NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Żywoty świętych"

Dick, Philip K. - "Opowiadania najlepsze" (Wehikuł Czasu)

Ukazały się

Henry, Christina - "Czerwona Królowa"


 Harrow, Alix E. - "Dawne i przyszłe wiedźmy"

 Tryon, Thomas - "Ten drugi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Riggs, Ransom - "Plagi na Diabelskim Poletku"

 Freed, Alexander - "Eskadra Alfabet"

 Flanagan, John - "Ucieczka z zamku Falaise"

 Moreno-Garcia, Silvia - "Mexican Gothic"

Linki

Hill, Joe - "Upiory XX wieku" (2021)
Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: 20th Century Ghosts
Tłumaczenie: Piotr Amsterdamski
Data wydania: Wrzesień 2021
ISBN: 9788382153873
Oprawa: twarda
Format: 150 x 210 mm
Liczba stron: 448
Rok wydania oryginału: 2005



Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"

ŚNIADANIE WDOWY

Killian zostawił koc, którym był przykryty Gage – nie potrzebował go – i rozstał się z Gage’em, gdy ten leżał na wzgórzu nad brzegiem niewielkiej rzeki gdzieś we wschodnim Ohio. Potem przez niemal całe lato 1935 roku podróżował pociągami towarowymi na północ i na wschód, jakby nadal zamierzał odwiedzić kuzynkę Gage’a w New Hampshire. Tak nie było. To spotkanie nie wchodziło teraz w grę. Killian sam nie wiedział, dokąd zmierza.
Przez jakiś czas przebywał w New Haven, ale nie zatrzymał się tam na dłużej. Pewnego ranka, gdy jeszcze się nie rozwidniło, udał się na miejsce, o którym słyszał – tam, gdzie tory tworzą ostry łuk i pociągi muszą zwolnić tak bardzo, że niemal się zatrzymują. Killian czekał na okazję. Jakiś chłopak w źle dopasowanej i brudnej marynarce kucał obok niego u podstawy nasypu. Gdy zbliżył się pociąg jadący na północny wschód, Killian zerwał się, pobiegł równolegle do pociągu i wskoczył na załadowany wagon. Chłopak wskoczył na wagon zaraz po nim.
Przez pewien czas jechali razem w ciemnościach. Wagony kiwały się na boki, a koła turkotały na torach. Killian zasnął i obudził się, gdy chłopak szarpnął go za klamrę pasa. Młody poprosił o dwadzieścia pięć centów; Killian nie miał monety, a nawet gdyby miał, nie wydałby jej w ten sposób.
Chwycił chłopaka za nadgarstki i z pewnym wysiłkiem odepchnął jego ręce, wbijając paznokcie w miękkie ciało i celowo zadając mu ból. Powiedział nieznajomemu, żeby zostawił go w spokoju, i odepchnął go. Dodał, że chłopak wydał mu się miły, i spytał, dlaczego tak się zachowuje. Na koniec poprosił, żeby obudził go, gdy pociąg zatrzyma się w Westfield. Młody usiadł w drugim końcu wagonu, z jednym kolanem podciągniętym do piersi. Splótł ręce na uniesionym kolanie i nie odzywał się. Od czasu do czasu szare poranne światło wpadało przez szczeliny w ścianach wagonu i prześlizgiwało się po twarzy chłopaka, odbijając się od jego rozgorączkowanych i pełnych nienawiści oczu. Killian znowu zasnął, choć chłopak wciąż mierzył go gniewnym spojrzeniem.
Gdy się zbudził, chłopak znikł. Rozwidniło się, ale było jeszcze wcześnie i zimno. Gdy Killian stanął w uchylonych drzwiach wagonu, przy każdym oddechu z jego ust wydobywały się obłoki pary. Trzymał się drzwi; palce wystawione na działanie ostrych i mroźnych podmuchów powietrza wkrótce całkowicie zesztywniały. Zimny wiatr przenikał również przez dziurę w koszuli, pod pachą. Killian nie wiedział, czy pociąg minął już Westfield, ale wydawało mu się, że spał dość długo – zapewne przejechali tę stację. Najprawdopodobniej tam właśnie chłopak wyskoczył z pociągu. Za Westfield pociąg miał się zatrzymać dopiero na stacji końcowej Northampton, a Killian nie chciał tam jechać. Stał w drzwiach i zimny wiatr chłostał go po twarzy. Chwilami Killian wyobrażał sobie, że zmarł razem z Gage’em i od tej pory włóczył się jako duch. Tak jednak nie było. Różne rzeczy wciąż przypominały mu, że jest inaczej, na przykład sztywny i zdrętwiały kark – rezultat niewygodnej pozycji we śnie – oraz zimne powietrze przenikające przez dziury w koszuli.
Kolejowy gliniarz przyłapał Killiana i Gage’a na bocznicy w Limie, gdy spali ukryci w szopie, pod wspólnym kocem. Przebudził ich kopniakami i kazał spieprzać. Nie ruszali się dostatecz-nie szybko, więc uderzył Gage’a pałką w tył głowy, zwalając go na kolana.
Przez następne kilka dni Gage zawsze po przebudzeniu mówił Killianowi, że widzi podwójnie. Wydawało mu się to zabawne. Siadywał byle gdzie, kręcił głową i śmiał się z widoku zwielokrotnionego świata. Musiał mrugać i rozcierać oczy, żeby znowu widzieć wyraźnie. Trzy dni po zdarzeniu w Limie Gage zaczął się potykać i przewracać. Kilkakrotnie, gdy szli razem, Killian nagle stwierdzał, że Gage’a nie ma. Za każdym razem, kiedy zawracał, znajdował go siedzącego na ziemi, z twarzą w kolorze wosku i przestraszoną miną. Zatrzymali się na pustkowiu na jednodniowy odpoczynek, ale nie powinni byli tego robić. Killian żałował, że na to pozwolił. Teraz wiedział, że należało jak najszybciej znaleźć jakiegoś lekarza. Następnego dnia rano Gage nie żył. Leżał nad brzegiem strumienia ze zdumionymi otwartymi oczami.
Później Killian słyszał kilka razy przy ognisku opowieści o kolejowym gliniarzu, przezywanym Lima Slim. Z opisów wynikało, że to był facet, który uderzył Gage’a. Lima Slim często strzelał do ludzi nielegalnie przebywających na terenie kolei. Kiedyś, grożąc pistoletem, zmusił kilka osób do wyskoczenia z pociągu pędzącego z prędkością osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Lima Slim był znany ze swych wyczynów, w każdym razie wśród włóczęgów.
Na kolei w Northampton można było spotkać gliniarza Arnolda Choke’a, o którym krążyły podobne opowieści, dlatego Killian nie chciał tam jechać. Długo stał w uchylonych drzwiach, aż wreszcie poczuł, że pociąg zwalnia. Nie wiedział dlaczego, bo nie widział żadnego miasta. Może zbliżali się do zwrotnicy. Zastanawiał się, czy pociąg się zatrzyma, ale tak się nie stało. Przez kilka sekund zwalniał, po czym lokomotywa szarpnęła mocno parę razy i skład zaczął przyśpieszać. Killian wyskoczył, choć pociąg jechał całkiem szybko. Ciężko wylądował na lewej nodze i żwir przesunął się pod jego butem. Poczuł ostry ból w kostce. Zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć, wylądował twarzą w mokrych krzakach.
Był październik lub listopad, nie wiedział na pewno. W lesie obok torów leżał dywan z rdzawych i żółtych liści. Killian szedł, kulejąc, po tym dywanie. Na drzewach zostało jeszcze trochę liści, tu i ówdzie widać było czerwone i pomarańczowe plamy. Między brzozami i świerkami ścielił się przy ziemi biały dym. Killian usiadł na chwilę na mokrym pieńku, żeby rozmasować kostkę. Słońce wznosiło się i mgła stopniowo znikała. Popękane i powiązane pasmami płótna buty nie chroniły przed zimnem. Palce stóp miał zupełnie zdrętwiałe i sztywne. Buty Gage’a były lepsze, ale Killian je zostawił, tak samo jak koc. Spróbował się pomodlić nad jego ciałem, lecz nie pamiętał nic z Biblii, z wyjątkiem zdania: „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”, które dotyczyło narodzin Jezusa i nie wydawało mu się stosowne jako modlitwa za zmarłego.
Zapowiadał się ciepły dzień, ale kiedy Killian wreszcie wstał, w cieniu sosen było jeszcze zimno. Szedł wzdłuż torów, dopóki pulsujący ból w kostce nie zmusił go do odpoczynku. Przysiadł na nasypie. Kostka mocno spuchła, a gdy próbował ją obciążyć, czuł ostry, przenikliwy ból. Zawsze pozostawiał Gage’owi decyzję, kiedy wyskoczyć z pociągu. Ufał mu we wszystkim.
W oddali między drzewami widać było biały dom. Killian tylko zerknął w tamtą stronę, po czym znowu wbił wzrok w swoją kostkę. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na drzewa. Ktoś ściął korę z pnia pobliskiej sosny, wyciął duży znak X i natarł go węglem, tak aby wyraźnie odcinał się od białego drewna. Ludzie gadają, że włóczędzy mają swoje sekretne znaki, ale nawet jeśli to prawda, to ani Killian, ani Gage ich nie znali. Takie X czasami jednak oznaczało, że w tym miejscu można dostać coś do zjedzenia. Killian zaś wyraźnie czuł pustkę w brzuchu.
Pokuśtykał w kierunku domu. Zatrzymał się na skraju lasu i przez chwilę się wahał. Ze ścian domu obłaziła farba, okna były pokryte kurzem. Tuż obok, w ogrodzie, zauważył skopaną grządkę, na której nic nie rosło. Prostokąt ziemi wielkości grobu.
Killian stał i przyglądał się domowi. Dopiero po chwili zauważył dziewczynki. Początkowo ich nie dostrzegł, bo milczały i nie ruszały się. Podszedł od tyłu, ale dom sąsiadował z lasem również z boku. Wśród paproci klęczały dwie dziewczynki, odwrócone plecami do Killiana. Nie widział, co robią, ale prawie w ogóle się nie ruszały. Miały na sobie odświętne sukienki, a ich identyczne, bardzo jasne włosy były starannie wyszczotkowane, czyste i upięte za pomocą mosiężnych grzebieni.
Killian obserwował, jak dziewczynki spokojnie klęczą. Jedna obróciła głowę i spojrzała na niego. Miała twarz w kształcie serca i lodowatoniebieskie oczy. Patrzyła na niego, nie okazując żadnej reakcji. Chwilę później druga dziewczynka też się obróciła, żeby na niego spojrzeć. Uśmiechnęła się lekko. Miała około siedmiu lat. Jej siostra z twarzą pokerzysty była pewnie o trzy lata starsza. Killian uniósł rękę na powitanie. Ta, która się nie uśmiechnęła, pa-trzyła na niego jeszcze przez chwilę, po czym się odwróciła. Nie widział, przed czym klęczy, ale niewątpliwie to pochłaniało jej całą uwagę. Młodsza też nie odpowiedziała skinieniem ręki, ale chyba lekko kiwnęła głową i również się odwróciła. Ich milczenie i bezruch wydały mu się denerwujące.
Przeszedł przez podwórze do tylnych drzwi. Moskitiera była czerwona od rdzy, wybrzuszała się na zewnątrz, a w kilku miejscach siatka oderwała się od ramy. Zdjął kapelusz i już chciał wejść po schodkach i zapukać, ale w tym momencie otworzyły się wewnętrzne drzwi i pojawiła się kobieta. Killian zatrzymał się z kapeluszem w ręce i przybrał żebraczy wyraz twarzy.
Kobieta mogła mieć trzydzieści, czterdzieści lub pięćdziesiąt lat. Miała tak chudą twarz, jakby głodowała. Jej wąskie wargi były zupełnie bezbarwne. Za tasiemkę fartucha miała zatkniętą ścierkę do naczyń.
– Dzień dobry, proszę pani – powiedział Killian. – Jestem głodny. Czy mógłbym dostać coś do zjedzenia? Może grzankę?
– Nie jadł pan jeszcze śniadania?
– Nie, proszę pani.
– W Błogosławionym Sercu dają śniadania biednym. Nie wie pan?
– Nie wiem nawet, gdzie to jest.
– Zrobię panu grzankę – powiedziała, kiwając głową. – Jeśli pan chce, mogę zrobić jajecznicę. Chce pan?
– Hm, jeśli ją pani zrobi, pewnie nie wyrzucę jej na drogę.
Gage zawsze tak odpowiadał, gdy ktoś oferował mu więcej, niż prosił. Gospodynie zwykle reagowały śmiechem, ale ta kobieta nawet się nie uśmiechnęła. Pewnie dlatego, że on nie był Gage’em i to nie zabrzmiało tak samo jak w jego wykonaniu. Kobieta tylko pokiwała głową.
– Dobrze. Niech pan wytrze… – Spojrzała na jego buty i na chwilę przerwała. – Co za buty. Niech pan je zdejmie i zostawi przy drzwiach.
– Dobrze, proszę pani.
Przed wejściem do domu Killian spojrzał jeszcze na dziewczynki. Były odwrócone plecami i nie zwracały na niego najmniejszej uwagi. Wszedł na schody, zdjął buty i poszedł na bosaka po chłodnym linoleum. Miał brudne nogi. Przy każdym kroku czuł ukłucie bólu w lewej kostce. Gdy usiadł przy stole w kuchni, na patelni już skwierczał tłuszcz.
– Wiem, jak pan się znalazł pod moimi tylnymi drzwiami. Wiem, dlaczego pan się tu zatrzymał. Z tego samego powodu co inni – powiedziała kobieta. Killian pomyślał, że powie coś o znaku X na sośnie, ale się pomylił. – To dlatego, że pociąg trochę zwalnia przed zwrotnicą, pół kilometra stąd. Wy wszyscy tu wyskakujecie, bo nie chcecie się natknąć na Arnolda Choke’a z Northampton. Czy o to chodzi? Czy pan też wyskoczył przy zwrotnicy?
– Tak, proszę pani.
– Z powodu Arnolda Choke’a?
– Tak, proszę pani. Słyszałem, że to jeden z tych, których lepiej unikać.
– Ma fatalną reputację, ale nie jest groźny. Jest stary i gruby. Gdyby spróbował dogonić kogoś z was, pewnie padłby z wysiłku.
Nie sugeruję, że byłby gotów próbować. Może zechciałby się ruszyć, jeśliby dowiedział się, że gdzieś sprzedają hamburgery po pięć centów – powiedziała. – Niech pan posłucha. Pociąg przejeżdża przez zwrotnicę z prędkością niemal pięćdziesięciu na godzinę. Prawie nie zwalnia. Skakanie z pociągu w tym miejscu jest znacznie groźniejsze niż spotkanie z Chokiem na stacji kolejowej w Northampton.
– Tak, proszę pani – rzekł, rozcierając lewą kostkę.
– Rok temu jakaś dziewczyna w ciąży wyskoczyła tam z pociągu, wpadła na drzewo i skręciła kark. Słyszy pan?
– Tak, proszę pani.
– Dziewczyna w ciąży. Podróżowała z mężem. Powinien pan to powiedzieć innym. Niech inni się dowiedzą, że lepiej poczekać, aż pociąg się zatrzyma. Ma pan jajecznicę. Chce pan trochę dżemu na grzankę?
– Jeśli to nie sprawi kłopotu, proszę pani. Dziękuję bardzo. Nie mogę wyrazić, jak wspaniale pachnie ta jajecznica.
Kobieta oparła się o kredens. Z łopatką w ręce przyglądała się, jak Killian je. Nic nie mówił, tylko szybko jadł. Przez ten czas ona również milczała.
– Hm – mruknęła, gdy skończył. – Usmażę panu jeszcze dwa.
– Dziękuję, już się najadłem.
– Nie chce pan?
Killian się zawahał. Nie wiedział, co odpowiedzieć. To było trudne pytanie.
– Chce pan – stwierdziła i wbiła dwa jajka na patelnię.
– Czy wyglądam na głodnego?
– „Głodny” to nie jest właściwe słowo. Wygląda pan jak bezdomny pies, gotowy przewrócić kubeł na śmieci, żeby poszukać czegoś do zjedzenia.
– Jeśli jest coś, co mógłbym zrobić w zamian, bardzo chętnie to zrobię – powiedział Killian, gdy postawiła przed nim talerz.
– Dziękuję, ale nie ma nic do zrobienia.
– Może coś pani przyjdzie do głowy. Jestem wdzięczny, że zechciała mnie pani zaprosić. Nie jestem pasożytem. Nie boję się pracy.
– Skąd pan jest?
– Z Missouri.
– Myślałam, że z Południa. Ma pan zabawny akcent. Dokąd pan jedzie?
– Sam nie wiem.
Nie miała więcej pytań. Znowu oparła się o kredens i przyglądała się, jak je. Potem wyszła i zostawiła go samego w kuchni.
Gdy Killian skończył, pozostał przy stole – zastanawiał się, co zrobić i czy powinien wyjść. Nim rozstrzygnął ten problem, kobieta wróciła. Przyniosła czarne buty i parę czarnych skarpet.
– Niech pan założy i sprawdzi, czy pasują – powiedziała.
– Nie, proszę pani, nie mogę.
– Może pan i niech pan to zrobi. Proszę przymierzyć. Wydaje mi się, że będą dobre.
Killian włożył skarpetki i buty. Bardzo ostrożnie wciągał but na lewą stopę, ale i tak poczuł ostry ból w kostce. Gwałtownie wciągnął powietrze.
– Coś się panu stało? – spytała.
– Skręciłem nogę w kostce.
– Skacząc z pociągu przy zwrotnicy?
– Tak, proszę pani.
Kobieta pokręciła krytycznie głową.
– A inni się zabiją. I to wszystko ze strachu przed starym, grubym facetem, któremu zostało sześć zębów.
Buty były nieco za duże, pewnie o jeden numer. Wewnątrz cholewki miały suwak. Czysta czarna skóra była zadrapana tylko w kilku miejscach na noskach. Wyglądały prawie jak nowe.
– Pasują?
– Tak, ale nie mogę ich przyjąć. Przecież są zupełnie nowe.
– Nie są mi do niczego potrzebne, a mąż też już nie będzie ich nosił. Zmarł w lipcu.
– Bardzo mi przykro.
– Mnie również – odpowiedziała, nie zmieniając wyrazu twarzy. – Ma pan ochotę na kawę? Nie poczęstowałam pana kawą.
Killian nic nie odpowiedział. Kobieta nalała dwa kubki kawy i usiadła przy stole.
– Zginął w wypadku samochodowym – powiedziała. – Jechał ciężarówką Urzędu Robót Publicznych. Przewróciła się. Oprócz niego zginęło jeszcze pięciu. Może pan o tym czytał. Wiele gazet o tym pisało.
Nie odezwał się. Nie słyszał o tym wypadku.
– To mąż siedział za kierownicą. Niektórzy mówią, że to jego wina, że nieostrożnie prowadził. Było dochodzenie. Może rzeczywiście to była jego wina. – Kobieta przez chwilę milczała. – Jedyne, co dobre, to że teraz nie chodzi przygnieciony ciężarem winy. Nie musi żyć, cały czas się gryząc. To by go załamało.
Killian żałował, że nie jest Gage’em. Gage wiedziałby, co odpowiedzieć. Gage sięgnąłby przez stół i pogłaskał ją po ręce. Killian siedział w butach zmarłego i szukał odpowiedniego słowa.
– Najgorsze rzeczy zdarzają się najlepszym ludziom – w końcu wyrzucił z siebie. – Naprawdę dobrym. Zwykle zupełnie bez powodu. To po prostu głupi pech. Jeśli nie wie pani na pewno, że to była jego wina, to dlaczego wmawia pani sobie, że tak było? I bez tego trudno jest znieść stratę kogoś, kto był ważny.
– Hm, staram się o tym nie myśleć – powiedziała. – Brakuje mi go. Każdego wieczoru dziękuję jednak Bogu za te dwanaście lat, które przeżyliśmy razem. Dziękuję Bogu za jego córki. W ich oczach widzę męża.
– Rozumiem.
– One nie wiedzą, co zrobić. Nigdy jeszcze nie były takie zagubione.
– Tak.
Siedzieli jeszcze przez chwilę przy stole.
– Pan jest prawie tego samego wzrostu co on. I prawie tej samej budowy. Mogę panu dać jego koszulę i jakieś spodnie.
– Nie, proszę pani. Źle bym się czuł. Nie chcę brać od pani rzeczy, za które nie mogę zapłacić.
– Niech pan już przestanie. Nie będziemy mówili o zapłacie. Zależy mi na tym, żeby z tej strasznej historii wynikło coś dobrego, choćby jakiś drobiazg. Chcę panu dać ubranie. Będę się lepiej czuła – powiedziała z uśmiechem.
Wcześniej Killianowi wydawało się, że jej włosy, spięte w kok, są szare, ale teraz, w słonecznym świetle wpadającym przez okno, po raz pierwszy zauważył, że są tak jasne jak włosy jej córek.
Wstała i znowu wyszła. Podczas jej nieobecności Killian pozmywał. Po chwili wróciła ze spodniami koloru khaki, szelkami, grubą flanelową koszulą i podkoszulkiem. Wskazała mu pokój za kuchnią i zostawiła samego, żeby się przebrał. Luźna koszula pachniała nieco potem i dymem fajkowym. Killian już wcześniej zauważył fajkę na półce nad piecem.
Wrócił do kuchni ze swoimi brudnymi i podartymi łachami pod pachą. Czuł się czysty, odświeżony, normalny i przyjemnie syty. Kobieta siedziała przy stole, trzymając jego stare buty. Z lekkim uśmiechem odrywała płócienną, zabłoconą taśmę.
– Te buty zasłużyły już na odpoczynek – powiedział Killian. – Niemal mi wstyd, że tak źle je traktowałem.
Podniosła głowę i popatrzyła na niego w milczeniu. Spojrzała na jego spodnie. Killian podwinął nogawki powyżej kostek.
– Nie byłam pewna, czy to dobry rozmiar – rzekła. – Wydawało mi się, że mąż był wyższy, ale nie jestem pewna. Pomyślałam, że tak urósł tylko w moich wspomnieniach.
– Był taki wysoki, jak pani go zapamiętała.
– Wydaje się coraz wyższy. Im więcej czasu mija, tym wyższy się wydaje.
Killian nie mógł nic zrobić, żeby odwdzięczyć się jej za buty, ubranie i jedzenie. Powiedziała mu, że do Northampton jest prawie pięć kilometrów i że powinien już iść, bo nim dojdzie, pewnie zgłodnieje, a w kościele Błogosławionego Serca Maryi Panny może dostać lunch – miskę fasoli i pajdę chleba. Dodała, że na wschodnim brzegu rzeki Connecticut są slumsy zajęte przez bez-domnych, ale poradziła, żeby się tam nie zatrzymywał, bo często przyjeżdża policja i aresztuje dzikich lokatorów. W progu powtórzyła, że lepiej dać się aresztować na stacji kolejowej, niż skakać z pędzącego pociągu towarowego. Prosiła, żeby już nigdy nie skakał, chyba że pociąg prawie stoi w miejscu, bo następnym razem może się to skończyć czymś gorszym niż skręcenie kostki. Pokiwał głową i jeszcze raz spytał, czy mógłby coś zrobić. Odparła, że właśnie mu powiedziała, co może dla niej zrobić.
Chciał wziąć ją za rękę. Gage na pewno ująłby jej dłoń i zapewnił, że będzie się modlił za nią i jej zmarłego męża. Miał ochotę opowiedzieć jej o Gage’u. Nie był jednak w stanie dotknąć jej dłoni, nie miał odwagi unieść ręki, a głos uwiązł mu w gardle. Często wzruszała go przyzwoitość ludzi, którzy sami klepali biedę; niekiedy odczuwał ich dobroć tak mocno, że bał się, czy nie zniszczy to czegoś delikatnego w jego osobowości.
Gdy przechodził przez podwórko w swoim nowym stroju, spojrzał w kierunku drzew. Dwie dziewczynki stały teraz wśród paproci. Obie trzymały bukiety przywiędłych kwiatów. Killian zatrzymał się i popatrzył. Zaciekawiło go, co robią i co tam leży w paprociach. Gdy tak stał, obie obróciły głowę w jego kierunku – tak jak poprzednio, najpierw starsza, potem młodsza.
Killian uśmiechnął się niepewnie i pokuśtykał ku nim. Przebrnął przez mokre paprocie i stanął obok dziewczynek. Tuż za nimi były wycięte krzaki, a na trawie ktoś rozciągnął czarną tkaninę, na której leżała trzecia dziewczynka, z pewnością najmłodsza. Miała na sobie białą sukienkę z koronkowymi mankietami i kołnierzykiem. Ręce, białe jak porcelana, złożyła na piersi i trzymała w nich bukiet kwiatów. Miała zamknięte oczy, ale widać było, że z trudem powstrzymuje się od śmiechu. Nie miała jeszcze pięciu lat. Killian zauważył na jej jasnych włosach wianek z suszonych stokrotek i stertę zwiędłych kwiatów u stóp. Obok leżała otwarta Biblia.
– Nasza siostra Kate zmarła – oświadczyła najstarsza.
– Czuwamy przy zwłokach – dodała średnia.
Kate leżała nieruchomo na płótnie. Nie otworzyła oczu, ale musiała przygryźć wargi, żeby się nie uśmiechnąć.
– Chce pan się bawić z nami? – spytała średnia. – Mógłby się pan położyć na katafalku. Będzie pan zmarłym, my obsypiemy pana kwiatami, odczytamy Biblię i zaśpiewamy psalmy.
– Ja będę płakała – obiecała najstarsza. – Potrafię płakać, kiedy tylko chcę.
Killian zastygł w bezruchu. Patrzył na dziewczynkę na ziemi, potem na dwie żałobnice.
– To chyba nie jest zabawa dla mnie – powiedział wreszcie. – Nie chcę być zmarłym.
Najstarsza z dziewcząt obrzuciła go szybkim spojrzeniem, a potem popatrzyła mu w oczy.
– Dlaczego? – spytała. – Jest pan odpowiednio ubrany.

przeł. Piotr Amsterdamski


Autor: Joe Hill
Dodano: 2021-09-20 12:43:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"


 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

Recenzje

Brown, Liam - "Skóra"


 Maszczyszyn, Jan - "Chronometrus"

 Tidhar, Lavie - "Ziemia nieświęta"

 Zhao, Amelie Wen - "Dziedzictwo krwi"

 Russell, Eric Frank - "Osa"

 Kay, Guy Gavriel - "Dzieci ziemi i nieba"

 Barker, Clive - "Księgi krwi. I-III"

 Salik, Magdalena - "Płomień"

Fragmenty

 Chakraborty, S.A. - "Królestwo miedzi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Jabłoński, Witold - "Wanda"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i babskie sprawy"

 Dick, Philip K. - "Opowiadania najlepsze"

 Cetnarowski, Michał - "Gnoza"

 Wierkin, Eduard - "Wyspa Sachalin"

 Sykes, Sam - "Dziesięć Żelaznych Strzał"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS