NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Stewart, George Rippey - "Ziemia trwa"

Erikson, Steven - "Przypływy nocy" (wyd. 3)

Ukazały się

Henry, Christina - "Czerwona Królowa"


 Harrow, Alix E. - "Dawne i przyszłe wiedźmy"

 Tryon, Thomas - "Ten drugi"

 Zhang, C Pam - "Ile z gór tych złota"

 Riggs, Ransom - "Plagi na Diabelskim Poletku"

 Freed, Alexander - "Eskadra Alfabet"

 Flanagan, John - "Ucieczka z zamku Falaise"

 Moreno-Garcia, Silvia - "Mexican Gothic"

Linki

Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Chwała Imperium"
Wydawnictwo: Genius Creations
Cykl: Szare Płaszcze
Data wydania: Wrzesień 2021
ISBN: 978-83-7995-546-6
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 420
Cena: 39,99 zł
Tom cyklu: 3



Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Chwała Imperium"

Prolog

47 Oddział Zwiadu Imperialnego

Dzwony w Wielkiej Katedrze Światła zagrały głośno, oznajmiając początek nowej ery. Wielki, Najjaśniejszy Arcykapłan Deusa z nabożną czcią włożył koronę na głowę młodego Imperatora, Aureliusa IV Draconisa. Tysiące ludzi zebranych w świątyni wiwatowało, setki tysięcy cieszyły się na placach Smoczego Leża. Wino lało się strumieniami, muzyka grała, a niewiasty, w różnym stopniu roznegliżowania, tańczyły na ulicach.
Godwin dor Gilbert kroczył przez miasto, starając się ignorować to, co rozgrywało się dookoła. Odmawiał wina i delikatnie, lecz stanowczo odpychał kobiety, rzucające się w jego ramiona. Nie miał ochoty ani tym bardziej czasu na podobne zabawy. Co więcej, zdawał sobie sprawę z prostej prawdy: Rzeczywiście zaczęła się właśnie nowa era, ale zdecydowanie nie będzie to era pokoju i radości.
Energicznym krokiem dotarł do niewielkiego, podniszczonego budynku, gdzieś na skraju metropolii.
W jednej z tych dzielnic stolicy, które nigdy nie zdołały podnieść się w pełni po Pladze. Przez chwilę przyglądał się konstrukcji, oceniając, jak wielkie jest ryzyko zawalenia, a potem wyjął z sakiewki kawałek węgla i zaznaczył duży znak „X” obok wejścia. Przekroczył próg drzwi utrzymujących się tylko na jednym zawiasie, przepłoszył kilka bezpańskich psów, które najwyraźniej uczyniły to miejsce swoim domem i powoli wszedł na piętro. Odnalazł pokój, w którym znajdowała się największa ilość zdatnego do użytku umeblowania i usiadł na starym, rozchwierutanym stołku. Czekał.
Pierwszy pojawił się Iovis. Bezgłośnie wślizgnął się do budynku, przekroczył bezszelestnie korytarze i w milczeniu wszedł do pomieszczenia. Nie chodziło nawet o to, że Iovis starał się skradać. Dla młodego, drobnego mężczyzny ostrożna cisza wydawała się po prostu czymś naturalnym.
Następna przybyła Logan. Wysoka, wysportowana, jak zawsze krótko ostrzyżona i ubrana po męsku, Nie była szczególnie piękna ani wyjątkowo brzydka – raczej doskonale przeciętna, i to tym niezwykłym rodzajem przeciętności, który połączony z fryzurą i strojem sprawiał, że łatwo było uznać ją za mężczyznę. Mężczyznę, można nadmienić, o całkowicie przeciętnej urodzie.
Ostatni pojawił się Defrim, zwany Klifem. Już od wejścia oznajmił swe przybycie donośnym krzykiem, który w jego mniemaniu uchodzić miał za pieśń.
– O, widzę, że wszyscy już zebrani – stwierdził, wchodząc do pokoju z małą beczułką wina pod pachą. – Rycerz, Cichy. Ale was długo nie widziałem! O, i widzę, że nasza Dama jak zawsze piękna.
– Jesteś pijany – skomentowała Logan.
– A ty i tak mnie kochasz. – Defrim obdarzył ją swoim najbardziej uwodzicielskim spojrzeniem, budzącym u postronnych skojarzenie z zezowatą kaczką. – Więc, może małe co nieco z okazji nowej ery?
– Klif! – Głos Godwina był twardy niczym hartowana stal.
Defrim pociągnął swoim olbrzymim, ukształtowanym na kształt obucha nosem i usiadł na najbliższym krześle. Obarczone ciężarem potężnego mężczyzny drewno wydało odgłos, świadczący o iście nadludzkim wysiłku.
– Mamy zadanie – oznajmił Godwin. – Z samej góry. Wyruszamy jutro o świcie, więc sugeruję się dzisiaj przespać.
Defrim jęknął z rozczarowaniem.
– Gdzie? – spytała Logan, próbując ignorować zachowanie towarzysza.
– Lavertania. Pojedziemy Traktem Wschodnim, osobno. Zbiórka za trzy dni w Białym Młynie, to niewielki zajazd przy granicy z Terylem, nad Powolną Rzeką.
– Idziemy w strefę wojny? – zapytał Iovis cichym głosem.
Godwin pokiwał głową.
– Według naszych informacji wojna domowa zbliża się do końca. Po pięciu latach żadna strona nie ma już sił, by dłużej to ciągnąć, szykują się do ostatniej bitwy. Naszym zadaniem jest upewnić się, że ktokolwiek wygra, będzie gotowy przywrócić księstwo pod opiekuńcze skrzydła Imperium. Najlepiej bez konieczności interwencji zbrojnej, na którą Imperium i tak nie stać.
– I niby jak mamy tego dokonać? – spytał Defrim.
Godwin wzruszył ramionami.
– Odprawa będzie na miejscu. Tak czy inaczej, to misja specjalna. Udajemy zwykłych najemników, żadnych związków z Imperium. W razie czego zostajemy na lodzie.
– Czyli normadla czterdziestego siódmego – zauważył Klif. – Jeśli to wszystko, to ja się będę zbierał. Do świtu jeszcze daleko, a kobiety na ulicach z każdą godziną coraz bardziej pijane…
Krzesło odmówiło wreszcie posłuszeństwa, wydało ostatni, agonalny trzask i rozpadło się na kawałki, zrzucając swego ciemiężcę na podłogę.
– Poczekaj tu do świtu, to może jakaś będzie nawet tak pijana, żeby nie uciec na sam twój widok – powiedziała Logan, nie próbując nawet hamować śmiechu.

* * *

Longinus był prawdziwym wzorcem imperialnego oficera. Wysoki, dobrze zbudowany, świetnie wyglądał w mundurze. Twarz miał na tyle pospolitą, by budzić sympatię żołnierzy, ale głęboki, donośny baryton nie pozostawiał żadnej możliwości sprzeciwu.
To był ten rodzaj głosu, który w zaskakujący sposób, niezależnie od wymawianych faktycznie słów, dawał znać, że używająca go osoba nie będzie powtarzać i wyrwie ci nogi z dupy, jeśli jej nie posłuchasz.
– Wojna dobiega końca – skonstatował Longinus, spoglądając na czwórkę zebranych przy stole ludzi.
– W ciągu najbliższych kilku dni Edrianowie przypuszczą ostatni atak na stolicę. Książe Wolmer rzuci przeciw nim wszystko, co mu zostało. Ktokolwiek wygra tę bitwę, wygra też całą wojnę.
– Tyle już zdążyliśmy się zorientować – stwierdził
Defrim, popijając z kufla.
– Krótko po rozpoczęciu wojny – Longinus całkowicie zignorował podkomendnego – książę Wolmer postanowił odesłać młodszego syna, Jakoba, w bezpieczne miejsce. W tajemnicy powierzył go opiece jednego z wiernych sobie arystokratów, o którym do niedawna wiedzieliśmy tylko, że jego ziemie leżą głęboko na terytorium lojalistów i na tyle blisko granicy z Terylem, że chłopca łatwo można ewakuować, jeśli zajdzie potrzeba. – Oficer zrobił pauzę i napił się wody. W głównej sali zajazdu Biały Młyn panowała cisza. Już kilka dni temu imperialni wynajęli cały budynek i zapłacili właścicielom, by wyjechali na urlop.
W całym gospodarstwie nie było nikogo poza żołnierzami Imperium. – Niedawno jeden z naszych agentów zdobył informacje o miejscu pobytu chłopca. Ukrywają go niedaleko miasta Eben. Dokładną lokację agent jest gotowy przekazać tylko w cztery oczy, po otrzymaniu obiecanej zapłaty.
– Brzmi to zaskakująco, jak jakaś pułapka – zauważył Godwin. – Czy wiemy…
– To sprawdzony człowiek, wielokrotnie z nami współpracował i za każdym razem jego informacje się sprawdzały. Waszym zadaniem jest dotrzeć do Eben, spotkać się z tym agentem… – Longinus zerknął w notatki – Łabędziem, w miejscowym burdelu.
Na twarzy Defrima zagościł wyjątkowo obleśny uśmiech.
– Po tym, jak agent przekaże wam informacje, macie przejąć dzieciaka i dostarczyć go tutaj, najlepiej w dobrym zdrowiu. Jeśli jego ojciec wygra, Jakob będzie kartą przetargową.
– Brzmi dosyć prosto – stwierdził Defrim z uśmiechem.
– Jakiego spodziewamy się oporu? – spytał Godwin.
– Dzieciak na pewno będzie miał ochronę. Co więcej, mamy doniesienia o aktywności sił Edrianów w tej okolicy. Głównie zagony siejące terror na tyłach wroga, ale biorąc pod uwagę zbliżającą się ostateczną bitwę, sytuacja może zmienić się z dnia na dzień.
– Więc mamy wjechać w nieznany teren z nieokreśloną aktywnością wroga, skontaktować się z nieznanym nam agentem, następnie zdobyć cel, przetrzymywany w bliżej niesprecyzowanym miejscu i chroniony przez bliżej niezidentyfikowane siły. A później wrócić przez wspomniany nieznany teren z nieokreśloną działalnością wroga i możliwym pościgiem.
– Rycerz to zawsze potrafi przedstawić sytuację tak, że aż nie mogę się doczekać misji – zauważył z rozbawieniem Defrim. – A ja już myślałem, że najtrudniejsze będzie niańczenie dzieciaka.
– Ja go na pewno niańczyć nie będę – oznajmiła Logan.
– Ty to nawet swoich dzieci byś pewnie nie niańczyła…
– Cisza – przerwał im Godwin. – Coś jeszcze?
– Istnieje możliwość, że ludzie Edrianów również szukają dzieciaka – odpowiedział Longinus.
– Może po drodze porwiemy jeszcze jakiegoś dzieciaka od nich – zaproponował Defrim. – Wtedy będziemy kryci na wszystkich frontach.
– Nasz nowy Imperator na pewno byłby wdzięczny – stwierdziła Logan. – Może nawet zapamiętałby nasze imiona.
– Szczerzę wątpię – odezwał się cicho Iovis – by Imperator kiedykolwiek usłyszał nasze imiona.

* * *

Lavertania była dużym księstwem, leżącymna wschodnim krańcu Terytoriów Centralnych, kolebki dawnego Imperium. Obecna sytuacja polityczna czyniła to państwo niejako granicą cywilizowanego świata. Dalej na wschodzie były już tylko opustoszałe
Rubieże i hordy barbarzyńców, od lat zagrażających rozbitemu Imperium. Pięć lat temu szlachta ze wschodniej części kraju rozpoczęła wojnę domową przeciwko rządzącym od stuleci książętom z rodu Wolmerów. Imperator próbował negocjacjami doprowadzić do pokoju u swego wasala, efekty były jednak nijakie, a okazjonalne zawieszenia broni nigdy nie trwały długo. Co gorsza, inne państwa w regionie, mimo oficjalnej i nakazanej przez dwór w Smoczym Leżu neutralności, potajemnie wspierały poszczególne strony konfliktu.
Ziemie leżące na północnym zachodzie kraju, przez które właśnie przejeżdżał 47 Odział Zwiadu, w tym konflikcie pozostawały raczej na uboczu. Mimo to ślady toczącej się wojny były tu wyraźne. Godwin i jego drużyna mijali ruiny gospodarstw i opustoszałe wioski. Drugiego dnia podróży natrafili na pierwszych uchodźców, którzy przerażeni i głodni opowiadali straszne historie o Dzikich Psach barona Bludgara, krążących po okolicy i traktujących napotkanych ludzi mieczem i ogniem. Później zwiadowcy spotykali uciekinierów już regularnie i wszyscy mówili to samo, niezależnie skąd uciekali, co sugerowało, że Dzikie Psy grasowały w kilku stadach. Tej nocy niebo na wschodzie rozświetlała łuna pożarów. Trzeciego dnia pojawiły się spalone wioski i wisielcy. Trafili też na nagie, obrabowane ciała zmasakrowanych uchodźców. Od tego momentu jechali w ciszy, uważając. Mimo to nie udało im się uniknąć kłopotów.



Dodano: 2021-09-19 10:08:53
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Gnozę"


Wygraj szóstą "Drogę Szamana"


Artykuły

Śniadanie wdowy, opowiadanie ze zbioru "Upiory XX wieku"


 Wywiad z R.J. Barkerem

 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

Recenzje

Tidhar, Lavie - "Ziemia nieświęta"


 Zhao, Amelie Wen - "Dziedzictwo krwi"

 Russell, Eric Frank - "Osa"

 Kay, Guy Gavriel - "Dzieci ziemi i nieba"

 Barker, Clive - "Księgi krwi. I-III"

 Salik, Magdalena - "Płomień"

 Flint, Eric & Weber, David - "1634: Wojna bałtycka"

 Vinge, Vernor - "Ogień nad otchłanią"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Wanda"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i babskie sprawy"

 Dick, Philip K. - "Opowiadania najlepsze"

 Cetnarowski, Michał - "Gnoza"

 Wierkin, Eduard - "Wyspa Sachalin"

 Sykes, Sam - "Dziesięć Żelaznych Strzał"

 Stewart, George Rippey - "Ziemia trwa"

 Russell, Eric Frank - "Osa"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS