NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Martin, George R.R.; Tuttle, Lisa - "Przystań wiatrów" (2019)

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Dick, Philip K. - "Człowiek z Wysokiego Zamku" (wyd. kolekcjonerskie)
Wydawnictwo: Rebis
Kolekcja: Dzieła Wybrane Philipa K. Dicka
Tytuł oryginału: The Man in the High Castle
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Data wydania: Sierpień 2011
ISBN: 978-83-7510-568-1
Oprawa: twarda
Format: 150 x 225 mm
Liczba stron: 336
Cena: 47,90 zł
Rok wydania oryginału: 1962
Wydawca oryginału: Putnam
Posłowie: Maciej Parowski



Dick, Philip K. - "Człowiek z Wysokiego Zamku"

Waląc nazizm Dickiem po kasku, vol 1


W sierpniu na moje biurko zawędrowały dwie powieści, obie będące historiami alternatywnymi skoncentrowanymi na III Rzeszy. Różnił je czas ukazania się – oryginalny „Człowiek z Wysokiego Zamku”, został wydany niemal równe pół wieku temu, stając się jednym z pierwszych wielkich sukcesów Philipa K. Dicka i otwierając mu drogę do nieśmiertelności. „Herrenvolk” tymczasem, to współczesna powieść młodego polskiego autora, Sebastiana Uznańskiego. Po lekturze obu przyszedł mi do głowy plan wspólnej recenzji. Wielu z was widząc taką formułę tekstu zada sobie pytanie – czym zawinił mi ten Sebastian Uznański? W jaki sposób zalazł mi za skórę, skoro w akcie zemsty, postanowiłem przeprowadzić tak ustawioną literacką konfrontacje, cios w plecy – klasyk SF kontra wschodzący prozaik? A może to wydawca „Herrenvolk” sprowokował mnie umieszczając w blurbie stwierdzenie: „To fantastyka, jakiej nie powstydziłby się Philip Dick, twórca „Człowieka z wysokiego zamku”? Nic z tych rzeczy, autor i wydawca niczym mi nie zawinili (przynajmniej w tej linii czasu), a ja sam daleki jestem od konfrontowania obu utworów. Uznaję jednakże powieść P.K. Dicka nie tylko za czołowego przedstawiciela historii alternatywnej, ale również dzieło analizujące ten gatunek, dostarczające narzędzi do odczytywania tego rodzaju prozy w ogóle. Pierwsza część tekstu będzie więc recenzją „Człowieka z wysokiego zamku”, w której wyróżnię pewne kryteria przez które postrzegam fantastyczne historie alternatywne, a którymi to kryteriami będę posługiwał się również w części drugiej, będącej recenzją „Herrenvolk”.

W świetnym wstępie do nowego, przygotowanego przez wydawnictwo Rebis, wydania „Człowieka…”, Maciej Parowski osadza powieść w wielu kontekstach. Przede wszystkim kontekst historyczny – lat sześćdziesiątych, kiedy została wydana, opisuje również jak ważna była to książka w ostatniej dekadzie Polski Ludowej. Przytacza anegdotę o niemieckim okrojonym wydaniu. Jednak najważniejszy jest moim zdaniem pewien niuans gatunkowy pojawiający się w tym tekście, a który pozwolę sobie rozwinąć – mianowicie przeciwstawienie fundacyjnej „historyczności” Asimova, „historyczność” Dicka. Ta pierwsza reprezentuje typowo mechanistyczno-probabilistyczny model działania fikcyjnej historii. Z A wynika B. Jeśli zamienimy A na A’, to otrzymamy wynik B’. Fizyka newtonowska. I tak można dalej dosłownie liczyć sobie historię alternatywną – to pierwotny i najpopularniejszy sposób na „własne koleje dziejów – zrób to sam!”, bo wydawać by się mogło – zdroworozsądkowy. Problem polega na tym, że jedna zmiana w historii, jak śnieżka staczająca się po zaśnieżonym stoku, powoduje lawinę implikacji. Stąd kolejne zmiany wymagają od autora takiego scenariusza coraz większych „przeliczeń” kursu prowadzonej historii, aż do niemożliwości. Tego typu historie alternatywne najczęściej wywracają się na błędach rzeczowych, które wcześniej czy później wychodzą – im większa erudycja autora i mniejszy horyzont zdarzeń, tym później. Wydaje się, że to mechanistyczno-probabilistyczne myślenie w alternatywnej historii jest ślepą uliczką (świetnie oddaje to powieść „Kot, który przenika ściany” R.A. Heinleina, w której autor science fiction rezygnuje z naukowego wyjaśnienia istoty rzeczy), przynajmniej do momentu, w którym autorzy fantastyki będą dysponować superkomputerami modelującymi alternatywne wszechświaty.

A co miał P.K. Dick zamiast superkomputera? Miał starożytną księgę przepowiedni I-Cing oraz własną nieufność do rzeczywistości. I doszedł do bardzo pięknego i prostego wniosku – każda historia alternatywna jest emanacją naszych pragnień, lęków i kompleksów. Ten kopernikański zwrot dla gatunku zrywał z probabilistyką, na rzecz odczytywania historii alternatywnej przez pryzmat psychologiczny i narracyjny – łącznie nazwijmy to humanistyczną historią alternatywną. Taka historia alternatywna najwięcej mówi nie o historii alternatywnej, ale o człowieku, który ją snuje. Co więcej, Dick rozszerzył to zwątpienie nie tylko na równoległe linie dziejów, ale również na nieufność do naszej „obowiązującej” historii. Stworzył on skomplikowaną relację, w której sens rzeczy wyłania się z hipertekstualnej relacji między poszczególnymi utworami – sam pisząc „Człowieka z Wysokiego Zamku” (przy pomocy przepowiedni z księgi przemian I-Cing), w którym zwycięstwo w drugiej wojnie odniosły państwa Osi, umieścił w tym świecie powieść „Utyje Szarańcza” (znowu opartą na przepowiedniach z I-Cing), w której to alianci wygrali. „Utyje Szarańcza” jednak nie przedstawia naszej rzeczywistości (im dalej, tym wychodzą większe różnice) – to taka alternatywa dla świata „Człowieka z Wysokiego Zamku”, jakim on jest dla naszego świata. A nasz świat jest z kolei alternatywą dla…? Czy wszechświaty w wyobraźni Dicka fraktalnie rozkwitają z siebie w nieskończoność? Tworzą drzewo, pajęczynę czy węzeł gordyjski? Ścisła odpowiedź nie jest ważna. Istotne jest zaobserwowanie tego, jak bohaterowie Dicka – zarówno Amerykanie, Japończycy, Niemcy i Żydzi – odnoszą się do treści zawartych w „Szarańcza Utyje”, podświadomie przeczuwając, że jest to świat prawdziwszy, niż otaczający ich, w którym kosmonauci III Rzeszy przechadzają się po Marsie. Należy to połączyć z wątkiem obiektów kolekcjonerskich i ich podróbek przewijającym się równoległe przez całą powieść – Dick puka się w czoło i pokazuje nam, że kolekcjonerska wartość nie istnieje obiektywnie, jest tylko kwestią wewnętrznego wartościowania kolekcjonera. To samo odnosi się do historii alternatywnych – pokaż mi swoje historie alternatywne, a powiem Ci kim jesteś. Niby prosty wniosek, a wywraca na drugą stronę całą alterhistoryczną konwencję literacką.

Oczywiście przełom ten nie był totalny, a bardziej ścisłe podejście do historii alternatywnej można obronić. Trzeba się jednak wspiąć na wyższy poziom, niż proste kalkulowanie przyczyn – trzeba zaproponować jakiś wiarygodny obiektywny mechanizm, wedle którego działa historia. Historiozoficzna fantastyka proponuje szereg takich rozwiązań, np. prawo gumowej historii w „Końcu Wieczności” Asimova, jako pewnej refleksji autora nad jego „fundacyjną” logiką dziejów, czy motyw zamrożonej historii w „Lodzie” Dukaja. Zupełnie przeciwną metodą przełamania impasu probabilistyki będzie całkowite obejście „naukowości” historii alternatywnej, które dokonało się w gatunku fantasy. Warto odnotować to, co uczynił Roger Zelazny w kronikach Amberu, czy docenić skakanie po alternatywnych wszechświatach w pulpowych powieściach Michaela Moorcocka. Dziś przykładem tego typu twórczości – multiuniwersum fantasy złożonego z wielu linii czasu, najczęściej obracających się wokół jakiegoś centralnego punktu, jest „Mroczna Wieża” Stephena Kinga. Jednak realizm, zarówno prozy fantasy jak i hard SF, przejawiający się w zatraceniu dystansu do opisywanych zjawisk (czyli właśnie fantazjowaniu – przyjęciu danego świata za całkiem realny na jego warunkach) okazał się zbyt ciasną formą dla myśli nadających na falach P. K Dicka. Tu trzeba ustawić się nie tylko *w* konwencji – ale również *poza* nią. Przykładami takiego ujęcia rzeczy mogą być „Księga Wszystkich Godzin” Hala Duncana i „Wieczny Grunwald” Szczepana Twardocha. To rodzaj historii alternatywnych, wieloświatów, w których kolejne linie czasu są kolejnymi egzystencjalnymi spazmami pogrążonych w fantasmagorycznym amoku bohaterów. Autorzy ci jeszcze dosadnie sygnalizują, że nie można ich historii alternatywnych traktować realistycznie – Twardoch daje do zrozumienia, że niektóre jego pomysły to „mokry sen nazistowski”, a Duncan potrafi stworzyć rzeczywistość, w której pseudonauki naszego świata, jak seksualna energia orgonowa czy homeopatia, są funkcjonalne, po czym zwrócić się bezpośrednio do czytelnika „mam seks-pistolet i interpretujcie to sobie jak chcecie!”. Tym samym obaj autorzy, każdy z zupełnie innej opcji światopoglądowej, realizują jeszcze radykalniej kopernikański przewrót autora „Człowieka z Wysokiego Zamku”.

Nie będzie wielkim zaskoczeniem gdy stwierdzę, że właśnie to trzecie, najbliższe Dickowi, podejście cieszy się moim największym uznaniem. Przyjęcie historii alternatywnej za narzędzie refleksji nad ludzkimi rojeniami, a nie cel sam w sobie, pozwala nadać tego typu literaturze ogromny ładunek znaczeniowy. Między innymi dlatego „Człowiek z Wysokiego Zamku” – choć stanowi krótki utwór, składający się z szeregu prostych wątków, czasem tylko luźno fabularnie powiązanych, czasem o dość roztrzęsionej narracji (wątki Juliany i pana Tagomiego) – ma tak wielki potencjał. Wiele treści jest przekazanych w obszernych przemyśleniach bohaterów (pan Tagomi, Baynes), ale jeszcze więcej trzeba wyciągnąć z niuansów poszczególnych scen (w tym kontekście rewelacyjna jest postać Childana i jego stosunku do okupantów, kultury azjatyckiej, do „Szarańcza Utyje”). Dodajcie do tego, że Rebis w współpracy z Wojciechem Siudmakiem wydał powieść w ten sam sposób, co wznowienie Diun – czyli olśniewająco. Niestety obwolutowa ilustracja Wojciecha Siudmaka, stanowiąca bardzo swobodną interpretację tytułu powieści, ma się nijak do jej treści i klimatu. Na szczęście pod spodem, na właściwej, eleganckiej srebrnej okładce znajdziecie „aluminiowy” logotyp powieści, znaczący też każdy nowy rozdział. Zakończę tę część tekstu krótko – taką powieść, w takiej formie, warto mieć na półce.



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2011-09-13 10:58:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS