NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Silverberg, Robert - "W dół, do Ziemi. Czas przemian"
Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: A Time of Changes. Downward to the Earth
Tłumaczenie: Irena Lipińska
Data wydania: Październik 2008
ISBN: 978-83-7590-015-6
Oprawa: twarda
Liczba stron: 440
Cena: 45,90 zł
Rok wydania oryginału: 1971 i 1969
Seria: Klasyka SF



Silverberg, Robert - "W dół, do Ziemi. Czas przemian"

Krótki wstęp: to mój pierwszy kontakt z Silverbergiem, sygnowanym przez Solaris jako klasyk SF, w serii o nazwie, jakżeby inaczej, Klasyka SF. Wydawnictwo składa się z dwóch niepowiązanych fabularnie utworów, które jednak są tożsame w wielu aspektach.

Pierwsza powieść, stanowiąca około jednej trzeciej książki, to „W dół, do ziemi”. Początkowo obawiałem się, że będzie to paszkwil na kolonializm białego człowieka, w którym zamiast murzynów będziemy mieli zielone ludziki. Nie jest to powiedziane bezpośrednio, ale z kontekstu wynika, że planeta, na której toczy się akcja powieści, nie jest wyjątkiem i w całym uniwersum następują procesy dekolonizacyjne, w związku z tym wszechświat pełen jest tego typu światów zamieszkanych przez nieludzkie inteligencje. Implikuje to kolejny problem, czyli kwestię kreacji obcych – jak wykreować ich dostatecznie obco, nie stworzyć ziemian z czułkami czy dodanymi mackami i trzecim okiem. Belzagor (jak nazywają planetę tubylcy) zamieszkują dwie inteligentne rasy, pomiędzy którymi panuje tajemniczy układ. Zgłębienie tej tajemnicy jest zresztą celem głównego bohatera. Oba gatunki jawią się czytelnikowi jako średnio oryginalne – jednak wystarczająco dla potrzeb powieści. „Obcość” jest tu przenośnią – autor pokazuje na przykładzie obcej rasy, jacy mogą być (powinni być?) ludzie, nie tworzy zaś jakości samej w sobie.

Bardzo szybko jesteśmy syceni nawiązaniami do „Jądra ciemności” Josepha Conrada. Żeby nie było żadnych wątpliwości, jeden z bohaterów nazywa się po prostu Kurtz. I osadzony jest w adekwatnej do tego miana roli. Podczas lektury czytelnikowi udzielają się na przemian mroczny klimat opowiadanej historii i sugestywne opisy piękna obcej planety. Swoją drogą okładka książki nawiązująca do treści „W dół, do ziemi” jest w tym kontekście trochę zbyt sielankowa.

Kilku aspektów ukazywanego świata autor nie wyjaśnia, tu i ówdzie widać niespójności (mój ulubiony rodzynek to stwierdzenie bohatera, że język tubylców jest niezłożony i prosty, gdy parę stron dalej, z tubylczych ust, otrzymujemy barokowe, kwieciste określenia), ale myślę, że można to darować. Zwłaszcza w kontekście unikania typowo amerykańskiego psychologizmu. Główny bohater porusza się raczej na osi, jaką wyznaczają grzech i odkupienie niż równowaga psychiczna. Jego prosta i spójna osobowość ciąży ku poznaniu mistycznemu, choć on sam przekonuje się o tym stopniowo. „W dół, do ziemi” jest powieścią drogi, powieścią o pielgrzymce. Uważam, że stanowi to o uroku opowiadanej historii – nie ma tu epickich walk (i na dobrą sprawę, w ogóle: walk), starć cywilizacji, monumentalnych kataklizmów; jest człowiek w drodze.

„Czas przemian” zaś jest beletryzowanym dziennikiem – na pierwszych jego stronach przedstawia się autor, Kinnall Darrival. Przedstawia się jako wygnaniec w chacie na jakiejś pustyni, by następnie w nieregularnych notkach opisać swoje życie od późnego dzieciństwa do momentu, w którym się znajduje. Ciekawy jest już sam fakt pisania dziennika (a może ewangelii), próba apologii wyrzutka. Tutaj już występuje typowo amerykański psychologizm z naciskiem na seksualność postaci – sam główny bohater poświęca jeden wpis na opis własnej cielesności. I miejscami zwraca się do czytelnika bezpośrednio, zawsze w tonie tłumaczącego się.

Znowu świat wykreowany przez autora jawi się raczej jako artystyczna przenośnia niż twór funkcjonalny sam w sobie. To kolaż różnych epok i systemów społecznych, których nie próbuje się tłumaczyć czy nadawać im spójności. Największy nacisk położony jest na fakt założenia społeczeństwa przez grupkę pielgrzymów/wygnańców, którzy ustanowili na poły religijną etykę indywidualizmu. Indywidualizmu o tyle charakterystycznego, że nakazuje zachowywać wszystko co indywidualne dla siebie (przekłada się to na gramatykę, gdzie mówi się o sobie w stronie biernej). Można się dzielić swoimi trudami tylko dwiema drogami: z oczyszczaczem (spowiednik łamany na psychoanalityk) lub z rodzeństwem więźnym, to jest instytucją, która każdemu członkowi wspólnoty przyporządkowuje dwóch innych w tym samym wieku. Dla mnie to konstrukcja nieprzekonująca a zasadnicza dla fabuły. Mieliśmy już w SF różne wizje modyfikacji więzi rodzinnych i Silverberg w tej kwestii wypada blado przy chociażby tym, co zaprezentował Heinlein na przykład w „Luna to surowa pani”. Dodać trzeba, że niemal każda czynność w świecie powieści jest sankcjonowana umową cywilnoprawną (również akt „spowiedzi” u czyściciela!), co daje nam obraz purytańskiej kolonii o silnym etosie pracy, tradycji i indywidualizmu. Skąd my to znamy?

Lektura miejscami była męcząca, głównie z względu na dodatkowe opisy, które średnio mają się do istoty opowiadanej historii i które spokojnie można by pominąć. Częstym błędem autorów fantastyki jest przekonanie, że czytelnika interesują np. kształty wykreowanych kontynentów. Nie, mnie nie interesują, chyba, że ma to jakieś przełożenie na fabułę, albo samo tworzenie świata urasta do rangi sztuki (jak u Tolkiena). U Silverberga, to nie fascynuje, bardziej rozmienia uwagę, którą poświęcamy powieści, na drobne.

Pierwszy kontakt z Silverbergiem nie wyrobił u mnie jednoznacznego stanowiska. Dobrze poczytać o aksjologii i duchowości, ale te tematy wymagają wielkiej ostrożności – tymczasem w obu opowiadaniach wydawały mi się czasem ocierać o naiwność. Chociaż bardziej spodobał mi się pierwszy tekst, „W dół, do ziemi”, to „Czas przemian” jednak bardziej sprowokował do myślenia. Oba zresztą wykazują wiele cech wspólnych, ale w przypadku „Czasu…” dochodzi do pewnego przerysowania. Historia księcia/banity/narkomana/apostoła była pisana w epoce dzieci-kwiatów i jej treść oddaje ducha tamtych czasów – sprzeciw wobec obyczajowości, seanse narkotyczne drogą do oświecenia, apologia naturalności. Ale z dzisiejszej perspektywy tak silny akcent na tamten entuzjazm wydaje się zabawny, główny bohater jawi się raczej jako żałosny idiota, zaś samą powieść można postrzegać jako parodię. Zamierzoną czy nie? To już nie jest takie ważne, nigdy nie byłem zwolennikiem podejścia „co autor miał na myśli”. Wcześniej napisana, prostsza mikropowieść „W dół, do ziemi” wychodzi z próby czasu obronną ręką. Zwłaszcza że wyraźnie koncentruje się na rzeczach stanowiących sedno opowieści. Tymczasem „Czas przemian” z uwagi na zawikłanie w zbyt dużą liczbę czynników, rozciągłość i proponowanie zbyt łatwych recept, należy raczej sklasyfikować jako literacki zabytek.


Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2008-12-10 20:35:19
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Raven86 - 22:55 10-12-2008
"W dół do Ziemi" to moja dotychczas ulubiona książka Silverberga i jedna z ulubionych książek wogóle. Z recenzji wynika ze jest tylko ok :/ no nieeeee. Dla mnie powieść jest po prostu fantastyczna. Myślę, że recenzja jest zbyt krytyczna. Może i są pewne niedociągłości jakich ja prosty czytelnik nie zauważylem, o których wspomina autor recenzji. Ale z recenzji wynika, że ma tych wad więcej niż zalet co prawdą według mnie nie jest :(
Ja "W dół do Ziemi" polecam każdemu jako cieniutką książkę na jeden wieczór ale nie tylko jako opowiesc o wedrowce czlowieka lecz jako coś więcej.

Ł - 08:06 11-12-2008
> . Ale z recenzji wynika, że ma tych wad więcej niż zalet co prawdą według mnie nie jest :(

Dzięki Tobie odkrywam swoje recki na nowo...

Lord Turkey - 08:26 11-12-2008
Nie powiedziałbym, że opinia autora recenzji na temat "W dół, do ziemi" jest negatywna, choć literalnie być może faktycznie wymienia więcej wad niż zalet. Inaczej je jednak wartościuje i zgodnie z treścią ostatniego akapitu nie przesądza o jednoznacznej sympatii/krytyce tej książki.

Co do tego, że na Tobie Raven opowieść ta zrobiła większe wrażenie - kwestia gustu i masy innych czynników, a recenzje wszak są subiektywnym spojrzeniem autora.

pozdrawiam

Shadowmage - 09:02 11-12-2008
Bardzo lubię "W dół, do ziemi". Na Katedrze jest nawet moja recka. Prawdopodobnie teraz nowelkę oceniałbym ostrzej, ale po co sobie psuć dobre wspomnienia? Poza tym... ja lubię Silverberga :)

Lord Turkey - 09:40 11-12-2008
Dotąd czytałem tylko jego Prądy czasu - nie było to może coś wielkiego, ale dało mi kilka miłych chwil spędzonych na wciągającej lekturze i ogólną, interesującą wizję turystycznych zastosowań podróży w czasie :P

Shadowmage - 14:44 11-12-2008
"Prądy..." jak na Silverberga są moim zdaniem akurat mocno średnie.

Tigana - 14:52 11-12-2008
Shadowmage pisze:"Prądy..." jak na Silverberga są moim zdaniem akurat mocno średnie.

A nawet słabe - sam pomysł ciekawy, ale wykonanie takie sobie. Bo co pozytywnego można powiedzieć o książce, z której pamięta się jedynie faceta ogarniętego manią uprawiania seksu z własną praprapra....babką.

Shadowmage - 14:58 11-12-2008
W przypadku "Prądów czasu" nie jestem obiektywny, bo po prostu nie lubię książek o podróżach w czasie, zbyt nielogiczne mi się wydają.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS