NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Swanwick, Michael - "Matka żelaznego smoka"

Miela, Agnieszka - "Śmiech diabła"

Ukazały się

Gołkowski, Michał - "Stalowe Szczury: Fort 72"


 Haley, Guy - "Mściwy syn"

 Guymer, David - "Zabójca Krasnoludów"

 Manasypow, Dimitrij - "Droga stali i nadziei"

 Abercrombie, Joe - "Kłopotliwy pokój" (oprawa twarda)

 Abercrombie, Joe - "Ostre cięcia" (oprawa twarda)

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

Linki


Ziemiański, Andrzej - "Virion. Zamek"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Virion - szermierz natchniony
Kolekcja: Uniwersum Achai
Data wydania: Styczeń 2021
ISBN: 978-83-7964-629-6
Oprawa: miękka
Format: 12.5x19.5
Liczba stron: 506
Cena: 49,90 zł
Tom cyklu: 1



Ziemiański, Andrzej - "Virion. Zamek"

Mistrzom, takim jak:
John Sturges, William Roberts, Elmer Bernstein
– dedykuję

Rozdział pierwszy

Małe miasteczko, zagubione gdzieś na prawie pustynnej ziemi, mogło się zdawać pustawe i senne. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Leżało na skrzyżowaniu dróg i nawet jeśli prawdziwy handel nie rozwinął się na tym bezludziu, to wszelkiej maści wędrowcy i tak często zatrzymywali się w największym zajeździe, który oferowało to zadupie. Największym, co nie znaczy, że dobrym. Insekty, jadowite pająki, paskudne jedzenie i zła sława spowodowana ciągłą obecnością wszelakiej maści mętów, włóczęgów i ludzi wyjętych spod prawa, sprawiały, że było to jedyne miejsce znane szerzej nawet poza granicami okręgu. Choć raczej nie było się czym chwalić.
Audzie nie przeszkadzała ponura sława okolicy. Dziewczyna stała od rana w pewnej odległości od wejścia do zajazdu i obserwowała wchodzących. Trochę się bała, ale w końcu miasteczko, mimo że małe, miało nawet swoją straż. Co prawda w osobie dowódcy i dwóch podwładnych jedynie, ale i to wystarczyło, żeby męty unikały raczej rozrób na ulicy. Prawdziwe niebezpieczeństwo kryło się w środku zajazdu, a tam Auda wchodzić nie zamierzała. Niestety. Jej dobrowolna warta przedłużała się w nieskończoność, nie zdołała jak dotąd zauważyć nikogo, kto pasowałby do jej planów. Zaglądający do karczmy ludzie mieli albo zakazane mordy zawodowych przestępców, i to tych pomniejszego autoramentu, albo wyglądali po prostu jak pospolici oszuści. Zastanawiała się nawet, jak więc powinien wyglądać ten, którego usiłowała znaleźć. Po czym niby miała go rozpoznać? Jak zgadnąć, który to ten właściwy? Ogarniały ją coraz większe wątpliwości.
Dopiero kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, zobaczyła kogoś, kto ewidentnie różnił się od pozostałych. Postawny, barczysty, o twarzy, która nie wskazywała, że zamierza kogoś zabić albo oszukać już dzisiejszej nocy. Był nawet przystojny, a w dodatku zadbany, długie włosy miał splecione w warkocz, trzymał się w siodle prosto, patrząc przed siebie, a nie zerkając nerwowo na boki, jak większość gości. A w dodatku miał trzy konie. Jeden pod siodło i dwa luzaki. I te z tyłu, obydwa, objuczył ciężkimi sakwami. Nie trudno było zgadnąć, co zawierają, bo sterczały z nich kolby kusz, i inne podłużne przedmioty zawinięte w płótno. Broń!
– To ten! – Auda, podniecona nagle, niespodziewanie wypowiedziała to na głos.
Podbiegła bliżej, kiedy już zsiadł i wiązał końskie kantary.
– Wybaczcie, panie – zaczęła. – Czy mogę prosić o chwilę rozmowy?
Spojrzał na nią przeciągle. Potem zmarszczył brwi.
– Nie, dziękuję – odparł. – Zamierzam się dzisiaj wyspać.
Najpierw nie zrozumiała i patrzyła na niego bezmyślnie, a potem dotarło do niej znaczenie jego słów. Oblała się rumieńcem. On przecież wziął ją za prostytutkę!
– Nie, nie, panie... ja... – Przełknęła ślinę. Teraz albo nigdy. – To ja zamierzam wam zapłacić.
Tym stwierdzeniem przykuła jego uwagę.
– Słucham? – rzucił zaskoczony.
Pokazała trzymaną dotąd w zaciśniętej dłoni złotą monetę. Dużą i słusznej wagi. Przybysz zmarszczył brwi.
– Schowaj to, dziecko. – Podszedł bliżej, po raz pierwszy rozglądając się uważnie. To naprawdę nie była okolica, gdzie pokazywało się złote monety. A już na pewno nie powinien tego robić bezbronny podlotek. – I wytłumacz, o co ci chodzi.
Auda skinęła głową.
– Muszę załatwić sprawę spadkową u rejenta. A mam prawo podejrzewać, że mogę do niego nie dotrzeć. Ktoś pewnie na mnie czyha.
– Rozumiem. A gdzie urzęduje ten rejent?
Auda pokazała dyskretnie palcem niewielki drewniany dom. Znajdował się dokładnie po drugiej stronie ulicy.
Mężczyzna nie mógł uwierzyć.
– Czy ja dobrze rozumiem? – zapytał. – Chcesz mi zapłacić złotą monetę za to, żebym cię przeprowadził przez ulicę?!
Dziewczyna potwierdziła energicznie.
– I żeby mnie tam w środku nikt nie zabił i żebym też wyszła stamtąd, ciesząc się pełnią zdrowia. Za to dam ci, panie, złotą monetę, dam nocleg w prawdziwym domu, gdzie nie zjedzą cię pchły i wszy, jak w tym zajeździe tutaj, a także nakarmię prawdziwym jedzeniem, a nie pomyjami ze starej szmaty, co grozi ci tutaj, panie. – Kciuk skierowała na wejście do karczmy.
Bardziej już nie mogła rozbawić przybysza. Z najwyższym trudem opanował się, by nie parsknąć śmiechem. Potem jednak poważnie pokiwał głową.
– Dobrze, przyjmuję twoją propozycję, mała. Szczególnie dotyczącą noclegu w czystym łóżku i posiłku. Ale mam jeden warunek.
– Jaki? – O mało nie podskoczyła z radości, widząc szansę na spełnienie jej prośby.
– Jeśli pomogę ci załatwić ten spadek, to będziesz mi winna jedną przysługę.
Już chciała potwierdzić, lecz w tej samej chwili zdała sobie sprawę z tego, co on może mieć na myśli.
– Ale ja nigdy jeszcze nie byłam w łóżku z mężczyzną! – wypaliła, niewiele myśląc.
Przybysz zaczął się śmiać otwarcie. Znowu oblała się rumieńcem i to dużo bardziej intensywnym niż ten pierwszy.
– Nie sypiam z nieletnimi, dziecko – wyjaśnił. – Ale ja też mam sprawę do załatwienia w okolicy i również potrzebuję czyjejś pomocy. Najlepiej twojej, bo choć strasznie naiwna, to jednak jesteś energiczna i bystra.
Auda zrobiła poważną minę.
– Masz moje słowo i moją pomoc, panie – powiedziała z namaszczeniem.
Mężczyzna tym razem wcale się nie śmiał.
– Chodźmy zatem. – Spojrzał na oddalony o jakieś dwadzieścia, trzydzieści kroków drewniany budynek. – A po drodze wyjaśnij mi, dlaczego ten rejent jest taki groźny.
– To nawet nie jest prawdziwy rejent, tylko raczej samozwaniec. Oszust. I zły człowiek. Ale omotał naszą matkę...
– Naszą?
– Jesteśmy trzy siostry. Trzy sieroty teraz. One już są dorosłe, nie tak jak ja. No, dorosłe, ale nie poradziły sobie.
Znowu jej przerwał:
– Czy mogłabyś mówić w sposób bardziej zborny?
– A tak, jasne. No bo matka złożyła u tego rejenta gotowiznę i testament, żeby później kłopotu nie było. A on oszust. Nie chce wypłacić, nie chce nawet testamentu pokazać. Najstarsza siostra poszła do niego wyjaśnić sprawę, to jej męża pomocnicy rejenta pobili do nieprzytomności, a ją samą śmiertelnie nastraszyli.
– I zgłosiła to gdzieś?
– Niby gdzie?
Zatrzymali się przed wejściem prowadzącym do sporego kantoru.
– Potem poszła średnia siostra – kontynuowała Auda. – Jej nie pobili, ale rejent porządnie postraszył. Rzekomymi długami, co to matka miała.
– A miała?
– No skąd?! Ale tak na nią nastawał, że podpisała papier, że nie chce długów, nie chce spadków, niech urzędnik wszystko załatwi, byleby ona nie miała żadnych problemów.
– Rozumiem. – Przybysz skinął poważnie głową. – A ty?
– A ja najmniejsza. Mnie nie trzeba ani bić, ani straszyć. Kopnąć wystarczy.
– Aha. I w związku z tym postanowiłaś...
– Wynająć zawodowca! – palnęło zapalczywe dziewczę. – Mam złotą monetę, co mi kiedyś mama dała na czarną chwilę. Powiedziała, że jak rozpacz przyjdzie, jak matnia, to mam jej użyć.
– No i użyłaś. – Barczysty mężczyzna otworzył drewniane drzwi.
– A nie lepiej wziąć trochę broni z twoich luzaków? – zapytała szeptem Auda.
– To nie Luan ani Troy. Załatwimy sprawę kulturalnie.
Ruszył przodem tak, jakby chciał dziewczynce utorować drogę. Tymczasem niewielkie pomieszczenie było puste, jeśli nie liczyć grubawego, dość młodego rejenta siedzącego za swoim kantorem. Jednak ich wejście sprawiło, że w jednej ze ścian otworzyły się drzwi, przepuszczając czterech osiłków. Sądząc z ich strojów, byli chyba urzędowymi pomocnikami. Sądząc zaś z ich twarzy, pomagali raczej wyłącznie przy rąbaniu drewna, no i, oczywiście, w takich sytuacjach jak dzisiejsza.
– Przyszłaś nareszcie. – Rejent również nie wyróżniał się inteligentną miną. Przypominał raczej spasłego, wiejskiego mądralę, co to wygaduje bzdury przy ławie w karczmie, a milczenie współbiesiadników bierze za aprobatę i okazanie szacunku dla jego mądrości. – Podpisz tutaj. I nic złego ci się nie stanie.
– Niczego nie podpiszę bez przeczytania! – zawołała Auda wojowniczo, jednocześnie chowając się za plecami swojego wynajętego obrońcy.
– A ty kto? – Zainteresował się rejent.
Przybysz lekko rozłożył ręce, kiwnął głową w stronę dziewczyny.
– A skąd przybyłeś?
Mężczyzna wskazał kciukiem za swoje plecy. Że niby „stamtąd”.
– A dokąd jedziesz?
Nowy ruch palcem. Tym razem miało to chyba znaczyć, że jedzie po prostu przed siebie.
Rejent wzruszył ramionami i stracił zainteresowanie obcym.
– Chodź tu, mała, bo każę siłą doprowadzić! – wrzasnął.
– Nie pójdę – pisnęła dziewczyna.
Skoro Auda nie chciała się ruszyć, ruszył się jej obrońca. Barczysty mężczyzna podszedł do kantorku. Czterech osiłków napięło mięśnie, szykując się do ewentualnego skoku na niego.
– Co dziewczyna ma podpisać? I gdzie jest testament?
Rejent nie mógł uwierzyć w taką bezczelność.
– A ty kim jesteś, parchu, żeby pytania zadawać? – powiedział z bezgraniczną pogardą. – Won stąd, bo psami poszczuję!
Mężczyzna nie przejął się ani groźbą, ani samym urzędnikiem. Wziął do ręki leżący na blacie dokument i szybko przebiegł go wzrokiem.
– Przecież to jest zrzeczenie się dziedziczenia na twoją korzyść.
– No i co z tego?
– To zwykły rabunek.
– No i co z tego? – Obwisłe wargi rejenta wydęły się w pogardliwym prychnięciu. – Won, ścierwo!
Mężczyzna podniósł rękę, powstrzymując osiłków, którzy już chcieli się na niego rzucić.
– Powiedz, dlaczego to robisz? – zapytał spokojnym tonem.
Musiał uderzyć w jakąś czułą strunę rejenta, bo ten postanowił odpowiedzieć:
– Bo mogę – wycedził z lekceważeniem. – Robię to, bo mogę, śmieciu!
Przybysz znikąd chwycił z blatu młotek, który służył rejentowi do uciszania zbyt hałaśliwych petentów. Urzędnik, który nagle domyślił się zamiarów obcego, natychmiast zdjął ręce ze stołu. Niestety, przybysz nie zamierzał uderzyć w dłoń. Zamachnął się młotkiem w twarz rejenta, poprawił w ucho i kopnął w goleń tego z osiłków, który zareagował pierwszy, unosząc ręce. Drugi z pomocników zarobił młotkiem w zęby, trzeci od góry w czaszkę. Jedynie czwarty zdołał odskoczyć i uciekał teraz w stronę drzwi z krzykiem. Nikt go nie gonił.
– Przepraszam... Ja przepraszaaaam – łkał rejent, powstrzymując krew buchającą z rozwalonego nosa. – Ja nie chciałeeeem...
– Pieniądze oddaj. I testament.
Roztrzęsiony urzędnik wyjął spod kantoru sporych rozmiarów skrzynkę. Potem dołożył związany sznurkiem zwój papierów.
– Nie zabijaj! – rozpłakał się nagle. – Ja przepraszam, nie chciałeeem...
– Ja pierdolę, wszystko juchą uświniłeś!
Mężczyzna z obrzydzeniem wziął skrzynkę i papiery, a potem odwrócił się do dziewczyny.
– Chodźmy – powiedział. – Pan rejent nie będzie już dzisiaj urzędował.
Auda patrzyła na niego rozszerzonymi oczami.
– To... To tak prosto jest?
– Tak prosto. – Uśmiechnął się do niej. – Wiesz, ja czasami mam wrażenie, że większość ludzi po prostu chce dostać w ryj. I robi wszystko, żeby dostać.
Nie mogła się otrząsnąć ze zdziwienia. Kiedy wyszli na szeroką ulicę, okazało się, że to nie koniec przeszkód. Pomocnik, któremu udało się uciec, zdążył zawiadomić straż. Teraz jej dowódca, niezdyszany nawet, triumfalnie wymierzył w obcego ostrze swojego miecza. Dwóch jego ludzi trzymało gizarmy w pozycjach bojowych, mimo że ich przeciwnik nie miał przy sobie żadnej broni.
– No! Koniec grandy, bandyto! Powiedz nam tylko, jak cię zwą?
Obcy mężczyzna popatrzył na niego spokojnie.
– Virion – odparł.
Dowódca straży był człowiekiem z otwartym umysłem. No i docierały do niego wieści z szerokiego świata. W związku z tym najpierw wytrzeszczył oczy, a potem kiedy treść tego, co usłyszał, przebiła się do świadomości, wykrztusił:
– O kurwa!
Zawrócił na jednej nodze i zaczął uciekać. A za nim jego ludzie.



Dodano: 2021-01-26 22:17:10
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Gaiman, Neil - "Wybór. Utwory wybrane"


 Meyer, Marissa - "Winter"

 Pilipiuk, Andrzej - "Czarna Góra"

 Heinlein, Robert A. - "Obcy w obcym kraju"

 Żerdziński, Maciej - "Opuścić Los Raques" (audiobook)

 Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

 Fry, Stephen - "Mythos"

 Morgan, Richard - "Rzadkie powietrze"

Fragmenty

 Blish, James - "Kwestia sumienia"

 Shute, Nevil - "Ostatni brzeg

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

 Elison, Meg - "Księga Etty"

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Zamek"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi i inne utwory"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS