NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

Ukazały się

Kozak, Magdalena - "Minas Warsaw"


 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

Linki

Kres, Feliks, W. - "Król Bezmiarów" (nowa edycja)
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Księga Całości
Data wydania: Maj 2009
ISBN: 978-83-7480-127-0
Oprawa: miękka
Format: 135x205 mm
Liczba stron: 638
Tom cyklu: 2



Kres, Feliks W. - "Król Bezmiarów"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Gdybym szukał słowa, które dobrze scharakteryzuje tę część "Księgi Całości" to znajduje jedno – rozmach. Przejawiający się właściwie we wszystkich aspektach książki. Recenzję oprę na przyrównywaniu "Króla Bezmiarów" z poprzednio recenzowaną przeze mnie "Północną granicą". Myślę, że będzie to zasadne – obie powieści łączy ściśle tylko uniwersum, w jakim rozgrywają się wydarzenia, jednakże zupełnie inni bohaterowie, miejsca i sposób prowadzenia fabuły sprawia wrażenie „innej bajki”. To nie jedyny kontekst – jako nagrodzona Zajdlem w roku 1992, książka stawia recenzentowi spore wymagania. A jednocześnie pojawia się pytanie – czy dzisiaj, po siedemnastu latach, „Król Bezmiarów” miałby szanse na podobne wyróżnienie?

Już forma gatunku jest tutaj zdecydowanie bardziej kwiecista. Surowość „Północnej granicy” przejawiała się nie tylko w charakterystyce miejsca akcji, ale przede wszystkim w tym, co z angielska określa się „low fantasy”. „Króla Bezmiarów” trudno byłoby tak sklasyfikować, skoro od pierwszej strony, a zarazem pierwszej części książki (zatytułowanej „Demon walki”), towarzyszą nam potężne artefakty i związane z nimi nadprzyrodzone zdolności. Bez fantastycznych monstrów też się nie obejdzie. Oceniam taki rozwój i bez entuzjazmu, i bez zgorszenia – te bardziej fantastyczne elementy nie są wtrącone na siłę, ale same z siebie również nie olśniewają. Bo historię o zaklętym przedmiocie rzucającym się na umysł jego posiadaczowi, trudno odebrać z wielkim zaskoczeniem.

Dużo lepiej wspomniany rozmach prezentuje się w innych aspektach. Jeśli równolegle z lekturą będziemy zerkali na mapkę Szereru umieszczoną na końcu książki, to zyskamy pojęcie jak dużą część świata książki odwiedzą bohaterowie. A więcej miejsc przekłada się na różnorodność, na większą ilość bohaterów i większą skalę intryg. Ta panorama daje duże pojęcie o ekonomii, kulturze i polityce świata książki – wszystkie przedstawione przez Kresa nad wyraz wiarygodnie, co cieszy kogokolwiek, kto wymaga od świata fantasy minimum realistycznej przyzwoitości. Duża część akcji toczy się na morzu, jednak osoby nie zainteresowane żywo marynistyką nie powinny mieć z terminologią żadnych problemów.

Jednym z najmocniejszych punktów książki jest jej dynamiczna natura – bohaterowie zarówno walczą, jak i współpracują ze sobą na zasadzie „kto kogo”. Poprzez wolty i roszady zaskakują siebie nawzajem i czytelnika, trudno w jakikolwiek sposób przewidzieć co stanie się na następnej stronie. W „Północnej...” zwróciłem uwagę na swego rodzaju narracyjną sztafetę – w „Królu Bezmiarów” widać to jeszcze lepiej. Wraz z upływem akcji pojawiają się nowi bohaterowie, początkowo tylko opisywani, następnie podejmujący narrację samodzielnie. I tak zapowiedziane w blurbie rywalizujące siostry poznajemy dopiero grubo po dwusetnej stronie – wtedy już, w drugiej części książki (pod tytułem właśnie „Siostry”) sytuacja się stabilizuje ze względnie stałym repertuarem postaci. Co bynajmniej nie oznacza straty na dynamice – wręcz przeciwnie.

Może nazbyt niecierpliwie, ale już w tym tomie wypatrywałem, tego, co sygnalizowałem jako brak (acz usprawiedliwiony) w „Północnej granicy” – przybliżenia fenomenu Szerni. Tam uczciwie stwierdzono, że wojakom nic do tajemnic tego świata. Tutaj już nieco się zawiodłem – rozumiem, że pisarz nie mógł wyłożyć wszystkich kart na stół, ale to, co wyłożył rozczarowało mnie swoim brakiem klarowności. A było omawiane z perspektywy Przyjętego, czyli człowieka zgłębiającego arkana funkcjonowania Szereru – wszystko nadal krąży na poziomie nad wyraz ogólnikowym. Być może nie odebrałbym tego aż tak negatywnie, gdyby nie to, że owe elementy wiedzy o konstrukcji świata skorelowane są bezpośrednio z posunięciami bohaterów – dla autora wygodnie stwierdzić, że już taka niezbadana natura rzeczy. Dla czytelnika, który chciałby zrozumieć pełniej motywacje postaci – już mniej. W ten sposób trudno zrozumieć postacie zmieniające się pod wpływem odkrycia własnej natury – co rzutuje na ocenę zakończenia.

„Północna granica”, mimo iż uboższa, była w swoim zamyśle bardziej spójna i kiedy się kończyła, było wyczuwalne, że historia ładnie się zamyka – tutaj tego nie uświadczyłem, zabrakło w mojej ocenie jakiegoś silnego związania. Cała zresztą trzecia część książki, „Rubin córki Błyskawic”, również mnie nie usatysfakcjonowała – mam wrażenie, że Kres stracił panowanie nad postaciami i zakończył książkę już nieco bez wizji. A jednak pisząc „Króla...” dał wyraz różnorodności swojego świata fantasy, przejawiającej się nie tylko w dosadnych różnicach typu – tu wielkie morze, a tam straszne góry, ale w czymś dalece mniej uchwytnym – mentalności jego mieszkańców. Stąd ocena końcowa nie jest łatwa – książkę przez większość czasu czytałem chyba z większym zawzięciem niż „Północną...”; dostarcza ona też więcej informacji o prezentowanym świecie, choć bez wnikania w istotę rzeczy. A jednak fabularnie jest gorsza – najlepiej widać to dopiero z większej perspektywy, po przewróceniu ostatniej strony. Dlatego, mimo iż powieść jest wciągająca, to formalną polecankę przyznam właśnie „Północnej...”. Myślę, że na początku lat 90. polskich czytelników uwiódł wspominany na początku rozmach i kwiecistość gatunku, jakim było fantasy – dzisiaj jednak trudno czynić z tego główne kryterium oceny.



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2009-07-21 22:49:16
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

toudi 21 - 09:24 22-07-2009
Północna lepsza Fabularnie ? Dziwna opinia.

ASX76 - 10:09 22-07-2009
To tam w ogóle jest jakaś fabuła? :shock: :lol:

Ł - 10:10 22-07-2009
^ Ta opinia jest uzasadniona jeśli przeczytasz całą recenzje. Całą. Wtedy też przestaje być dziwna.


PS. pierwsze audio mojej recki, straaaszny czaaad. ; )

ASX76 - 10:13 22-07-2009
Cóż z tego, że opinia została uzasadniona, skoro się z nią nie zgadzamy? :P

Ł - 10:22 22-07-2009
Wynika z tego że każdy ma inne priorytety - wy widać lubicie rozmach fabularny który cieszy czytającego przez większość książki, a ja kładę nacisk na spójność i konkretność fabularną, największą satysfakcje dającą już po przeczytaniu. Myślę że oba te podejścia uczciwie rozważyłem w recenzji, opowiedziałem się za jednym i dlatego wszelkie przymiotniki o dziwności czy odczapiastości tego sądu, ja uznaje za dziwne i odczapiaste ew. wynikające z wyrywkowej lektury recki.

Yans - 10:36 22-07-2009
Ja także mam całkiem odwrotne wrażenie/opinię, o tych dwóch książkach, niż autor recenzji ;)

Asturas - 11:10 22-07-2009
No, no, dostało się Królowi bezmiarów. Ciekawe, że ta część została najwyżej z serii oceniona przez Dukaja. Ale żeby nie było, bardzo fajnie jest przeczytać, z mojego pkt widzenia, krytykę Kresa, bo ja uważam, że Kres jest zwykłym rzemieślnikiem. Dość daleko mu do bycia wybtnym pisarzem. Wg mnie ma się rozumieć :)

MadMill - 11:14 22-07-2009
Nie rozumiem... ale ja mało yntelygnetny jestem raczej...

toudi 21 - 11:32 22-07-2009
Ł ty mi zarzucasz, że nie przeczytałem twojej Recki ? CO ???

Ok. masz rację. Ja ją odsłuchałem :P

A uzasadnienie chyba nie usłyszałem :P

Ł - 11:38 22-07-2009
Ok, jesteś wzrokowcem to już wiemy napewno. : P

toudi 21 - 12:23 22-07-2009
Przeczytałem i tak nie widzę uzasadnienia :P

Północna to taka jasne i przejrzysta rąbanka :P Król jest bardziej złożony. Lepszy po prostu

Tigana - 12:37 22-07-2009
Po przeczytaniu recenzji Łako aż boję się, co napisze o "Grombelardzkiej legendzie" :wink:

toudi 21 - 13:20 22-07-2009
Łako nie lubi jak nie ma fabuły bij za bij :P

Północna była fabularnie prosta. Król jest lekko zamotany ale to dla mnie tylko dodaje smaczku lekturze. Muszę przyznać że mnie ten zarzut zdziwił

Ł - 13:28 22-07-2009
Toudi a teraz spójrz jak zaczełem recenzje i jak skończyłem - właśnie od podkreslenia tej złożoności i tego że według mnie nie świadczy to automatycznie o większej jakości lektury.

"Północna..." w swojej prostocie miała zamysł "rzeczą wojaka jest wojować" i to zdanie wcale nie jest takie oczywiste w gatunku jakim jest fantasy gdzie mamy pełno czułych barbarzyńców z problemami egzystencjonalnymi. Stąd zakończenie Północnej w którym się to spełniało było dla mnie takie satysfakcjonujące.

Natomiast w "Królu..." fabuła służy przedstawieniu typowego dla gatunku feng-shui mambo-dżambo "równowaga świata jest zagrożona; musisz odnaleść swoją równowagę" - owszem jest bardziej przygodowa, napisałem że czytałem ją bardziej zawcięcie niż poprzedniczke - ale koniec ( i większość III cześci) wywołał mieszane uczucie.

> Tig - ale przecież moja recenzja wystawia bardzo dobrą ocenę Królowi. Krytyczną ale wciąż bardzo dobrą. :P

toudi 21 - 13:46 22-07-2009
Co do równowagi to obawiam się, że jeszcze nie raz będzie ona zagrożona. ale chyba czytaliśmy inną książkę, bo w "Królu" tak naprawdę mało kto się ta równowagą do końca przejmował.

Łako napisanie że "Król" jest gorszy od "Północnej" to stwierdzenie że to najgorsza książka cyklu. A to co wymieniałeś jak wady jest cechą charakterystyczną całej "Księgi całości".

Ł - 14:16 22-07-2009
toudi 21 pisze:ale chyba czytaliśmy inną książkę, bo w "Królu" tak naprawdę mało kto się ta równowagą do końca przejmował.

ofkors

toudi 21 pisze:Łako napisanie że "Król" jest gorszy od "Północnej" to stwierdzenie że to najgorsza książka cyklu.

Nie Toudi, to już twoja twórczość i twoje chcejstwo. Dla mnie oznacza to że Król jest drugą najlepszą książką którą dotąd przeczytałem w tym cyklu po Północnej. :D A jak będzie dalej to zobaczymy.

Tigana - 17:56 22-07-2009
Ł pisze:> Tig - ale przecież moja recenzja wystawia bardzo dobrą ocenę Królowi. Krytyczną ale wciąż bardzo dobrą. :P

Jestem po prostu ciekaw jak ocenisz książkę, która składa się z kilku odrębnych części. Tam to fabuła już w ogóle jest pokręcona.

historyk - 12:23 23-07-2009
A ja w pełni zgadzam się z autorem recki, też uważam, że Północna granica jest lepszą powieścią, a Obcy - Alerowie pierwsza klasa

toudi 21 - 23:12 23-07-2009
Jak byś my się wszyscy ze sobą zgadzali to by było nudne jak diabli

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Bitwę bliźniaków"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"


 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS