NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Stewart, George Rippey - "Ziemia trwa"

Erikson, Steven - "Przypływy nocy" (wyd. 3)

Ukazały się

Henry, Christina - "Czerwona Królowa"


 Harrow, Alix E. - "Dawne i przyszłe wiedźmy"

 Tryon, Thomas - "Ten drugi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Riggs, Ransom - "Plagi na Diabelskim Poletku"

 Freed, Alexander - "Eskadra Alfabet"

 Flanagan, John - "Ucieczka z zamku Falaise"

 Moreno-Garcia, Silvia - "Mexican Gothic"

Linki

Wierkin, Eduard - "Wyspa Sachalin"
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tytuł oryginału: The Sakhalin Island
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Data wydania: Wrzesień 2021
ISBN: 978-83-8143-357-0
Format: 135 x 210 mm
Liczba stron: 496
Cena: 49,99 zł



Wierkin, Eduard - "Wyspa Sachalin"

Spojrzałam na zachód, w stronę kontynentu, i przez ułamek sekundy zdawało mi się, że go widzę – nad cienką linią horyzontu wznosiły się ciężkie i ciemne fatamorgany, ni to odbicia brzegu na niebie, ni to chmury, ni to dym z wciąż jeszcze płonących lasów; między Kappą a niewidocznym brzegiem bielała Enola, która balansowała jak drzazga na przecięciu widnokręgu i była w gotowości. Na północnym wschodzie, spowity w nierzeczywistą mgiełkę, unosił się na wodzie niedaleki Sachalin, który wyglądał nieoczekiwanie zielono i strojnie; po słowach paterena Pawła spodziewałam się ujrzeć coś nieco innego, chociaż to mogło być złudzenie – wrażenie wywołane słońcem, porankiem i czystym powietrzem, które ogarnęło mnie nagle po dusznej kajucie.
Przed nami zaś leżał Moneron, wielki kamień rzucony tu w zamęcie stworzenia; po bliższym przyjrzeniu się powstawało wrażenie, że wyspa się rusza, jej powierzchnia była ruchoma i żywa, z początku pomyślałam, że mi się to przywidziało. Starszy oficer nie zachwycał się powietrzem i wiatrem, z ponurą miną nadal niezgrabnie okazywał mi względy, jednak tym razem nie próbował zaimponować mi szablą ani lśniącym mundurem, ani dzielną postawą, tylko niespodziewanie podarował mi niewielką książkę – Przewodnik po regionie wyspiarskim. Książkę wydano w formacie kieszonkowym prawie sto lat temu, przez ten czas porządnie się wytarła i zaokrągliła na rogach, ale papier wciąż był zachowany w całości, litery rozlewały się tylko na skrajach stronic, tekst nadawał się do czytania, więc otworzyłam na właściwym rozdziale i w czasie gdy Kappa ostrożnie podchodziła do wyspy, przeczytałam dwie strony o Moneronie. W miarę jak się zbliżaliśmy, stawało się jasne, dlaczego wyspa zdawała się żyć.
Była pełna Chińczyków. Na pierwszy rzut oka wyglądało, że zajmowali pół wyspy, ale to, rzecz jasna, nie tak – po prostu Chińczycy stłoczyli się na łagodnym brzegu zatoki, do którego podpływała Kappa. Przedziwny widok. Jasne, zdarzało mi się wcześniej widzieć wielkie zgromadzenia ludzi, na przykład podczas świąt na placach zbierały się ich dziesiątki tysięcy, ale tu…
Starszy oficer podał mi lornetkę, ale nie chciałam patrzeć na Chińczyków. A oficer, który trasę Wakkanai–Kurylsk–Chołmsk przemierzał cztery razy w roku, zauważył, że tym razem uchodźców na Moneronie jest mniej, widocznie wskutek surowej bezśnieżnej zimy. Stwierdziłam, że na brzegu nie ma baraków, namiotów ani jakichkolwiek innych siedlisk, które pozwoliłyby przetrwać zimę. Tatsuo powiedział, że zimę przeczekuje się tu w norach i ziemiankach, co niewątpliwie stanowi pożyteczną kwarantannę – do momentu emigracji na wyspie pozostają tylko zdrowi i wytrzymali, gotowi spotkać się twarzą w twarz z Sachalinem. Poza tym morze znosi na Moneron dużą ilość rozmaitych śmieci, które jesienne i zimowe sztormy sprawnie zapędzają do Cieśniny Tatarskiej; czekający na ewakuację z Moneronu majstrują z tego materiału zadziwiające rzeczy, na przykład niektórzy nauczyli się topić plastikowe butelki, kruszyć je na watę i szyć z niej kufajki. Chodzą słuchy, że na Moneronie są też stali mieszkańcy: gnieżdżąca się w starych bunkrach rodzina, która przez długie lata przebywania na wyspie straciła ludzkie oblicze.
Oficer Tatsuo uśmiechnął się pod nosem i natychmiast powiedział, że traci się tu ludzkie oblicze całkiem szybko, a większość wysiada na ląd już bez żadnego oblicza, w szczególności na Moneronie kwitnie… Uśmieszek starszego oficera zrobił się konfidencjonalny i przestraszyłam się, że zaraz wyjawi mi wyjątkowo ohydne szczegóły i opowie mi o plugawych zwyczajach wyspiarzy, ale na szczęście przerwała mu syrena, która wzbudziła na brzegu poważne ożywienie. Tatsuo, usłyszawszy syrenę, zakrztusił się i teraz kasłał, i spluwał za burtę, a ja patrzyłam na Moneron.
Mimo że trwało lato, wyspa była żółta i miejscami czarna; zapytałam oficera, dlaczego nie utrzymuje się tu roślinność, przecież nawet na wypalonym Iturupie wegetowała jakoś na brzegach strumieni. Tatsuo skończył pluć, uśmiechnął się protekcjonalnie i wyjaśnił, że zimujący wyjadają do czysta całą przygodną trawę, porosty i przybrzeżne wodorosty, tak że zostają tylko kamienie, ziemię z Moneronu zjedli już dawno, teraz jest tam tylko wylizana skała, przy czym mieszkańcom wyspy udało się też obgryźć starą kaplicę zbudowaną z czerwonej cegły.
Znów zaryczała syrena i ruch na wyspie się wzmógł, Chińczycy stłoczyli się na brzegu, przez co powstało wrażenie, że wyspa się przechyliła i lada chwila nabierze wody. Oficer Tatsuo zaśmiał się, powiedział, że to jest najzabawniejsze – kiedy wszyscy biegną i tratują się nawzajem, a gdyby chlasnąć teraz z rufowego cekaemiku, to zrobiłoby się jeszcze zabawniej.
Myślałam, że podejdziemy bliżej brzegu, że spuszczą na wodę łódki albo tratwy, ale to się nie stało, nasz drobnicowiec obrócił się burtą do wyspy i prawie od razu wszystko się zaczęło. Pierwsze rzucały się do wody kobiety. Każda miała w dłoniach puste plastikowe butelki; trzymając się ich, kobiety płynęły w kierunku Kappy.
Widząc moje zdziwienie, oficer zaczął wyjaśniać sytuację; co chwila wskazywał palcem i wciąż próbował wcisnąć mi lornetkę, ale znów ogrzał ją ciepłem swojej twarzy, toteż odmawiałam. Wtedy zaczął mi proponować strzelanie z cekaemu i nie mogłam pojąć, czy mówi serio, czy nie, gdyż załoga nagle uzbroiła się w ręczne karabiny maszynowe, a oficer Tatsuo mamrotał, że jeśli zechcę, szybko skoczy do zbrojowni i przyniesie mi karabinek bullpup, doskonałą broń, elegancką, kunsztowną, kaliber jest niewielki, ale kule o uranowych rdzeniach siekają jak gwoździe…
Zrobiło mi się trochę niedobrze. Te kobiety płynęły do nas zbyt gorliwie, zbyt zawzięcie, z jakiegoś powodu było mi od tego niedobrze. Ich ruchy, pełne zwierzęcej siły, wyglądały nieprzyjemnie, było zresztą całkiem możliwe, że mdliło mnie przez bliskość pierwszego oficera, który ciężko oddychał tuż obok i opowiadał.
Obecnie w Cieśninie Tatarskiej pełni służbę około pięćdziesięciu okrętów zapewniających izolację, są to przeważnie kutry i przebudowane sejnery rybackie, które codziennie wyławiają w cieśninie uchodźców z kontynentu. Tych uchodźców jest nadal wielu, choć nie tak jak kiedyś. Większość tych, którzy próbują się uratować, to mężczyźni, kobiet jest znacznie mniej, jeszcze mniej jest dzieci, które, rzecz jasna, od razu wysyłane są do Japonii. Natomiast pozostałych zwozi się na Moneron, na kwarantannę, skąd, w miarę jak wyspa się zapełnia, ale nie częściej niż raz na trzy miesiące, zabierają ich statki płynące do Chołmska.
Z początku ewakuacja z Moneronu przebiegała chaotycznie, ale wkrótce administracja prefektury musiała się wmieszać, ponieważ kobiety na wyspie nie przeżywały, a prefektura była zainteresowana przede wszystkim nimi. Dlatego wprowadzono określone pule i odkąd ewakuacja odbywała się w proporcjach jedna na dziesięć, czyli po to, by ewakuować dziesięciu mężczyzn, należało wziąć na pokład jedną kobietę, przeżywalność kobiet na wyspie wzrosła, jednak trzeba brać je na pokład pierwsze, więc płyną, sama zobacz.
Do pierwszego oficera podszedł nieznajomy członek załogi i zaczęli robić zakłady, kto dopłynie pierwszy, a potem krzyczeli, dopingując swoje faworytki. Starszy oficer Tatsuo wygrał.
Myślę, że do statku podpłynęło co najmniej pięćdziesiąt kobiet; kołysały się na falach i było słychać, jak o stal Kappy stukają plastikowe butelki i głowy. Zrzucili do wody sieć ładunkową i kobiety od razu zaczęły pospiesznie się po niej wspinać, przesadzały reling, po czym ciężko dysząc i plując wodą, leżały jeszcze przez jakiś czas na pokładzie; do każdej z nich podchodził lekarz okrętowy w gumowym skafandrze, przeprowadzał badanie, zaglądał do oczu, ust i uszu, po czym marynarze kopniakami zaganiali szczęściary do ładowni. Niektóre kobiety na tyle osłabły, że nie mogły same wdrapać się na pokład i od razu po tym, jak wznosiły się nad wodę, znów spadały, tracąc siły z każdą próbą. Załogę Kappy bardzo to bawiło, dopingowali uchodźczynie, plując na nie i bluzgając. Kiedy kobiety ostatecznie straciły siły i zaczęły po prostu kołysać się na wodzie, trzymając się lin, podniesiono wszystkie naraz w sieci za pomocą dźwigu i zawiesiwszy je nad lukiem, wysypano do ładowni.
Kappa dała dwa przeciągłe sygnały – to znaczyło, że przyszła kolej mężczyzn i wszyscy zebrani na brzegu od razu zaczęli płynąć w naszą stronę. Zauważyłam, że uchodźcy nie tylko ścigają się, podążając w kierunku naszego statku, ale też po drodze zabijają się wzajemnie, wykorzystując do tego pięści i kamienie. Starszy oficer Tatsuo wyjaśnił, że mężczyzn jest zawsze więcej niż potrzeba, dlatego każdy płynący wie, że jego miejsce może zająć ktoś inny, i stara się przy pierwszej okazji zneutralizować tego „innego”, uwalniając przestrzeń życiową dla siebie.
Mężczyźni dotarli do drobnicowca w krótszym czasie niż kobiety: oparli się o burtę i zaczęli walić w nią pięściami, zgodnie i natarczywie, tak że stojąc na górze, poczułam ich siłę i złość; mimowolnie wyobraziłam sobie, co by było, gdyby wypowiedzieli posłuszeństwo. Karabiny raczej ich nie zatrzymają. Ale coś takiego było oczywiście mało prawdopodobne. I to nawet nie przez karabiny. Uciekinierzy z kontynentu wiedzą, że ten drobnicowiec to ich jedyna szansa, i nie zamierzają jej zmarnować.
Kappa zakołysała się i rozpoczęto załadunek, mężczyźni poruszali się prędko i samodzielnie, wdrapywali się po sieci, podbiegali do lekarza, otwierali usta i wybałuszali oczy, zeskakiwali do ładowni. Do luków natychmiast pospieszyli marynarze, jedni zapalali cuchnące świece dymne do dezynfekcji i rzucali je w dół, a inni, uzbrojeni w łopaty, rozrzucali nad głowami nowo przybyłych biały proszek antyseptyczny. Wszystko odbywało się szybko i składnie, załadunek trwał.
Woda wokół Kappy gotowała się od Chińczyków. Pluskali się przy kadłubie, krzyczeli, zabijali się nawzajem, na sieci wisiały całe ich kiście, wciąż wdrapywali się na pokład, było ich tak dużo, że nie zdążali wskakiwać do ładowni i wkrótce cały pokład wypełnili mokrzy uchodźcy. Patrzyłam na nich. Starszy oficer Tatsuo, widocznie po raz kolejny chcąc zrobić na mnie wrażenie, wyjął rewolwer i zastrzelił kilku Chińczyków, którzy praktycznie dotarli do celu, ale to nie powstrzymało pozostałych, ci wciąż przybywali.
Niespodziewanie syrena drobnicowca kilka razy ostro zawyła, marynarz po mojej prawej uniósł karabin maszynowy i puścił długą serię w powietrze; starszy oficer wyjaśnił, że Kappa wzięła na pokład około trzydziestu ton Chińczyków i więcej już nie przyjmie, gdyż w swoim obecnym stanie drobnicowiec jest obliczony tylko na taką ilość.
Jednak uchodźcy ani myśleli się uspokajać, wciąż włazili po sieci i wtedy marynarze zaczęli strzelać już nie w powietrze.



Dodano: 2021-09-27 10:22:34
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Gnozę"


Wygraj szóstą "Drogę Szamana"


Artykuły

Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"


 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

Recenzje

Tidhar, Lavie - "Ziemia nieświęta"


 Zhao, Amelie Wen - "Dziedzictwo krwi"

 Russell, Eric Frank - "Osa"

 Kay, Guy Gavriel - "Dzieci ziemi i nieba"

 Barker, Clive - "Księgi krwi. I-III"

 Salik, Magdalena - "Płomień"

 Flint, Eric & Weber, David - "1634: Wojna bałtycka"

 Vinge, Vernor - "Ogień nad otchłanią"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Wanda"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i babskie sprawy"

 Dick, Philip K. - "Opowiadania najlepsze"

 Cetnarowski, Michał - "Gnoza"

 Wierkin, Eduard - "Wyspa Sachalin"

 Sykes, Sam - "Dziesięć Żelaznych Strzał"

 Stewart, George Rippey - "Ziemia trwa"

 Russell, Eric Frank - "Osa"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS