NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Królowa ognia"

Haladyn, Krzysztof - "Antywirus"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

Linki

Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi", tom 1
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Księżycowe miasto
Tytuł oryginału: House of Earth and Blood
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Data wydania: Maj 2020
ISBN: 978-83-2805-206-2
Oprawa: miękka
Format: 135x202
Liczba stron: 560
Cena: 39,99 zł
Rok wydania oryginału: 2020
Tom cyklu: 1, część 1



Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi"

Sarah J. Maas to pisarka znana w Polsce z dwóch lub trzech cykli fantasy, skierowanych do dorosłej młodzieży. Najniżej podpisany recenzent miał okazję czytać i recenzować cykl z „Dworami...” w tytule („Dwór Cieni i Róż”, „Dwór Mgieł i Furii”, „Dwór Skrzydeł i Zguby”, „Dwór Szronu i Blasku Gwiazd”). Nie było to przeżycie, które warto powtórzyć. Niemniej, nie będę kłamał – czytałem te powieści również dla śmiechu. Zabawy, trochę perwersyjnej, ale mimo wszystko – lektura tamtych książek dzięki temu nie była tak bolesna.

Serią „Księżycowe Miasto” autorka wydaje się celować w czytelnika doroślejszego. I, summa summarum, udaje się jej wyjść z tego „starcia” z tarczą. Przez większość czasu zastanawiałem się, czy nie ocenić tej powieści czterema gwiazdkami na Goodreads. Ostatecznie skończyło się na trzech z pięciu. Ale, w moich oczach, to kolosalny awans dla Sarah J. Maas.

Sporą zaletą tej powieści (rozbitej na dwie części, na szczęście obie ukazały się w Polsce równocześnie – do tego bardzo ładnie się prezentują edytorsko) jest wykreowany przez autorkę świat. To tak naprawdę standardowa kraina fantasy, z nadprzyrodzonymi istotami różnego autoramentu (ale nie prowadzi to do przesytu). Autorka ubrała ją jednak w nowoczesne „ciuszki”. Nie ma zatem siermiężnego pseudośredniowiecznego anturażu. Fabuła dzieje się bowiem „współcześnie”, w świecie pełnym technologii (telewizja, komputery, sieć, telefonia komórkowa itp.). Nawet czasami można się zastanowić, co jest w tych powieściach technologią, a co magią. Jednak autorka takich ambitnych kwestii nie zamierza roztrząsać. Jest magia, są nowoczesne technologie – jest kolorowo i interesująco. Do tego zależności – takie jak hierarchia między postaciami, czy klasami „społecznymi” – nie są oczywiste na pierwszy rzut oka. Jest ich sporo, co może wywoływać całkiem przyjemne uczucie zagubienia. (Które choć nie trwa długo, to jednak pozwala mi zapisać ten aspekt po stronie zalet).

Trochę gorzej jest z bohaterami. Główną heroiną jest Bryce Quinlan, która pracuje w sklepie, czy galerii z antykami. Pewnego dnia dochodzi do strasznej zbrodni i ginie najbliższa dla niej osoba. Zdarzenie przyciąga uwagę wielkich tego świata. Zwłaszcza że okazuje się (jakżeby inaczej), że być może Bryce nie jest taka zwykła, a zbrodnia mogła mieć z nią coś wspólnego. Zatem została jej przydzielona misja oraz partner – przystojny, ale nieokrzesany i niewzbudzający jej sympatii Hunt Athalar (bije od tego miana tyle testosteronu, chyba po to, aby nie było żadnej wątpliwości odnośnie jego męskości – zwłaszcza że jest upadłym aniołem). Już to powyższe wprowadzenie wskazuje na wyraźny schemat, niemal klasyczny – kto się czubi, ten się lubi. Dwoje niedobranych partnerów rozwiązuje zagadkę morderstwa. Ciekawe, jak to się może skończyć dla nich... Jeśli nadal zgadujecie, to powieść jest zdecydowanie dla was. Jeśli nie, to też można ją przeczytać. W końcu wiedząc, jak potoczą się losy dwojga bohaterów, można się zrelaksować i skupić na reszcie opowieści. Aczkolwiek prowadzone przez Bryce i Hunta śledztwo nie tyle jest przewidywalne, co jest prosto prowadzone. Tajemnic do rozwikłania jest sporo, a początkowo rozwiązanie jednej prowadzi do odkrycia kolejnej i tak dalej. Podążanie tym tropem, nawet mimo znajomości konwencji, nie jest uciążliwe, ma urok; a łączenie wspomnianej magii i technologii nieco kompensuje potknięcia fabularne.

Problemy, które powstrzymały mnie przed czwartą gwiazdką na Goodreads, pojawiają się tym wyraźniej, czym bliżej jesteśmy finału. Autorka podbija bębenek dramatyzmu, trochę wyciągając króliki z kapelusza. Rzucając rewelacjami stara się oszołomić czytelnika, ale efekt bywa odwrotny. Do tego, im bliżej tego, aby bohaterowie mieli się ku sobie, tym bardziej robi się infantylnie, co podkreślają opisy stanów emocjonalnych. Te wszystkie oczy „błyszczące od łez”, „błyszczące od lęku”, „błyszczące od gniewu”, plus ekstazy, jęki, bóle, zapadanie się w siebie, powstrzymywanie wybuchu nadludzkimi siłami. Ostatecznie te rozwiązania stają się mocno niestrawne i odrzucające. Autorka wraca do schematów z „Dworów...”, albo po prostu wyłażą z ukrycia nie dając się już ukryć. Tyle że bez pensjonarskiego soft porno. Niemniej dosadność, którą momentami objawia wobec opisu doznań seksualnych bohaterów, każe się zastanowić, czy kolejne części nie przyniosą jakiejś odważnej erotyki.

Mimo wszystko, nie mogę napisać, że wydany w dwóch tomach „Dom ziemi i krwi” mi się nie podobał. Ma spory potencjał, a wykreowany świat jest ciekawy, bogaty i skomplikowany. Do tego wydaje się być konsekwentnie rozwijany. Na tyle, że przykrywa niedostatki fabularne lub czyni je strawniejszymi w odbiorze. Sarah J. Maas rozwinęła się od cyklu z „Dworami...” w tytułach. Nie na tyle, aby ją hołubić, ale wystarczająco, aby uznać, że za kilka powieści może stać się dojrzałą gatunkową pisarką, potrafiącą ogrywać schematy fantasy. Kto wie, może już kolejne części „Księżycowego Miasta” taki przełom w jej twórczości przyniosą.


Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2020-08-03 09:20:47
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"


 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS