NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

de Castell, Sebastien - "Tron tyrana"

Weeks, Brent - "Gorejąca biel", część 2

Ukazały się

Sablik, Tomasz - "Winda"


 Binet, Laurent - "Cywilizacje"

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki" (Kolekcja Wehikuł czasu)

 Vonnegut, Kurt - "Sinobrody" (2020)

 Jabłoński, Mirosław P. - "Wyspa Tegmarka"

 Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Waleczny" (2020)

 Jones, Diana Wynne - "Zamek w chmurach"

 Kuang, Rebecca F. - "Republika smoka" (miękka)

Linki

Artykuł jest częścią serii Dziedzictwo Oriszy.
Zobacz całą serię

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"

„Dzieci Krwi i Kości” oraz „Dzieci Prawdy i Zemsty” Tomi Adeyemi to dwie części nowej trylogii fantasy skierowanej głównie do młodzieży, w której czytaniu przyjemność mogą znaleźć również czytelnicy doroślejsi, poszukujący lekkiej i niezobowiązującej rozrywki.

Wydawca reklamuje te powieści jako fantasy inspirowaną afrykańską mitologią (Tomi Adeyemi jest nigeryjskiego pochodzenia i studiowała na amerykańskim Harvardzie mitologię i kulturę Zachodniej Afryki). Wydaje mi się, że nie są to zapożyczenia, które przytłaczają fabułę. Z pewnością nie tak, jak przykładowo, w nasączonych japońską mitologią książkach Lian Hearn. Nawiązania te są bardzo naturalne, wynikające z konstrukcji świata i jego mitologii. Jednak fabułą rządzi schemat powieści fantasy, a nie jej kulturowa specyfika. Zatem jeśli oczekujecie jakiejś mocnej dawki afrykańskiej mitologii może powinniście poczekać na polskie wydanie najnowszej powieści Marlona Jamesa („Czarny lampart, czerwony wilk”), który (jak się wydaje) napisał tego typu gatunkową powieść (zapewne będącą czymś więcej niż zwykłą fantasy). Chyba że wystarczy wam inny niż biały kolor skóry bohaterów.

Swoją drogą, być może te powieści są warte uwagi również z tego powodu – w fantasy dominuje kolor biały. A nawet jeśli nie dominuje w powieściach, to na pewno w głowach czytelników (sądząc po różnych protestach i sarkaniach na pojawienie się w jakimś filmie fantastycznym – np. w „Gwiezdnych wojnach” - wiodących bohaterów innej niż biała nacji). Obawiam się, że zbliżająca się premiera serialu na podstawie „Koła Czasu” Roberta Jordana także przyniesie tego typu „zarzuty”, choć przecież „Koło Czasu” to fantasy multikulturowa i mocno sfeminizowana – począwszy od mitologii przedstawionego świata po jego bohaterów. Ale to temat na inną opowieść.

Fabuła powieści Tomi Adeyemi jest opowiadana z trzech punktów widzenia, co stanowi jej zaletę. Główną bohaterką jest Zelie, która po przeżytej w dzieciństwie traumie (obławie na magów i magię), już jako nastolatka musi zmierzyć się – a jakże – ze swoim Przeznaczeniem. Którym jest powrót magii do magicznej krainy zwanej Orisha. Prezentuje się jako typowy, archetypiczny Wybraniec; musi ruszyć w drogę, dojrzeć, przejść próby, aby dotrzeć do celu. Czyli przejść campbellowską drogę bohatera. I w zasadzie obydwie powieści są typową gatunkową realizacją tego schematu. Zatem w trzeciej części wypełni się przeznaczenie. I zapewne wszystko skończy się dobrze. Wątpię, aby Tomi Adeyemi chciała dokonywać jakiegoś wyłomu, skoro tak mocno weszła w schemat i do tej pory nic w tych powieściach nie wskazuje, aby miała dokonać się jakaś rewolucja. Żeby było jasne – nie stawiam tu z tego powodu zarzutu. Pozostała dwójka bohaterów to książęce rodzeństwo. Amari jest posłuszną księżniczką, zaś jej brat Inan to następca tronu – oboje to dzieci króla z pierwszego małżeństwa. W obliczu pewnego wydarzenia Amari wyrywa się ze swojego kokonu i ucieka, zaś Inan rusza za nią w pościg. Oczywiście, losy trojga bohaterów splotą się ze sobą, inaczej być nie może. A że początkowo prezentują przeciwstawne obozy, tym więcej przeszkód muszą pokonać, zarówno oddzielnie, jak i razem. Wszystko to, aby magia wróciła znowu na Orishę, choć tkwi w tym Przeznaczeniu pewien haczyk. Bo czy powinna wracać?

Nie wiem, czy to był zamysł autorki (ku temu się skłaniam), czy moje wrażenia, ale bohaterów od początku uznałem za antypatycznych. Trudno ich lubić, a już nie sposób było mi się utożsamiać. Pozwoliło to na takie rozpisanie ich losów, aby ścieżka ich Przemiany była dla czytelników oczywista, dlatego uznałem że Tomi Adeyemi od początku taką konstrukcję postaci sobie założyła. Zapewniam, że niewiele przyjętych rozwiązań fabularnych jest w stanie zaskoczyć kogokolwiek. Bo czy miłość między dwójką bohaterów może być nieoczywista? Zwłaszcza z powodu dzielących ich różnic? Niestety, Tomi Adeyemi w tym zakresie oferuje sporo łatwych do przewidzenia rozwiązań, również w warstwie opisu uczuć. Czytelnik nie może mieć wątpliwości, dlatego uczucia należy mu opisać. Stany wewnętrzne bohaterów potraktować banałami i kliszami językowymi, od których czasami bolą oczy. Jednak może to wystarczy, aby wywołać nastoletnie wzruszenia i emocje. Wyjdzie na to, że strzelam do debiutantki, ale również fabularnie powieść jest mało zaskakująca, choć jednocześnie przyjemna w odbiorze. Jednak pozytywne wrażenia mimo wtórności psują nieporadne zwroty akcji i pojawianie się co jakiś czas rozwiązań deus ex machina. Dwa czy trzy takie wydarzenia naprawdę mnie zirytowały. Ale znowu: czytelnik mniej wymagający, zarówno dorosły, jak i nastoletni jest to w stanie przełknąć, choć – jak wynika z tego tekstu – nie zepchnąć w niepamięć.

Po przeczytaniu obu powieści poczułem niedosyt. Czegoś w nich zabrakło. Jakiejś werwy, ikry. Nie chodzi o akcję. Ta dosyć szybko się rozwija, a wrażenie dynamizmu podkreślają jeszcze krótkie rozdziały poświęcone kolejnym bohaterom. Mimo to, zaczynając lekturę od biogramu autorki spodziewałem się czegoś więcej. Skoro Tomi Adeyemi studiowała mitologię i kulturę – liczyłem na większą świadomość gatunkowych schematów i próby ich pogłębiania, gry nimi, jakiegoś fajnego kombinowania. Zwłaszcza że był ku temu potencjał drzemiący w afrykańskiej mitologii. Mimo to pozostał on niewykorzystany, spełniając w dużej części funkcję ornamentu fabularnego. Jakiegoś smaczku, wrażenia egzotyki. Wrócę znowu do Lian Hearn, która w dwóch powieściach („Cesarz Ośmiu Wysp”, „Pan Ciemnego Lasu”) weszła głęboko w japońską mitologię, przekształcając ją na dodatek w oryginalną i bogatą (może aż do przesytu) fantasy. Dodało jej to nowego smaku, jakże odróżniającego od typowych produkcji w tym gatunku, z którymi mamy do czynienia na polskim rynku. Tomi Adeyemi chyba takich ambicji nie miała, sądząc po wykonaniu, zatem może to rozczarowanie wynika tylko z niepotrzebnego zasugerowania się jej kierunkowym wykształceniem.

Ale czy na pewno? Posłowie do pierwszej części („Dzieci Krwi i Kości”) przyniosło zaskakującą informację od samej autorki, która postawiła tezę dotyczących wydarzeń z tej powieści. Miałyby być metaforą losu czarnoskórych obywateli zabijanych przez amerykańską policję współcześnie; ogólniej: nierówności i uprzedzeń rasowych. Nie mnie rozstrzygać, ale jej trafność wydaje się mocno dyskusyjna. Czy jest sens do schematycznej gatunkowej (i pod tym względem bardzo typowej, rozrywkowej) fabuły dopisywać tego typu odniesienia lub komentarze? Zwłaszcza że nie towarzyszy im żadna refleksja, żaden motyw przewodni, nie stanowią o istocie tej powieści (nawet ostatnia scena drugiej części, która może być nawiązaniem do statków niewolniczych)? Ostatecznie, nie jestem czarnoskóry, nie miałem problemów z policją z tego powodu, nikt z moich bliskich, czy znajomych przez nadużycia ze strony policji nie został niewinnie rozstrzelany na ulicy. Nie pochodzę z żadnej dyskryminowanej (również w Polsce) mniejszości. Zatem: inna wrażliwość, inne emocje, dlatego nie mnie decydować co i jak ma ktoś odbierać. Ale zaskoczenie formułowaniem tego rodzaju odniesień i ich nietrafnością było faktem. Chociaż to akurat kwestia indywidualna i może inni czytelnicy ocenią to odmiennie.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2020-09-23 17:13:39
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Day, Kate Hope - "Co, jeśli…"


 Le Guin, Ursula K. - "Kotolotki"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Vonnegut, Kurt - "Galapagos"

 Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"

 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

Fragmenty

 Bester, Alfred - "Człowiek do przeróbki

 Scalzi, John - "Ostatnia imperoks"

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS