NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"


 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

Linki

Gilman, Felix - "Gromowładny"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Thunderer
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: Lipiec 2009
ISBN: 978-83-7480-138-6
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 504
Cena: 35,00
Rok wydania oryginału: 2007



Gilman, Felix - "Gromowładny"

Impulsem do sięgnięcia po książkę była rekomendacja Jeffa VanderMeera: „Książka napisana z niezwykłym polotem... znakomity debiut”, którą znajdziecie pośród opinii składających się na blurb „Gromowładnego”. Krótka piłka, ale znaczenie ma nazwisko ją firmujące – zwłaszcza w przypadku takich niewiadomych jak Felix Gilman i jego debiutancka powieść. Sama okładka, jakkolwiek intrygująca i z świetnie wystylizowanym tytułem, niespecjalnie wiele mówi o tym, co zastaniecie w środku – osobiście spotkałem się z pytaniem czy czytam coś o Aztekach. Ilustracja z oryginalnego wydania jest całkiem innego rodzaju – bardziej banalna, ale jednak dosłowna i niemal fotograficznie trzymająca się książkowej treści. Nie jestem pewien czy słusznie – przy całej mistyce, jaką buduje oprawa wersji polskiej – nie uwzględniono w niej elementów scenografii miejskiej, tak ważnej w przypadku „Gromowładnego”.

Historia zaczyna się spektakularnie, nie dając szansy odłożyć książki. Wydarzenie, jakim jest pojawienie się na niebie olbrzymiego boskiego Ptaka, obserwujemy z perspektywy trojga bohaterów: przybywającego do miasta pielgrzyma-poszukiwacza Arjuna, młodocianego uciekiniera Jacka oraz kapitana Arlandesa, wojskowego jednej z wielu sił władających metropolią. Ta trójka będzie towarzyszyła nam do samego końca książki, przy czym Ajrunowi poświęcono najwięcej miejsca, a Arlandesowi najmniej. Jest to logiczne posunięcie – poznajemy Ararat równolegle z nowoprzybyłym, podzielając jego świeżą perspektywę. Czym jest Ararat?

Miasto. To ono właśnie jawi się jako siła określająca cały świat, a może światy przedstawione w „Gromowładnym”. Ku jego masywowi (niech o wielkości skali świadczy cytat: „a więc ludzie mieszkają także poza granicami Ararat. Już zaczynałem w to wątpić”1)) ciążą nawet bogowie, których istnienie można zweryfikować empirycznie (olbrzymi ptak, słup ognia, zjawisko świetlne czy akustyczne), choć nie ma tu nic z przyziemności. Trudno pojąć czy uchwycić istotę miasta bogów – jedni próbują robić to przy pomocy religii, inni wykorzystują modele naukowe, jeszcze innych interesują bardziej materialne korzyści tych zjawisk. Przekłada się to na wielką ilość konfliktów – sama metropolia nie posiada niczego, co mogłoby pretendować do miana centrum (nie wiadomo nawet czy jest nim tajemnicza góra Ar) – czy to politycznego, czy gospodarczego, czy kulturalnego. Występuje za to mnóstwo lokalnych skupisk władzy, szereg kościołów i ośrodków postępu kulturowego. Ta poliarchia determinuje proces zmian – zarówno tych charakterystycznych dla miasta, krótkookresowych, jak i długofalową przemianę Ararat wraz z fabułą. Atmosferę i realia miasta ulokowałbym gdzieś na przełomie naszego XVIII-XIX wieku, choć nie jest to dokładne wrażenie – aglomeracja jawi się jako twór niezwykle eklektyczny. Mimo klimatu wielkiej rewolucji, jest to powieść w największym stopniu anglosaska, co znajduje chociażby odbicie w nazewnictwie. Swoją drogą nie nastawiajcie się na „olśnienie bogactwem przydomków i neologizmów”, jak zapowiada tekst reklamujący książkę – występują one w umiarkowanej ilości. Faktycznie obraz Gilmana jest czymś więcej niż tylko kreacją urban fantasy; w „Gromowładnym” miejska scenografia upodmiotawia się, stając swoistym nadbóstwem – najbardziej namacalnym, a jednak w zarysie jeszcze bardziej tajemniczym niż bogowie go zamieszkujący. Monstrualność, pluralizm, dynamika – te trzy słowa najlepiej oddają charakter Ararat.

Wracając do bohaterów – trudno o bardziej różnych od siebie niż wymieniona wyżej trójka. Tyczy się to zarówno pozycji społecznej, cech osobowości, ale przede wszystkim ich charakteru literackiego – od bardzo prostej jednoznacznej roli do złożonej postaci. To kolejny powód przemawiający za nierównomiernym rozdzieleniem książkowego miejsca poszczególnym postaciom. Książka w największym stopniu opowiada o Ajrunie, ponieważ jawi się on jako figura pełna rozterek i pytań. Budzi sympatię i współczucie – trzymamy kciuki za jego misję, a jednocześnie jesteśmy podobnie jak on zagubieni wobec ogromu miasta. Ajrun jest również bohaterem najbardziej otwartym na dialog i wymianę poglądów, styka się z największa ilością postaci drugoplanowych, których tożsamości nie zawsze jest świadomy. Jack to postać przypominająca nieco mariaż Olivera Twista, Piotrusia Pana i Robin Hooda. Jego buntowniczy charakter neguje reguły miasta, przeciwstawiając im własne oczywistości. Jednocześnie jest to człowiek czynu i nadrabia po Ajrunie zaległości w szybkich, filmowych partiach książki. Z kolei kapitan Arlandes pojawia się momentami – to bardzo prosta, niemal szkicowa, cierpiętnicza kreacja, więc i ja jej dużo miejsca w recenzji nie poświęcę. Gdyby trzymać się analogii do Piotrusia Pana, byłby on swoistym tragicznym odbiciem kapitana Hooka.

Osobne słowa należą się szwarccharakterom i będzie to krytyczne słowo. W książce zło ma dwa oblicza, uosabiane przez dwie niezależne kreacje. Obu poświęcono zdecydowanie za mało miejsca, każdej z nieco innych powodów. Pierwsza kreacja reprezentuje potworność cierpiącą, prymitywną i destruktywnie ekspansywną – zabrakło przekonującego uzasadnienia tych cech. Przekonującego, to znaczy takiego, którego czytelnik doświadcza charakterem tego zła, którego ból jest w stanie poczuć, a nie lekką trywialnością. Z drugą postacią jest zupełnie inaczej – nie odczuwam tutaj jakiegoś konkretnego braku, raczej ogólny niedosyt. Świetny szwarccharakter, z gatunku tych, w których wyczuwa się autentyczne szaleństwo (a nie popularne „świrnięcie”) i zarazem pewną nonszalancje, potęgę i wiedzę pozwalające igrać z rzeczywistością (lubiliście przejścia między światami w „Kronikach Amberu”?), a także dozę nieprzewidywalności. Stephen King kiedyś stwierdził, że jego najlepszym powieściowym złym jest Randall Flagg, czarnoksiężnik i mroczny wędrowiec, występujący w szeregu jego powieści. Zgodzę się z tym i zaanonsuje, że w „Gromowładnym” spotkacie kogoś podobnego. Szkoda, że na tak krótko.

W środowisku fantastycznym jest tendencja ograniczania dyskusji nad etyką utworu do sporu między czarnobiałością a szarością. Czarnobiałość oznacza ścisłe, baśniowe rozróżnienie między dobrem a złem, szarość tymczasem utożsamia się z pewnym realizmem, którego wypadkową jest rachunek korzyści i strat. W tym kontekście „Gromowładny” jest tworem iście wielobarwnym – pochwałą własnych indywidualnych dążeń bohaterów, hołdem dla osobistych zboczeń i pasji, które nie mają nic wspólnego z jakimś obiektywnym dobrem, a jednocześnie często stają na przekór szaremu realizmowi. Akcentuje się jednocześnie pewien paradoks – ja nie jestem zdolny do zrozumienia twojej idée fixe, a ty mojej, ale przez to, że oboje jesteśmy zboczeńcami, rozumiemy swoją sytuację lepiej niż ktokolwiek inny.

Recenzja w pewnym stopniu odpowiada książce – akapit, który dedykowałem opisowi miejsca akcji jest największy, natomiast wielu aspektów powieści (np. język) nie omawiałem z względu na ich zwyczajną literacką przyzwoitość. Wydaje mi się, że Gilman został nieco przytłoczony ciężarem swojej wizji. Nie mam na myśli nawet tego, że w pewnym momencie po pokazaniu pewnej monumentalności – o której wiemy, i tej, której się domyślamy – autor bierze to wszystko nawias i jeszcze potęguje. Jest to raczej kwestia nadążania za kreowaniem w tych warunkach przekonujących działań bohaterów, co nie zawsze autorowi się udało. Szczególnie widać to na przykładzie postaci negatywnych. „Gromowładny” jest świetną powieścią fantasy łączącą z dużą elegancją wiele ogranych motywów – pewnie zwróciliście uwagę, że uczyniłem w tej recenzji wiele odniesień do innych książek. Myślę, że każdy czytelnik mając inny bagaż doświadczeń literackich, wyłapie równie dużo, o ile nie więcej swoich własnych lekturowych konotacji. Polecam „Gromowładnego” jako dobrą powieść, z ciekawymi bohaterami i jeszcze ciekawszym tłem. Fabuła, która jest klejem łączącym jedno i drugie, miejscami bywa nierówna – zrzucamy to jednak na charakter debiutu i przyznajemy nieco naciągany znaczek „polecam”.



1) „Gromowładny”, strona 154.



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2009-08-20 17:53:41
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

MORT - 19:31 20-08-2009
Póki co, widzę znaczek "patronat", a nie "polecam".

Ł - 20:08 20-08-2009
Poprawione,

Tigana - 23:52 20-08-2009
No i raczej "przyznaję" niż "przyznajemy" ;)

Ł - 11:14 21-08-2009
to już było umyślne, tak dla hecy ;)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS