NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

Erikson, Steven - "Okaleczony bóg" (wyd.3)

Ukazały się

Alanson, Craig - "Walkiria"


 antologia - "Duchy nocy wigilijnej"

 Scarborough, Elizabeth Ann - "Inna opowieść wigilijna"

 Yong, Jin - "Narodziny bohatera"

 Simmons, Dan - "Ilion" wyd. 2022

 Roberts, Keith - "Pawana"

 Mieko Candon, Emma - "Star Wars: Ronin"

 Filimonowicz, Adrianna - "Taniec gór żywych"

Linki

Martinez, Carole - "Soledad znaczy samotność"
Wydawnictwo: Mova
Tytuł oryginału: La coeur cousu
Tłumaczenie: Bożena Sęk
Data wydania: Lipiec 2022
ISBN: 978-83-67247-25-2
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 422
Cena: 47,90 zł



Martinez, Carole - "Soledad znaczy samotność"

„Soledad znaczy samotność” Carole Martinez to powieść, którą wydawca określił mianem realizmu magicznego i chyba słusznie. Jej styl, sposób prowadzenia narracji, przenikanie się realizmu z elementem nadprzyrodzonym, magicznym od razu prowadzą do tego typu skojarzeń. To zaś od razu przywodzi na myśl klasyków południowoamerykańskich od Jorge Luisa Borgesa, przez Gabriela Garcię Marqueza (dla mnie „Sto lat samotności” to powieść, która stała się punktem odniesienia dla późniejszej prozy tego typu), po pisarzy ze Stanów Zjednoczonych: Marka Halperina („Zimowa opowieść” wydana także w Polsce i w nieudany sposób zekranizowana w 2014 r.), Johna Crowleya („Małe, duże”) a nawet Clive’a Barkera (bo tak wspominam, może wspomnienia kłamią, jego „Galilee”). W Polsce „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk również mają w sobie realizm magiczny, nawet jeśli jest on traktowany instrumentalnie (zresztą, dla Borgesa bywał również narzędziem, a nie celem samym w sobie).

Przywołuję te nazwiska, aby wskazać, że Carole Martinez napisała powieść w gatunku, czy stylu, w którym tworzyli wielcy, ale nieliczni. W trakcie lektury przyszła mi do głowy myśl, że realizm magiczny, wplatanie go do fabuły (czy też „szycie” nim fabuły) wymaga umiejętności znacznie wyższych niż „zwykła” proza. Jest bowiem jak wszywanie poezji w materię rzeczywistości. Niezbędna do tego finezja jest jak używana w fabule magia, musi przesycać rzeczywistość, splatać się z nią, ale jej nie przedefiniować, nie zmieniać jej natury.

Taką umiejętność posiada bohaterka tej powieści, Frasquita Carasco. Za sprawą magicznego pudełka przechodzącego z pokolenia na pokolenie na kolejną przedstawicielkę rodziny, staje się wieszczką, uzdrowicielką, genialną krawcową. Ze zwyczajnych materiałów, szmat, ścinek tworzy zapierające dech w piersiach suknie, które kuszą, wywołują zgorszenie, rozbudzają namiętności, są – krótko pisząc – niezapomniane. Ten dar z czasem sprowadza na nią nieszczęście – niechęć innych kobiet i zmuszą ją i jej dzieci do opuszczenia rodzinnej wsi położonej gdzieś w Hiszpanii (chyba południowej). Frasquita rusza w podróż w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i dzieci.

Czas i miejsce w fabułach realizmu magicznego nie mają większego znaczenia (znowu przywołam „Sto lat samotności”, ale i „Jesień patriarchy” Marqueza czy „Małe, duże” Crowleya), zacierają się. Wszystko, począwszy od miejsca po bohaterów może być symboliczne, być sumą doświadczeń pokoleniowych czy całego społeczeństwa (historia rodu Buendia u Marqueza). U Carole Martinez chyba tak nie jest, postacie są indywidualne, same dla siebie, to jest nie stają się symbolami. Po lekturze powieści zastanawiam się, czy mimo wszystko nie jest to jednak opowieść o losie kobiety. Być może uogólniam, ale autorka też to sugeruje: „Od pierwszego wieczoru i pierwszego poranka, od Stworzenia i od początku ksiąg to, co męskie, sypia z Historią. Są jednak inne opowieści. Opowieści skrywane, przekazywane w sekrecie kobietom, przekazy schowane w uszach córek, wyssane z mlekiem, słowa spite z warg matek. Nie ma nic bardziej fascynującego od magii przekazywanej z krwią, wyuczonej wraz z miesięcznym krwawieniem.” (str. 370 i dalej). Narracja jest przedstawiona z perspektywy kobiety (opowiada ją tytułowa Soledad), bohaterką jest nie tylko Frasquita, ale i jej córki. Mężczyźni (chyba inaczej niż w prozie iberoamerykańskiej tego rodzaju) są w tle. Są wspomnianą Historią, która staje na drodze, wtrąca się, niszczy, przeszkadza, krzywdzi, ale i kocha.

Wspomniany czas i miejsce dają się w przypadku tej powieści w przybliżeniu zidentyfikować. O ile z miejscem nie ma żadnego problemu, o tyle czas fabularny sprecyzować jest trudniej. Można przyjąć, że akcja „Soledad znaczy samotność” rozgrywa się gdzieś w drugiej połowie XIX wieku, może trochę później, na przełomie stuleci. Bowiem w trakcie podróży Frasquita natyka się na postacie odwołujące się do idei Michaiła Bakunina. W powieści pojawiają się także paramilitarne oddziały Straży Obywatelskiej (Guardia Civil), formacji powołanej do istnienia w 1844 r. Można łatwo te wskazówki przeoczyć, ale to nie zmienia niczego w odbiorze powieści, skoro sama autorka nie przywiązywała większej wagi do wskazywania ram czasowych.

Powieść napisana jest w stylu, który łatwo uwodzi, kołysze, ma w sobie poezję. I jest pułapką na czytelników. Bowiem fabuła nie ma w sobie wiele z nostalgicznej, pięknej opowieści. Jest w niej dużo cierpienia i niesprawiedliwości. Nie chodzi tylko o biedę, nierówności społeczne prowadzące do rewolucyjnych, buntowniczych wystąpień. Jest tam także okrucieństwo dotykające bohaterki, głównie kobiety. Nie ma przy tym żadnych morałów, żadnego rosołu dla duszy łagodzącego skutki tego, co staje się ich udziałem. To smutna powieść i na koniec zastanawiam się, czy ten realizm magiczny nie miał złagodzić jej tak, aby czytelnik mógł przyswoić taką dawkę mroku i okrucieństwa. Dlatego przystępując do lektury tej powieści trzeba uważać. Kiedy czytelnik zda sobie sprawę, że nie ma w niej sprawiedliwości, w gruncie rzeczy może ten realizm magiczny uznać za zasłonę dymną i poczuć się zawiedziony tym, że być może przeczytał książkę boleśnie realistyczną.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2022-11-24 11:32:32
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wywiad z Anthonym Ryanem


 Pasje mojej miłości

 Ekshumacja aniołka

 Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"

 Wywiad z R.J. Barkerem

Recenzje

Dick, Philip K. - "Klany księżyca Alfy"


 Olde Heuvelt, Thomas - "Hex"

 Martinez, Carole - "Soledad znaczy samotność"

 Wolfe, Gene - "Urth Nowego Słońca"

 Hill, Susan - "Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite"

 Palmer, Ada - "Być może gwiazdy"

 Ford, John M. - "Czekanie na smoka"

 Reynolds, Alastair - "Arka odkupienia"

Fragmenty

 Filimonowicz, Adrianna - "Taniec gór żywych"

 Walewska, Bożena - "Żmijowe gniazdo"

 Krajewska, Marta - "Dzień między żarem i lodem"

 Wyzga, Michał - "Jestem przy tobie"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Wywrócony świat i inne utwory"

 Gilbert, Matthew J. - "Stranger Things. Hawkins Horrors"

 Asimov, Isaac - "Koniec wieczności"

 King, Stephen - "Baśniowa opowieść"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2022 nast.pl     RSS      RSS