NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Palahniuk, Chuck - "Kołysanka"
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Tytuł oryginału: Lullaby
Tłumaczenie: Robert Ginalski
Data wydania: Październik 2012
ISBN: 978-83-609-7926-6
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 288
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2001



Palahniuk, Chuck - "Kołysanka"

Tak bardzo boją się ciszy. To moi sąsiedzi.

Ci dźwiękoholicy. Te ciszofoby.



„Kołysanka” to książka, którą z trudem odkłada się na półkę. Nie dlatego, że jakoś szczególnie trudno się z nią rozstać. Rzecz w tym, że właściwie nie wiadomo, na którą półkę należałoby ją odstawić. Powieść wymyka się wszelkim rozsądnym klasyfikacjom, kpi z konwencji i zwodzi czytelnika.

Blurb zapowiada „kryminał, powieść drogi, historię o duchach i cudach”. A jeśli wziąć pod uwagę zrąb fabuły, należałoby spodziewać się chyba utworu z pogranicza horroru i kryminału. Oto Carl Streator, zbierając materiały do cyklu artykułów o syndromie śmierci łóżeczkowej niemowląt, trafia na tajemniczą „usypiankę” – tytułową, afrykańską kołysankę, której odczytanie przed snem stanowi okoliczność łączącą wszystkie przypadki zgonów. Jego losy krzyżują się zaś z losami Helen Hoover Boyle, pośrednika handlu nieruchomościami, która za nic ma zasady etyki zawodowej, prowadzi stały podsłuch kanału alarmowego 911 i specjalizuje się w obrocie domami, w których straszy.

Chuck Palahniuk jednak ani myśli snuć schematyczną opowieść o dziennikarskim śledztwie, choćby i przyprawioną o afrykańską magię i nawiedzone domostwa. Historia dość szybko wypada z typowych dla kryminalnej konwencji kolein. Autor z ogromną swobodą i właściwą sobie całkowitą beztroską żongluje różnorakimi stylami i motywami, przełamuje schematy, pokpiwa z ograniczeń i szablonów. W efekcie powstaje powieść żywa, nieco może chaotyczna, ale za to pełna dynamizmu i dezorientujących zwrotów akcji.

Historię poznajemy z perspektywy wspomnianego wcześniej Carla Streatora, który jest tu pierwszoosobowym narratorem i zarazem dość typowym palahniukowym antybohaterem – osobnikiem pełnym wad i słabości, udręczonym życiem, z trudem odnajdującym się we współczesnej rzeczywistości, siejącym wokół siebie chaos i zniszczenie, ale zarazem budzącym sympatię czytelnika.

Jedno można stwierdzić z całą stanowczością – proza Palahniuka, choć bardzo charakterystyczna, nie sprawia najmniejszych problemów w odbiorze. Co prawda „Kołysankę” napisano nieco spokojniej niż rozstrzelony, pędzący w rytm staccato krótkich zdań, akapitów i rozdziałów „Podziemny krąg”, ale i tu pióro amerykańskiego pisarza jest trudne do pomylenia. Narracja prowadzona jest z typową dla Palahniuka bezpośredniością, uprzedzaniem faktów, odwoływaniem się bezpośrednio do czytelnika i tym podobnymi chwytami, które sprawiają, że narrator jest kimś więcej niż wyłącznie neutralnym filtrem, przez który czytelnik ogląda wydarzenia.

Mnogość narracyjnych sztuczek, po które sięga autor, chwilami rodzi wręcz wrażenie niekonsekwencji i bałaganu. O pierwszoplanowej postaci pisze per „nasza bohaterka”; jak refren powtarza kilka sformułowań i kilka uparcie powracających elementów fabuły; słów głównego bohatera nigdy nie przytacza bezpośrednio w formie typowych kwestii dialogowych; pomija opisy pewnych zdarzeń lub stosuje niedopowiedzenia, które sprawiają, że czytelnik musi dedukować brakujące elementy ciągu przyczynowo-skutkowego albo faktyczny sens danego opisu. Warto jednak docenić, że podobne żarty i łamigłówki wplecione w treść są raczej miłym urozmaiceniem niż przeszkodą w odbiorze i zrozumieniu tej prozy. Język powieści – zbudowany na prostych konstrukcjach i zbliżony do mowy potocznej – nie stawia przed odbiorcą żadnych wyzwań.

Choć Palahniuk pisze lekko i z humorem, a forma jego powieści ociera się czasem o literackie błaznowanie, to jednak często dotyka istotnych problemów i inspiruje do refleksji. I to właśnie stanowi największy atut jego prozy. Tak było z „Podziemnym kręgiem”, który można było czytać na bardzo wielu płaszczyznach, i tak jest też z „Kołysanką”, choć tutaj refleksje wydają się podane w sposób mniej zawoalowany i finezyjny, a bardziej bezpośredni (nie są wyłącznie skutkiem refleksji nad powieściowymi wydarzeniami i postawami bohaterów, ale bywają wyłożone bezpośrednio w dygresjach narratora).

Fenomen tytułowej „Kołysanki” służy Palahniukowi jako pretekst do roztrząsania paru moralnych dylematów i karykaturalnemu ilustrowaniu kondycji współczesnych społeczeństw. Pojawiają się w powieści motywy deficytu ciszy i cywilizacyjnego zgiełku, a tytułowa śmiercionośna kołysanka służyć może za symbol zagrożeń, płynących z zamknięcia w matriksie mass mediów i przejaskrawioną metaforę medialnego przekazu, który zabija myślenie.

Kołysanka jest tu też narzędziem zbrodni doskonałej i jako taka konfrontuje człowieka z pokusą rozwiązania swoich życiowych problemów „na skróty”. W połączeniu z frustracją, poczuciem beznadziei i tłumioną przez lata agresją, tworzy prawdziwą mieszankę wybuchową, prowadząc do destrukcji pojedynczych ludzi i całych społeczności.

Co zrobi człowiek postawiony przed pokusą grzechu pozbawionego konsekwencji? Co się dzieje, kiedy stajemy naprzeciw irytującego szefa lub odwiecznego wroga i możemy zabijać bez pozostawiania śladów i bez jakiejkolwiek kary? Na ile trwała jest warstewka kultury i czy faktycznie jedna, śmiertelnie niebezpieczna usypianka wystarczy, by wychynęły spod niej koszmary? Jak niewiele potrzeba, aby rozerwać siły napięcia powierzchniowego i doprowadzić do rozlania społecznego gniewu i frustracji? Co nas powstrzymuje przed wzajemnym wymordowaniem się w świecie anonimowości, wykorzenienia i egzystencjalnej pustki?

Trudno pozostać obojętnym wobec metody pisarskiej Palahniuka, która zwykła wywoływać dość skrajne opinie. Jednak Chuck Palahniuk, podobnie jak np. Michel Houellebecq, należy do tej kategorii pisarzy, których książki czyta się chętnie na przekór niechęci, jaką budzą czasem pretekstowa fabuła, przerysowani bohaterowie czy specyficzny styl. Paradoksalnie w tym właśnie tkwi siła ich prozy i tym skuteczniej ich książki ilustrują pewne – ciekawe i zarazem „nieciekawe” – zjawiska społeczne.

Szkoda tylko, że w drugiej części z powieści uchodzi nieco pary. Choć „Kołysanka” nie jest długa, sprawia wrażenie przegadanej. Po części to zapewne kwestia mocno wystylizowanej formy, która gorzej sprawdza się na dłuższym dystansie (pewne rozwiązania, powtarzane z uporem maniaka, zaczynają zwyczajnie irytować). Ale przede wszystkim ma się wrażenie, że za którymś z fabularnych wiraży autor zgubił drogę do sensownego zakończenia i brnie w coraz mniej wiarygodne wydarzenia i nieprzekonujące dygresje.

Nie zmienia to faktu, że w ogólnym rozrachunku „Kołysanka” warta jest uwagi. Nie jako kryminał, bo śledztwo stanowi tu zaledwie fabularny lont, i nie jako horror, bo elementy grozy są skutecznie neutralizowane przez elementy satyryczne. Powieść straszy raczej wizją wyalienowanej jednostki zanurzonej w pogubionym społeczeństwie. Choć więc środki są zaskakujące i nietypowe, cel został osiągnięty – po „Kołysance” niepodobna zasnąć.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2012-11-12 19:02:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 21:28 12-11-2012
Na bazie mojej znajomości Palahniuka wychodzi mi, że łamanie wyjściowej konwencji jest normą. Jeśli coś zapowiadało się na kryminał lub horror, to należy się spodziewać, że w finale nim nie będzie :)

ASX76 - 12:19 13-11-2012
No toż dana odmiana literacka u Chucka stanowi jedynie punkt wyjścia... :P

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Wygraj "Mutanta"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS