NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

Taylor, Dennis E. - "Wszystkie te światy"

Ukazały się

Manasypow, Dimitrij - "Droga stali i nadziei"


 Abercrombie, Joe - "Kłopotliwy pokój" (oprawa twarda)

 Abercrombie, Joe - "Ostre cięcia" (oprawa twarda)

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Pilipiuk, Andrzej - "Czarna Góra"

 Schwab, V. E. - "Niewidzialne życie Addie LaRue"

 Migalski, Marek - "Nieśmiertelnicy"

Linki

Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Śniący
Tytuł oryginału: Call Down the Hawk
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Data wydania: Luty 2021
ISBN: 978-83-2808-336-3
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202
Liczba stron: 448
Cena: 44,99 zł
Rok wydania oryginału: 2019
Tom cyklu: 1



Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

Prolog

Będzie to opowieść o braciach Lynch.
Było ich trzech i jeśli ktoś nie lubił jednego z nich, mógł wypróbować innego, ponieważ niewykluczone, iż ten z braci, który innym wydawał się nazbyt kwaśny bądź nazbyt słodki, akurat mógłby przypasować właśnie jemu. Bracia Lynch, sieroty Lynch. Wszyscy w ten czy inny sposób powstali dzięki snom. I wszyscy, jak jeden mąż, byli diabelnie przystojni.
Troszczyli się o siebie. Ich matka Aurora umarła w taki sam sposób, jak umierają niektóre sny: makabrycznie, niewinnie, niespodziewanie. Ich ojciec Niall został zabity bądź zamordowany, w zależności od tego, za jak ludzkiego ktoś go uważał. Czy istnieli jeszcze jacyś inni Lynchowie? Raczej mało prawdopodobne. Lynchowie wydawali się całkiem nieźli w umieraniu.
Sny to w zasadzie niezbyt pewny budulec do tworzenia życia.
Ponieważ bracia Lynch pozostawali w niebezpieczeństwie przez większość życia, każdy z nich wykształcił własne metody łagodzenia zagrożeń. Declan, ten najstarszy, dbał o bezpieczeństwo, zachowując się w jak najnudniejszy sposób. Był w tym bardzo dobry. We wszystkim – w szkole, na zajęciach pozalekcyjnych, na randkach – nieodmiennie wybierał najbardziej banalne rozwiązania. Miał do tego prawdziwą smykałkę. Niektóre formy nudy pozwalają przypuszczać, że ich użytkownik gdzieś w głębi siebie może być tak naprawdę osobą kapryśną i wielowymiarową, jednak Declan starannie praktykował taką formę nudy, która sugerowała, że gdzieś w głębi niego kryje się jeszcze nudniejsza jego wersja. Declan nie był niewidzialny, ponieważ niewidzialność miała swój własny powab, swoją własną tajemnicę. Był po prostu nijaki. Teoretycznie był studentem uniwersytetu i stażystą zajmującym się polityką, dwudziestojednolatkiem mającym przed sobą całe życie, lecz niełatwo się o tym pamiętało. W ogóle trudno było go zapamiętać.
Matthew, ten najmłodszy, pławił się w bezpieczeństwie, zachowując się w jak najmilszy sposób. Był uroczy, uległy i delikatny. Generalnie lubił rzeczy i to nie w ironiczny sposób. Śmiał się z żartów słownych. Przeklinał niczym kartka okolicznościowa. Wyglądał również miło, ze złotowłosego cherubinka wyrósł na złotowłosego siedemnastoletniego adonisa. Cała ta ulepkowata, rozczochrana dobroć mogłaby być nie do zniesienia, gdyby Matthew nie robił wokół siebie potwornego bałaganu przy jedzeniu i nie był okropnie leniwym uczniem, do tego nieszczególnie błyskotliwym. Wszyscy chcieli przytulić Matthew Lyncha, a on chciał im na to pozwolić.
Ronan, ten środkowy, bronił swojego bezpieczeństwa, zachowując się w jak najbardziej odstręczający sposób. Podobnie jak pozostali bracia Lynch, regularnie uczęszczał do kościoła, ale większość ludzi podejrzewała, że grał dla przeciwnej drużyny. Ubierał się w pogrzebową czerń i jako zwierzątko domowe trzymał samicę kruka. Golił włosy tuż przy skórze, a plecy pokrył tatuażem najeżonym pazurami i zębami. Miał zawsze kwaśną minę i niewiele mówił. Jeśli już wypuszczał jakieś słowa, okazywały się one niczym noże, lśniące i ostre, nieprzyjemne, gdy się w kogoś wbijały. Miał niebieskie oczy. Takie oczy zazwyczaj uważane są za ładne, ale nie w przypadku Ronana. Nie były w kolorze chabrów, niemowlęcych ubranek, indygo czy lazuru. Miały odcień gór lodowych, szkwału, hipotermii, a ostatecznie śmierci. Całym sobą sugerował, że jest zdolny ukraść komuś portfel albo upuścić czyjeś dziecko. Był dumny ze swojego nazwiska rodowego, a ono pasowało do niego. Wargi układał zawsze w taki sposób, jakby właśnie skończył wypowiadać swe miano.
Bracia Lynch mieli wiele tajemnic.
Declan był kolekcjonerem pięknych, konkretnych sformułowań, których nie pozwoliłby sobie użyć publicznie, a także właścicielem promiennego, konkretnego uśmiechu, którego nikt nigdy nie miał zobaczyć. Matthew posiadał sfałszowany akt urodzenia i brakowało mu linii papilarnych. Czasami, gdy pozwolił umysłowi się błąkać, orientował się, iż kroczy po idealnie prostej linii. Ku czemuś? Od czegoś? Była to tajemnica nawet dla niego.
Ronan miał najniebezpieczniejszą z tajemnic. Podobnie jak wiele istotnych sekretów, ten również był przekazywany w rodzinie, w tym przypadku z ojca na syna. Stanowił dla Ronana Lyncha zarówno dobrodziejstwo, jak i niepomyślność. Dobrodziejstwo, ponieważ gdy czasami zasnął i śnił, budził się z tym snem. Niepomyślność, ponieważ gdy czasami zasnął i śnił, budził się z tym snem. Z monstrami i machinami, pogodą i pragnieniem, lękami i lasami.
Sny to raczej niezbyt pewny budulec do tworzenia życia.
Po śmierci rodziców bracia Lynch przyczaili się. Declan odseparował się od tematu snów i poszedł na uczelnię, żeby zdobyć możliwie najnudniejszy dyplom z politologii. Ronan starał się, jak tylko mógł, by zawrzeć swą zabawę z koszmarami w granicach rodzinnego gospodarstwa w odosobnionej części stanu Wirginia. Zaś Matthew... cóż, Matthew musiał jedynie mieć się na baczności, żeby przypadkiem dokądś nie odwędrować.
Declan stawał się coraz nudniejszy, a Ronan coraz bardziej znudzony. Matthew próbował nie dopuścić, by stopy zawiodły go w miejsce, którego nie rozumiał.
Wszyscy oni pragnęli czegoś więcej.
Któryś musiał się w końcu złamać. Niall był dzikim śniącym z Belfastu, któremu ogień następował na pięty, zaś Aurora była złotym snem, a w jej oczach odzwierciedlało się bezgraniczne niebo. Ich synowie zostali stworzeni, by siać chaos.
Był rześki październik, dziki październik, jeden z tych niespokojnych okresów, który wdziera się pod skórę i wije się pod nią. Minęły już dwa miesiące od początku semestru zimowego. Drzewa stały się kruche i zachłanne. Wysychające liście spadały w popłochu. Zima skowyczała nocą pod drzwiami, dopóki płomienie kominków nie odpędzały jej na kilka godzin.
Na coś jeszcze innego zanosiło się tego października, coś innego prężyło się, napinało i dyszało, ale póki co, było jeszcze niemal niewidoczne. Później miało zyskać nazwę, lecz na razie jedynie wzburzało wszystko niezwykłe, czego tknęło, a bracia Lynch nie stanowili wyjątku.
Declan złamał się pierwszy.
Gdy najmłodszy brat przebywał w szkole, a środkowy symulował chorobę w rodzinnym gospodarstwie, Declan otworzył szufladę w swojej sypialni i wyciągnął kawałek papieru z zapisanym numerem telefonu. Sam jego widok sprawił, że zabiło mu szybciej serce. Powinien był go zniszczyć, ale zamiast tego wprowadził cyfry do telefonu.
– Chłopak od Lynchów? – spytał głos z drugiej strony.
– Tak – odrzekł krótko Declan. – Chcę klucza. – I rozłączył się.
Nie powiedział nikomu o tej rozmowie, nawet swoim braciom. Czym była jedna mała tajemnica, pomyślał, w życiu ich pełnym?
Nuda i tajemnice: oto wybuchowa mieszanka.
Coś miało spłonąć.


Dodano: 2021-02-12 17:30:17
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj czwartą "Drogę szamana"


Wygraj "Australijskie piekło"


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"


 Fry, Stephen - "Mythos"

 Morgan, Richard - "Rzadkie powietrze"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi i inne utwory"

 antologia - "Księga magii"

 Tremblay, Paul - "Chata na krańcu świata"

 King, Stephen - "Jest krew..."

 Le Guin, Ursula K. - "Księga Drogi i Dobra"

Fragmenty

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

 Elison, Meg - "Księga Etty"

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Zamek"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi i inne utwory"

 Wydra, Justyna - "Warkoczyk"

 Le Guin, Ursula K. - "Księga Drogi i Dobra"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS