NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Wroczek, Szymun - "Piter. Bitwa bliźniaków"

Lafferty, R.A. - "Najlepsze opowiadania"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wizna"


 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

 Hill, Joe - "Dziwna pogoda" (2020)

 Faber, Adam - "Dom Wiedźm"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

Linki

Mull, Brandon - "Baśniobór. Tajemnice smoczego azylu" (oprawa twarda)
Wydawnictwo: W.A.B.
Cykl: Baśniobór
Tytuł oryginału: Fablehaven: Secrets of the Dragon Sanctuary
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Data wydania: Listopad 2012
ISBN: 978-83-7747-756-4
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 512
Cena: 41,90 zł
Rok wydania oryginału: 2009
Tom cyklu: 4



Mull, Brandon - "Baśniobór. Tajemnice smoczego azylu"

Dla tych, którzy kręcili nosem nad słabościami trzeciego tomu, mam bardzo dobre wieści. To tylko nic nieznacząca pisarska czkawka, która należy do przeszłości. Przygoda znów nabiera rumieńców i gotuje scenę pod wielki finał.

Niżej podpisany nie był pewnie jedynym, który wytykał „Pladze Cieni” parę słabszych rozdziałów i warsztatowych potknięć. Autor szedł chwilami na trudne do usprawiedliwienia skróty, które kopały dołki pod dramaturgią wydarzeń (przeszkody pokonywane metodą bułki z masłem) i psychologiczną wiarygodnością postaci (polegli towarzysze żegnani zaledwie wzruszeniem ramion). Te objawy pisarskiej niedbałości rodziły podejrzenie, że Mulla znudziła rzetelna praca i zamierza ukończyć pięcioksiąg najmniejszym możliwym kosztem, poświęcając staranność na ołtarzu terminów.

Po lekturze tomu czwartego odnosi się jednak wrażenie, że autor wyciągnął wnioski z krytyki, nabiera pisarskiej wprawy, uczy się na własnych błędach i coraz lepiej panuje nad narracją i powieściową materią. Za tezą o ulepszonym warsztacie przemawia zarówno warsztatowa solidność czwartego tomu, jak i poziom nowego cyklu („Pozaświatowcy”) oraz definitywne rozstanie z nieudanymi pomysłami, na przykład ideą abstrahowania od kategorii dobra i zła, anonsowaną w pierwszym tomie, a potem kompletnie zarzuconą.

„Tajemnice Smoczego Azylu” to równa, dobrze wyważona i konsekwentnie poprowadzona powieść, choć powtarzająca – to fakt – ograny schemat wyprawy najeżonej pułapkami, zagadkami i przeciwnikami i w gruncie rzeczy nie różniąca się zbytnio od poprzednich tomów. Oś fabularna całego cyklu od dłuższego czasu tkwi w bezruchu. Choć trwa wyścig między ciemną a jasną stroną mocy, przybiera na sile zagrożenie ze strony Stowarzyszenia Gwiazdy Wieczornej a tablica wyników pokazuje zmiany w statusie rozgrywki (punkty doliczane w postaci posiadanych przez obie strony mocy, sekretów i artefaktów), to jednak trudno wyczuć klimat narastającego zagrożenia w samym opisie świata a cały kosmiczny konflikt ma charakter wybitnie pretekstowy.

Brak innowacji i powielanie questowego schematu fabuły, która zawsze stanowi podróż w poszukiwaniu artefaktu, chronionego przez pułapki i istoty rodem z opasłego bestiariusza fantastyki, należałoby uznać za defekt, gdyby nie to, że i piszący te słowa, i ten, który je czyta, z jakiegoś powodu ciągle czytają „Baśniobór” i najpewniej ciągle mają apetyt na więcej. Otóż przy całym swoim schematyzmie ten młodzieżowy cykl niemiłosiernie wręcz wciąga, a wizyta w Smoczym Azylu to crème de la crème doskonałej zabawy i szalonych pomysłów rodem z laboratorium wyobraźni Mulla.

Jasne, znów dostajemy tę samą galerię bohaterów. Znów na pierwszym planie mamy Kendrę i Setha, w sylwetkach których trudno doszukiwać się szczególnej głębi, a czwarty tom rozwiewa też chyba ostatecznie nadzieje na wprowadzenie jakiejś dynamiki do ich charakterów. Pewnie, znów jest ten sam oklepany schemat przygody i podprzygód. Ale takie postawienie sprawy to wersja dla malkontentów. Bo rozbudowanej galerii bohaterów nie można jednak odmówić pewnej różnorodności, a rodzeństwa Sorensonów z ich wadami i konfliktami po prostu nie sposób nie lubić. Z kolei psychologiczna i fabularna prostota tej opowieści skutecznie obniża próg wiekowy odbiorców, a – przy odpowiedniemu podejściu (czytaj: wykrzesaniu z siebie zapomnianego dziecięcego pierwiastka) – starszym czytelnikom zapewnia lekką i odprężającą rozrywkę.

Zasoby wyobraźni Mulla budzą respekt. Po czterech tomach ciągle jest w stanie kreować artefakty i stworzenia o niezwykłych właściwościach (i nic to, że ustawiono je wzdłuż dość liniowej i nieszczególnie oryginalnej ścieżki fabularnej). Kto kochał Pottera za Pelerynę Niewidkę i Mapę Huncwotów, winien znaleźć tu mnóstwo nie mniej fascynujących, pobudzających wyobraźnię gadżetów. To zresztą bodaj najmocniejszy punkt prozy Mulla.

Żadnych zastrzeżeń nie można mieć także do strony edytorskiej. Książka ukazuje się w estetycznej oprawie, konsekwentnie trzymającej się przyjętej konwencji i opartej o szatę graficzną oryginału. Tekst urozmaica kilka ładnych ilustracji oraz grafiki rozpoczynające rozdziały; „Tajemnice...” są pierwszym tomem, w którym strona tytułowa rozdziału ozdobiona jest różnymi grafikami (zależnie od miejsca, w którym rozgrywa się akcja danego fragmentu). Zwraca uwagę również cena (29,90zł za wersję w miękkiej okładce), która utrzymuje się od pierwszego tomu i w obecnych realiach nie należy do wygórowanych.

Reasumując, pentalogia Mulla zmierza ku finałowi bez śladów pisarskiej zadyszki. Kto odkryje „Tajemnice Smoczego Azylu”, nie powinien mieć wątpliwości, że warto sięgnąć po tom piąty, szczególnie, że autor na finiszu podgrzewa nieco emocje i na ostatnich stronach czwartej części serwuje czytelnikom klasyczny cliffhanger.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2013-02-13 19:57:38
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"


 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS