NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Czarna pieśń"

Orwell, George - "Folwark zwierzęcy"

Ukazały się

antologia - "Tęczowe i fantastyczne 2: Autostopem przez tęczę"


 Jankowski, Józef - "Historie niezwykłe"

 Larson, B.V. - "Świat ciemności"

 Dick, Philip K. - "Klany księżyca Alfy"

 Herbert, Frank; Herbert, Brian; Anderson, Kevin J. - "Diuna. Powieść graficzna. Księga II. Muad’Dib"

 Folkman, Sławomir & Jabłoński, Witold - "Nowożytny Prometeusz"

 Urbanowicz, Artur - "Deman"

 Suri, Tasha - "Kraina popiołu"

Linki

Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"
Wydawnictwo: Echa
Tytuł oryginału: How Much of These Hills Is Gold
Tłumaczenie: Aga Zano
Data wydania: Październik 2021
ISBN: 978-83-8015-978-5
Oprawa: twarda
Format: 135 x 215 mm
Liczba stron: 320
Cena: 39,99 zł



Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

Pod koniec tej powieści jest scena, kiedy Lucy, bohaterka „Ile z gór tych złota” spogląda na zdjęcie, na którym utrwalono zakończenie budowy słynnej linii kolejowej. Na zdjęciu tym nie ma żadnego przedstawiciela nacji, która rzeczywiście ją zbudowała. Wtedy, to jest w połowie XIX wieku, Chińczycy, bo o nich mowa, byli wykluczeni jako obywatele Stanów Zjednoczonych. Nie oni jedni, dla sprawiedliwości. Tak naprawdę obywatelem Stanów Zjednoczonych mogli tylko czuć się – od początku ich powstania – wyłącznie biali, ale i nie wszyscy, tylko ci, którzy posiadali majątek, ziemię. Za szczytnymi ideałami leżącymi u podstaw powstania tego kraju od samego jego zarania skrywał się fałsz i obłuda. Niewolnictwo, rasizm „hodowany”, aby usprawiedliwić nikczemność tegoż, nietolerancja. W zasadzie gorszy był każdy: rdzenni Amerykanie, czarnoskórzy, biedni biali, Irlandczycy, Polacy, Niemcy. Jedni mieli lepiej, bo szybko udało im się zaaklimatyzować (ci biali), inni gorzej (w zasadzie do dziś).

Choć „Ile z gór tych złota” nie jest powieścią historyczną, to od historii nie sposób uciec, jeśli chce się ją zrozumieć. Bo właśnie historia determinuje losy Lucy i Sam, rodzeństwa chińskiego pochodzenia, które zostaje pozbawione najpierw matki, a potem ojca. I zmuszone do błąkania się po kraju w poszukiwaniu domu, nie do końca rozumiejąc, a może i zapominając, czym ten dom jest, gdzie się znajduje. Do tego w tymże kraju są spychani na margines, do rynsztoka, otoczeni pogardą. Pogardą ukrywaną mniej lub bardziej za maską konwenansu, obyczaju, „kultury”. Powieść rozgrywa się na przestrzeni prawie trzydziestu lat. Lucy i Sam są dziećmi chińskiego poszukiwacza złota.

Jak wszystkich imigrantów przybywających do Stanów Zjednoczonych, również Chińczyków do tego kraju gnała chęć poprawy własnego losu. Przybywali głównie do Kaliforni. W roku 1849 mieszkało tam 49 Chińczyków, rok później 791; w 1851 r. ponad 7 tysięcy, a w 1852 r. około 25 tysięcy. Większość przybywała z prowincji Guangdong. Najpierw do Kaliforni, potem rozprzestrzenili się w Oregonie, Newadzie, Waszyngtonie, Idaho, Montanie i Kolorado. Według federalnego spisu z 1860 r. 24282 spośród 34935 Chińczyków pracowało w kopalniach. W 1870 r. chińscy imigranci stanowili dziewięć procent całej populacji Kaliforni i jedną czwartą robotników w tym stanie (wszystkie dane podaję za Jill Lepore, „These Truths. A history of the United States”, polski tytuł „My, Naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”, Wydawnictwo Poznańskie 2020 r. str. 298-299). I choć, jak zauważa Jill Lepore amerykańscy konstytucjonaliści i sądy zasadniczo nie odróżniały rasy, jeśli chodzi o obywatelstwo, to w praktyce dominujący był pogląd republikańskiego kongresmena (i byłego górnika), że „Chińczycy to rasa pogańska” i „nie można z nich zrobić dobrych obywateli”. W trakcie dyskusji o 15 poprawce do amerykańskiej konstytucji wprost padały głosy, że nie powinna ona obejmować Chińczyków.

Właśnie w takim kraju, który piękne idee miał zapisane na papierze i w sercach niektórych dobrych ludzi, przyszło szukać swojego miejsca Lucy i Sam. Powieść w zasadzie opisuje dwie strategie przetrwania. Różne, ponieważ Lucy szuka tam własnej przestrzeni, a Sam szybciej zrozumie, że Ameryka dobrym miejscem do życia nie jest. Obydwojgu przyjdzie zapłacić za to cenę, ale kto wie, czy właśnie Lucy nie zapłaci największej. Rzeczywistość w tej powieści nie jest lukrowana. Czy chodzi o osadę poszukiwaczy złota, surowe warunki życia, czy nie mniej brutalny świat miasta, rządzonego przez tych „lepszych”.

Jednak jest to powieść rozrachunkowa (nie tak ją postrzegałem), choć bez wątpienia autorka daje czytelnikowi odczuć gorycz życia dwójki bohaterów. Bez łatwych wytrychów fabularnych. Krótkie zdania, z których zbudowana jest narracja mają czasami moc pocisków. Są wypełnione emocjami, które potrafią uderzyć znienacka. Przy tym wytrącają czytelnika z komfortowego śledzenia kolejnych wydarzeń, nie obiecując łatwych i tanich pocieszeń. Czytając „Ile z gór tych złota” wracałem mimowolnie pamięcią do „Syna” Phillipa Meyera, innej genialnej powieści rozgrywającej się częściowo w tym samym okresie amerykańskiej historii. Tam głowa rodu McCulloughów, Eli, szybko – także dzięki życiu wśród „Indian” – przekonuje się, że moralne rozterki, liberalne sumienie, to droga donikąd, jeśli chce się odnieść sukces. Sukces musi być okupiony przemocą, odbieraniem ziemi najpierw rdzennym Amerykanom, potem Meksykanom. A ta ziemia zostaje nasycona krwią, tworząc mroczne dziedzictwo całego narodu, które nigdy nie zostanie rozgrzeszone. W „Synu” panorama była nakreślona szerzej, C Pam Zhang nie ma takich ambicji, ale to nie zmienia faktu, że powieści te dopełniają się, stanowiąc rewers i awers losów różnych nacji składających się na jeden naród. Lucy i Sam egzystują na marginesie, jak „niewidzialne”, jak zabawki, trofea. Można się wyrwać ku wolności, ale na koniec pozostaje pytanie, czy może przynieść to szczęście, jeśli cena, którą trzeba zapłacić za to jest tak wysoka, a człowiek zmienia się przez lata tak, że na koniec trudno sobie przypomnieć to marzenie o domu, a nawet jego wspomnienie.

Nie wiem, czy mam pewność, o czym jest ta powieść. Surowy realizm potrafi przeplatać się w niej z chińskim mistycyzmem, nostalgią i tęsknotą. Rozumiem zachwyty zagranicznych krytyków (chyba również polskim się spodobała). Podoba mi się to, że autorka nie zajmowała się w niej publicystyką historyczną. Choć może gdyby tak uczyniła, to wtedy byłoby mi jako czytelnikowi łatwiej. Nie potrafię bowiem ocenić powieści jako całości. To jest, jaki był jej cel i czy udało się go osiągnąć. Niemniej, to doskonała literatura i na koniec to powinno wybrzmieć.




Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2021-12-23 20:09:27
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 20:20 23-12-2021
Poszerzamy horyzonty fanów SF&F? :angel:

Shadowmage - 20:46 23-12-2021
Troszkę. Choć jest tam parę elementów, które można uznać za fantastyczne.

Ambrose - 22:38 23-12-2021
Jeśli literatura jest dobra - a ta książka na taką wygląda - to zdecydowanie warto ją promować, nie ograniczając się do łatek i kategorii.

El Lagarto - 23:02 23-12-2021
No jak to? Przecież nie od dziś wiadomo, że nie ma złota w Szarych Górach...

Janusz S. - 10:06 24-12-2021
Shadowmage pisze:Troszkę. Choć jest tam parę elementów, które można uznać za fantastyczne.

Poważnie? Kupiłem, bo po pierwszym sezonie działalności Ech uznałem, że może warto spróbować kupować to co wydają, ale jeszcze nie zajrzałem do środka i już się łamię, że kupuję książki, których nigdy nie przeczytam. Nie spodziewałem się tutaj jakiejkolwiek fantastyki - w tym sezonie chyba tylko opowiadania Enriquez miały być fantastyczne?

Shadowmage - 11:29 24-12-2021
No, naciągane rzecz jasna - trochę motywów baśniowych, elementy alternatywnej historii. Ot, takie ozdobniki w tle, ale łapie się :D

jezzo - 20:13 26-12-2021
Janusz w tym sezonie? To znaczy ile trwa sezon w Echach? Mam nadzieję, że na jesieni pojawi się "Wiedźma Księżyca, Pajęczny Król" Jamesa. Choć nie wiem czy tyle wytrzymam, chyba zamówię angielską wersję na marcową premierę bo jestem świeżo po lekturze 1 tomu.

Janusz S. - 21:56 26-12-2021
W tym sezonie wyjdą jeszcze Millet, Vasquez i ponoć opowiadania Enriquez - Niebezpieczeństwa palenia w łóżku. Potem przerwa i na jesień start nowego sezonu. Też liczę na Marlona Jamesa.

Tigillo - 21:02 28-12-2021
Skoro zahaczyliśmy o Jamesa, szybkie pytanko: przez całą książkę ciągnie się ta wszem obecna mocna erotyka? Szczerze mówiąc strasznie mnie to denerwowało i przerwałem w połowie czytania.

Żeby nie było offtopica: Echa przykuły moją uwagę również :)

historyk - 23:35 03-01-2022
Jak widzisz, drogi Tigillo, w ramach walki o wolność słowa, administracja nie pozwala udzielić Ci odpowiedzi.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Shadowmage - 08:47 04-01-2022
Bo na nie nie odpowiedziałeś, tylko znowu zacząłeś po swojemu.

Odpowiedź mogłaby np. brzmieć: tak, w podobnej formie.

Komentuj


Artykuły

Pasje mojej miłości


 Ekshumacja aniołka

 Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"

 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

Recenzje

Clarke, Arthur C. - "Odyseja kosmiczna 2001"


 Suri, Tasha - "Cesarstwo piasku"

 Zhao, Amélie Wen - "Czerwona Tygrysica"

 Nowak, Jakub - "To przez ten wiatr"

 Olde Heuvelt, Thomas - " Echo"

 Simak, Clifford D. - "Czas jest najprostszą rzeczą"

 LaValle, Victor - "Ballada o Czarnym Tomie"

 Pilipiuk, Andrzej - "Przetaina"

Fragmenty

 Gilbert, Matthew J. - "Stranger Things. Hawkins Horrors"

 Asimov, Isaac - "Koniec wieczności"

 King, Stephen - "Baśniowa opowieść"

 Nowak, Jakub - "To przez ten wiatr"

 Clarke, Arthur C. - "Odyseja kosmiczna 2001"

 Holdstock, Robert - "Las ożywionego mitu"

 Miela, Agnieszka - "Grzechy ojców"

 Simak, Clifford D. - "Czas jest najprostszą rzeczą"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2022 nast.pl     RSS      RSS