NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Erikson, Steven - "Kuźnia ciemności"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Erikson, Steven - "Trylogia Kharkanas"
Tytuł oryginału: Forge of Darkness
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Czerwiec 2013
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-361-8
Oprawa: miękka
Format: 165x230
Liczba stron: 640
Cena: 49,00 zł
Rok wydania oryginału: 2012
Tom cyklu: 1



Erikson, Steven - "Kuźnia ciemności"

„Kuźnia Ciemności” Stevena Eriksona to pierwszy tom Trylogii Kharkanas. Najprościej byłoby napisać, że jest to prequel do 10-tomowej Malazańskiej Księgi Poległych tego autora. Jednak może być to mylące. Bo trudno prequelem określać fabułę, która zaczyna się tysiące lat przed wydarzeniami z MKP. Mimo to słowo prequel pasuje najbardziej. Czytelnik epickiego cyklu Eriksona zgodzi się z tym dosyć szybko. Choćby dlatego, że w opowiadanej historii roi się od bohaterów znanych z książek składających się na MKP. Jednak nie czyni to powieści hermetycznie zamkniętą przed czytelnikami, którzy dotychczasowej twórczości Stevena Eriksona nie znali.

Akcja rozgrywa się w Kurald Galain, która jeszcze Grotą nie jest. Podziały między ludem Tiste dopiero narastają. Krainą tą włada Matka Ciemność, ale – jak to u Eriksona – trudno to władanie uznać za typowo feudalne a władczynię za kolejną zwykłą królową. Głównie z uwagi na jej tytuł i naturę. Także rodzina królewska do typowych, sztampowych kreacji nie należy. Oczywiście jest Małżonek – lord Draconus; są także Synowie: Anomander, Andarist, Silchas Ruin. Są też córki Draconusa, nie będące córkami Matki Ciemności (doskonale znane i przedstawiać ich nie trzeba – nowicjuszom w eksplorowaniu tego świata i tak ta wiedza na nic się przyda). Jest to królestwo zbudowane na konstrukcji, która potem – jak mi się wydaje – będzie przypominała nieco konstrukcję Grot. Arystokratyczne rody władające de facto krainą pozostają ze sobą w kruchej równowadze, która powoli ulega zaburzeniu. Całej fabule towarzyszy prawie podskórne napięcie. Wszyscy zaczynają wyglądać burzy, wybuchu, kataklizmu. Może sprzyja temu wrażeniu fakt, że czytelnikowi nie zostaje pokazane w sposób zdecydowany, do kogo władza należy, kto ją sprawuje, kto pociąga za sznurki. Może się to wydawać oczywiste z racji budowy królestwa. Ale wciąż miałem wrażenie w trakcie lektury, że nie ma mowy o żadnych oczywistościach. Erikson snuje wciąż i wciąż nici zależności, niedopowiedzeń i tajemnic. Zatem może się okazać, że wojna domowa, na którą się zanosi, nie jest wcale zwykłą wojną domową. Być może – tak jak było to w MKP – jest to element innej gry, jej najniższy poziom.

To, co zajęło Eriksonowi kilkanaście tysięcy stron w Malazańskiej Księdze Poległych, w Trylogii Kharkanas obliczone zostało na niecałe dwa tysiące (jeśli można wróżyć po liczbie stron tomu pierwszego). Obawiam się zatem, czy na pewno Eriksonowi uda się ten konflikt przedstawić, rozwinąć i zakończyć w sposób satysfakcjonujący. Czy nie skończy się to zbyt dużą ilością nierozwiązanych tajemnic. W zasadzie chyba czegoś takiego należy oczekiwać. W MKP autor nie oszczędzał czytelnika i wrzucał go przecież w sam środek konfliktu, którego natury i genezy mu nie objaśniał od razu. Było to początkowo trudne do ogarnięcia, ale i stanowiło doskonały haczyk, ponieważ odkrywanie tego złożonego, ogromnego i dopracowanego świata wraz z kolejnymi odsłonami cyklu, było bardzo wciągające. I tam również wszystkich odpowiedzi nie dane było poznać. Steven Erikson miał zatem czas (i tysiące stron), aby przećwiczyć sobie swoiste szczucie czytelnika na wątki, czy też całą fabułę. Mam jednak wrażenie, że w „Kuźni Ciemności” autor czyni tak samo. Czytelnik nieznający MKP będzie się musiał uzbroić w cierpliwość i zdobyć na wysiłek, aby ten świat sobie poukładać i zrekonstruować jakoś. I to uważam za zaletę, a nie wadę. Dzięki temu Erikson zdobył moje uznanie wcześniej. I choć teraz było mi łatwiej (dlatego, że wiem, kto jest kim, lub kto kim się stanie) to jednak nawet znając MKP, wciąż można liczyć na element zaskoczenia i tajemnicę. I chyba cieszyć się należy, że „Kuźnia Ciemności” jest pierwszą częścią „tylko” trylogii. Daje to nadzieję, że otrzymamy doskonalszy (bo skondensowany) utwór autora już doświadczonego w snuciu historii składających się z kilkupoziomowych intryg i zależności.

Mimo to lektura „Kuźni Ciemności” pozostawiła mnie z pewnym niedosytem. Tym oczywistym – wynikających z chęci poznania ciągu dalszego. Ale i tym wynikającym ze wspomnianej obawy – czy uda się tak zakrojoną intrygę rozwiązać w sposób satysfakcjonujący w „tylko” trylogii? Obawa ta będzie towarzyszyć do samego finału, zatem ostrożnie i tymczasowo podchodzę do oceniania pierwszego tomu tej trylogii. Przekleństwem MKP było stworzenie świata tak wielkiego i złożonego, obsadzonego bohaterami, którzy czasami nie mieli szans rozwinąć skrzydeł, lub nie było im to przeznaczone (Caladan Brood chociażby). Myślę, że autor da im na to szansę w trylogii (tej zapoczątkowanej „Kuźnią Ciemności”, jak i zapewne kolejnych). Ale też pamiętać należy, że Erikson nie pisze tych powieści dlatego (lub: tylko dlatego), by zadośćuczynić nie udzielonym wcześniej odpowiedziom.

Powieść można polecić z czystym sumieniem czytelnikom, którzy dotychczas nie mieli do czynienia z Malazańską Księgą Poległych. W niczym to nie przeszkadza. Czytelnik nieskażony znajomością MKP podejść może do „Kuźni Ciemności” bez zbytnich obaw, bez mętliku w głowie związanego z dociekaniem: dlaczego tak, a nie inaczej, jakie ma znaczenie to lub tamto. Taka w pewien sposób błogosławiona niewiedza może dać świeże spojrzenie i „czystą” opinię o nowej powieści Stevena Eriksona. Szczerze pisząc, to będę wypatrywał recenzji „Kuźni Ciemności” pisanych przez takich czytelników, bo jestem ciekaw ich percepcji twórczości kanadyjskiego autora.




Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2013-09-05 19:17:21
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Mutanta"


Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS