NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Mitchell, David - "Widmopis"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Ghostwritten
Tłumaczenie: Anna Reszka
Data wydania: Październik 2014
ISBN: 978-83-7480-440-0
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Cena: 39,00
Rok wydania oryginału: 1999



Mitchell, David - "Widmopis"

Debiut zwielokrotniony


David Mitchell najbardziej kojarzony jest chyba dzięki „Atlasowi chmur”, który w 2012 roku doczekał się głośnej ekranizacji. Polskie wydanie „Widmopisu” w Wydawnictwie Mag z 2014 roku (książka wcześniej ukazała się w 2003 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego, ale przeszła w zasadzie bez echa) nieco zaburza właściwą chronologię, gdyż książka w oryginale ukazała się już w roku 1999 i stanowiła debiut Mitchella. Jej zestawienie z „Atlasem” wydaje się narzucać samo, nie tylko ze względu na ekranizację, ale przede wszystkim z powodu podobieństw konstrukcyjnych, łączących te dwa dzieła. Powinniśmy jednak mieć na uwadze, że „Widmopis” to pierwsza książka tego pisarza. Nie dlatego, by podchodzić do niej z większą wyrozumiałością i mniejszymi oczekiwaniami, lecz przeciwnie: aby tym silniej zachwycić się talentem debiutującego autora.

„Widmopis” to, jak dowiadujemy się z karty tytułowej, „powieść w dziewięciu częściach”. Właściwie rozdziałów jest dziesięć, lecz ostatni, liczący tylko kilka stron, służy zamknięciu powieści – i to nie tyle zamknięciu fabularnemu, co konstrukcyjnemu, bowiem na końcu wracamy do... początku. Linearność zostaje odrzucona na rzecz cykliczności, i choć nie jest to cykliczność tak wyraźna, jak w „Finneganów trenie”, to wciąż sporo mówi nam o koncepcji czasowości wpisanej w – nomen omen – cykl opowiadań.

Choć karta tytułowa mówi o częściach powieści, równie dobrze „Widmopis” można traktować jako zbiór opowiadań. Każdy rozdział stanowi integralną całostkę. Zmieniają się postaci, miejsca oraz narratorzy (choć konsekwentnie utrzymywana jest narracja pierwszoosobowa), zmienia się klimat i styl, a nawet gatunek literacki. Przemierzymy świat w całej jego szerokości – od Japonii, przez Chiny, Mongolię, Rosję, Irlandię, po Stany Zjednoczone. I w całym bogactwie doświadczymy ludzkich charakterów: poznamy zamachowca, złodziejkę obrazów, pisarza, pracującego po nocach DJa radiowego czy właścicielkę herbaciarni na górskim szlaku. Wszyscy oni jawią się jako postaci wiarygodne i prawdziwe, bardziej niż ich przygody, muśnięte zawsze jakąś fantastyką, jakąś niesamowitością.

Możliwość scalenia poszczególnych losów w „powieść” (cudzysłów tutaj będzie konieczną asekuracją) wypływa z przeplatania się pewnych motywów i postaci. Główny bohater jednej historii może mignąć nam w innej. Działania powzięte w jednym rozdziale znajdują swe konsekwencje po stu stronach, w innej już historii. „Widmopis” przeradza się tym samym w traktat o przyczynowości, w studium konsekwencji bądź w rozważania nad wolnością i determinizmem. Autor stawia ważkie pytania – czy możemy przewidzieć konsekwencje naszych działań? A jeśli nie, to czy możemy ponosić za nie odpowiedzialność? I jak wobec tego ustawić własny kompas moralny? Nie znajdziemy tu jednoznacznej odpowiedzi, lecz całą galerię postaw, w których możemy przeglądać się jak w zaczarowanych lustrach (lub krzywych zwierciadłach?), i zdecydować, w którym z nich sami czujemy się najlepiej.

Lecz w sprytnej strukturze „Widmopisu” leży też pewna pułapka. Jest nią pragnienie całości. Zwykła narcystyczna radość z odkrywania kolejnych powiązań pomiędzy rozdziałami może zachęcać czytelnika do ich wytężonych poszukiwań. To pułapka ego, w wyniku której lekturę zaczyna się traktować jako intelektualną grę, wyzwanie pojawiające się w miejsce estetycznego zachwytu. Taka gra może być oczywiście satysfakcjonująca, jednak prowadzi do pewnego rozczarowania. Łączący kropki czytelnik musi dotrzeć do końca, który przerywa jego pracę, bez wyraźnego finału. Umyka wtedy sens powieści, który dostrzec można tylko zachowując konieczny dystans, tylko patrząc na obraz, jaki wyłania się z nakreślonych linii.


Autor: Aleksander Krukowski
Dodano: 2015-02-17 18:02:01
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS