NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Szmidt, Robert J. - "Riese"

Ukazały się

Wójtowicz, Milena - "Vice versa"


 Dąbrowski Krzysztof T. - "Nie w inność"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Kowalska, Ewa - "Uprzywilejowani"

 Fletcher, Giovanna i Tom - "Nowa Ewa. Początek"

 Wraight, Chris - "Bitwa o Kieł"

 Krzywik, Tomasz - "Zacisze"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Kress, Nancy - "Przestrzeń prawdopodobieństwa"
Wydawnictwo: Almaz
Cykl: Kress, Nancy - "Prawdopodobieństwo"
Tytuł oryginału: Probability Space
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data wydania: Kwiecień 2013
Oprawa: miękka
Format: 145 x 204 mm
Liczba stron: 295
Cena: 25,99 zł
Rok wydania oryginału: 2002
Wydawca oryginału: Tor
Tom cyklu: 3



Kress, Nancy - "Przestrzeń prawdopodobieństwa" #2

Rozdział 1

Cambridge, Massachusetts,
Federacja Atlantycka, Ziemia,
trzy miesiące wcześniej

Czasami Amandzie Capelo wydawało się, że ma najlepsze życie ze wszystkich koleżanek uczęszczających do Akademii Saulera. Ojciec kochał ją i jej siostrę znacznie bardziej, niż inni ojcowie kochali swoje córki. Każdy to widział. Do tego jej ojciec był sławny, a macocha Carol miła. A przecież Amandzie mógł się trafić ktoś równie okropny jak Thekli Carter po rozwodzie rodziców. Tymczasem Carol była równą babką. W szkole Amanda zbierała dobre oceny, miała mnóstwo przyjaciół i nawet jako czternastolatka wiedziała, że jest niebrzydka i ma szansę zostać w przyszłości prawdziwą pięknością. Zamierzała pójść na studia i pracować jako naukowiec tak jak ojciec, aczkolwiek nie chciała być fizykiem, ponieważ matematyka nie była jej mocną stroną. Zastanawiała się nad biologią. Na razie cieszyła się domem, ładnymi ubraniami i dorocznymi wakacjami na Marsie u cioci Kristen i wujka Martina. Krótko mówiąc: osiągnęła dobrą pozycję w kontinuum czasoprzestrzennym – jak lubił mawiać jej ojciec i z czym Amanda całkowicie się zgadzała.
Wszelako kiedy indziej odnosiła wrażenie, że jest wiecznie przerażona. Od śmierci matki zawsze się bała. Obawiała się, że Fallerowie zaatakują Układ Słoneczny. Drżała, że coś złego przytrafi się jej ojcu albo Sudie lub cioci czy wujkowi. Strachem napawała ją myśl, że ojciec straci pieniądze i będą musieli się przenieść do jednej z tych okropnych dzielnic, które pokazywano w holowizji. Jednakże dopiero gdy pewnej nocy jacyś mężczyźni przyszli po jej ojca i zabrali go ze sobą, Amanda się dowiedziała, co to prawdziwy strach.
Wieczór rozpoczął się źle, kłótnią z ojcem. Zanim ukończyła trzynasty rok życia, nigdy się nie kłócili, ale odkąd zaczęli przed półtora rokiem, nie mogli przestać. Amanda kochała ojca bardziej niż kogokolwiek innego na świecie, nie rozumiała jednak, czemu wiecznie zawirusowuje jej programy. Inni ojcowie w niczym go nie przypominali. Ojciec Thekli pozwalał jej chodzić samej do holokina, Juliana mog-
ła uprawiać swobodne spadanie, a Yaeko rozmawiała ze swoim tatą dosłownie o wszystkim. Tom Capelo nie chciał rozmawiać o wielu sprawach.
Amanda rozmyślała o tym wszystkim, zakradając się do sypialni ojca. Nie powinna tego robić. Lecz Tom był na dole w swoim gabinecie, gdzie zajmował się fizyką, a jak wiadomo, kiedy to robił, zapominał o świecie. Jej, Amandy, nie wyłączając. Dziewczynka posmutniała, uświadomiwszy to sobie. Zaraz jednak poprawiła się w myślach. Nieprawda, tata mnie kocha. Tylko że albo mnie tłamsi, albo ignoruje. Czemu nie może być normalny?!
Po cichutku zamknęła za sobą drzwi jego sypialni, po czym równie cicho wyciąg-
nęła pudło ukryte pod łóżkiem. Miało rozmiary metr na metr i piętnaście centymetrów wysokości i było wykonane z nieprzezroczystego niezwykle silnego tworzywa zaprojektowanego z myślą o dłuższym przechowywaniu rzeczy w niesprzyjających warunkach. Zostało wyposażone w zamek elektroniczny, do którego szyfr Amanda zmyślnie odkryła. Nie było to trudne – szyfr stanowiły cyfry składające się na datę urodzenia jej matki. Aż dziw, że słynny na cały świat fizyk nie wymyślił czegoś oryginalniejszego.
A może wcale nie było w tym niczego dziwnego.
Amanda poczuła kulę w gardle jak zawsze, gdy otwierała to pudło. Odłożywszy na bok kilka kostek informacyjnych i dwa mniejsze pudełka, wyjęła sukienkę. Serce rozpoczęło swój dudniący taniec. Tym razem nie zamierzała tylko patrzeć na sukienkę; tym razem chciała ją przymierzyć.
Na Koronusie panna młoda wdziewa żółć, kolor słońca. Ojciec powiedział jej o tym dawno temu, kiedy jeden jedyny raz pokazał jej tę sukienkę. Amanda przypuszczała wtedy, że się upił, co nie było do niego podobne. Później się dowiedziała, że tego dnia wypadała rocznica śmierci jej matki. Nigdy więcej nie uczynił żadnej wzmianki na temat rzeczy po zmarłej żonie. Zatrzymał je jednak nawet po powtórnym ożenku.
Wepchnąwszy pudło pod łóżko, Amanda zrzuciła buty, tunikę i spodnie. Wsunęła sukienkę przez głowę i przejrzała się w dużym lustrze Carol.
W minionym roku ciało Amandy nabrało krągłości, które do tej pory ją zdumiewały, chociaż w skrytości ducha była z nich zachwycona. Yaeko nadal była praktycznie płaska jak deska, a Thekla najbardziej przytyła w pasie. Mimo to Amanda zazdrościła Thekli oczu. Tak czy owak w tej sukience wyglądała bardzo ładnie, a także – ze względu na wzrost – sprawiała wrażenie starszej niż w rzeczywistości. Żółty materiał opinał ciasno jej klatkę piersiową i spływał faliście po biodrach i udach, jakby strój został uszyty na jej miarę. Karen Capelo była drobnej budowy ciała, podobnie jak Tom i Sudie, Amanda za to wdała się w ciocię Kristen. Ale ze swoimi długimi jasnymi włosami i szarymi oczami przypominała też mamę. W przeciwieństwie do młodszej siostry Amanda pamiętała matkę. Miała prawie osiem lat, kiedy Karen zginęła w ataku wroga na sielską planetę.
Czy była ładniejsza od Karen? Nie, raczej nie. Matka miała przeuroczą twarz. A nos Amandy był nieco za długi, czoło zdawało się nazbyt pomarszczone, a broda... z brodą w ogóle było coś nie tak. Co za szkoda, że rodzice okazali się takimi konserwatystami i nie pozwolili na żadne modyfikacje genetyczne u swoich dzieci. Mało kto w dzisiejszych czasach jest takim dinozaurem. Thekla na przykład ma takie cudowne zielononiebieskie oczy, których kształt i kolor jest wynikiem inżynierii genetycznej, i jeszcze...
Usłyszała na schodach kroki Toma.
Żołądek zwinął się jej w supeł. Właściwie nie powinna być w domu, tylko na pływaniu, ale urwała się z zajęć i przyjechała wcześniej, czego nie wolno jej było robić. Zamierzała schodzić ojcu z oczu, póki nie wybije godzina, o której w normalnych okolicznościach ochroniarz Yaeko podrzuciłby ją pod dom, i udawać, że dopiero co wróciła. Wiedziała, że jeśli ojciec ją przyłapie, będzie na nią bardzo zły. W panice kopnęła zrzucone ubrania pod łóżko, a następnie ukryła się w garderobie. Nie śmiała domknąć za sobą drzwi, ponieważ Tom już wchodził do sypialni. Zostawiła niewielką szczelinę, przez którą mogła patrzeć jednym okiem...
To nie był jej ojciec! Przez moment Amanda sądziła, że człowiekiem, na którego patrzy, jest Dieter Gruber: potężny blondyn zmodyfikowany w każdym calu. Tylko że Gruber został na Świecie, na drugim krańcu Galaktyki, i tkwił tam już od dwóch lat, a poza tym zawsze zachowywał się niezdarnie i głośno. Tymczasem ten mężczyzna skradał się cicho jak kot.
Zajrzał do sypialni, obrzucił wzrokiem pomieszczenie, po czym wycofał się na korytarz.
Amanda zacisnęła mocno powieki. Kto to może być? Co się dzieje? Co powinna zrobić?
Ostrożnie otworzyła drzwi garderoby, wyślizgnęła się i lekko odchyliła zasłonę. Na zewnątrz stał samochód i drugi mężczyzna. Poza tym ulica była pusta i cicha, jak to w kwietniowy wieczór, pilnowana przez szpaler drzew, dla których Tom Capelo zdecydował się zamieszkać na przedmieściach Cambridge.„Skoro już muszę się zadawać z tymi głupkami z Harvardu – mawiał – przynajmniej nie będę z nimi mieszkał”.
Ojciec Amandy wyszedł z domu w towarzystwie trzeciego mężczyzny. Dziewczynce wydawało się, że idzie jakoś dziwnie. Był zbyt opanowany, zbyt cichy, nie wymachiwał rękami ani nic nie mówił. Nigdy tak nie chodził. Przyglądała się, jak wsiada do samochodu z tamtymi dwoma, po czym zobaczyła, jak dołącza do nich ten trzeci, który przed chwilą był na piętrze. Później samochód odjechał.
Może ojciec ma jakieś spotkanie na uczelni i zostawił jej karteczkę?... Pognała pędem na dół, żeby to sprawdzić. Jednakże zanim dotarła do kuchennego stołu, na którym zawsze zostawiali sobie wiadomości, wiedziała już, że nie chodzi o żadne spotkanie na uczelni. Tamten potężny blondyn był w ich domu, a potem wyprowadził ojca w taki sposób, jakby mu coś zrobił. Na przykład jakby nafaszerował go lekami czy czymś.
Powinna zawiadomić policję.
„Siedemdziesiąt procent to bełkoczące niezdary o inteligencji nogi od stołu – mawiał Tom Capelo o policjantach – a pozostałe trzydzieści procent co najmniej w połowie trzyma sztamę z przestępcami”.
Co będzie, jeśli Amanda zadzwoni na policję i trafi się jej jeden z tych, co trzymają sztamę z przestępcami, to jest z tymi, którzy zabrali ojca? Albo nawet jeden z tych głupich jak noga stołowa, co nie będzie wiedział, jak się zachować? Tom Capelo z pewnością uznałby piętnaście procent za prawdopodobieństwo niewarte ryzyka.
Amanda stała w bezruchu.
„Myśl – radził jej zawsze ojciec. – Ogarnij problem umysłem. Po to masz mózg”.
Zatem musiała się nad tym wszystkim zastanowić.
Nie mogła zadzwonić na policję. Policjanci mogli mieć w tym swój udział. Nawet w szkole słyszała, jak koleżanki poszeptują, że rząd się rozpada, przez co zaginął czyjś wuj czy kuzyn. Oczywiście dotyczyło to tego dużego rządu na Marsie, a nie któregoś z małych na Ziemi, ale... Żadnemu rządowi nie można ufać. Ba, nikomu nie można.
No, z wyjątkiem cioci Kristen mieszkającej w Lowell City. Tylko że jeśli Amanda skontaktuje się z nią, mężczyźni, którzy zabrali jej ojca, dowiedzą się o tym. Rozmowy były kontrolowane, szczególnie te z mieszkańcami stolicy Marsa i nawet te szyfrowane. W najlepszym razie nie wychodziła na jaw treść rozmowy, lecz sam fakt przeprowadzenia jej. O tym wiedziało każde dziecko – dzięki holowizji. W dodatku ZISYDO nagrywał wszystko, co się działo przy głównym wejściu i przed oknami na parterze. Źli panowie bez wątpienia przypomną sobie o zintegrowanym systemie domowym i pokonają jego zabezpieczenia (nawet Amanda to potrafiła), by zniszczyć dowody porwania. Robiąc to, dowiedzą się, że dziewczynka przez cały czas była w domu, i przyjdą także po nią.
Być może już są w drodze po nią!
Musiała uciekać, szybko, natychmiast. Jednakże nie mogła się udać do siostry Carol, gdzie przebywały Carol i Sudie, ponieważ źli panowie z pewnością to wiedzą i gdyby ona też tam poszła, mieliby je wszystkie w garści. Nie mogła na to pozwolić, gdyż była jedynym świadkiem porwania Toma Capelo. W razie czego będzie świadczyć w sądzie. Najpierw jednak musiała zorganizować pomoc dla ojca... Musiała zwrócić się do kogoś zaufanego, do kogoś, kogo źli panowie nie posądzą o znajomość z nią, a przy tym kogoś bogatego i wpływowego na tyle, aby był w stanie pomóc. Tego również Amanda nauczyła się z holowizji.
Marbet Grant. Na Lunie.
Amanda poczuła, jak uchodzi z niej powietrze, i o mało się nie rozpłakała z ulgi. Marbet była idealnym wyborem. Nikt nie pomyśli o tym, aby szukać Amandy na Lunie. Do tego Marbet była najmilszą, najbystrzejszą, najlepszą osobą, jaką dziewczynka znała. W gruncie rzeczy skrycie miała nadzieję, że jej ojciec ożeni się z Marbet. Chociaż Carol też była miła i być może nawet lepiej się nadawała na żonę Toma Capelo niż Marbet, która była Wrażliwcem. Tom Capelo bowiem miał zbyt swarliwą naturę, aby wyszedł mu na zdrowie związek z kimś, kto z dużą dozą prawdopodobieństwa umie przejrzeć jego myśli.
Podjąwszy wreszcie decyzję, Amanda nabrała tempa. Popędziła do swojego pokoju, włożyła buty i wepchnęła do torby parę czystych sztuk odzieży i przybory toaletowe. Przez cały czas gorączkowo rozmyślała. Ojciec zdradził jej szyfr do sejfu. Mogła więc kazać ZISYDO, aby go otworzył, i zabrać swój paszport. Zaraz się jednak zastanowiła, czy to nie pomoże jej wyśledzić. Machnęła na to na razie ręką, wzięła paszport i wszystkie pieniądze. Na koniec zabrała jeszcze niewielką sakiewkę z niebieskiego plastiku, w której trzymali kamyki z wugu.
Wug... Rozmigotana jaskinia na Świecie przypominająca legendarny Sezam. Ona i Sudie były tam tylko raz, gdy ich ojciec dokonywał ważnych odkryć na odleg-
łej planecie. Dieter Gruber pozwolił dziewczynkom nabrać garście diamencików i złotych samorodków, których pełno było na ścianach i na podłożu. Sudie oczywiście chciała się nimi wyłącznie bawić, ale Amandę ciekawiło, skąd się tam wzięły.„Kiedyś musiała się tu znajdować kaldera wulkanu – wyjaśnił wtedy Gruber. – Złoto wytrąca się z krążącej wody podgrzewanej przez magmę...”
Jakże dawno temu to było! Była wtedy jeszcze dzieckiem.
Umieściła sakiewkę w kieszeni i dopiero w tej chwili zdała sobie sprawę, że ma na sobie wciąż sukienkę matki. No i bardzo dobrze. Dzięki niej będzie się wydawała starsza. Wtem wpadła jej do głowy pewna myśl. Pobiegła z powrotem do sypialni ojca, złapała przybory do makijażu Carol i upchnęła je w swojej torbie.
Wyłączyła ZISYDO i wymknęła się przez tylne drzwi. Momentalnie zniknęła między drzewami rosnącymi za domem. Często tam się bawiła z przyjaciółmi, znała więc ten lasek jak własną kieszeń. Ojciec nazywał go „lasem po manikiurze” i „podmiejskim parkiem wersalskim”, nie wróżąc im spotkań wyższego stopnia z dziką zwierzyną, ale co z tego?
W lesie pachniało wiosenną glebą, woń była intensywna i orzeźwiająca. Panował chłód i Amanda zadrżała z zimna, przemykając pewnym krokiem po ścieżynkach oświetlonych blaskiem księżyca. Niestety zapomniała o jakimś wierzchnim okryciu.
Kwadrans później wychynęła z drugiej strony lasku, kilka przecznic od domu. Przeszła na róg ulicy i złapała magnebus do Cambridge. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, w środku roiło się od młodzieży tylko nieznacznie od niej starszej. (A jej ojciec utrzymywał, że jest za młoda, by jeździć magnebusem wieczorami!). Zajęła miejsce z tyłu, w ostatnim rzędzie, i położywszy lusterko Carol na kolanach, zaczęła się malować, ściągając obowiązkowo usta w ciup.
No, teraz prezentowała się o wiele poważniej. Może nawet wyglądała na szesnastolatkę.
A jeśli porywacze zabili ojca?
Nie, to niemożliwe. Prawdopodobieństwo czegoś takiego było bardzo małe. Tom Capelo był słynnym fizykiem, porywacze potrzebowali go żywego zapewne po to, aby rozwiązał dla nich jakiś problem naukowy. Tak! Amanda zakazała sobie gdybania i skoncentrowała się na kwestii, jak mu pomóc.
„Myśl. Ogarnij problem umysłem. Po to masz mózg...” – dźwięczały jej w uszach słowa ojca.
Na dworcu w Cambridge przyglądała się wszystkim znakom uważnie, aż rozgryzła, gdzie kupić bilet na pociąg do Kosmoportu Waltona położonego w środkowej części stanu. Zapłaciła w automacie pieniędzmi, dzięki temu nikt nie mógł jej wyśledzić. Wprawdzie w pociągu nie było ani jednego dziecka, ale na Amandę nadal nikt nie zwracał uwagi. Dziewczynka siedziała sztywno na swoim miejscu, starając się wyglądać jak najdoroślej i nie przejmować się tym, że jej ojciec został porwany i że ona boi się o życie jego i swoje, i że nic nie jest takie jak przed dwiema godzinami, gdy zależało jej tylko na tym, aby sprawdzić, czy będzie jej ładnie w żółtej sukience po matce.



Dodano: 2013-04-22 14:17:36
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Upiora południa"


Wygraj "Szczęki"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

Recenzje

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"


 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

 Zelazny, Roger - "Aleja Potępienia"

 Jadowska, Aneta - "Dzikie dziecko miłości"

 Majka, Paweł - "Jedyne: Ścieżki krwi"

 Barnhill, Kelly - "Syn wiedźmy"

 Corey, James S.A. - "Gry Nemezis"

 Piekara, Jacek - "Płomień i krzyż", tom 3

Fragmenty

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Bonowicz, Karina - "Gdzie Diabeł mówi dobranoc"

 Strickland, Adrianne; Miller, Michael - "Cień" #2

 Strickland, Adrianne; Miller, Michael - "Cień" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS