NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Duszyński, Tomasz - "Impuls"

Kristoff, Jay - "Nibynoc"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



VanderMeer, Jeff - "Podziemia Veniss"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Veniss Underground
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7480-140-9
Oprawa: twarda
Format: 125 x 205 mm
Liczba stron: 240
Cena: 35,00



VanderMeer, Jeff - "Podziemia Veniss"

Przerażająco fantastyczna książka



W „Mieście szaleńców i świętych” Jeff VanderMeer odsłonił tkwiące w nim olbrzymie pokłady wyobraźni, które w połączeniu z niespotykanymi szerzej zabiegami konstrukcyjnymi i nieprzeciętną umiejętnością malowania słowem fantastycznych wizji, sprawiły, że czytelnik jego książki doznawał rzadkich wrażeń i emocji. Czy jednak książka ta stanowiła szczyt jego możliwości? Lektura późniejszych o kilka lat „Podziemi Veniss” daje odpowiedź przeczącą. Powieść VanderMeera zapewnia to wszystko, co znaliśmy z jego poprzedniej wydanej w naszym kraju pozycji, ale oferuje też więcej i – przede wszystkim – inaczej.
Akcja powieści dzieje się odległej przyszłości na Ziemi, lecz z trudem można się doszukiwać wspólnego mianownika pomiędzy Veniss a naszą rzeczywistością. Pojawiają się jedynie pewne echa naszej kultury, zmienione i zniekształcone przez czas. Rzadkim zabiegiem w fantastyce jest tak zupełne oderwanie wizji przyszłości od naszych czasów; a przecież z pozoru zdaje się to najwłaściwszym rozwiązaniem. Choć cuda Veniss osiągnięte są za pomocą nauki, VanderMeer nie tłumaczy zasad ich działania; konfrontuje czytelnika z efektami i skutkami, gdzieniegdzie jedynie przemycając wskazówki. W rezultacie ciężko wskazać granicę między nauką a siłą nadprzyrodzoną, rzeczywistością a ułudą. Zagłębiając się w świat VanderMeera poczuć się można równie obco, co gość ze Średniowiecza w Nowym Jorku XXI wieku.
Z drugiej strony w „Podziemiach Veniss” wiele jest nawiązań do literatury; a w zasadzie całej szeroko pojętej kultury. Sam VanderMeer mówi, iż tworząc tę powieść, pomysł na fabułę zaczerpnął z mitu o Orfeuszu i Eurydyce. Nie jest to jednak wierny retelling, a raczej zastosowanie pewnej osi fabularnej i kilku rozpoznawalnych scen. Ramy te pozwalają na sporą dowolność w prowadzeniu fabuły, wplatanie wielu innych wątków, a także wolty w najmniej oczekiwanych momentach... w oczekiwanych zresztą czasami też.
Tytułowe podziemia Veniss słusznie kojarzą się z kręgami piekielnymi. Miejscami, szczególnie pod koniec, nasuwały mi się skojarzenia z „Miastami pod Skałą”, choć Huberath na tle VanderMeera wypada blado. Amerykański pisarz łączy obrazy Boscha z wizjami Dantego... ale również to porównanie nie oddaje istoty rzeczy; przy „Podziemiach Veniss” wydaje się ono niemal sielanką. Im niżej się schodzi, tym bardziej przerażające istoty można tam spotkać. Wszystko za sprawą wszechobecnej inżynierii genetycznej, potrafiącej nadać inteligencję zwierzętom, a ludzi przemienić w potwory; przy nich Miéville’owi prze-tworzeni wydają się niemal ludzcy. Wymowa tego procederu zresztą jest dosyć klarowna, a jego konsekwencje będą sięgać daleko. VanderMeer jasno wyraża swoje zdanie w dyskursie o dozwolonych granicach rozwoju nauki. Zresztą w powieści oprócz opowiadanej historii wiele jest komentarzy i pytań dotyczących ważkich kwestii, z tematem ludzkiej natury na czele.
Rzadko spotyka się autora, który tak plastycznie potrafi odmalować scenerię, urozmaicać narrację; szczególnie, gdy ma ona przerażać odbiorcę. Niektóre sceny wywołują ciarki na plecach. Szczególnie sugestywna jest część, w której prowadzona jest narracja w drugiej osobie. Choć nie jest to nowy zabieg, to działa piorunująco: ma się wrażenie, jakby opisywane wydarzenia dotyczyły bezpośrednio czytelnika. Osoba posiadająca mniejsze umiejętności pisarskie nie podołałaby takiemu wyzwaniu. VanderMeerowi udało się to śpiewająco.
„Podziemia Veniss” to istna żonglerka gatunkowa. W założeniach science fiction, ze scenografii pozornie fantasy, a we wrażeniach z lektury – horror. Autor płynnie przechodzi od elementów kryminału, poprzez powieść obyczajową, do powieści przygodowej; z każdej konwencji czerpiąc zaledwie tyle, ile potrzeba. Czy to new weird, czy też inny kolaż międzygatunkowy? Nie wiem, ważne, że próba została zakończona sukcesem.
Znalazłem tylko jedną wadę „Podziemi Veniss” – objętość. Wobec „Miasta szaleńców i świętych” omawiana tu powieść prezentuje się bardzo skromnie. Dodam, że na dwieście czterdzieści stron zaledwie trzy czwarte stanowi właściwa powieść; pozostała część to posłowie – częściowo fabularyzowane – odkrywające rąbka tajemnicy o genezie i pracy nad powieścią oraz nowela z późniejszych dziejów świata opisanego w „Podziemiach Veniss”. Nie chcę przez to powiedzieć, że VanderMeer powinien bardziej rozbudować swą powieść – prawdopodobnie zniszczyłoby to pieczołowicie zbudowaną konstrukcję narracyjno-fabularną. Jednakże żal po tak szybkim rozstaniu się ze światem Veniss pozostaje. I głęboki niedosyt. Szkoda, że w tomie nie znalazły się inne teksty VanderMeera osadzone w tych realiach1).
„Podziemia Veniss” są jak do tej pory najkrótszą książką w Uczcie Wyobraźni; jednocześnie jednak w mojej opinii jedną z najlepiej dopasowanych do nazwy serii wydawniczej. VanderMeer stworzył powieść niezwykle sugestywną, oddziałującą na wyobraźnię; mało tego – jego obrazy wręcz siłą wdzierają się do umysłu czytelnika: przerażają, onieśmielają, fascynują. Aż strach pomyśleć, czym amerykański pisarz zaskoczy w następnej książce, bo nie wątpię, że „Podziemia Veniss” nie stanowią ukoronowania jego kariery.



1) Jedno z nich („A Heart for Lucretia”) dostępne jest nieodpłatnie w sieci, oczywiście w języku angielskim.



Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2009-06-25 15:07:17
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

GeedieZ - 16:52 25-06-2009
"choć Huberath na tle VanderMeera wypada blado" no żeby tak napisać to już musiałeś mieć naprawdę co najmniej genialną książkę w ręku.

MadMill - 16:56 25-06-2009
Tylko czemu taka krótką...

Asturas - 19:09 25-06-2009
o.O Po tej recenzji to ja lecę to kupić jak tylko sie pojawi zaczynam czytać w drodze powrotnej :P

Shadowmage - 19:19 25-06-2009
GeedieZ pisze:"choć Huberath na tle VanderMeera wypada blado" no żeby tak napisać to już musiałeś mieć naprawdę co najmniej genialną książkę w ręku.
Tobie się na pewno nie spodoba :P
A pisałem o jednym konkretnym elemencie.

GeedieZ - 19:54 25-06-2009
A tu Cię zaskoczę bo mi się "Miasto..." bardzo podobało.

"Podziemia" już są w Empikach, właśnie wróciłem do domu ze swoim egzemplarzem :>

Maeg - 16:38 26-06-2009
Kupiłem dziś "Podziemia Veniss". Wiedziałem, że będzie krótkie ale nie, że aż tak krótkie!

toto - 18:59 26-06-2009
Kupiłem dziś "Podziemia Veniss". Wiedziałem, że będzie krótkie ale nie, że aż tak krótkie!

Nie płakaj, Miasto szaleńców i świętych jest zdecydowanie dłuższe. Zawsze możesz wejść do Ambergris, gdyby zachciało Ci się dłużej obcować z prozą VanderMeera.

GeedieZ - 07:44 30-06-2009
[UWAGA SPOILERY]

I szczerze mówiąć bardziej bym polecał właśnie "Miasto...". "Podziemia Veniss" mi jakoś nie podeszły - moim zdaniem są gorsze od "Miasta". Najbardziej nie podoba mi się fakt wykorzystania jednego z najgłupszych motywów w fantastyce czyli "idę was wszystkich zabić i jestem nieśmiertelny bo mi ukradliście dziewczynę". Oczywiście autor oszałamia bogactwem wyobraźni, napisane też sprawnie (aczkolwiek miejscami dla mnie przyciężkawo), niemniej jednak niesmak pozostaje. Po VdM spodziewałem się czegoś lepszego. Najbardziej z całej książki podobała mi się nowela na końcu - o cerberach, chociaż ciężko znaleźć tak wkurzającego bohatera jak Balzak.

Shadowmage - 17:59 30-06-2009
Wiedziałem :) Co do motywów - przecież VanderMeer nie robi z nich sedna opowieści, a wykorzystuje do pokazania zupełnie innych rzeczy.

nosiwoda - 16:58 07-07-2009
[HERE BE SPOILERS!]

To było moje pierwsze zetknięcie z dłuższym kawałkiem prozy VanderMeera - i nie powiem, żeby było szczególnie udane. W większości zgadzam się z GeedieZ - mnie także bardziej podobała się "Wojna Balzaka" - atmosfera beznadziei i świata skazanego na przeminięcie była tam bardziej dojmująca, bo prawdziwsza, niż w oniryczno-delirycznych "Podziemiach...". Ten oniryzm, w połączeniu z otoczką quasi-naukową, irytował mnie momentami (wielkie morze na trzydziestym poziomie podziemi? metro, o którym nie wie nikt w Veniss, ale jednak pełne pasażerów?) Co do schematów fabularnych, to poza Orfeuszem teraz dostrzegam też wariację na temat Elojów i Morloków.

Shadow - uwaga formalna "z niespotykanymi szerzej zabiegami konstrukcyjnymi" - to "szerzej" chyba należałoby zastąpić "gdzie indziej". Wiem o formie "szeroko spotykane", jednak to już odeszło od niej na tyle daleko, że brzmi - IMHO - dziwnie.
"VanderMeer jasno wyraża swoje zdanie w dyskursie o dozwolonych granicach rozwoju nauki."
Bo ja wiem? Tzn. inaczej - ja tam nie dostrzegam jawnego potępienia, raczej fascynację i swego rodzaju fatalizm - człowiek sięgnie po tego typu manipulacje, bo MOŻE.

Ogólnie - z Uczty Wyobraźni to dla mnie na razie najsłabsza pozycja (choć Akwaforta i Opowieści sieroty przede mną, więc to wykluczam z porównania).

edit: Aha, jeszcze kwestia dalszych skojarzeń literackich: "Maszyna staje" (upadek dekadenckiego miasta, niedostrzegany przez mieszkańców) Forstera oraz "Chaotyczne akty bezsensownej przemocy" (chaos i anarchia, rozpad) Womacka. No i może też "Księga Nowego Słońca" Wolfe'a - z racji oddalenia czasowego od naszej rzeczywistości, pewnej atmosfery starodawności i upadku, a także surrealizmu, oraz niezrozumiałej zaawansowanej technologii.

Shadowmage - 09:50 08-07-2009
Tak, nawiązania do "Wehikułu czasu" też mi się nasuwały. Z resztą komentarzy w zasadzie nie ma co dyskutować, bo dotyczą gustów. Z nawiązaniami do Wolfe'a to sam nie wiem, podobnych książek było więcej, również wśród pisarzy przez autora "Podziemi Veniss" cenionych. Trudno prześledzić którymi konkretnie VanderMeer się inspirował, jeśli w ogóle.

Jeśli ta oniryczność Ci się nie spodobała, to konsekwencją był brak zawieszenia niewiary i reszta Twoich zarzutów co do książki.

Uwagi formalne - "gdzie indziej" nie oddaje tego, co chciałem przekazać. Choć, nie ukrywam, można było pewnie napisać to zgrabniej.
Opinia VanderMeera odnośnie nauki - popraw mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się iż nie wspomniałem o potępieniu. W sumie zgodziłbym się, z małymi zastrzeżeniami, z Twoją interpretacją.

nosiwoda - 10:25 08-07-2009
No, ale napisałeś:
Wszystko za sprawą wszechobecnej inżynierii genetycznej, potrafiącej nadać inteligencję zwierzętom, a ludzi przemienić w potwory; przy nich Miéville’owi prze-tworzeni wydają się niemal ludzcy. Wymowa tego procederu zresztą jest dosyć klarowna, a jego konsekwencje będą sięgać daleko. VanderMeer jasno wyraża swoje zdanie w dyskursie o dozwolonych granicach rozwoju nauki.
Z tego fragmentu wynika (dla mnie), zwłaszcza z użycia słowa "potwory", że Twoim zdaniem VanderMeer potępia takie przekraczanie granic.

Co do oniryczności - ta oniryczność się wkrada w narrację w pewnym momencie. Do tego czasu mogłem zawieszać niewiarę na kołku "przyszłościowe dekadenckie miasto w rozpadzie". A potem... potem już nie, bo kołek został zastąpiony innym, a moja niewiara pozostała na tamtym.

Shadowmage - 09:25 09-07-2009
A widzisz, mnie oniryczność (może to jeszcze nie to dokładnie, ale przedsmak tego, co działo się później) tekstu złapała szybko - przy pierwszym spotkaniu Nicka z Quinem.

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Chambers, Becky - "Daleka droga do małej, gniewnej planety"


 Cameron, Miles - "Straszny smok"

 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS