NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Liu, Cixin - "Wędrująca Ziemia"

Weeks, Brent - "Gorejąca biel", część 1

Ukazały się

Grabiński, Stefan - "Cień Bafometa"


 Morgan, Richard - "Trzynastka" (Mag)

 Ziemiański, Andrzej - "Achaja", tom 1 (2020)

 Ziemiański, Andrzej - "Achaja", tom 2 (2020)

 Ziemiański, Andrzej - "Achaja", tom 3 (2020)

 Wraight, Chris - "Leman Russ"

 Haley, Guy - "Mroczne Imperium"

 Alanson, Craig - "SpecOps"

Linki

Ruff, Matt - "Kraina Lovecrafta"
Wydawnictwo: W.A.B.
Tytuł oryginału: Lovecraft Country
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Data wydania: Wrzesień 2020
ISBN: 978-83-2808-348-6
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202 mm
Cena: 44,99 zł
Rok wydania oryginału: 2016



"Kraina Lovecrafta" - książka a serial

„Kraina Lovecrafta” Matta Ruffa została wydana w Polsce niemal w tym samym czasie, kiedy premierę miał pierwszy odcinek opartego na niej serialu HBO. Czytelnik i widz jednocześnie miał sporą zagwozdkę, czy i kiedy zacząć czytać lub oglądać. Nawiązanie w tytule do twórczości H.P. Lovecrafta dodatkowo pozwalało oczekiwać nawiązań do klasyki grozy. Finalnie okazało się, że zarówno serial, jak i książka pod tym względem rozczarowały miłośników dorobku samotnika z Providence.

Jednak w tym miejscu muszę poczynić niezbędne zastrzeżenie. Twórczość H.P. Lovecrafta znam w bardzo ograniczonym zakresie, na dodatek nie jestem jej fanem; uważam ją za nieco zmurszałą, a samą konwencję horroru za nudną (z wyjątkami). Toteż dla mnie nawiązania do takich motywów lub ich brak były całkowicie bez znaczenia; a książka i serial mogłyby nosić inny tytuł. Serial i tak bym obejrzał, ponieważ to produkcja HBO, więc warto rzucić okiem. Zaś książkę otrzymałem do recenzji. Niemniej nawet w mojej ignorancji byłem w stanie rozpoznać niektóre nawiązania do Lovecrafta. Zresztą z tymi dwoma, które znalazłem, nie było większego problemu. Zarówno w książce, jak i serialu są podane na tacy. Ardham pomylone z Arkham czy księga Necronomicon były dosyć czytelne. Co do potencjalnej reszty nie będę się wypowiadał.

Zarówno książka, jak i serial są rozbite na opowieści. W książce przypomina to strukturą zbiór opowiadań, choć bez wątpienia są ze sobą powiązane i czytelnik dosyć szybko powiązania te, nawiązania i ciągłość zdarzeń wychwyci. W serialu także nie ma z tym problemu, ale początkowo (po drugim odcinku) można odnieść inne wrażenie. Niemniej nie będę zdradzał połączeń ani wątków. Generalnie jest to opowieść rodzinna, tak mi się ułożyła w głowie. Jest ona przesycona magią, rytuałami, tajemnymi zakonami magicznymi, walką dobra ze złem, walką białej magii i czarnej magii. Szczególnie to ostatnie nabiera symbolicznego charakteru. Decyduje o tym symbolizmie także miejsce akcji: Ameryka drugiej połowy lat 50. XX wieku, południowe, rasistowskie Stany. To był doskonały wybór.


Niemniej zarówno książka, jak i serial nie wykorzystały tego potencjału. O ile do Matta Ruffa pretensji mieć nie należy, ponieważ jego książka od początku niczego takiego nie obiecywała, o tyle serial HBO pod tym względem wystartował u mnie z wysokiego progu oczekiwań, ale im nie sprostał. Matt Ruff problem rasizmu i wiążące się z tym możliwości w skrzyżowaniu z horrorem potraktował skrótowo. Serial za to w początkowych odcinkach wyraźnie motywy rasizmu akcentował. I to znakomicie się na tym starcie prezentowało. Mamy bowiem czarnoskórych bohaterów, którzy ruszają w drogę. Jednym z nich jest wujek George, autor i wydawca „Przewodnika Bezpiecznego Murzyna”; przewodnika, drogowskazu bezpiecznego poruszania się po rasistowskiej Ameryce dla czarnoskórych. Już ten motyw był doskonałym narzędziem do eksplorowania terenu na styku rasizm/horror. Do tego mamy świetny wątek rasistowskiej policji i rasistowskiego „klimatu” społecznego (szczególnie w odcinku z nawiedzonym domem).

Zostało to tak przedstawione, że z perspektywy czarnoskórego bohatera pojawiający się potwór nie musiał być tak naprawdę straszniejszy od „normalnej” rzeczywistości, w której czarnoskórzy musieli żyć. Bardzo intrygująca była możliwość przedstawienia groteskowości horroru z jego potworną staromodną menażerią w kontraście czy zestawieniu z rzeczywistością przesiąkniętą codziennym, „zwyczajnym” lękiem przed policją, o niezawinione oskarżenie. Czy wreszcie niesprawiedliwymi prawami Jima Crowa (stanowe regulacje na południu USA, które mimo zniesienia niewolnictwa przez większość XX wieku de facto wprowadzały rygorystyczną segregację rasową np. obowiązek zajmowania czy zakaz zajmowania konkretnych miejsc w komunikacji publicznej), które „w ukryciu” funkcjonują do dziś (odsyłam choćby do świetnej książki Katarzyny Surmiak – Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” Wydawnictwa Czarne). Jednak w miarę upływu serialowego czasu gdzieś to się rozmywało i zostało zepchnięte na margines; stało się elementem trochę dekoracyjnym, podporządkowanym materii horrorowej. Dokładnie tak jak w książce, gdzie rasistowska Ameryka również jest obecna, choć bez głębszej refleksji.

Na pierwszy plan wysunęła się „standardowa” fabuła, w której bohaterowie w każdym odcinku odkrywają jakąś tajemnicę ze swojej przeszłości, przeszłości rodziny, nasiąkają magią i walką między białą i czarną jej odmianą. Skoro już wracamy do symbolizmu, to pewnym „prztyczkiem” dla Lovecrafta było wprowadzenie czarnoskórych bohaterów. Sam H.P. Lovecraft był rasistą, aczkolwiek nie znam jego biografii na tyle dobrze, aby się wypowiadać, jakiego rodzaju był to rasizm. Niemniej deprecjonowanie wspomnianego wcześniej kontekstu rasowego sprawiło, że walka między białą a czarną magią miała dosyć letnią temperaturę. W powieści Ruff postawił na szybką akcję. W każdej części/opowiadaniu wydarzenia dzieją się dosyć szybko, co na pewno nie pozwala na zbudowanie atmosfery grozy. W serialu jest odwrotnie – jest czas, aby taki klimat zbudować. Inna sprawa, że ja odbiorcą takiego straszenia nie jestem, choć były momenty, kiedy groza była odczuwalna. Dlatego pod tym względem „wygrywa” serial.

Ponadto w serialu lepiej wypada gatunkowa zabawa nie tylko horrorem, ale i kinem przygodowym, nawiązującym do XIX wiecznej literatury, w którym to gatunku niżej podpisany czuje się lepiej niż w horrorze. Można się silić na szukanie nawiązań do Howarda czy Raya Bradbury’ego. Serial swobodnie, czasami zbyt swobodnie, porusza się na tym polu, świadomie ocierając się o kicz. Kampowość bywała uderzająca i psuła nieco odbiór całości. Brakowało mi w serialu jakiejś wewnętrznej spoistości gatunkowej, którą konsekwentnie oferuje Matt Ruff w powieści, ogarnięcia tego stylistycznego miszmaszu. Aczkolwiek tam, gdzie twórcy serialu odchodzili od materii książkowej, czy rozwijali jakieś poboczne kwestie z tejże, tam wygrywali. Widać to szczególnie w odcinku poświęconym Hipolicie, która odkrywa – jak i reszta bohaterów – przeszłość własnej rodziny, a przy tym budzi się w niej to, co było zepchnięte na dalszy plan przez najbliższych, przez męża, przez wychowanie, kulturę. Budzi się jako niezależna kobieta, świadoma swojej wartości. Ale znowu serial wpada w tę samą koleinę – nic z tego nie wynika. Świetny odcinek, który potem został rozmieniony na drobne; twórcy podążają w innym kierunku niż wynikałby z tejże opowieści.


Generalnie serialowi zabrakło gatunkowej spójności i konsekwencji w kontynuowaniu ciekawych wątków, które albo twórców przerosły, albo nie współgrały ostatecznie ze standardową opowieścią w przygodowym klimacie grozy, którą chcieli od początku zaproponować tak, jak uczynił to autor. Matt Ruff jest w książce bardziej konsekwentny pod tym względem i nie czyni żadnych dygresji społecznych czy gatunkowych, po to, aby je następnie porzucić.

Gdybyście się zastanawiali, czy obejrzeć serial, czy przeczytać książkę, to być może pomocne będzie stwierdzenie, że w zasadzie serial nie jest wierną adaptacją książki. Kierunek jest ten sam, z grubsza chodzi w obu chodzi o to samo. Niemniej, inaczej rozłożone akcenty, inne wątki, postacie i wydarzenia rozdzielają od siebie obydwa dzieła na tyle, że można je spokojnie przyswajać niezależnie od siebie. Serial bardziej zawiódł moje oczekiwania niż powieść. Głównie z powodu powyższych zastrzeżeń, ale i tego, że oczekiwałem czegoś w stylu „Castle Rock” – serialu stacji Showtime, którego akcja rozgrywa się w „uniwersum” znanym z twórczości Stephena Kinga i jest pełna nawiązań do tejże. Opowiada niezależne od niego historie, które bronią się i bez znajomości inspiracji.

Choć w obu przypadkach mamy do czynienia z otwartym zakończeniem, nie wiem, czy powstanie drugi sezon „Krainy Lovecrafta”. Nie widzę powodu, po wyeksploatowaniu fabuły powieści. Matt Ruff także nie napisał ciągu dalszego powieści. Jeśli jednak powstanie następny sezon, to oczekiwałbym przede wszystkim większej spójności nie tyle fabularnej, co gatunkowej/stylistycznej.

Źródło zdjęcia: HBO



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2020-11-14 22:07:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

nosiwoda - 08:40 24-11-2020
Kilka kwestii - "kraina Lovecrafta" to właśnie kraina rasizmu, bo Lovecraft był rasistą konsekwentnym. Dlatego tylko najbardziej powierzchowne odczytanie tego tytułu i oczekiwanie macek i Przedwiecznych (co swoją drogą przecież pojawia się w książce i serialu) może powodować rozczarowanie. Żeby nie było - nie jestem wielkim fanem książki i serialu, serialu jeszcze nie obejrzałem w całości, ale jeśli rozczarowanie, to na pewno nie tym aspektem.
Rasizm nie jest potraktowany, moim zdaniem, pretekstowo, "dekoracyjnie" czy bez refleksji. Przeciwnie, to właśnie rasizm jest "przewodem" powieści - serialu tak samo - chociaż, jak pisałem, nie zobaczyłem jeszcze całości. W serialu zmiana różnych wątków także skupiona jest wokół nawet uwypuklenia kwestii rasizmu bądź podania jej inaczej niż w książce. Ryzykując spoiler - Letitia w książce przekonuje do siebie ducha białego właściciela domu, który zmanipulowana kupuje - w serialu pokonuje go, korzystając z pomocy i siły czarnoskórych duchów, zamordowanych przez tego byłego właściciela domu. Rasizm jest istotą obu ujęć - choć odmiennie.
Ponadto z posłowia (czy przedmowy) Matta Ruffa (zaznaczam - nie wiem, czy jest w polskim wydaniu) wynika, że to od początku MIAŁ BYĆ SERIAL. Zaczęło się od pomysłu na serial, który nie wypalił. Dopiero wtedy Ruff skomasował wymyślone wątki w książkę. Poświęcenie każdej nowelki, składającej się na książkę, innej osobie temu właśnie miało służyć - by każdy odcinek mógł być osobną, acz powiązaną z resztą całością. Ruff pisze nawet dosłownie, że myślał o serialu typu X-Files - czyli takim, który ma podskórną linię fabularną, ale zasadniczo większość odcinków jest stand-alone.

I drobna uwaga faktologiczna - właśnie o to chodzi, że książka i serial NIE dzieją się w południowych stanach USA, tylko w dosłownej "krainie Lovecrafta" - czyli w Chicago i Nowej Anglii na północy USA, teoretycznie krainie przeciwników niewolnictwa i abolicjonizmu, bezpiecznej dla czarnoskórych. Poza tym w Nowym Jorku (wiadomo), Wisconsin (sama granica z Kanadą), najdalej na południe docierają do Indiany i prowincji Illinois. A mimo to bohaterowie są wciąż narażeni na rasizm, na podejrzliwość, na szykany. Symbolicznym jest przecież środkowy palec, który Atticus wystawia na samym początku 1. odcinka, żegnając - i mówiąc to! - "kraj Jima Crowa". O tym też trochę pisał Ruff w przedmowie (czy posłowiu).

romulus - 18:13 24-11-2020
Trochę się zamknąłem z pojęciem "sundown town" na stany południowe. Tymczasem masz rację, "miasta do zachodu słońca" funkcjonowały również w stanach północnych. Umknęło mi to w trakcie pisania recenzji, bo wpadłem w schemat tradycyjnego podziału północ/południe, który się tu nie sprawdził.

Komentuj


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Migawka"


 Binet, Laurent - "Cywilizacje"

 Weeks, Brent - "Gorejąca biel"

 Liu, Cixin - "Wędrująca Ziemia"

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki"

 Lafferty, R.A. - "Najlepsze opowiadania"

 Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

Fragmenty

 Bishop, Anne - "Światło i Cienie"

 Hibberd, James - "Ogień nie zabije smoka"

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki

 Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS