NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Buehlman, Christopher - "Czarny Język"

Aveyard, Victoria - "Niszczyciel królestw"

Ukazały się

Mull, Brandon - "Świat bez bohaterów"


 Mull, Brandon - "Zarzewie buntu"

 Mull, Brandon - "W pogoni za proroctwem"

 Buehlman, Christopher - "Czarny Język"

 Corey, James S. A. - "Upadek Lewiatana"

 Saulski, Arkady - "Bitwa Nieśmiertelnych"

 Freed, Alexander - "Puste słońce"

 Beatty, Robert - "Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy"

Linki

Phillips, Helen - "Wizyta"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: The Need
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Data wydania: Marzec 2021
ISBN: 978-83-8234-057-0
Oprawa: miękka
Format: 130mm x 200mm
Liczba stron: 320
Cena: 38,00 zł
Rok wydania oryginału: 2019



Phillips, Helen - "Wizyta"

Rebecca Makkai, autorka głośnej powieści „Wierzyliśmy jak nikt” w polecance na okładce napisała o „Wizycie”: „To najdziwniejsza i jednocześnie najlepsza powieść o macierzyństwie, jaką czytałam”. Jeśli nie wiesz, czego się po danej książce spodziewać, nie słyszałeś/nie słyszałaś o niej wcześniej, to takie zdanie potrafi „ustawić” powieść jeszcze zanim zacznie się ją czytać. W moim przypadku po doczytaniu do końca to zdanie mnie w jakiś sposób uratowało, ponieważ przez większość czasu spędzonego z „Wizytą” nie miałem za bardzo pojęcia, o czym czytam.

Oczywiście, mamy jeszcze opis fabuły, która nie jest mocno skomplikowana. Pewnej zapracowanej matce pewnego dnia wydaje się, że słyszy hałas w domu. Boi się, że to intruz i w zasadzie ma rację. Bowiem w jej domu znajduje się intruz – na dodatek ma on na głowie maskę jelenia. Mocno surrealistyczny „zapalnik” fabuły dosyć szybko zostaje „rozbrojony”. To jest dosyć szybko Molly, główna bohaterka, przekonuje się kim/czym jest ten intruz. W zasadzie to jest najważniejszy element „fantastyczny” tej powieści. Są jeszcze drobniejsze, związane z pracą Molly i odkryciami, których dokonuje w jej trakcie. Nie można jednak o nich pisać w recenzji. Po pierwsze, nie ma ich dużo i mogą sporo zdradzać. Po drugie, cała fabuła nie jest mimo pozorów skomplikowana i może nie warto czytelnikowi psuć przyjemności.

Zresztą, od razu należy napisać, że fantastyka jest w tej powieści wyłącznie rekwizytem, dodatkowo – i tu moja bardzo subiektywna interpretacja – niezbyt ważnym i ważnym jednocześnie. Niezbyt ważnym: ponieważ nie została wykorzystana. Ważnym: ponieważ intruz nie z kaprysu zakłada maskę zanim zobaczy go Molly. Cała fabuła jest jednak skrótowa, choć – co może warto zapisać po stronie zalet – nie jest pretekstowa. Rozdziały są krótkie i to stwarza wrażenie dynamizmu. Nie zaprzeczę, powieść czyta się bez bólu i bardzo szybko. Gdyby mnie bardziej zainteresowała, wystarczyłyby dwa dni, a nie pięć, aby się z nią uporać.

Ostatecznie jednak, nie wiem co z niej miało wynikać. Wszystkie niedopowiedzenia tylko mnie irytowały, ponieważ dosyć szybko zrozumiałem, że za dużo odpowiedzi nie otrzymam (nie jest zbyt obszerna). Wróciłem więc do przywołanego na początku zdania i to w nim szukałem klucza do niej. Może rzeczywiście jest to powieść (psychologiczna?) o macierzyństwie, jego strachach i lękach (bo raczej nie o trudach)? Nadal nie wiem, przyjmuję to za pewnik. Istotne było to, że odbiłem się od niej jak od ściany. Kompletnie nie potrafiłem się przejąć ani zaangażować. Na podstawowym poziomie to oczywiste – nie jestem matką, ani ojcem. Ale czy to powinna być przeszkoda? Wydaje mi się, że nie. Nie potrafię określić, co w niej zawiodło. Zakładam, że najsłabszym ogniwem byłem po prostu ja: czytelnik, który oczekiwał gęstej – niech będzie, że i metaforycznej – prozy, a otrzymał prostą, choć jednocześnie hermetyczną opowieść. A w trakcie lektury był obok niej.

Wrócę na koniec do fantastyki jako rekwizytu wykorzystanego przez autorkę. W zasadzie jestem pewien, że tylko czytelnik, który nie miał nigdy do czynienia z literaturą grozy może mieć gęsią skórkę, jeśli chodzi o samą kwestię odkrywania obecności intruza w domu Molly i ujawniania jego tożsamości. Stephen King czy Graham Masterton (dwóch pisarzy z, być może, przeciwnych granic spektrum literatury grozy) takie motywy rozegraliby na wyższym poziomie i nawet by się nie spocili przy tym. U Helen Phillips sytuacja z odkryciem intruza przebranego w maskę jelenia w zasadzie budzi tylko ciekawość. Do czasu ujawnienia jego tożsamości. Zresztą, czytelnik spodziewa się tego „stracha” zanim jeszcze otworzy książkę. Wystarczy zerknąć na okładkę i przeczytać opis fabuły. To nie są nawet spoilery ze strony wydawcy. To po prostu mało istotny motyw, urozmaicenie, jakiś wstęp do zadania sobie przez Molly kilku pytań. I to wszystko. Jeśli chodzi o moją opinię – naprawdę nie wiem, komu tę powieść polecić. I po co.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2021-11-26 10:30:25
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"


 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

Recenzje

Barker, R.J. - "Czas skrytobójców"


 Brooke-Hitching, Edward - "Atlas tamtych światów"

 Sykes, Sam - "Dziesięć Żelaznych Strzał"

 Butcher, Jim - "Rozmowy pokojowe"

 Chakraborty, S.A. - "Królestwo miedzi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Mortka, Marcin - "Głodna Puszcza"

 Taylor, Dennis E. - "Niebiańska Rzeka"

Fragmenty

 Herbert, Brian & Anderson, Kevin J. - "Książę Kaladanu"

 Silverberg, Robert - "Umierając żyjemy"

 antologia - "Sztuka przegrywania"

 Chakraborty, S.A. - "Królestwo miedzi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Jabłoński, Witold - "Wanda"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i babskie sprawy"

 Dick, Philip K. - "Opowiadania najlepsze"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2022 nast.pl     RSS      RSS