NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

2018-02-23 18:00:25 Rajaniemi z okładkami

Wydawnictwo Mag zaprezentowało okładki i opisy do trzech powieści Hannu Rajaniemego: "Kwantowy złodziej", "Fraktalny książę" i "Przyczynowy anioł".


Oszust, łgarz, niezrównany złodziej, o którego wyczynach krążą legendy. Jego pochodzenie owiewa mgła tajemnicy, za to o jego niesławnych dokonaniach – takich jak wykradnięcie ziemskich antyków z Marsa czy włamanie do rozległego zeusmózgu i kradzież jego myśli – słyszeli wszyscy.

Popełnił tylko jeden, jedyny błąd; nie udał mu się jeden skok. I teraz, jeśli chce odzyskać wolność, będzie musiał spróbować ponownie…

Powieść Rajaniemiego to oszałamiająca hard SF – opowieść złodziejska, której motorem napędowym są jak najbardziej ludzkie motywy: zdrada, zemsta, zazdrość. Mocne oparcie w nauce, oryginalne pomysły i świetnie nakreślone postaci – oto debiut wyjątkowy pod każdym względem.


Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kwantowy złodziej
Tytuł oryginału: The Quantum Thief
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Data wydania: 23 Marca 2018
Wydanie: 2
ISBN: 978-83-7480-878-1
Oprawa: twarda
Liczba stron: 336
Cena: 29,00 zł
Rok wydania oryginału: 2010
Tom serii: 1


Na granicach przestrzeni złodziej, któremu pomaga sardoniczny statek, próbuje się włamać do pudełka Schrödingera. Robi to dla swej pracodawczyni oraz dla właścicielki statku Mieli. W pudełku kryje się jego wolność. Albo nie.

Pudełka strzegą kody wypaczające logikę oraz zdrowy rozsądek. A statek zaatakowano.

Złodziej jest blisko śmierci, a napastnik pożera statek żywcem.

Jeanowi de Flambeur zaczyna brakować czasu. Wszystkim jego wersjom.

Natomiast na Ziemi dwie siostry w mieście Szybkich, kryjących się w cieniu graczy oraz dżinnów planują rewolucję.

Jest wiele innych historii, które można opowiedzieć w tysiąc i jedną noc, ale te dwie będą się łączyły i splatały ze sobą, aż rzeczywistość przerodzi się w spiralę.

W tej książce, będącej sequelem wysoko ocenionego przez międzynarodową krytykę KWANTOWEGO ZŁODZIEJA, Hannu Rajaniemi wraca do swej zachwycające wizji wszechświata i dowiadujemy się, co przyszłość przyniesie Ziemi.


Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kwantowy złodziej
Tytuł oryginału: The Fractal Prince
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 23 Marca 2018
ISBN: 978-83-7480-458-5
Oprawa: twarda
Liczba stron: 336
Cena: 29,90 zł
Rok wydania oryginału: 2012
Tom cyklu: 2


Samotna na bezczasowej plaży Joséphine Pellegrini czuje się rozczarowana końcem świata.

Słońce niemal już zaszło, pomarańczowy blask unosi się tuż nad skrajem spokojnego przestworu morza. Na niebie wisi kula Ziemi. Mroczne witki ścigają się na bieli i błękicie, rozprzestrzeniając się jak rozlany atrament. Smoki Matjeka Chena wchłaniają w siebie materię, energię i informację. Wkrótce zakopią się w skorupie umierającego świata.

A dlaczego świat zginął? Joséphine zwraca swą uwagę na narzędzia, które ją zawiodły na zdradziecką Mieli, i złodzieja, który zawiódł jej zaufanie, Jeana le Flambeur.

Dzięki swej gorącej miłości do opowieści wszelkiego rodzaju, głębokiej charakterystyce postaci i znakomitej znajomości zdumiewających osiągnięć współczesnej nauki Hannu Rajaniemi szybko stał się jedną z gwiazd science fiction dwudziestego pierwszego wieku. To on opowiedział historię wielu żyć dżentelmena włamywacza Jeana le Flambeur.

Ta opowieść – napisana nie tylko pod wpływem wielkich twórców fantastyki, lecz również Maurice’a Leblanca, autora kryminalnych opowieści z epoki fin de siècle, jest pełna pomysłowych kradzieży, zdumiewającej nauki, niezwykłych wizji przyszłości oraz intrygujących hipotez na temat natury rzeczywistości oraz opowieści. Nadszedł już czas, by poznać ostateczny los Jeana, Mieli oraz całej ludzkości.


Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kwantowy złodziej
Tytuł oryginału: The Causal Angel
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 23 Marca 2018
ISBN: 978-83-7480-880-4
Oprawa: twarda
Liczba stron: 308
Cena: 29,00 zł
Rok wydania oryginału: 2014
Tom serii: 3

Dodał: Shadowmage

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Dice - 19:27 23-02-2018
Może być, biorę wszystkie.

ASX76 - 19:56 23-02-2018
Ociec, prać? Tfu... Brać? ;)
A na poważnie, to książki prezentują się kusząco :)

niepco - 20:20 23-02-2018
O. Temu panu podziękuję. Kiepskie wrażenia z lektury pierwszego tomu, bezsens kupowania nowych wersji a na dodatek nieładne okładki.Adieu.

ASX76 - 20:38 23-02-2018
Ups...

Fenrir - 21:21 23-02-2018
Akurat te okładki są faktycznie tandetne, a wspomniana wyżej zawartość pierwszego tomu także nie zachęca, by zabierać się za dwa pozostałe.

Janusz S. - 22:21 23-02-2018
Gdy AM zapowiedział twardookładkowe wydanie całej serii z okładkami niejakiego (nie wiem jak go odmienić)Kakai Kotaki:
http://www.kekaiart.com/uploads/5/4/7/6/5476798/8095875_orig.jpg
chciałem je kupić, chociaż pierwszy tom aż tak mi się nie podobał. Trochę mi przeszło.

romulus - 22:37 23-02-2018
Tandetne okładki? I bardzo dobrze. Większa szansa na sukces.

Coacoochee - 09:41 24-02-2018
Wciąż kupujecie okładki?
Co do treści: to jakiś neo Stalowy Szczur?

Polaris - 10:14 24-02-2018
Ze Stalowym Szczurem nie ma toto nic wspólnego. Wprost przeciwnie - Rajaniemi jest strasznie pretensjonalny (a do tego - przynajmniej w polskim tłumaczeniu - strasznie bełkotliwy). Jak ktoś nie czytał, a chce sobie uświadomić z czym mamy tu do czynienia, polecam recenzję Beatryczne Nowickiej sprzed siedmiu lat (wraz z ciekawą dyskusję pod nią):
https://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=12119&stronak=1#komentarzet

Fidel-F2 - 12:09 24-02-2018
Nie zamierzam tego kupować ale też nie z powodu takiej recenzji, B. Nowicka nie jest osobą której recenzje brałbym pod uwagę.

AM - 12:28 24-02-2018
Polaris pisze:Ze Stalowym Szczurem nie ma toto nic wspólnego. Wprost przeciwnie - Rajaniemi jest strasznie pretensjonalny (a do tego - przynajmniej w polskim tłumaczeniu - strasznie bełkotliwy). Jak ktoś nie czytał, a chce sobie uświadomić z czym mamy tu do czynienia, polecam recenzję Beatryczne Nowickiej sprzed siedmiu lat (wraz z ciekawą dyskusję pod nią):
https://esensja.pl/ksiazka/publicystyka ... omentarzet


To rzeczywiście bardzo ciekawa recenzja z recenzentki. Niby niewielki tekst, a tyle można się dowiedzieć o innym człowieku, często nawet więcej niż o książce :wink:.

Ogólnie trylogia Rajaniemiego wywołuje skrajne emocje, co mnie nie dziwi, bo w dużym uproszczeniu tak pewnie mogłyby wyglądać "Kłamstwa Locke'a Lamory", gdyby napisał je Greg Egan. Z góry wiadomo, że taki miks jednym będzie odpowiadał, a innych doprowadzi do wymiotów.

Shadowmage - 12:55 24-02-2018
A mnie się swego czasu pierwszy tom podobał... aczkolwiek teraz nie wiem czy do serii wrócę.

ASX76 - 22:57 24-02-2018
Najważniejsze, żeby się "toto" dobrze sprzedało, bo w przeciwnym razie nikt na tym nie zyska...

Beatrycze - 00:51 25-02-2018
Z jednej strony dziękuję za podlinkowanie tekstu - tyle że to akurat nie jest recenzja książki, raczej tekst, który powstał na fali frustracji tak byle jak pisanym SF.

Na "Esensji" znajduje się moja minirecenzja tego tytułu (trzeba przewinąć w dół strony)
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=12133

@ tak pewnie mogłyby wyglądać "Kłamstwa Locke'a Lamory", gdyby napisał je Greg Egan.

Egan ma pojęcie o nauce - nawet jeśli naciąga, to zwykle z sensem. Rajaniemi mydli oczy.
Ale rozumiem,ż że wydawca musi chwalić własny tytuł, niezależnie od tego, jaka to hcała jest.

ASX76 - 10:54 25-02-2018
<-- Ależ wcale tak nie jest, więc proszę nie fałszować obrazu rzeczywistości, jeśli łaska :) Proszę wybaczyć, lecz cytatów nie chce mi się szukać...
Poza tym "chała" to w tym przypadku kwestia dyskusyjna, np. Shadowkowi pierwsza część się spodobała :P

ASX76 - 10:56 25-02-2018
Aha, jeszcze jedno. Napisałem ogólnie, a nie o stosunku Pana Andrzeja do twórczości R.

AM - 14:25 25-02-2018
Beatrycze pisze:Egan ma pojęcie o nauce - nawet jeśli naciąga, to zwykle z sensem. Rajaniemi mydli oczy.


Trochę się zagalopowałaś, dlatego sprawdzam. Co przeciwstawiasz doktoratowi z fizyki matematycznej Rajaniemiego? Masz jakiś dorobek naukowy lub chociaż podstawy, żeby stawiać podobne tezy? I co to w ogóle znaczy "mydli oczy"? W jakim kontekście?

Beatrycze pisze:Ale rozumiem,ż że wydawca musi chwalić własny tytuł, niezależnie od tego, jaka to hcała jest.


Nie jestem akwizytorem. Nic nie muszę.

historyk - 18:56 25-02-2018
AM pisze:Trochę się zagalopowałaś, dlatego sprawdzam. Co przeciwstawiasz doktoratowi z fizyki matematycznej Rajaniemiego? Masz jakiś dorobek naukowy lub chociaż podstawy, żeby stawiać podobne tezy? I co to w ogóle znaczy "mydli oczy"? W jakim kontekście?

I teraz sądzę, że się Pan zdrowo natnie :D Bo o ile dobrze kojarzę,. to Beatrycze jest drem i pracuje w Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ-otu. Polskim doktorem, a nie made in USA czy GB, gdzie doktorat to poziom naszej magisterki (specyfika anglosaskiego systemu edukacji).
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

ASX76 - 19:20 25-02-2018
O rety! :) Właśnie sztuczna szczęka mi opadła, wypadła i potoczyła się po podłodze... Z wrażenia ząbki też pogubiła ;)

AM - 20:14 25-02-2018
historyk pisze:
AM pisze:Trochę się zagalopowałaś, dlatego sprawdzam. Co przeciwstawiasz doktoratowi z fizyki matematycznej Rajaniemiego? Masz jakiś dorobek naukowy lub chociaż podstawy, żeby stawiać podobne tezy? I co to w ogóle znaczy "mydli oczy"? W jakim kontekście?

I teraz sądzę, że się Pan zdrowo natnie :D Bo o ile dobrze kojarzę,. to Beatrycze jest drem i pracuje w Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ-otu. Polskim doktorem, a nie made in USA czy GB, gdzie doktorat to poziom naszej magisterki (specyfika anglosaskiego systemu edukacji).
_______________________
http://seczytam.blogspot.com


Dlaczego? Biohemia to nie fizyka matematyczna.

historyk - 20:28 25-02-2018
AM pisze:Dlaczego? Biohemia to nie fizyka matematyczna.

Już rozumiem, książka Rajaniemiego to podręcznik fizyki matematycznej. Chyba, bo jeśli nie - to pseudonaukowy bełkot jest w stanie zidentyfikować każdy naukowiec zajmujący się naukami ścisłymi i przyrodniczymi.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Janusz S. - 20:43 25-02-2018
historyk pisze:Już rozumiem, książka Rajaniemiego to podręcznik fizyki matematycznej. Chyba, bo jeśli nie - to pseudonaukowy bełkot jest w stanie zidentyfikować każdy naukowiec zajmujący się naukami ścisłymi i przyrodniczymi.

Czyli jednak muszę przeczytać. :) I spróbować zidentyfikować :angel:

Beatrycze - 21:05 25-02-2018
Niespodziewane wsparcie, za które dziękuję historykowi!

Co do mojego dorobku, to jestem z niego zadowolona, jak na mój wiek. Obejmuje na tę chwilę 11 publikacji oryginalnych, 9 przeglądowych i 3 rozdziały w książkach.
Dane ze stycznia:
Sumaryczny impact factor: 61,96
Suma punktów MNiSW: 596
Łączna liczba cytowań: 247
Łączna liczba cytowań z wyłączeniem autocytowań: 202
Indeks Hirsha: 7
(dane z ISI Web of Science, bo np. Scopus daje wyższe cytowania, częściej zdaje sie ją aktualizują, albo biorą pod uwagę większy wachlarz tytułow)

Smutno to czytać, że ma ten doktorat, ale skąd mam wiedzieć, co w czyjejś głowie siedzi, czy nie stwierdził "pojadę sobie po bandzie, żeby było kolorowo."

Janusz S. - 21:26 25-02-2018
Pani doktor, nie wypada pisać "indeks Hirscha" z bykiem :twisted:

Beatrycze - 21:32 25-02-2018
A - i mydlenie oczu - otóż, język naukowy istnieje po to, by możliwie precyzyjnie opisywać zjawiska. Mnożenie określeń, które mają brzmieć "naukowo" po to, żeby zaciemniać i w nadziei na to, że czytelnicy będą wzdychać z zachwytu "jakie to mądre" to właśnie mydlenie oczu.

Przykład - zdanie takie, jak to (cytuję ze swoich artykułów, bo swój gzemplarz dawno już oddałam)

"„w prawej ręce trzyma karabin kwantopunktowy – liniowy akcelerator wystrzeliwujący semiautonomiczne ładunki koherentne, w lewej ma duchostrzał wyposażony w nanopociski (…) znajdująca się pod naskórkiem warstwa programaterii zmienia się w pancerz.” - to słowna wata

Literacko, to też nie powala, urzekło mnie zwłaszcza: „poczucie winy czepia się jego pleców, brzucha i ramion, mokre i ciężkie jak morski starzec”
Poezja zaiste...

Ale co ja się strzępię. Ja tylko ostrzegałam przed wydaniem pieniędzy na coś, co jest - moim zdaniem - tych pieniędzy niewarte.

Kto chce, niech kupuje, najlepiej od razu wszystkie trzy tomy, uroczej lektury życzę.

Beatrycze - 21:39 25-02-2018
@ Janusz...
A poprawiałam to już, bo pamiętam, że sprawdzałam tę pisownię, widać nie w tym pliku, z którego kopiowałam dane... Człowiek ma tyle tych plików, co i rusz musi wypełniać jakąś ankietę działalności własnej. Tyle dobrze, że teraz sobie poprawię. Tak to jest, jak się człowiek da sprowokować i chce pokazać, jakim to jest się umnym a uczonym. Chyba ferwor dyskusji mnie zanadto wciągnął. Zatem zamilknę i zajmę się przegrywaniem poprawionego pliku na wszystkie nośniki, na których mam kopie zapasowe.

ASX76 - 21:54 25-02-2018
Z tego wszystkiego aż tutaj skopiowało... ;)

Janusz S. - 22:25 25-02-2018
Beatrycze pisze:Człowiek ma tyle tych plików, co i rusz musi wypełniać jakąś ankietę działalności własnej.

Skąd my to znamy? Ankiety personalne, ankiety jednostki, oceny parametryczne, REPO, ocena jakości kształcenia, sprawozdania z DS, sprawozdania z grantów, sprawozdania dla ministerstwa, sprawozdania dydaktyczne, plany dydaktyczne, plany zakupów, KRK, sylabusy, USOS, impact factor, punktacje. Końca nie widać. I z roku na rok coraz więcej. Archiwa i backupy zajmują mi już kilka TB na czterech dyskach a synchronizację straciłem już dawno. Pozdrawiam koleżankę po fachu. :)

Rusłan - 22:39 25-02-2018
Cytując Sheldona Coopera: ...but what your forgetting is it was an achievement in the field of biology. That's all about yucky, squishy things.
Lub:
Oh great! I'm worst than a fraud. Practically a biologist.

historyk - 00:10 26-02-2018
Beatrycze pisze:Niespodziewane wsparcie, za które dziękuję historykowi!

Widzisz, nie jestem taki wredny jak się wydaje :D :roll: A może i jestem, tylko tym razem nie dla Ciebie tylko dla AM :D Żartuję. Po prostu kiedyś się podparłem twoją opinią o naukowej stronie Trawy Sheri S. Tepper:
https://esensja.pl/varia/publicystyka/t ... l?id=21379

Ale zanim się podparłem, to pogooglałem, bo trzeba sprawdzić czy to dziewczę wie o czym mówi, czy nie. A że pamięć mam dobrą, to się przypomniało.

w prawej ręce trzyma karabin kwantopunktowy – liniowy akcelerator wystrzeliwujący semiautonomiczne ładunki koherentne, w lewej ma duchostrzał wyposażony w nanopociski (…) znajdująca się pod naskórkiem warstwa programaterii zmienia się w pancerz

No tak, to ja jednak podziękuję za lekturę :D I nawet nie przez naukowe durnoty, bo jako humanista nawet bym ich pewnie nie zauważył, tylko przez ten ciężkostrawny, bełkotliwy język.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

AM - 00:14 26-02-2018
Beatrycze pisze:Niespodziewane wsparcie, za które dziękuję historykowi!

Co do mojego dorobku, to jestem z niego zadowolona, jak na mój wiek. Obejmuje na tę chwilę 11 publikacji oryginalnych, 9 przeglądowych i 3 rozdziały w książkach.
Dane ze stycznia:
Sumaryczny impact factor: 61,96
Suma punktów MNiSW: 596
Łączna liczba cytowań: 247
Łączna liczba cytowań z wyłączeniem autocytowań: 202
Indeks Hirsha: 7
(dane z ISI Web of Science, bo np. Scopus daje wyższe cytowania, częściej zdaje sie ją aktualizują, albo biorą pod uwagę większy wachlarz tytułow)

Smutno to czytać, że ma ten doktorat, ale skąd mam wiedzieć, co w czyjejś głowie siedzi, czy nie stwierdził "pojadę sobie po bandzie, żeby było kolorowo."


Nie dyskutujemy o "Trawie" tylko "Kwantowym złodzieju". Ile z tego dotyczy teorii strun, kwantowej grawitacji lub optyki kwantowej?

Beatrycze pisze:A - i mydlenie oczu - otóż, język naukowy istnieje po to, by możliwie precyzyjnie opisywać zjawiska. Mnożenie określeń, które mają brzmieć "naukowo" po to, żeby zaciemniać i w nadziei na to, że czytelnicy będą wzdychać z zachwytu "jakie to mądre" to właśnie mydlenie oczu.



Naginasz i zamiast skupić się na książce, odczytujesz intencje autora. Dla Rajaniemiego żargon naukowy jest środkiem wyrazu artystycznego. Dzięki niemu, również na poziomie języka, stara się uwiarygodnić świat odległej przyszłości. I tyle. Rozumiem, że ci to nie odpowiada. Ok.

Poza tym wydaje mi się, że niemal wszyscy poza tobą zdają sobie sprawę, że "Kwantowy złodziej" to rozrywkowa sf, a nie 8 cud świata, który otwiera przed czytelnikami nowe horyzonty. Nie martw się, nie dadzą sobie wmówić, że jest inaczej.

Beatrycze pisze:Przykład - zdanie takie, jak to (cytuję ze swoich artykułów, bo swój gzemplarz dawno już oddałam)

"„w prawej ręce trzyma karabin kwantopunktowy – liniowy akcelerator wystrzeliwujący semiautonomiczne ładunki koherentne, w lewej ma duchostrzał wyposażony w nanopociski (…) znajdująca się pod naskórkiem warstwa programaterii zmienia się w pancerz.” - to słowna wata


Prosty do przyswojenia tekst, dosyć mocno osadzony w tradycji tego gatunku. Pomyliłaś adresy, jeśli poszukiwałaś śpiewnej frazy w stylu Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Beatrycze pisze:Literacko, to też nie powala, urzekło mnie zwłaszcza: „poczucie winy czepia się jego pleców, brzucha i ramion, mokre i ciężkie jak morski starzec”
Poezja zaiste...


Literacko nie powala, jak niemal każda książka hard sf z Eganem na czele. Ludzie nie sięgają po ten podgatunek z tego powodu.

AM - 00:27 26-02-2018
historyk pisze:No tak, to ja jednak podziękuję za lekturę :D I nawet nie przez naukowe durnoty, bo jako humanista nawet bym ich pewnie nie zauważył, tylko przez ten ciężkostrawny, bełkotliwy język.


Warto pamiętać, że za problemy z trawieniem odpowiadają nie tylko ciężkostrawne pokarmy, ale również najróżniejsze kłopoty po stronie trawiącego.

historyk - 00:53 26-02-2018
AM pisze:Warto pamiętać, że za problemy z trawieniem odpowiadają nie tylko ciężkostrawne pokarmy, ale również najróżniejsze kłopoty po stronie trawiącego.

Widzę, że bardzo ukąsiło, bo już się zaczynają pociski ad personam. Moim zdaniem, to dość debilny pomysł na promocję książki, ale co ja tam wiem... Taka późna godzina, czyżby jakaś ciecz miała wpływ na poziom pańskiej agresji?
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

AM - 09:07 26-02-2018
historyk pisze:
AM pisze:Warto pamiętać, że za problemy z trawieniem odpowiadają nie tylko ciężkostrawne pokarmy, ale również najróżniejsze kłopoty po stronie trawiącego.

Widzę, że bardzo ukąsiło, bo już się zaczynają pociski ad personam. Moim zdaniem, to dość debilny pomysł na promocję książki, ale co ja tam wiem... Taka późna godzina, czyżby jakaś ciecz miała wpływ na poziom pańskiej agresji?


Pociski? Co najwyżej inhibitor pompy protonowej...

Shedao Shai - 09:24 26-02-2018
A ja książki kupię, bo i okładki mi się podobają, i fabuła wygląda ciekawie.

gg72 - 09:41 26-02-2018
Beatrycze pisze:otóż, język naukowy istnieje po to, by możliwie precyzyjnie opisywać zjawiska.
Język naukowy istnieje po to, aby pisać nim publikacje naukowe, a nie książki ku uciesze gawiedzi :D
Egan też wcale nie pisze swoich książek sf językiem naukowym...

Beatrycze pisze: Mnożenie określeń, które mają brzmieć "naukowo" po to, żeby zaciemniać i w nadziei na to, że czytelnicy będą wzdychać z zachwytu "jakie to mądre" to właśnie mydlenie oczu.
Ale tak jest przecież w przeogromnej większości nie tylko książek, ale i filmów. I to nie tylko fantastycznych, ale również tych "realistycznych"... - zawsze Ci to przeszkadza czy tu jakoś szczególnie? [pytanie retoryczne, nie odpowiadaj :) ]. Ja z tego powodu przestałem oglądać np. CSI: NY, już nie mogłem wytrzymać...

Shicho - 09:57 26-02-2018
Ładne. Biorę drugi i trzeci tom.
Dla zainteresowanych - linka do wywiadu z autorem (po angielsku):
https://worldsf.wordpress.com/2011/11/16/original-content-an-interview-with-hannu-rajaniemi/

Thuringwethil - 10:31 26-02-2018
gg72 pisze:Język naukowy istnieje po to, aby pisać nim publikacje naukowe, a nie książki ku uciesze gawiedzi :D
(...)
Beatrycze pisze: Mnożenie określeń, które mają brzmieć "naukowo" po to, żeby zaciemniać i w nadziei na to, że czytelnicy będą wzdychać z zachwytu "jakie to mądre" to właśnie mydlenie oczu.
Ale tak jest przecież w przeogromnej większości nie tylko książek, ale i filmów. I to nie tylko fantastycznych, ale również tych "realistycznych"


Otóż to:) I branie ich zbyt poważnie chyba mocno by zakłócało ideę czytnia/oglądania dla rozrywki. Gdybym miała tak analizować każdą ksiażkę/film to byłoby naprawdę ich niewiele, po przejściu przez takie sito.

Jestem zaskoczona burzliwością dyskusji na temat "naukowości" książki, która patrząc po zarysie fabuły raczej celuje w rozrywkowe niż "problemowe" sci-fi, a już na pewno nie jest to utwór mający przybliżać czy pogłębiać zagadnienia naukowe. Nadal jest to tylko fantastyka, nie literatura popularnonaukowa.
Przytoczone cytaty (czy tutaj, czy w podlinkowanym artykule do esensji) raczej odbieram jako pewien stylistyczny zabieg autora niż silenie się na poważną naukowość i pokazanie "och jaki mądry jestem", oddanie klimatu cyberpunka. Pan wygląda na to że woli język bardziej kwiecisty i stara się to osiągnąć przez zabawę wyrażeniami lub przedrostkami, które czerpie ze swojej dziedziny wiedzy.Ot taki styl pisania, może się podobać, może nie, nie odbieram go jako próby "zaciemniania".
Czy nie przeszkadza to w czytaniu, pewnie się przekonam sama (btw czy przewidziany jest ebook?)

nosiwoda - 10:49 26-02-2018
Mam je po angielsku, pierwszy tom był OK, ale nie powalał na tyle, bym do tej pory przeczytał drugi i trzeci. Nie podważam naukowych kompetencji Beatrycze, natomiast na innych polach, w tym na polu oceny literatury, różnimy się na tyle diametralnie, że jej negatywna ocena albo nie wpływa na moje plany, albo wręcz powiększa o oczko lub dwa szanse na zakup ocenianej pozycji. :twisted:
W jakiejś promocji, w chwili słabości - pewnie w końcu zakupię.

AM - 11:30 26-02-2018
nosiwoda pisze: Nie podważam naukowych kompetencji Beatrycze, natomiast na innych polach, w tym na polu oceny literatury, różnimy się na tyle diametralnie, że jej negatywna ocena albo nie wpływa na moje plany, albo wręcz powiększa o oczko lub dwa szanse na zakup ocenianej pozycji. :twisted:


Ja też nie podważam ich w dziedzinie biochemii. Ale jednak w trochę innej sferze życia, gdy boli mnie ucho, zaiwaniam do laryngologa, a nie proktologa.

Aegnor - 12:35 26-02-2018
AM - skoro zgodziliście się, że Rajaniemi to solidny naukowiec, ale w swojej literackiej aktywności nie jest w związany metodologią i terminologią naukową, to pozwolę sobie dla higieny ośrodka logiki zmodyfikować Twój przykład: kiedy boli Cię ucho to idziesz do laryngologa, by porozmawiać na temat literatury iberoamerykańskiej, a potem wracasz do domu z przekonaniem, że z uchem dzięki temu będzie lepiej. ;)

Co do okładek - w poprzedniej stylistyce pewnie dokupiłbym dwa brakujące tomy, w tej odsłonie raczej podziękuję (a Kwantowym Złodziejem wzbogacę jakąś bibliotekę). Nie jest tragicznie, ale grubo poniżej MAGowych standardów.

jachu - 12:43 26-02-2018
AM pisze:Ja też nie podważam ich w dziedzinie biochemii. Ale jednak w trochę innej sferze życia, gdy boli mnie ucho, zaiwaniam do laryngologa, a nie proktologa.

W bliźniaczej sytuacji (jako prawnik podważałem kompetencje Remigiusza Mroza - który notabene nie jest prawnikiem - odnośnie bzdur i durnot opisanych w cyklu książek o Joannie Chyłce), to usłyszałem że mam się nie "mundrować", bo literatura stricte rozrywkowa nie musi mieć czegokolwiek wspólnego z nauką / obiektywną rzeczywistością / prawidłami rządzącymi naszym światem (niewłaściwe skreślić). Dlaczego? Ano dlatego, że literatura rozrywkowa nie ma waloru naukowego, więc nawet jeśli autor mija się z prawdą (lub ordynarnie nagina rzeczywistość na potrzeby fabuły), to nie ma się prawa aby mu zwracać uwagę lub podważać jego kompetencje, bo najważniejsze aby dobrze się bawić przy lekturze...
:drinking:

AM - 13:27 26-02-2018
jachu pisze:
AM pisze:Ja też nie podważam ich w dziedzinie biochemii. Ale jednak w trochę innej sferze życia, gdy boli mnie ucho, zaiwaniam do laryngologa, a nie proktologa.

W bliźniaczej sytuacji (jako prawnik podważałem kompetencje Remigiusza Mroza - który notabene nie jest prawnikiem - odnośnie bzdur i durnot opisanych w cyklu książek o Joannie Chyłce), to usłyszałem że mam się nie "mundrować", bo literatura stricte rozrywkowa nie musi mieć czegokolwiek wspólnego z nauką / obiektywną rzeczywistością / prawidłami rządzącymi naszym światem (niewłaściwe skreślić). Dlaczego? Ano dlatego, że literatura rozrywkowa nie ma waloru naukowego, więc nawet jeśli autor mija się z prawdą (lub ordynarnie nagina rzeczywistość na potrzeby fabuły), to nie ma się prawa aby mu zwracać uwagę lub podważać jego kompetencje, bo najważniejsze aby dobrze się bawić przy lekturze...
:drinking:


To nie jest bliźniacza sytuacja, w końcu jesteś przynajmniej prawnikiem. A teza Mroza... Cóż, jest pewnie wielu pisarzy literatury rozrywkowej, dla których nie do pomyślenia byłoby fantazjowanie na temat istniejących procedur.

Ogólnie, mam wrażenie, że recenzentka postawiła złą diagnozę, a potem zgrilowała książkę za coś czym nie jest i nawet nie miała być. Gdyby chodziło o szeregowego czytelnika, nie obeszłoby mnie to zupełnie, ale w przypadku recenzenta chciałbym odrobinę więcej, tym bardziej, że to o czym wspomina poniżej Rajaniemi nie jest zbyt trudne do przejrzenia.

PG: You introduce a variety of original high-concept SF ideas, such as q-dots, weaponized Bose-Einstein condensates, and non-sequential dorsal streams. Has your background in the sciences (Ph.d in mathematics) played an important role in your writing?

HR: [b]To some extent, although I shamelessly handwave or bluff a lot of things that aren’t mathematics or physics (and a lot of things that are). TQT is often described as hard SF, but I’m not really trying to write hard SF in the vein of Egan or Benford: I don’t work out the equations as I go. For me, the more important consequence of having a scientific background is a degree of speculative rigour: trying hard to work out the consequences of the assumptions one begins with.


historyk - 15:06 26-02-2018
AM pisze:Ja też nie podważam ich w dziedzinie biochemii. Ale jednak w trochę innej sferze życia, gdy boli mnie ucho, zaiwaniam do laryngologa, a nie proktologa.

Ale gdy ten laryngolog zaleci Panu wtykanie do ucha lewoskrętnej witaminy C, to nawet proktolog zauważy debilizm takowego zabiegu. Ba, zauważy to nawet weterynarz. Broniąc tej nieszczęsnej książki, próbuje pan ustawić dyskusję na zasadzie - krytykować jej warstwę naukową mogą tylko i wyłącznie matematycy fizyczni z co najmniej tytułem doktora. Tak jakby inni ścisłowcy czy przyrodnicy posługiwali się innym językiem naukowym... Ale wiarogodność naukowa czy jej brak, to jedna strona medalu, bełkotliwy język to druga.

Być może trzeba uczciwie przyznać, że i wam zdarzają się wtopy, książki najzwyczajniej słabe (abstrahując od Fina, którego nie czytałem, mogę wskazać Aaronovitcha).
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

AM - 15:38 26-02-2018
historyk pisze:
AM pisze:Ja też nie podważam ich w dziedzinie biochemii. Ale jednak w trochę innej sferze życia, gdy boli mnie ucho, zaiwaniam do laryngologa, a nie proktologa.

Ale gdy ten laryngolog zaleci Panu wtykanie do ucha lewoskrętnej witaminy C, to nawet proktolog zauważy debilizm takowego zabiegu. Ba, zauważy to nawet weterynarz. Broniąc tej nieszczęsnej książki, próbuje pan ustawić dyskusję na zasadzie - krytykować jej warstwę naukową mogą tylko i wyłącznie matematycy fizyczni z co najmniej tytułem doktora. Tak jakby inni ścisłowcy czy przyrodnicy posługiwali się innym językiem naukowym... Ale wiarogodność naukowa czy jej brak, to jedna strona medalu, bełkotliwy język to druga.


Słyszałem już o bełkotliwym języku Eco, Fowlesa i wielu innych... Nie to, żebym porównywał do nich Rajaniemiego, ale jak zapewne już się domyśliłeś, ocena bełkotliwości zależy w wielu przypadkach nie od samego dzieła, a potencjału lub idée fixe oceniającego. Jako że teksty Rajaniemiego nie sprawiają mi żadnego kłopotu, trudno mi się wczuć w twoją rolę.

historyk pisze:"Być może trzeba uczciwie przyznać, że i wam zdarzają się wtopy, książki najzwyczajniej słabe (abstrahując od Fina, którego nie czytałem, mogę wskazać Aaronovitcha).


Historyku, powściągnij swoje ego. "Nie odpowiada Historykowi", nie jest równoznaczne z wtopą.

historyk - 16:38 26-02-2018
AM pisze:Historyku, powściągnij swoje ego. "Nie odpowiada Historykowi", nie jest równoznaczne z wtopą.

Oczywiście, ale co do Aaronovitcha to śmiem twierdzić, że te książki są słabe obiektywnie rzecz biorąc, do tego nie popisała się Wasza redaktorka (choćby straszna zaimkoza).
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Spriggana - 17:59 26-02-2018
Mnie osobiście cytaty z Rajaniemiego nie zachęcają, ale nie dlatego że sa technobełkotem czystej wody, ale dlatego że przypominają mi to, czego nie znoszę w technothrillerach, gdzie bohater strzela ze swojego tytanowego karabinka XY model Z nabojami w płaszczu z irydoplatyny przeznaczonymi do zwalczania transporterów opancerzonych klasy Ą, więc wystarczających do przebicia kompozytowych okien limuzyny wzmocnionych nanorurkami węglowymi. Nawet jeśli wszystkie fakty w takich opisach są stuprocentowo zgodne z prawdą to w niczym to nie pomaga na styl…

kpr - 18:26 26-02-2018
mi lektura kwantowego złodzieja lata temu podobała się. i bardzo chciałem kontynuacji, dlatego teraz zakupię i przeczytam cały cykl. pamiętam ciekawy setting, niejasności, które dawały nadzieję na ciekawy rozwój fabuły w następnych tomach. 7 lat temu nie miałem problemu z rozpoznaniem czym jest książka i do bycia czym nie rości sobie pretensji. dziwi mnie dlatego hejt jakim kwantowy złodziej był obdarzany przez lata. kwantowy złodziej to bardzo dobra powieść rozrywkowa w scenografii science fiction. w pierwszym tomie dająca obietnice na fabularne twisty i mindfucki w dalszych częściach. dobrze, że w końcu będzie możliwość zweryfikowania odczuć sprzed siedmiu lat.

no i niemal zawsze - dobre science fiction lepsze od najlepszego fantasy ; )

ASX76 - 20:31 26-02-2018
<-- niemal robi wielką różnicę ;)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Wygraj "Mutanta"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS