NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Toy Land" (Horyzonty zdarzeń)

Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

Ukazały się

Werner, C. L. - "Łowca czarownic"


 Lem, Stanisław - "Wizja lokalna" (WL)

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie" (WL)

 Domagalski, Dariusz - "Delikatne uderzenie pioruna" (Rebis)

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 antologia - "Ukryty As"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Fine, Sarah - "Rozłąka"

Linki


Nowa Fantastyka 08-09/2012 - omówienie numeru

Bywa i tak, że Nową Fantastykę przeczytam w dwa dni, a później jakoś miesiąc nie mogę zebrać się, by o niej napisać. Lubię ostentacyjnie zachwycać się rzeczami wartymi zachwytu, a także zdecydowanie dawać wyraz dezaprobacie dla rzeczy zachwytu niewartym. Nie lubię natomiast cicho kręcić nosem albo ze znudzeniem stwierdzać „no... w sumie spoko”, kilka razy pod rząd. A ostatnie numery NFu poza nielicznymi wyjątkami to właśnie poziom „no... w sumie spoko”. I chwalić to trudno, i konstruktywnie się przyczepić też ciężko. Z tego bierze się jakiś rodzaj publicystycznej frustracji, i obawa, że się zjedzie coś, co w sumie na zjechanie nie zasługuje, ale człowiek pod ścianą deadline’u nie takie rzeczy robi. W końcu z impasu wyrwały mnie upomnienia, że to już wrzesień, a ja sierpniowego numeru nie zrelacjonowałem.

Sierpień

Zacząłem od opowiadań. „Lisiczka” Małgorzaty Wieczorek to standardowe fantasy, z nieco zmienionymi w kierunku dalekiego wschodu (Chiny) dekoracjami. Przeczytałem z umiarkowanym zadowoleniem i umiarkowanym znudzeniem. Jeszcze dalej na wschodzie, w klimatach japońskich rozgrywa się akcja „Mistrza” Tomasza Zawady. Z początku odrzucały mnie nadęte opisy życia społecznego samurajów, przypominając, jak rozwalałem sesje role-playing w „Legendzie Pięciu Kręgów”, z powodu osobistej nieprzyswajalności tego typu klimatów. Jednak w trakcie lektury tekst udowodnił swą wartość, angażując mnie mocno w opowieść. Koncept stojący za historią wydaje się dość średni, mimo wszystko jednak „Mistrz” jest solidnym kawałkiem prozy. „Tajemna Historia Nowej Huty” Jewgienija T. Olejniczaka to opowiadanie będące gorzką satyrą na realny socjalizm, manifestujący się w projekcie Nowej Huty. Z jednej strony jest to świetnie stylizowany kawałek (soc)realizmu magicznego, podejmujący te same problemy co przed ponad półwieczem „Poemat dla dorosłych” A. Ważyka – tragiczną materialną i duchową kondycję robotników. Z drugiej strony taka krytyka komunizmu przypomina dziś nieco kopanie leżącego, zwłaszcza że trudno z tego tekstu wydestylować jakieś uniwersalne treści. Wciąż – to najlepsze opowiadanie w numerze, nie tylko wśród polskich tekstów. W prozie zagranicznej wyróżnia się świetny, z lekka cyberpunkowy tekst Neala Stephensona – o ile początek „Jipi i Elektroniczny Paranoik” nie porywa, to z każdym akapitem tekst przyspiesza, czego kulminacją jest dialog końcowy napięty jak USOS w czasie rejestracji. „Mamo jesteśmy Żenią Twoim synem” raczej nie zrobiło na mnie wrażenia swoją ckliwością, bo na tym jedzie ta opowieść o dziecku, na którym przeprowadza się eksperymenty naukowe. „Racice i Szałas Abdela Dżamili” też wydały się dość błahą historyjką, prowadzącą od punktu A do punktu B bez żadnych niespodzianek czy wzruszeń po drodze. Bliskowschodni klimat niewiele tu zmienił.

Publicystyka zazwyczaj wygląda lepiej niż proza. No nawet jeśli jest taka sobie, to przynajmniej jest krótsza. Choć nie zawsze: „Chaos Absolutny” Marcina Zwierzchowskiego – mający swą kontynuację w numerze wrześniowym – może i posiada plus w postaci tego, że pokazuje, jakim uwarunkowaniom i roli przypadku poddawane są Hollywoodzkie produkcje. Z drugiej strony pisać o tym artykuł w dwóch częściach? Serio, to aż tak fascynujące? Dużo konkretniejszy wydał mi się tekst o hollywoodzkiej (auto)cenzurze autorstwa Marka Grzywacza. Także zwięzłością i klarownością przekonał tekst Wawrzyńca Podrzuckiego o mutantach. Pottermore osobiście w ogóle mnie nie interesuje, więc przewracam stronę. A tam o mash-upach. Podejrzanie dużo tekstu o zjawisku, które da się streścić w paru zdaniach, ale pisze to ktoś, kogo konwencja mash-upa nie angażuje szczególnie.

Najlepszą częścią sierpniowego NFu jawią mi się felietony. Jakub Ćwiek o relacji między sportem a popkulturą – całkiem do rzeczy. JeRzy omawia w zastępstwie Wattsa kolejny serial – i pewnie gdybym był serialowcem to „American Gothic” uplasowałby się wysoko na mojej liście „must see”. Łukasz Orbitowski o ciekawym horror-paradokumencie z potworem z Loch Ness w roli głównej. I wreszcie felieton Rafała Kosika o logice von Dänikowskiej świetnie oddaje mój osobisty stosunek do tego autora, bo przebyłem tę samą drogę. W którymś momencie po prostu przestajesz wierzyć Dänikenowi czy innemu Korwinowi. A jeśli nie przestajesz, to jesteś stracony.

Wrzesień

Znowu zaczynam od opowiadań. Tym razem zagranicznych. „Opowiastki o siedmiu Dżinach”, autorstwa Mike Careya i jego rodziny, dają radę – krótkie historyjki z suspensem spod znaku „uważaj, o co prosisz” i klimatem rodem z „Opowieści tysiąca i jednej nocy”. Opowiadanie Jeffa Vandermeera to niestety literacki bubel – mało angażujące utyskiwanie na korporacyjne realia przy pomocy surrealistycznej biotechnologicznej scenografii, która dosłownie słabo klei się do opowiadanej historii, sprawiając wrażenie okrutnej nadmiarowości. Cały tekst to wlekąca się metafora, która od początku nie zdołała mnie zafascynować, a z czasem znużyła. Najsłabsza rzecz tego autora, jaką czytałem, a przecież ostatni podwodny tekst był w podobnej konwencji i byłem kontent. Dziwne. Kolejne opowiadanie, „Analk”, prezentuje dość siermiężny, czarny, ale w gruncie rzeczy autentyczny humor. Niezła, choć nieoczarowująca satyra na spiskowe teorie o lądowaniu na Księżycu. Proza polska w tym numerze to pomyłka. „Khulle” Ewy Bury to męczenie buły przy pomocy egzaltowanej pseudonaiwnej narracji. Przez pseudonaiwność rozumiem nieudaną próbę nadania głównej bohaterce znamion tabula rasa, co to wszystko poznaje od początku. Brnąc przez ten tekst umierałem z nudów nie raz jeden. Opowiadanie Adama Synowca przy tym wydało mi się niemal oazą literackiej bezpretensjonalności – ot, takie tam masturbowanie się magicznymi gadżetami i nic więcej. Nie żeby mi się podobało, ale nie wymęczyło przynajmniej.

Felietony zaczynam od braku zgody z Jakubem Ćwiekiem (wreszcie mogę się z kimś lub czymś zdecydowanie nie zgodzić w tych omówieniach, więc nie zgodzę się na cały akapit), bo to, co on pisze o Polconie i Dänikenie, da się zawrzeć w słowach tytułu płyty Ich Troje: „Po piąte... a niech gadają”. Ostentacyjna luzackość propagowana w tekście przez JĆ, bardziej wygląda w tym przypadku na jakąś formę autopromocji niż próbę odpowiedzenia na fundamentalne pytanie o granice środowiska fanów fantastyki. A każde fan-środowisko, nawet 4chanowcy ma swoje granice, bo inaczej nie musiałby powstawać 7chan z biednymi odrzuconymi przez mainstream mangowców fanami furry. To naturalna kolej rzeczy, że dystansujemy się od zjawiska X, żeby nie być z nim utożsamianym, i wywalony język Einsteina z felietonu przykrywa tu raczej szerszy problem, niż odpowiada na niego. W sumie to jedynym plusem pojawienia się ufologów na Polconie jest to, że fantaści mogli się od nich właśnie nieoficjalnie dystansować – w żartach, w kuluarach. Poza tym autor troszkę podlizuje się fandomowi, stwierdzając, że ogólnie to ludzie o wiedzy większej niż średnia krajowa – jest to teza, na którą nie postawiłbym wielkich pieniędzy, zakładając się z kimkolwiek.

Peter Watts powraca natomiast w wielkim stylu – kontrowersyjne rozpoczęcie felietonu na temat braku wiary w mit sportowy o równości szans jest świetną publicystyczną trampoliną do dalszego bardzo konkretnego wywodu. Watts akcentuje to, że dzisiejszy sport nie jest wypadkową Nietzscheańskiej siły woli, ale raczej ekonomii i możliwości naukowych. A paraolimpijczycy, temat na topie w ostatnich tygodniach, mogą niedługo mieć większe możliwości niż pełnosprawni sportowcy. Rafał Kosik upublicznia natomiast myśl, którą jakiś czas wcześniej głośno przemyśliwał na Facebooku. Wtedy nie zgodziłem się z nim do końca, nie inaczej jest teraz. W moim przekonaniu dobrych argumentów przeciw ujednolicaniu języków lub przeciw zgodzie na ich obumieranie dostarcza opowiadanie z NF 04/2012 „Zapisane w węzłach” Kena Liu. Łukasz Orbitowski tym razem o oldschoolowym horrorze i figlach, jakie płata pamięć, gdy oglądamy taki film kolejny raz.

W publicystyce na pierwszy rzut oka rzucają się majtochy Dr. Manhattana w artykule o komiksowych prequelach „Strażników”. Abstrahując od majtochów, profesjonalnie i bezstronnie napisany tekst. Artykuł Żerania o „Droodzie” jest nie mniej rzetelnym przypomnieniem pełnej niuansów genezy powieści Dana Simmonsa – warto się zainteresować. Dalej artykuł o nawiedzanych domach. Nawet niezły, ale chyba dlatego, że autor wspomina, iż połączenie horror-komedia familijna-nastolatki to połowa lat 90. Scooby-Doo – anybody? No i kolejne wydanie cyklu „Fantastyka z lamusa”. Szczerze mówiąc, tendencja by coraz bardziej oddalać się od popkultury w stronę ciekawostek retro-pseudonaukowych, wywołuje u mnie coraz większy spadek zainteresowania.

I teraz myślę o zmęczeniu materiału. Tylko nie jestem w stanie rozgraniczyć, czy to ja się zmęczyłem Nową Fantastyką, czy Nowa Fantastyka zmęczyła się sobą. Oba wyżej omówione numery opisać mogę właśnie jako „no... w sumie spoko”. I sam nie wiem, co przyniesie jubileuszowy numer następny. Mam nadzieję, że wywoła więcej emocji.


Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2012-09-20 23:30:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 22:45 21-09-2012
Sierpniowy numer oceniamy podobnie. We wrześniowym przeczytałem całą publicystykę, w sumie całkiem przyzwoitą, ale dalej jak zacząłem pierwsze polskie opowiadanie, to się zaciąłem...

toto - 16:28 11-10-2012
I sam nie wiem, co przyniesie jubileuszowy numer następny. Mam nadzieję, że wywoła więcej emocji.

Przeczytałem większość prozy zagranicznej i część publicystyki i czuję, że numer jubileuszowy odbierzesz podobnie do tych wcześniejszych. W sumie ok, ale brak emocji.

Komentuj


Konkurs

"Rok Potopu" do wygrania


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Liu, Ken - "Ściana burz"


 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

 Hildebrandt, Johanne - "Sigrid"

 Hill, Joe - "Strażak"

Fragmenty

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS