NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Barker, Clive - "Księgi krwi. I-III"

Flint, Eric & Weber, David - "1634: Wojna bałtycka"

Ukazały się

Gray, Claudia - "Star Wars: Wielka Republika. W ciemność"


 Lafferty, Mur - "Han Solo. Gwiezdne wojny – opowieść filmowa"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Chwała Imperium"

 Sablik, Tomasz - "Lęk"

 Hill, Joe - "Upiory XX wieku" (2021)

 Małecki, Jakub - "Święto ognia"

 Grubich, Bartłomiej - "Koniec. Baśń o mieście, w którym zawsze pada deszcz i skończył się świat"

 Masterton, Graham - "Dom stu szeptów"

Linki

Barker, R.J. - "Czas skrytobójców"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Okaleczone królestwo
Tytuł oryginału: Age of Assassins
Tłumaczenie: Adam Czarniecki
Data wydania: Wrzesień 2021
ISBN: 978-83-65830-82-1
Oprawa: miękka
Format: 143 x 205 mm
Liczba stron: 514
Cena: 43,90 zł
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 1



Barker, R.J. - "Czas skrytobójców"

Prolog

Kowal Darik był ostatnim z wygnanych. Ziemianin powalił go na klęczki kopnięciem w tył kolan i siłą przygiął mu kark; Darik wbił wzrok w linię pomiędzy bujną, zieloną trawą a trupią żółcią pustyni jełczowiska. Na jełczowiskach nie rosło nic. Wiele lat temu, przed narodzeniem rodziców Darika, czarownik odebrał tym terenom życie i wykorzystał do swych magicznych celów – teraz panowała tu tylko śmierć. Powiew cuchnącego wiatru pchnął mu na twarz długie, brązowe włosy. Dziesięć kroków dalej pierwsza z opuszczonych łkała, czekając na ostrze: pasterka Kina, dziecko jeszcze, jedyna z jego wioski. Gdy Ziemianin odezwał się do niej, potężny i mocarny, w zielonej jak trawa zbroi, jego głos był zadziwiająco łagodny: szept cichy jak nóż wysuwający się z pochwy.
– Ćśśś, dziecko. Zaraz będzie po wszystkim – powiedział, po czym nóż wbił się w jej szyję i na zawsze osuszył łzy.
Darik zerknął przez zasłonę włosów i zobaczył, jak konwulsje wyginają ciało Kiny, a krew tryska z jej szyi i tworzy na smrodliwej, żółtej ziemi ciemne, kręte wzory: kontury życia i śmierci.
Chciał się ożenić z Kiną, gdy ta dorośnie.
Darik czuł zimno, ale dreszczy nie wywołał wiatr; chłód przenikał go, odkąd przyszli po niego łowcy czarowników. Po raz pierwszy w jego piętnastoletnim życiu to nie piekący żar kuźni rosił mu skórę kropelkami potu. Wilgoć, która go pokrywała, była potem innego rodzaju, nowym potem, zimnym potem przerażonego zwierzęcia, który nie znikał ze skóry, odkąd zakuli go w kajdany. Miał wrażenie, że było to bardzo dawno temu.
Wielotygodniowy marsz przez Znękane Krainy minął mu jak we śnie, ale najbardziej nierzeczywisty był moment, kiedy wywołali go po imieniu. Nie był zdziwiony: czuł, jakby dawno temu zaprzedał się lichotniemu demonowi i przez całe życie czekał, aż ktoś przyjdzie odebrać zapłatę.
– Ćśśś, dziecko. Zaraz będzie po wszystkim.
Nóż wykonuje swe ważne zadanie na następnym opuszczonym. Drugi zestaw krwawych bryzgów znaczy brudną, żółtą ziemię. Czy jest w nich ukryte jakieś znaczenie? Jakaś wiadomość dla niego? Czy w tym miejscu pomiędzy życiem a śmiercią, na granicy czarnej toni, która pochłonęła martwych bogów, ci do niego przemawiają?
Czy może to tylko krew?
I śmierć.
I strach.
– Ćśśś, dziecko. Zaraz będzie po wszystkim.
Kolejny błaga o życie w ostatnich chwilach przed dźgnięciem sztyletu. Darik nie zna jego imienia, nie pytał o nie nigdy. Po co? Gdy stajesz się opuszczonym, jesteś martwy. Nie ma ucieczki, nie warto nawet próbować. Piętno na czole wyjawia, za kogo cię uważają – za maga, niszczyciela, wynaturzenie, czarownika. Nadajesz się tylko do wykrwawienia na suchy, martwy grunt, by uzdrowić ziemię krwawą ofiarą. Nikt nie da ci schronienia, nikt nie będzie ci współczuł, bo magia tak osłabiła glebę, że ludziom z ledwością udaje się nakarmić dzieci. Słychać dławienie się, szarpanie, błaganie, gdy nóż opada i zagłębia się w ciele, a spragniona ziemia spija skradzione jej życie.
Czy w chwili tej śmierci Darik coś czuje? Jakieś drgania? Czy nagłe kłucie przebiega od jego kolan, płynie z krwią w górę nóg i wierci dziurę w jego brzuchu? A może to tylko strach?
– Ćśśś, dziecko. Zaraz będzie po wszystkim.
Cięcie, rzężenie, krew na ziemi. Tym razem nie ma wątpliwości: coś przeszywa jego ciało. Włosy stają dęba, cebulki zaczynają boleć. Wszystko wokół się zmienia: ziemia jest soczewką zogniskowaną na jego osobie, umysł to oślepiająco rozżarzona plama światła. Co to za uczucie? Co się dzieje? Czy mieli rację?
Czy mają rację?
Dłoń na czole.
Mroczne czerwie pełzające w jego ciele.
Syk wysuwanego z pochwy ostrza.
Poci się, jest gorąco jak w kuźni.
Głowa odciągnięta do tyłu, szyja napięta.
Zamyka oczy, widzi świat pełen srebrzystych linii i cieni.
Chłód ostrza na szyi.
Przerwa ulotna jak syk zanurzanego w wodzie, rozgrzanego metalu; jak chwila tuż przed tym, gdy słup piekącej pary spowija jego dłoń i klinga zostaje zahartowana.
Ukłucie ostrza na skórze.
A potem przemawia trawa i ziemia, i przemawiają drzewa, wszystkie w języku, którego nie rozumie, choć jednocześnie wie dokładnie, o czym rozprawiają. Czy tak właśnie brzmi mowa lichoszego pana?
Skrzypienie skórzanej zbroi.
– Ocalę cię.
Czy to głos Chocholca z pól?
– Nie!
– Słuchaj tylko…
Tak blisko jełczowiska, może to Żółcisz Wij?
– Ćśśś, dziecko, ćśśś. – Głos Ziemianina koi, uspokaja. – Im szybciej, tym lepiej.
– Mogę cię ocalić.
Rzeki są daleko, to na pewno nie Błękitny Watta.
– Nie.
Ale słowo Darika to szept tonący w lęku przed nadciągającą nicością. Czas zwalnia jeszcze bardziej, gdy nóż przecina jego skórę, wdziera się w kolejne warstwy w poszukiwaniu czarnych naczyń życia.
– Pozwól mi cię ocalić.
A może to najgorszy z nich wszystkich? Może to Czarny Ungar?
– Nie – odmawia. Ale słowo jest słabe, chęć sprzeciwu zniknęła.
– Pozwól nam?
– Tak!
Eksplozja… Czego?
Czegoś.
Czegoś nieznanego, niezrozumiałego, ale jednocześnie znajomego – co było w nim od zawsze. To coś, z czym walczył, czego się wyrzekał, przed czym uciekał. Znajomy głos z dzieciństwa, zmyślony przyjaciel, który przerażał jego matkę. Kazała mu zapomnieć, więc odsunął go daleko, daleko. Ale teraz, w potrzebie, jest przy nim.
Ostrza nie ma już na gardle.
Otwiera oczy.
Świat jest rozmazany – spowity żółtą mgłą – a uszy wypełnia mu przenikliwy jęk, jak wtedy, gdy ojciec tłukł go za „niebezpieczne gadanie”. Zielona trawa pod jego stopami zniknęła, zastąpiona przez żółty kożuch, który przy dotknięciu łuszczy się płatkami niczym poranny popiół w kuźni. Darik wpatruje się w swoje ręce. Nie zmieniły się – te same blizny, te same na wpół zagojone skaleczenia i zadraśnięcia, te same stare poparzenia i odciski.
Wokół niego żółcieje idealne półkole suchej trawy, jak gdyby jełczowisko wygryzło kawał bujnej łąki.
Nadgarstków nie skuwa już zimny metal.
Czy przepadł, zatracił się? Czy zawarł pakt z czymś potwornym? Czuje jednak, że to nie tak, że to coś było w nim od zawsze i czekało na właściwy moment.
Czuje w sobie jełczowisko, jak ból.
Czterech Ziemianinów trzymało straż nad piątką opuszczonych. Teraz są rozmazanymi smugami rozdartego, poszarpanego metalu, czerwonego mięsa i ostrych fragmentów białych kości.
Darik potarł oczy, ciężko dźwignął się na nogi i zatoczył niczym człowiek wybudzony ze zbyt długiego snu. Kątem oka dostrzegł ruch. Jeden z leżących nieopodal Ziemianinów żył jeszcze. Na widok zbliżającego się Darika próbował odpełznąć, odpychając się łokciami.
Kowal uklęknął przy Krajowcu i oparł swe potężne ręce po obu stronach jego głowy. Łatwo byłoby go wykończyć, jeden ruch wielkich ramion i kark leżącego trzasnąłby jak zwęglona gałązka. Chciał nimi poruszyć, ale wpatrzył się w Ziemianina. Był niewiele starszy od niego i przerażony, okropnie przerażony. Ruszał ustami, ale z początku słychać jedynie przenikliwy jęk świata, dopiero po chwili słowa nadciągają jak grzmot łap galopującego ku niemu wierzchowca.
– Przepraszamprzepraszam…
– To złe – stwierdził Darik. – To bardzo złe.
Ale Ziemianin patrzył gdzieś w dal, zatracony w strachu, nie pojmując, co się wokół niego dzieje. Jego usta poruszały się nieprzerwanie.
– … przepraszamprzepraszam…
Darik patrzył na niego jeszcze przez chwilę, a mięśnie jego ramion prężyły się, gotowe, by zabić. Teraz widział już wyraźnie: między pogruchotanymi trupami pozostałych Ziemianinów leżały strzaskane ciała tych, którzy zginęli u jego boku. Których zmiotły wichry jego furii.
Darik pochylił się nad Ziemianinem.
– To się musi skończyć – oświadczył i puścił głowę mężczyzny.
Potok słów nie ustawał.
– … przepraszamprzepraszamprzepraszam…
Widział zwłoki Kiny. Zginęła z rąk rycerzy rozerwanych na krwawe strzępy przez jego magię.
– Wybaczam ci – rzekł Darik przez łzy.
Ziemianin leżał na ziemi, śledząc oddalającego się kowala rozszerzonymi przerażeniem oczami.
Czarne żyły oplatające potężne mięśnie ramion Darika krzyczą.





Dodano: 2021-08-11 11:18:36
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wywiad z R.J. Barkerem


 "Kraina Lovecrafta" - książka a serial

 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

Recenzje

Salik, Magdalena - "Płomień"


 Flint, Eric & Weber, David - "1634: Wojna bałtycka"

 Vinge, Vernor - "Ogień nad otchłanią"

 Masterton, Graham - "Susza"

 Miller, Madeline - "Pieśń o Achillesie"

 Szmidt, Robert J. - "Ostateczne rozwiązanie"

 Chakraborty, S.A. - "Miasto Mosiądzu"

 Sturgeon, Theodore - "Więcej niż człowiek"

Fragmenty

 Salik, Magdalena - "Płomień"

 Maszczyszyn, Jan - "Chronometrus" #2

 Maszczyszyn, Jan - "Chronometrus" #1

 Barker, R.J. - "Czas skrytobójców"

 Masterton, Graham - "Susza"

 Maciewicz, Monika - "Wiedma"

 Shusterman, Neal & Shusterman, Jarrod - "Susza"

 Marillier, Juliet - "Syn cieni"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS