NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Simmons, Dan - "Ilion" wyd. 2022

Kiernan, Caitlín R. - "Domy na dnie morza"

Ukazały się

Jarosiński, Radosław - "Księgi niezwykłe, pisarze niesamowici"


 antologia - "Sny umarłych 2022. Polski rocznik weird fiction"

 Reynolds, Alastair - "Migotliwa wstęga" (wyd. 2)

 Kiernan, Caitlín R. - "Domy na dnie morza"

 Ballingrud, Nathan - "Potwory północnoamerykańskich jezior"

 Currie, Evan - "Cesarski gambit"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Legion"

 Johnston, Emily Kate - "Star Wars. Cień Królowej"

Linki

Simmons, Dan - "Drood" (Horror)
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Horror
Tytuł oryginału: Drood
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec i Wojciech Szypuła
Data wydania: Kwiecień 2022
Wydanie: II
ISBN: 978-83-67023-06-1
Oprawa: twarda
Liczba stron: 816
Cena: 59,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009



Simmons, Dan - "Drood"

Kiedy pierwszy raz przeczytałem tę powieść dekadę temu nie byłem pewien, skąd się biorą zachwyty nad nią. Twórczość Dana Simmonsa cenię ogromnie, ale głównie stricte fantastyczną: „Hyperion Cantos” oraz „Ilion” i „Olimp”. Za każdym razem, kiedy Simmons odchodzi od tej konwencji, mój entuzjazm do jego nowych dzieł opada, tj. ich lektura nie budzi większych emocji i stanowi raczej śledzenie kunsztu pisarza. Ani „Drood”, ani „Terror” nie zdobyły nigdy mojej sympatii. „Terroru” nawet nie doczytałem do końca, ponieważ fabuła pokonała mnie skutecznie i chyba nieodwołalnie. Do powrotu nie przekonała nawet (średnio udana) adaptacja serialowa. Jednak „Drood” miał wszystkie zadatki na to, aby mnie zachwycić. Przede wszystkim byłem fanem wiktoriańskiej powieści i jej „klimatu” (a tych przecież Charles Dickens, jeden z bohaterów „Drooda” jest „twarzą”). Głównie za sprawą audiobooków i adaptacji telewizyjnych wyprodukowanych przez BBC. Tak się składa, że „Wielkie nadzieje” (2011 r.), „Oliver Twist” (1999 r.) czy „Mała Dorrit” (2018 r.) to do dziś moje ulubione adaptacje brytyjskiej literatury (obok powieści Jane Austen), które trzymam w szufladzie z płytami. Jednak nawet drugie czytanie „Drooda”, z okazji jego drugiego wydania w Polsce nie zdołało wykrzesać ze mnie entuzjazmu. Choć nie sposób nie docenić kunsztu Dana Simmonsa, który udowadnia za każdy razem, że jest znakomitym, jeśli nie wybitnym pisarzem. Dziwne, że nie jest on szeroko doceniany w tzw. mainstreamie. Ale, ostatecznie, to nie problem Simmonsa, tylko wąskich horyzontów tegoż.

„Drood” tytułem (i nie tylko) nawiązuje do ostatniej powieści Charlesa Dickensa, „Tajemnica Edwina Drooda”, która pozostała nieukończona z powodu śmierci pisarza. I zaczyna się od katastrofy kolejowej, której uczestnikiem był pisarz (i towarzysząca mu kochanka) 9 czerwca 1865 r. U Simmonsa, w jej trakcie Dickens spotyka tajemniczego, niepokojącego osobnika nazywającego się Drood. I to spotkanie ma naznaczyć pisarza w ostatnich latach jego życia, których dotyczy ta powieść. W tym miejscu wskazać należy, iż czytelnik kierujący się opisem okładkowym może zostać wyprowadzony w pole odnośnie tego, o czym będzie ta powieść. Jasne, poszukiwanie Drooda przez pisarza, podziemne życie Londynu w drugiej połowie XIX wieku, niebezpieczne, mroczne slumsy, tajemnicze kulty, misteria sięgające starożytnego Egiptu – to potrafi rozpalić wyobraźnię czytelnika spragnionego tajemnicy, dreszczy emocji, suspensu. I to wszystko w tej powieści jest, ale... Nie o tym jest „Drood”. To nie horror, to nie powieść gotycka, nawet nie wiktoriański kryminał, choć te wszystkie elementy są tu obecne i czasami znaczące, ale nie najważniejsze.

Dowodem tego niech będzie fakt, że być może już na stronie 101 narrator (do którego jeszcze wrócę) pisze wprost: „Opowiadam Ci o tym wszystkim, Drogi Czytelniku, ponieważ już wcześniej podejrzewałem (a dziś kreśląc te słowa po latach, mam praktycznie pewność), że kiedy w ową upalną, lipcową, cuchnącą londyńską noc w 1865 r. wyruszaliśmy na poszukiwanie Drooda, wcale nie szukaliśmy powstałej z martwych zjawy, lecz czegoś, co Dickens spodziewał się znaleźć u Ellen Ternan w 1857 r. w Doncasterze i czego bezskutecznie szukał przez następne osiem przepełnionych sekretami lat, aż do Staplehurst”. Już od tego momentu stało się dla mnie jasne, że poszukiwania Drooda to nie efekt detektywistycznego zacięcia Dickensa, nie próba rozwiązania tajemnicy, że to być może żadne błahe paliwo motywacyjne głównego bohatera. Może to ostatnia pieśń Wielkiego Pisarza, potrzeba ucieczki w obliczu poczucia nieuchronnie nadchodzącej śmierci. Tak jak młoda kochanka, dla której zostawił rodzinę, była – jak to podobno bywa – próbą potwierdzenia męskości, tego, że wszystko jeszcze jest możliwe. W zasadzie można się także doszukiwać innych motywacji związanych ze sztuką. Ale i tu Simmons skutecznie okłamuje czytelnika. Drugi dowód na to, że nie ma sensu kierować się oczekiwaniami rozbudzanymi opisem okładkowym (ani początkową lekturą powieści) znajdujemy na stronie 169 i następnych, kiedy tajemnica Drooda (jego pochodzenia i życia) zostaje wyjaśniona. A na scenę wkraczają wprost i w pełnej krasie odarte z tajemnicy mesmeryczne idee i kulty wywodzące się rzekomo ze starożytnego Egiptu. Powiedzmy, że od strony 180 można serio zastanawiać się, o czym będzie reszta powieści, która liczy w sumie 816.

Czytelnik, który dotarł do tej części „Drooda” zorientuje się, że być może wpadł w pułapkę zastawioną przez autora. Bo te tajemnice i obsesje pisarza to tylko fragment większego obrazka, obyczajowo-historycznego i literackiego. Który, jeśli chodzi o przedstawiane wydarzenia, można albo należy kwestionować za sprawą narratora. Bowiem Charles Dickens nie jest jedynym bohaterem „Drooda”. Poza tytułową postacią, która na kartach tej powieści pojawia się rzadko i po rzuceniu na nią światła traci swój powab i grozę, istotnym bohaterem jest także narrator. To Wilkie Collins, również pisarz (postać autentyczna, a jego powieści od niedawna znowu są wydawane w Polsce), choć rozpoznawalny, to jednak żyjący w cieniu wielkości Dickensa. Zazdrości mu, ale karmi się jego przyjaźnią i pomocą. Dan Simmons przedstawia go jako antypatyczną, delikatnie ujmując, personę. To zwykły łajdus w kostiumie gentlemana, uzależniony od morfiny, na którym polegać nie mogą jego najbliżsi ani sam Dickens. Co nie znaczy, że Wielki Pisarz (Pan Niezrównany, jak określa go Collins) jest tu przedstawiany w kontrze do Collinsa. Wręcz przeciwnie, choć nie ma tylu wad, to jest taki sam, jak narrator: bufon czy buc, z przerośniętym ego, świadomy popularności oraz wartości i lubiący stać na pomniku budowanym mu za życia i ogrzewać się w blasku (niewątpliwie zasłużonej) sławy. Wracając do Collinsa, to nie należy mu ufać jako narratorowi nie tylko z racji tego, że jest nikczemny i może kłamać (umniejszając Dickensa), ale może przede wszystkim dlatego, że z powodu swojego uzależnienia kłamie na pewno. I nie można rozstrzygnąć, czy niektóre wydarzenia z tej powieści są relacją z przeżytych zdarzeń, czy skutkiem halucynacji. Kiedy budzi się w nim na koniec jakaś szczera autorefleksja, że może jednak Dickens jest od niego lepszy jako pisarz, a on swoje życie zmarnował, można zdobyć się dla niego na jakąś sympatię. Ale wątpię, bo jedynym ciepłym uczuciem, jakie dla niego miałem, była litość. I nie pomógł nawet zabieg zwracania się przez Collinsa do czytelników, z przymilnością i rewerencją (choć na koniec i ze zgorzknieniem).

Większość powieści, jeśli nie całość, to fabuła obyczajowo-biograficzna, której lektura (znowu się muszę powtórzyć) budziła u mnie przede wszystkim uznanie dla Dana Simmonsa, zanurzającego się w epokę głęboko i niemal totalnie. Na szczęście w warstwie językowej nie ma głębokiej stylizacji na dziewiętnastowieczną powieść, jednak pierwszoosobowa narracja Wilkiego Collinsa wymusza taką manierę, aby ta perspektywa była choć częściowo autentyczna. Chyba na tym zależało autorowi. Dan Simmons to niewątpliwy erudyta, poruszający się w realiach epoki (i w twórczości Dickensa) jak ryba w wodzie. I tym ta powieść potrafi uwieść niezależnie od tego, czego szukał w niej czytelnik na początku. Ostatecznie, po latach, to właśnie w niej doceniam: kunszt pisarza, realizm fabuły, to zanurzenie się w biografię Dickensa i Collinsa bez padania na kolana. Oraz przybliżenie epoki, pisarza i jego twórczości w sposób niebywale atrakcyjny. To także autorskie spojrzenie, interpretacja tychże. Za sprawą mało wiarygodnego narratora świadomie pozbawione pretensji do bycia prawdą.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2023-01-19 18:59:05
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wywiad z Anthonym Ryanem


 Pasje mojej miłości

 Ekshumacja aniołka

 Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"

 Wywiad z R.J. Barkerem

Recenzje

Parker-Chan, Shelley - "Ta, która stała się słońcem"


 Clark, P. Djèlí - "Ring Shout"

 Simmons, Dan - "Drood"

 Tolkien, J.R.R. - "Księga zaginionych opowieści", część 1

 Ryan, Anthony - dylogia "Krucze ostrze"

 Jemisin, N.K. - "Miasto, którym się staliśmy"

 Straub, Peter - "Koko"

 Duncan, Emily A. - "Bezlitośni bogowie"

Fragmenty

 Clarke, Arthur C. - "2010: Odyseja kosmiczna"

 Filimonowicz, Adrianna - "Taniec gór żywych"

 Walewska, Bożena - "Żmijowe gniazdo"

 Krajewska, Marta - "Dzień między żarem i lodem"

 Wyzga, Michał - "Jestem przy tobie"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Wywrócony świat i inne utwory"

 Gilbert, Matthew J. - "Stranger Things. Hawkins Horrors"

 Asimov, Isaac - "Koniec wieczności"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2023 nast.pl     RSS      RSS