę, aby „Ameryka” wyszła z metaprzestrzeni jak najdalej od Europejczyków. Nie pozwólmy im wskoczyć sobie na kark. Nie dajmy im możliwości wysłać jakiejś małej jednostki z grupą abordażową. I bądź gotów do oddania strzału ostrzegawczego, gdyby próbowali wejść w naszą strefę ochronną.
– Tak jest.
Koenig spojrzał na Wizewskiego.
– CAG? W jakim stanie są pana zdaniem eskadry?
– Nie w tak dobrym, jak bym sobie tego życzył, panie admirale. Nowi piloci intensywnie trenują na symulatorach, ale to niewiele da w realnym starciu.
Koenig pokiwał głową. Eskadry myśliwskie „Ameryki” poniosły ogromne straty w ostatniej bitwie. Z jednej pozostało tylko troje pilotów.
– Mam nadzieję, że nie będą zmuszeni przejść chrztu bojowego w walce przeciw innym ludziom. Ale jeśli to miałoby zapewnić bezpieczeństwo lotniskowca…
– Zrobią, co będzie trzeba, panie admirale. Wszyscy. Nie wydaje mi się, aby którekolwiek z nich tak bardzo przejmowało się Konfederacją. Są lojalni wobec USNA, pana, mnie i swoich kolegów. Cholera, wydaje mi się, że Genewa jest dość nisko na liście ich priorytetów. Na jakimś piętnastym, szesnastym miejscu.
– Chciałbym, aby podczas odprawy z dowódcami eskadr szczególnie podkreślił pan zakaz otwarcia ognia do jakiejkolwiek jednostki pilotowanej przez ludzi bez wyraźnego i potwierdzonego rozkazu, pochodzącego bezpośrednio od pana. Jasne?
– Tak jest.
– Jeśli istnieje dyplomatyczny sposób na rozwiązanie tego problemu, mam zamiar go wykorzystać. Ostatnia rzecz, jakiej nam obecnie potrzeba, to wojna domowa.
– Rozumiem, panie admirale.
– Wiem, że ty to rozumiesz. Ważne, by rozumiały to też te dzieciaki za sterami.
Niewiele więcej było do powiedzenia.
Koenig zezwolił wyjść obu oficerem i ponownie pogrążył się w zadumie.

Komnata Gwiezdna

Kompleks Rządowy Konfederacji Ad Astra

Genewa, Unia Europejska

Godzina 9.50 TFT


Prezydent Regis DuPont nienawidził tego miejsca. Czuł się tu jak na celowniku.
Oczywiście było ono pełne gwiazd, ale w jakiś sposób to tylko pogarszało sytuację.
Komnata Gwiezdna pełniła funkcję nie tylko planetarium, ale także wiele innych. Miała kształt sfery o średnicy stu metrów, której wewnętrzna powłoka była ogromnym ekranem. Najbliższe gwiazdy wyświetlano jako projekcje trójwymiarowe we wnętrzu, a te bardziej oddalone na powłoce sfery.
W towarzystwie małej grupy ochroniarzy i asystentów DuPont wszedł na wąską kładkę prowadzącą na platformę widokową, znajdującą się w środku sfery. Oczekiwała tam już na niego grupa kilkunastu senatorów Konfederacji, których stroje aż mieniły się srebrem i złotem brokatu, dekoracji i medali mających podkreślić znaczenie noszących je osób.
W grupie nie było ani jednego wojskowego, co zastanowiło prezydenta.
Jeśli chodzi o ścisłość, nie było w niej także ani jednego senatora z wojskową przeszłością, ani też żadnego reprezentującego kolonie zewnętrzne.
Obecność lub absencja pewnych ludzi doskonale określała kierunek, w którym wiały wichry polityki.
– Panie prezydencie – powiedziała senator Eunice Noyer – dziękujemy za przybycie.
– Dlaczego tutaj? – zapytał. – Czemu nie w sali konferencyjnej?
– Ponieważ Grupa Bojowa „Ameryka” zaczyna stwarzać problemy – odpowiedziała senator. – Próbujemy ustalić, w jakim kierunku udaje się obecnie Koenig.
– W tym zagadnieniu z całą pewnością powinna wam pomóc Komisja Wojskowa – powiedział DuPont. – Połączone Dowództwo z dużym zainteresowaniem śledzi kampanię Koeniga.
Noyer skrzywiła się.
– Nie są pomocni. Przynajmniej nie dla nas.
– Mogą być w zmowie – dodał senator Sheehan. – Caruthers nie powinien był wysyłać Koenigowi wzmocnienia. Oczekiwaliśmy, że wyda mu rozkaz powrotu na Ziemię.
– Siły zbrojne – zaznaczył senator Galkin – utraciły zaufanie. Caruthers i jego ekipa powinni zostać wzięci w cugle, i to ostro. Zbyt wiele od tego zależy. Na szali leży bezpieczeństwo Ziemi i całej ludzkości.
– A więc? – DuPont przerwał tę tyradę wzruszeniem ramion. – Gdzie obecnie znajduje się grupa bojowa?
– Nie jesteśmy pewni – powiedziała Noyer. – LGB-18 opuściła Alphekkę, ale nie udała się w kierunku Ziemi. Zgodnie z tym, co twierdzi Giraurd, LGB kieruje się w stronę nieopisanej gwiazdy oznaczonej jako HD 157950.
Czerwona linia przecięła niebo i połączyła Alphekkę z odległą gwiazdą.
– To dziewięćdziesiąt osiem lat świetlnych od Ziemi i sto czternaście od Alphekki.
– Nie ma jej w katalogu – powiedział DuPont. – Co tam jest?
– O ile nam wiadomo, nic. Wygląda tylko na punkt nawigacyjny, podczas gdy zasadniczy cel leży gdzieś dalej.
Senator Lloyd wykonała kilka gestów i czerwony promień świetlny wystrzelił z samej platformy obserwacyjnej, łącząc ją z jedną z bliższych gwiazd, pomarańczowozłotym słońcem należącym do konstelacji Boötis.
– Siódmego stycznia – powiedziała monotonnym głosem wykładowcy – grupa bojowa opuszcza punkt zbiórki floty Percival na orbicie Plutona, robi to najwyraźniej już po wysłuchaniu wiadomości, że Sh’daar zajęli Ozyrysa w 70 Ophiuchi.
Kolejny punkt zamigotał na projekcji.
– Grupa udaje się w kierunku Arktura, leżącego w odległości trzydziestu sześciu lat świetlnych od Ziemi, gdzie toczy bitwę z okrętami należącymi do sprzymierzeńców Sh’daar i uwalnia dużą grupę przetrzymywanych tam ludzkich jeńców wojennych.
– Plan – wtrącił DuPont – zakładał rajd głęboko w przestrzeń Sh’daar i zmuszenie ich do wycofania, a przynajmniej opóźnienia działań.
– Rzeczywiście – powiedział senator Suvarov – mówiło się o rajdzie na Eta Boötis po Arkturze. Dzielą je tylko dwa lata świetlne.
– Zamiast tego – dołączyła Noyer – Koenig zabiera grupę bojową tutaj.
Migać zaczęła kolejna gwiazda, położona nieco na lewo od Arktura, w dwukrotnie większej odległości. Czerwona linia lasera kolejny raz połączyła punkty na projekcji.
– Alphekka, odległa o siedemdziesiąt dwa lata świetlne. Jeśli wierzyć raportom, Koenig toczy bitwę z dużo silniejszą flotą przeciwnika i niszczy kosmiczną fabrykę wielkości Księżyca. W tym momencie duża część naszych sił, które mogłyby bronić Ziemi, zaangażowana jest siedemdziesiąt dwa lata świetlne stąd, podczas gdy Sh’daar pozostają na Ozyrysie, oddalonym od Słońca jedynie o szesnaście lat świetlnych. Szesnaście! Wróg może tu być w każdej chwili!
– No cóż… ile minęło od bitwy o Alphekkę? Sześć tygodni? – powiedział DuPont. – Sh’daar nie pojawili się na Ziemi. Może plan Koeniga, by odciągnąć ich uwagę, jednak działa.
– Może – odpowiedziała Noyer. Wykonała kilka gestów i mapa wokół nich znikła. – Ale tak wygląda aktywność admirała w tak zwanym międzyczasie.
Prezydent zmrużył oczy i wolno otworzył je ponownie. Trójwymiarowa prezentacja była gorsza od bezpośredniego załadowania obrazu do mózgu, gdyż postrzegało się ją jako coś zewnętrznego. Błędnik DuPonta wytrącił go na chwilę z równowagi, tak że musiał chwycić się barierki platformy obserwacyjnej, by nie upaść.
Dwie jasne iskierki reprezentujące podwójne słońce wisiały w środku czegoś, co przypominało podwójny dysk: protoplanetarne cząsteczki orbitujące wokół podwójnej gwiazdy A0V/G5V, znanej jako Alphekka. Obraz gwałtownie zmienił perspektywę, zbliżył się do dysku.
Okręty bojowe Marynarki Konfederacji przelatywały właśnie nad ogromną, obcą konstrukcją, kształtem przypominającą jajo – fabryką oznaczoną jako A1-01. DuPont widział wielki grzyb lotniskowca, promienie oślepiającego światła uderzające w sztuczną planetoidę wielkości Księżyca i powodujące powstawanie wulkanów płynnego metalu. Eksplozje termonuklearne wywoływane przez głowice wystrzeliwane z okrętów floty rozbłyskały na całej powierzchni sztucznego księżyca.
Jednostka bojowa przeciwnika znajdująca się w okolicy A1-01 trafiona została strumieniem cząsteczek i zaczęła wirować, zapadając się przy tym w niewielką czarną dziurę. W chwilę potem nastąpił gwałtowny rozbłysk i okręt zniknął.
Prezydent pocił się podczas trwania symulacji. To był tylko sztucznie wytworzony obraz, a nie realny zapis. DuPont czytał raport Koeniga i widział dołączone pliki wideo. W rzeczywistości przelot floty ludzi nad A1-01 trwał ułamek sekundy, a systemy uzbrojenia przygotowane zostały wcześniej i obsługiwane były przez AI. Obrazy prezentowane przez Noyer stworzone zostały na podstawie raportu admirała przeanalizowanego przez komputery w Bernie.
Tak czy inaczej, realizm projekcji przyprawiał prezydenta o zawrót głowy. Mocniej zacisnął dłonie na poręczy.
– Bitwa o Alphekkę – powiedziała Noyer – była spektakularnym sukcesem. Nasze źródła wywiadowcze, w szczególności BWM, są przekonane, że wysłaliśmy Sh’daar potężną wiadomość o jednoznacznej wymowie. A teraz najwyższy czas ściągnąć grupę bojową do domu.
– W kierunku Alphekki wysłaliśmy posiłki pod dowództwem grand admirała Giraurda – dołączyła senator Lloyd. – Wiózł on także rozkaz natychmiastowego powrotu na Ziemię. Najwyraźniej przybyli już… po tym wszystkim.
Kobieta wykonała gest obejmujący całą prezentację ukazującą termonuklearną furię i szalejące strumienie cząsteczek, migające pomiędzy senatorami znajdującymi się na platformie obserwacyjnej.
– Siedemdziesiąt dwa lata świetlne to dla naszych okrętów czterdzieści dni drogi – zauważył DuPont. – Nawet gdyby Koenig zawrócił natychmiast, flota właśnie zbliżałaby się do Układu Słonecznego. A bardzo prawdopodobne, że potrzebowali czasu na dokonanie napraw.
– Ale pocisk pocztowy jest w stanie pokonać ten dystans w dwa tygodnie – przypomniał senator Galkin. – Jeden przybył na Ziemię cztery tygodnie temu, dostarczając raport Koeniga. Wiadomość od Giraurda mówi, że Koenig kontynuuje swą pierwotną misję i kieruje się ku HD 157950. Ani słowa o planach samego Giraurda. Być może w tym czasie jeszcze nie powziął decyzji. Nie wiemy, dokąd LGB-18 ma zamiar udać się po minięciu HD 157950. Panie prezydencie, poruszamy się w kompletnej ciemności. Jedna czwarta floty Ziemi znajduje się gdzieś poza najdalszymi granicami ludzkiej przestrzeni, a my nie mamy pojęcia, ani gdzie jest obecnie, ani gdzie się udaje!
DuPont nie mógł powstrzymać uśmiechu.
– To faktycznie wygląda na działanie bardzo w stylu Alexandra Koeniga.
Kilka miesięcy wcześniej, zanim grupa bojowa opuściła Ziemię, członkowie Komisji Wojskowej Senatu zwrócili się do urzędującego prezydenta z sugestią, a właściwie żądaniem, by udał się na emeryturę, tak by Koenig, bohater obrony Ziemi, mógł zostać wybrany na jego miejsce.
Unia polityczna znana jako Konfederacja Terrańska nie była prostą demokracją, nieważne, co media i przekazy historyczne starały się twierdzić. Ponad sześciuset senatorów reprezentowało większość ludzkości, choć Hegemonia Chińska, Teokracja Islamska i Peryferie nie posiadały przedstawicieli. Około dwustu senatorów występowało w imieniu kolonii ludzkich, takich jak Księżyc, Mars czy bardziej oddalone Chiron i Ozyrys. Prezydent Senatu w zasadzie wybierany był przez senatorów i pełnił swą funkcję przez sześć lat, ale kryzys konstytucyjny, wotum nieufności czy nawet samo zagrożenie taką sytuacją dawały podstawy do zastąpienia jednego prezydenta innym.
Pod przykrywką demokracji rząd Konfederacji opierał się na sieci sojuszy, obietnic, sekretnych umów, wzajemnych przysług i kupowania głosów. Doprowadziło to do sytuacji, w której większość nowych ustaw nie była nawet głosowana.
DuPont zbliżał się do końca swojej kadencji i w głębi ducha bardzo się z tego cieszył. Od dawna zdawał sobie sprawę, że pewne siły polityczne w Senacie planują zastąpienie go Koenigiem. Pytanie brzmiało tylko kiedy – pod koniec roku czy natychmiast.
W pomyśle chodziło o to, by Koenig znalazł się na stanowisku, na którym mógłby być kontrolowany. Był on niebezpieczny politycznie i mógł wyrządzić niewyobrażalne szkody w sieci wzajemnych powiązań. Jego decyzje podjęte podczas obrony Ziemi uchroniły planetę przed zagładą i ludzie go kochali. Im dalej od Ziemi znajdował się admirał, tym trudniej było kontrolować jego i podległe mu siły. Najlepszym rozwiązaniem wydawało się sprowadzenie go na Ziemię i uczynienie z niego prezydenta, czyli sprowadzenie do roli marionetki.
Jednak admirał grał według zupełnie innych reguł. Odrzucił propozycję prezydentury, a zamiast tego przedstawił plan operacji, którą nazwał „Crown Arrow”, polegającej na rajdzie lotniskowcowej grupy bojowej głęboko w przestrzeń nieprzyjaciela. Koenig, zdaniem DuPonta, mógł być jednym z niezwykle rzadkich przypadków człowieka o absolutnej spójności wewnętrznej, którego nie dało się kupić za żadną cenę.
Nic dziwnego, że pewne grupy w Senacie bliskie były paniki.
– Po co mnie tu ściągaliście? – spytał. – Nie mam pojęcia, co robi Koenig. Nie wiem więcej niż wy.
– Może pan – powiedziała Noyer – podpisać rozkaz nakazujący mu natychmiastowe przekazanie dowodzenia Giraurdowi i powrót do domu. LGB-18 jest pod bezpośrednią kontrolą Senatu, a nie Marynarki. Jeśli Koenig nie wykona polecenia Komisji Wojskowej, będzie winny naruszenia dyscypliny. Jeśli nie wykona bezpośredniego rozkazu od pana, to dopuści się zdrady.
– A w jaki sposób dostarczymy mu rozkaz? – spytał DuPont. – Nie wiemy, ani gdzie jest, ani dokąd się udaje.
– Dzięki małej flocie pocisków pocztowych – odpowiedział Suvarov. Gdy mówił, trójwymiarowa mapa zaczęła się obracać, tym razem ukazując sieć niebieskich punkcików rozrzuconych między gwiazdami. – Będą pilotowane przez AI. Mamy w końcu „Encyclopedia Galactica” wraz z awatarem admirała. Możemy się domyślić, którymi celami będzie najbardziej zainteresowany.
– Aha.
„Encyclopedia Galactica” została dołączona do raportu Koeniga. Była to lista pozyskana z wraku kosmicznej fabryki A1-01, zawierająca ponad dwieście systemów gwiezdnych znajdujących się w relatywnie niewielkiej odległości od Układu Słonecznego, którymi w jakiś sposób zainteresowani byli sprzymierzeni ze Sh’daar Turuschowie. Te układy zostały podświetlone na niebiesko. Względnie blisko znaczyło w tym wypadku około stu lat świetlnych od Ziemi.
Reszta…
Problem z określeniem „relatywnie niewielka odległość od Układu Słonecznego” polegał na tym, że było ono mylące. Przed wyprawą Koeniga i LGB-18 żaden człowiek nie oddalił się od Ziemi na odległość większą niż sześćdziesiąt lat świetlnych.
Tymczasem jedno z miejsc znajdujących się na liście położone było w odległości około pięciu tysięcy lat świetlnych.
Pięć tysięcy! Flota bojowa poruszająca się z najwyższą osiągalną dla niej prędkością potrzebowałaby siedmiu lat, aby tam dotrzeć. DuPont potrząsnął głową. Jeśli Noyer i reszta tego towarzystwa miała problem z kontrolą nad flotą oddaloną o marne siedemdziesiąt dwa lata świetlne, jak mieli poradzić sobie z dystansem siedemdziesiąt razy większym?
Taka ogromna przestrzeń…
Tego właśnie prezydent nie lubił w tym miejscu – symulacji, która bardzo wyraźnie wskazywała miejsce ludzkości w kosmosie. Konfederacja Terrańska była zapałką pływającą po oceanie. Kilkaset zaludnionych planet naprzeciw miliona należącego do Sh’daar? A może setek milionów?
Nikt tego nie wiedział. Wiadomo było tylko, że Sh’daar zdominowali tak ogromny obszar Galaktyki, mieli pod kontrolą tyle cywilizacji technicznych, że szanse Konfederacji na zwycięstwo w tej wojnie były równe zeru. W ciągu ostatniej dekady krążyły plotki, iż z tego powodu państwa nienależące do Konfederacji, takie jak Hegemonia czy Teokracja, mogą chcieć zawrzeć separatystyczny pokój ze Sh’daar. Podobnie rzecz miała się z grupą senatorów nazywanych Frakcją Pokoju. Zwycięstwo imperium Sh’daar równało się dla nich całkowitej zagładzie ludzkości. Gdyby zaś udało się znaleźć jakieś rozwiązanie pozwalające jednocześnie spełnić żądania obcych i zachować twarz, Ziemia mogłaby zostać ocalona, a wraz z nią Senat ze swoimi wpływami. Państwa niebędące dotychczas członkami Konfederacji musiałyby się przyłączyć na narzuconych zasadach.
Taką nadzieję miała przynajmniej Noyer i grupa senatorów, którzy ją popierali. Problemem programu Frakcji Pokoju było jednak kilka starych demokracji, w szczególności Stany Zjednoczone Ameryki Północnej z ich przestarzałymi tradycjami niepodległościowymi.
Koenig i rdzeń jego grupy bojowej wywodzili się z USNA. Nic dziwnego, że Noyer i jej poplecznicy nie ufali mu, a nawet się go obawiali. Unia Północnoamerykańska nigdy nie czuła się dobrze jako jeden z założycieli Konfederacji. Zbyt wielu jej obywateli nadal czuło się niezależnymi i dumnymi Kanadyjczykami, Meksykanami, Gwatemalczykami czy obywatelami Stanów Zjednoczonych.
DuPont zastanawiał się, co stało się z Giraurdem. Czy poleciał za Koenigiem w przestrzeń? Czy doszło do walki pomiędzy lojalistami i buntownikami?



Dodano: 2013-11-26 14:55:32
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"


 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

 Lovecraft, H.P. - "Nemezis i inne utwory poetyckie"

Fragmenty

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

 Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS