NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kres, Feliks W. - "Żeglarze i jeźdźcy" (Fabryka Słów)

Masterton, Graham - "Ludzie cienia"

Ukazały się

Wolfe, Gene - "Urth Nowego Słońca" (Artefakty)


 Ryan, Anthony - "Czarna pieśń"

 Masterton, Graham - "Noc skorpiona"

 Clarke, Arthur C. - "Odyseja kosmiczna 2001"

 Asimov, Isaac - "Kamyk na niebie"

 Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

 King, Stephen - "Blaze" (2022)

 Ziętarska, Agnieszka - "Kitsune. Pradawna magia"

Linki

Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"
Wydawnictwo: Terminus
Cykl: Las ożywionego mitu
Tytuł oryginału: Mythago Wood
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Sierpień 2022
Wydanie: II - poprawione
ISBN: 978-83-964196-0-6
Oprawa: twarda
Liczba stron: 312
Cena: 59,99 zł
Rok wydania oryginału: 1984
Autor posłowia: Marta Kładź-Kocot
Autor ilustracji na okładce: Piotr Bemben
Tom cyklu: 1



Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

„Las ożywionego mitu”, Robert Holdstock - fragmenty
Przełożył Michał Jakuszewski

Potrafiłem sobie bez trudu wyobrazić prostą, historyczną podstawę, z której wyrastały legendy o Urscumugu i mówiących z płomieniem. Wizja, która mnie nawiedziła, przedstawiała czas, gdy ostatni glacjał epoki lodowej dobiegał szybko końca. Lód dotarł aż do środkowych hrabstw Anglii. W ciągu stuleci, gdy się cofał, klimat był zimny, grunt w dolinach bagnisty i zdradziecki, a stoki jałowe i zamarznięte. Pojawiły się sosny, rzadki las jodłowy, będący zapowiedzią wielkich bawarskich puszcz naszych czasów. Następnie zaczęły zapuszczać korzenie pierwsze z drzew liściastych, wiązy, cierniste krzewy, leszczyny, a potem lipy, dęby i jesiony. Spychały one iglaste bory na północ, tworząc gęstą pokrywę zielonych puszcz, która częściowo przetrwała do dziś.
W ciemnych, pustych przestrzeniach ocienionych koronami drzew żyły dziki, niedźwiedzie i wilki, a na polanach i w górskich dolinach pasły się jelenie, które od czasu do czasu wspinały się na wysoko położone granie, gdzie las stawał się rzadszy, a jeżyny i inne cierniste krzewy tworzyły pełne słońca zarośla.
Ludzkie zwierzęta wróciły jednak do zielonej puszczy, posuwając się na północ, ku zimnu. I zaczęły karczować knieję. Używały ognia. Cóż to musiała być za umiejętność: rozniecić ogień, zapanować nad nim i wypalić las, by stworzyć miejsce pod osadę. A jeszcze większych umiejętności wymagać musiało oparcie się kontrofen-sywie drzew.
Z pewnością doszło do zawziętej walki o przetrwanie. Puszcza była zdesperowana, zdeterminowana, chciała za wszelką cenę utrzymać panowanie nad krajem. Czło- wiek i jego ogień byli zdecydowani do tego nie dopuścić. Zwierzęta owego pierwotnego boru stały się ciemnymi siłami, mrocznymi bogami. sam las uważano za ro- zumny, sądzono, że tworzy duchy i banshee, by wysłać je przeciw słabowitym ludzkim intruzom. Opowieści o Urscumugu, strażniku kniei, wzbudzały strach przed obcymi, przed następnymi falami najeźdźców, którzy mówili nieznanymi językami i przynosili ze sobą nowe umiejętności.
Przed Przybyszami.

* * *

Urscumug uformował się w mym umyśle w najwyraźniejszej postaci, jaką dotąd widziałem. Przypomina nieco kształtem Gałęźnika, jest jednak znacznie starszy i bez porównania większy. Przyozdabia się drewnem i liśćmi założonymi na zwierzęce skóry. Twarz wydaje się wysmarowana białą gliną, która tworzy maskę na przesadnie uwydatnionych rysach. Trudno ją jednak wyraźnie dojrzeć. Maska na masce? Włosy tworzą zbitą, sztywną, ostro zakończoną szczecinę. W splątane kłaki wbite są sękate gałęzie głogu nadające mu bardzo dziwaczny wygląd. Jestem przekonany, że nosi włócznię o szerokim, kamiennym grocie... broń o groźnym wyglądzie, lecz ją również trudno jest dostrzec, nigdy nie można na niej skupić wzroku. Ten pierwotny obraz jest tak stary, że znika już z ludzkiego umysłu. Tu również daje się odczuć wpływ dezorientacji. Czapa późniejszych kulturowych interpretacji tego, jak powinien wyglądać... zwłaszcza ślad brązu, głównie na ramionach (obręcze). Podejrzewam, że legenda o Urscumugu była tak potężna, że przetrwała od neolitu aż do drugiego tysiąclecia przed naszą erą, a niewykluczone, że nawet dłużej. Wynne-Jones sądzi, że Urscumug może pochodzić z czasów jeszcze przedneolitycznych.

* * *

On przypomina odyńca. To jest pół-dzik, pół-człowiek, ma też cechy innych zwierząt z lasu. Chodzi wyprostowany, lecz potrafi biegać z szybkością wiatru. Maluje oblicze na biało, na podobieństwo ludzkiej twarzy. Bez względu na to, w jakiej epoce żył, jedno jest jasne: było to na długo przed powstaniem człowieka w naszym rozumieniu tego słowa. Ten stwór pochodzi z czasów, gdy człowiek i natura byli sobie tak bliscy, że nie sposób ich było odróżnić.

* * *

Proces mitogenezy jest nie tylko skomplikowany, lecz również oporny. Jestem za stary! Sprzęt pomaga, lecz jestem pewien, że młodszy umysł mógłby własnymi siłami uporać się z tym zadaniem. Lękam się tej myśli! Ponadto mój duch nie jest spokojny. Jak wyjaśniał Wynne-Jones, jest prawdopodobne, że moje ludzkie problemy, moje zmartwienia tworzą skuteczną barierę między dwoma strumieniami mitopoetycznej energii płynącymi przez moją korę – kształt z prawej półkuli mózgu, realność z lewej. Moja siła życiowa nie wzbogaca obszaru premitotworowego w stopniu wystarczającym, by mógł wejść w interakcję z dębowym wirem.
Obawiam się też, że naturalne zniknięcie z lasu tak wielu form życia wywiera wpływ na styk. Jestem pewien, że są tu dziki. Możliwe jednak, że istotne znaczenie ma liczba. Według mojej oceny jest ich nie więcej niż czterdzieści. Poruszają się wewnątrz spiralnego wiru ograniczonego jesionowymi intruzjami w krąg dębów. Jest tu garstka jeleni oraz wilków, choć najważniejsze zwierzę, zając, występuje na skraju lasu bardzo pospolicie. Być może jednak nieobecność tak wielu stworzeń, które ongiś tu żyły, zniszczyła równowagę formuły. Niemniej jednak podczas pierwotnej egzystencji tego lasu życie również się zmieniało. Już w trzynastym wieku wiele jego roślinnych form było obcych dla macierzy linii mocy w miejscach, gdzie formowały się jeszcze mitotwory. Postać ludzi z mitu zmienia się i przystosowuje, a najłatwiej jest wygenerować późniejsze wersje.
Hood wrócił. Podobnie jak każdy z Zielonych Jasiów jest dokuczliwy. Kilkakrotnie zapuścił się do strefy otaczającej polanę na górskim grzbiecie. Strzelił do mnie z łuku, a to już powód do wielkiego zaniepokojenia! Nie potrafię jednak w wystarczającym stopniu wzbogacić dębowego wiru premitotworem Urscumuga. Jak znaleźć rozwiązanie? Spróbować zapuścić się głębiej, aby odnaleźć dziką puszczę? Być może jej wspomnienie zapadło już zbyt głęboko w milczące obszary mózgu, by mogło sięgnąć drzew.

* * *

I wtedy żywiołaki pojawiły się w dużej liczbie. Wyłaniały się z samej ziemi, wzbijały w górę wokół mnie, zawisały w powietrzu, sondowały i wydawały z siebie dziwne dźwięki bardzo przypominające śmiech. Wykręcałem się i wirowałem, usiłując dostrzec w wietrznych istotach jakieś znane formy. Od czasu do czasu widziałem twarz, dłoń, długi, zakrzywiony palec, gładki pazur, który próbował mnie dźgnąć, lecz odchylał się, nim doszło do kontaktu. Zauważyłem kobiece kształty, gibkie i zmysłowe. Przede wszystkim jednak widziałem skrzywione oblicza istot raczej elfich niż ludzkich; włosy rozwiane, oczy iskrzące się, a szerokie usta rozwarte w bezgłośnym krzyku. Czy były to mitotwory? Nie miałem zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanawiać. Dotykano moich włosów, głaskano skórę, niewidzialne palce szturchały mnie w plecy i łaskotały poniżej uszu. Ciszę szarego zmierzchu przerywały krótkie, nagłe wybuchy spowitego całunem wiatru śmiechu bądź niesamowite krzyki unoszących się nade mną nocnych ptaków o szerokich skrzydłach i ludzkich twarzach.

* * *

Nagle wśród naszych gospodarzy zaszła zmiana. Rozległ się niecierpliwy gwar, któremu towarzyszyło mnóstwo tłumionego podniecenia. Ci spośród zebranych członków klanu, którzy nie patrzyli na mnie i na Keetona z sympatią i ciekawością, rozejrzeli się wokół, spoglądając w przestrzeń za pochodniami, obserwując mrok, las i łagodną rzekę. Gdzieś nienaturalnie zapiszczał ptak. Rozległ się chwilowy krzyk ekscytacji. Starszy z plemienia, który nosił imię Durium, pochylił się ku mnie i krzyknął:
– Kushar!
Znalazła się między nami, nim zdałem sobie z tego sprawę. Przeszła między shamiga – ciemna, szczupła postać rysująca się na tle płonącego pierścienia pochodni. Dotykała uszu, oczu i ust wszystkich dorosłych. Niektórym wręczała małe, zakrzywione gałązki. Większość trzymała je w ręku z czcią, choć dwóch czy trzech shamiga wykopało w ziemi małe grobki i pochowało jej dary u swych stóp.
Kushar przykucnęła przed Keetonem i mną, po czym uważnie się nam przyjrzała. Była pomazana zieloną farbą, a jej oczy otaczały cienkie kręgi białej i czarnej ochry. Nawet zęby miała zielone. Włosy – długie i ciemne – uczesane były bardzo prosto. Miała ledwie rozkwitłe piersi i cienkie kończyny. Poza głową jej ciała nie porastały żadne włosy. Odnosiłem wrażenie, że ma tylko dziesięć albo dwanaście lat, lecz jakże trudno było to ocenić!
Przemówiła do nas, a my odpowiedzieliśmy jej we własnym języku. Jej ciemne oczy, lśniące w blasku pochodni, wpatrywały się częściej we mnie niż w Keetona. To mnie dała gałązkę, którą ucałowałem. Dziewczyna roześmiała się krótko, po czym otoczyła mi dłoń swą drobną ręką i delikatnie ścisnęła.

* * *

Urscumug uformował się w mym umyśle w najwyraźniejszej postaci, jaką dotąd widziałem. Przypomina nieco kształtem Gałęźnika, jest jednak znacznie starszy i bez porównania większy. Przyozdabia się drewnem i liśćmi założonymi na zwierzęce skóry. Twarz wydaje się wysmarowana białą gliną, która tworzy maskę na przesadnie uwydatnionych rysach. Trudno ją jednak wyraźnie dojrzeć. Maska na masce? Włosy tworzą zbitą, sztywną, ostro zakończoną szczecinę. W splątane kłaki wbite są sękate gałęzie głogu nadające mu bardzo dziwaczny wygląd. Jestem przekonany, że nosi włócznię o szerokim, kamiennym grocie... broń o groźnym wyglądzie, lecz ją również trudno jest dostrzec, nigdy nie można na niej skupić wzroku. Ten pierwotny obraz jest tak stary, że znika już z ludzkiego umysłu. Tu również daje się odczuć wpływ dezorientacji. Czapa późniejszych kulturowych interpretacji tego, jak powinien wyglądać... zwłaszcza ślad brązu, głównie na ramionach (obręcze). Podejrzewam, że legenda o Urscumugu była tak potężna, że przetrwała od neolitu aż do drugiego tysiąclecia przed naszą erą, a niewykluczone, że nawet dłużej. Wynne-Jones sądzi, że Urscumug może pochodzić z czasów jeszcze przedneolitycznych.

* * *

Nazywa się Sorthalan, co znaczy „pierwszy przewoźnik”. W krainie jego ludu nadchodziła wielka burza. Ów kraj leży daleko stąd, a burza oznaczała nową magię i nowych bogów. Sama ziemia odrzucała ziomków Sorthalana. W owym czasie był on jeszcze duchem w lędźwiach starego kapłana, Mithana. Mithan dostrzegał w przyszłości czarną chmurę, lecz nie było nikogo, kto powiódłby plemiona przez ląd i morze ku leżącym dalej, porośniętym lasem wyspom. Mithan był za stary, by jego duchy mogły uformować niemowlęta w brzuchach kobiet. Znalazł więc wielki głaz z wyżłobioną przez wodę bruzdą na powierzchni. Umieścił swego ducha na kamieniu, a kamień na wysokim szczycie. Głaz rósł przez dwie pory roku. Potem Mithan zepchnął go na dół. Kamień pękł. W środku kryło się zwinięte niemowlę. Tak oto narodził się Sorthalan. Mithan karmił dziecko tajemnymi ziołami z łąk i lasów. Gdy Sorthalan osiągnął wiek męski, wrócił z dzikich ostępów do plemion i kazał ich rodzinom się zebrać. Każda z nich wybudowała łódź i zawiozła ją na wozie nad siwe morze. Pierwszy przewoźnik poprowadził ich przez fale i wzdłuż wybrzeża wyspy, przeszukując urwiska, ciemne lasy i ujścia rzek, aby znaleźć miejsce, w którym mogliby bezpiecznie przybić do brzegu. Napotkał zarośnięte trzcinami bagna, gdzie pływały dzikie gęsi i kurki wodne. Zapuszczali się w głąb lądu setką kanałów i wkrótce znaleźli głębszy szlak wodny, biegnący między porośniętymi lasem wzgórzami i urwistymi wąwozami. Łodzie przybijały do brzegu jedna za drugą, a rodziny oddalały się od rzeki, by sformować własne plemiona. Jedni przeżyli, inni zaś nie. Była to podróż w mroczne, pełne duchów zakamarki świata, bardziej przerażająca niż wszystkie, które dotąd planowano. Kraj był zamieszkany, a pozostający w ukryciu tubylcy atakowali intruzów kamieniami i włóczniami. Przywołali moce ziemi, moce rzeki i duchy, które jednoczyły całą naturę, po czym wysłali je przeciw nieproszonym gościom. Stary kapłan jednak dobrze wyszkolił Sorthalana. Ten wchłonął złośliwe duchy w obręb własnego ciała i nad nimi zapanował. Wkrótce na rzece pozostał tylko pierwszy przewoźnik. Popłynął na północ, a wraz z nim duchy kraju. Zawsze żegluje po rzekach, czekając na wezwanie swych plemion. Zawsze jest gotów służyć pomocą, wraz ze świtą złożoną z owych starożytnych mocy.



Dodano: 2022-08-05 08:55:24
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Pasje mojej miłości


 Ekshumacja aniołka

 Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"

 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

Recenzje

Chakraborty, S.A. - "Imperium złota"


 Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

 Dick, Philip K. - "Radio Wolne Albemuth"

 LaValle, Victor - "Odmieniec"

 Maszczyszyn, Jan - "Broilia"

 Jimenez, Simon - "Ptaki, które zniknęły"

 Hawkins, Scott - "Biblioteka na górze Opiec"

 Cummings, Sean - "Cowboy Bebop. Requiem dla Czerwonej Planety"

Fragmenty

 Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

 Miela, Agnieszka - "Grzechy ojców"

 Simak, Clifford D. - "Czas jest najprostszą rzeczą"

 Dick, Philip K. - "Radio Wolne Albemuth"

 Masterton, Graham - "Manitou"

 Heuvelt, Thomas Olde - " Echo"

 Asimov, Isaac - "Prądy przestrzeni"

 Crichton, Michael - "Park Jurajski"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2022 nast.pl     RSS      RSS