NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Rytm wojny", tom 2 (twarda okładka)

Haldeman, Joe - "Wieczna wolność" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Grzędowicz, Jarosław - "Pan Lodowego Ogrodu", tom 1 (2021)


 Biskup, Agnieszka; Adwentowska, Dagmary - "Mamidła"

 Shannon, Samantha - "Koniec maskarady"

 Clare, Cassandra - "Mechaniczna księżniczka" (twarda)

 Clare, Cassandra - "Mechaniczny książę" (twarda)

 Clare, Cassandra - "Mechaniczny anioł" (twarda)

 Hardinge, Frances - "Światło głębin"

 Hady, Sasza - "Zefiryna i księga uroków"

Linki

Szostak, Wit - "Sto dni bez słońca"
Wydawnictwo: Powergraph
Kolekcja: Kontrapunkty
Data wydania: Kwiecień 2014
ISBN: 978-83-64384-11-0
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 464
Cena: 39 zł
Seria: Kontrapunkty



Szostak, Wit - "Sto dni bez słońca"

Sto dni z życia zaimpregnowanego


Pozornie prosta, w rzeczywistości odwołująca się do sprzecznych uczuć powieść Wita Szostaka, potrafi jednocześnie zachwycić i wywołać zniechęcenie. Krakowski autor „Stoma dniami bez słońca” potwierdza, że należy do czołówki polskich pisarzy.

Wit Szostak z każdą kolejną książką odchodzi od fantastyki; to nie zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu. W jego najnowszej powieści, która ukazała się w serii „Kontrapunkty” (z założenia prezentującej książki z pogranicza fantastyki i głównego nurtu) wydawnictwa Powergraph, nadnaturalności próżno szukać: co prawda rzecz się dzieje na nieistniejącym archipelagu Finneganów położonym u wybrzeży Irlandii, a akademickim konikiem narratora jest nieistniejący polski pisarz fantastyki Filip Włócznik, ale w ogólnym rozrachunku to bardzo realistyczna, dotykająca realnego problemu proza.
Bohaterem i narratorem „Stu dni bez słońca” jest Lesław Srebroń PhD, filolog znad Wisły, który dzięki stypendium na pół roku udaje się z gościnnymi wykładami do St. Brendan College, położonej na końcu świata, niewielkiej uczelni. Śledząc jego dziennik, bo właśnie taką formę ma powieść, dowiadujemy się o jego początkowych wątpliwościach, a następnie zauroczeniu tak Finneganami, jak i nobliwymi członkami – czy, jak woli sam Srebroń, fellows – akademickiej braci (jeśli ktoś orientuje się w tych realiach, bezproblemowo wyłapie liczne elementy satyryczne dotykające kwestii poziomu i jakości nauki w Polsce). Tak podbudowany szybko postanawia zaproponować wspaniały, szeroko zakrojony projekt naukowy, którego efektem ma być zdefiniowanie i rozwiązanie problemów społecznych dzisiejszego świata. Ni mniej, ni więcej.
Błyskawicznie okazuje się, że Srebroń nie jest najbardziej wiarygodnym sprawozdawcą; Szostak nawet nie sili się na tworzenie jakiegokolwiek suspensu w tej kwestii. Narrator jest człowiekiem niepotrafiącym obiektywnie czytać rzeczywistości (zresztą: czy ktoś potrafi?), interpretując wydarzenia na własną korzyść i nie dopuszczając do siebie żadnych myśli, które stawiałby jego lub jego poczynania w niewłaściwym świetle. Samo to nie byłoby jeszcze złe, ale równocześnie jest postacią pełną wad, zadufaną w sobie, zakłamaną i niekompetentną, chociaż w swym oderwaniu od rzeczywistości niepozbawioną pewnego rodzaju szlachetności... albo przynajmniej dobrego serca. Logiczna konsekwencja takiego spojrzenia jest oczywista: czytelnik śledzi (będąc ich całkowicie świadom) kolejne wpadki Srebronia, przeinaczenia, całkowite rozmijanie się ze stanem faktycznym. Po każdej kolejnej omyłce nasuwa się pytanie, co on jeszcze wymyśli? W tym – nomen omen – świetle dobór tytułu wydaje się jasny, acz w trakcie lektury można wyłapać przynajmniej jeszcze kilka innych tropów.
Narrator nie czuje wstydu czy zażenowania; odbiorca wręcz przeciwnie. Szostak świetnie przekazuje emocje – do tego stopnia, że odkładałem książkę na pewien czas, bo nie byłem w stanie ścierpieć kolejnych wpadek bohatera. Być może odzywa się tu echo własnych złośliwości w stosunku do Srebroni z prawdziwego życia? Wszak chyba każdy zna ten typ osobowości: człowieka zaimpregnowanego, żyjącego we własnym świecie i nieczułego na słowne sztylety wbijane przez znajomych? Przez to, że nie jest to postać całkowicie zła, nie sposób jej znienawidzić, chociaż budzi niechęć i niesmak. Wpadki narratora początkowo budzą śmiech. Jednakże im bliżej końca, tym bardziej zaczyna dominować smutek. To słodko-gorzka mieszanka emocji.
Kilka oddzielnych słów należy poświęcić konikowi Srebronia, czyli twórczości wybitnego polskiego fantasty Filipa Włócznika. W swej fascynacji narrator przytacza kilka streszczeń jego największych dzieł, wraz z niezwykle wnikliwą – według siebie rzecz jasna – ich analizą. Nie dziwi fakt, że proza tego wybitnego prozaika pełna jest kalek, tanich chwytów i budzących słabość zagrywek fabularnych; wszak uzupełnia to obraz naszego nieustraszonego PhD. Większą konsternację budzi Szostakowa diagnoza fantastyki (nie ograniczałbym jej do wyłącznie rodzimej): czy narysowana w powieści karykatura nie jest aby zbyt bliska prawdy? Czy faktycznie gros tego gatunku nie goni własnego ogona?
Osoby zauroczone rozbudowaną frazą „Chochołów” czy treściwym i aluzyjnym językiem „Fugi” w pierwszym kontakcie ze „Stoma dniami bez słońca” może przeżyć rozczarowanie: dominuje tu prosta konstrukcja zdań, dosłowność i (pozorny) brak językowej wrażliwości. Autor celowo (zresztą po raz kolejny) elastycznie reagując na wymogi narracji, a będące tego konsekwencją uproszczenia rekompensuje licznymi smaczkami; drobnostkami zachwycającymi na poziomie zdań (a i cała konstrukcja narracyjna jest dobrze przemyślana).
Szostak napisał powieść znacząco różniącą się od jego wcześniejszych dokonań; a przecież znany jest z doskonałego dopasowywania formy do treści. W „Stu dniach bez słońca” dotyka rzeczywistości, budzi emocje, bawi i smuci. To książka wyśmienita, wywołująca zachwyt od pierwszych słów aż do samego końca; wliczając w to podziękowania stanowiące perełkę samą w sobie. Niech was nie zmyli jej pozorna prostota: jeszcze na długo tkwi ona w głowie, mąci i wprowadza wątpliwości... a przede wszystkim niepokoi pytaniem: Ile jest we mnie ze Srebronia?


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2014-04-04 08:15:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Gavein - 11:54 29-04-2014
Jestem w trakcie - w miarę zgrabne i trochę śmieszne. Narracja bohatera przypomina mi Adriana Mole'a i jego dziennik ;)

Mira - 13:18 30-04-2014
Sądząc z opisu, aluzja do "Finneganów trenu" Joyce'a w pełni uzasadniona i pełna znaczeń :)

Komentuj


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Haldeman, Joe - "Wieczna wolność"


 Cameron, Miles - "Upadek smoków"

 Enríquez, Mariana - "Nasza część nocy"

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Vonnegut, Kurt - "Slapstick, albo nigdy więcej samotności!"

 Lim, Elizabeth - "Tkając świt"

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Herbert, Frank - "Rój Hellstroma"

Fragmenty

 Sturgeon, Theodore - "Więcej niż człowiek"

 Enríquez, Mariana - "Nasza część nocy"

 Szczubełek, Kamila - "Droga do wyraju"

 Pettersen, Siri - "Żelazny wilk"

 Haldeman, Joe - "Wieczna wolność"

 Herbert, Frank - "Rój Hellstroma"

 Herbert, Frank - "Rój Hellstroma" (przedmowa)

 Kornew, Paweł - "Żniwiarz"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS