NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kozak, Magdalena - "Minas Warsaw"

Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

Ukazały się

Czarny, Tomasz; Bogusz, Patryk - "Nowoczesna niewolnica"


 Burroughs, Edgar Rice - "Zagubieni na Wenus"

 Farmer, Philip J. - "Odyseja Greena"

 Smith, E.E. Doc - "Szary Lensman"

 Saulski, Arkady - "Krew kamienia"

 McClellan, Brian - "Krew Imperium"

 Watts, Peter - "Ognisty deszcz"

 Kristoff, Jay - "Bezświt"

Linki

Abercrombie, Joe - "Bohaterowie" (2019)
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Świat Pierwszego Prawa
Tytuł oryginału: The Heroes
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: Październik 2019
Wydanie: II
ISBN: 978-83-7480-665-7
Oprawa: twarda
Liczba stron: 752
Cena: 49,00 zł
Rok wydania oryginału: 2011



Abercrombie, Joe - "Bohaterowie"

Powieść „Bohaterowie” to Joe Abercrombie – jak mawiają Amerykanie – at his best, w swoim najlepszym wydaniu.

Już wcześniejsze powieści składające się na trylogię „Pierwsze Prawo” oraz „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” mogły sprawić, że na tle innych pisarzy gatunku gwiazda Joe Abercrombiego lśni jaśniej. Kiedy jednak przychodzi czas na lekturę „Bohaterów” pojawia się mały problem. Jak tu chwalić jeszcze bardziej pisarza, kiedy jego poprzednie powieści, wzbudzające zachwyt bądź entuzjazm, przy „Bohaterach” wydają się nieco słabsze. Dla mnie to była trzecia lektura tej powieści i wiedziałem, co mnie czeka. Mimo to nie powstrzymywałem się przed pochwałami poprzednich książek autora, a świadomość, że najlepsze przede mną, zaostrzała apetyt.

Może najlepsze w „Bohaterach” jest to, że pod płaszczem bardzo rozrywkowej i bardzo gatunkowej rozrywki autor w bezpardonowym, pozbawionym złudzeń stylu odnosi się do wojny i poświęcenia. Ale nie czyni tego na poważnie, aby psuć przyjemność; czarny humor i soczyste dialogi i fabuła porywają bez reszty. Zatem nie oskarżam tej powieści o bycie manifestem, ale kiedy przyjrzeć się jej bliżej, można wyłapać i gorycz, i realizm.

Fabuła skupia się na jednym polu bitwy. Na początku jest, oczywiście, przedstawienie głównych aktorów dramatu i motywów, które kierują ich w to jedno konkretne miejsce. Mamy zatem Unię, która walczy o pokój, ujmując to lapidarnie (ale też o chwałę i nowe terytoria). Po drugiej stronie stoją Północni. Ci z kolei nie potrafią nie walczyć. Najpierw walczyli latami między sobą, potem – zjednoczeni przez Bethoda – uderzyli na Unię. Kiedy Bethoda zabrakło (z wiadomych przyczyn), na ich czele stanął znany już czytelnikom Czarny Dow, wyjątkowo wredny osobnik, ale i zimny oraz bezwzględny gracz. Po jego stronie roi się od ludzi, których nikt przy zdrowych zmysłach nie postawiłby sobie za plecami. Nawet księcia Caldera, syna Bethoda, który pozbawiony mocnego zaplecza i szacunku wśród swoich mimo to planuje wrócić na należne mu, w jego mniemaniu, miejsce. Są też takie „kolorowe” i budzące grozę osobniki, jak Nieznajomy-u-Bram. Jest miejsce na pierwotną magię i wychodzącą co jakiś czas z ukrycia Większą Grę (Bayaz i Ishri).

Po stronie Unii jest nie mniej kolorowo. Począwszy od wodzów (Jalenholm, Kroy) na szeregowcach skończywszy. Jest i Bremer van Gorst, zhańbiony w poprzedniej powieści były dowódca gwardii królewskiej, na dodatek trawiony przez kompleksy spowodowane pewną przypadłością. Jest Finree dan Brock, synowa znanego z Trylogii lorda Brocka. Jest i jej mąż, którego od ojca odróżnia naiwna prostolinijność; wiara w uczciwość i prawość, które zostaną nagrodzone, jeśli je wytrwale kultywować. To sprawia, że Finree musi brać sprawy w swoje ręce, a że jest bardzo inteligentna i zdeterminowana (jedna z najlepszych postaci w tej powieści) – jak możecie się domyślić, nie jest w tej fabule tylko dla ozdoby.

Po obu stronach konfliktu są też przede wszystkim zwykli żołnierze. Od nieokrzesanych młodzików, chcących zaznać pierwszej wojennej chwały po weteranów, którzy już doskonale wiedzą, czym się kończy pogoń za nią. Ważniejszych i mniej ważnych postaci jest tu mnóstwo, nie wyliczyłem nawet połowy z nich. Joe Abercrombie potwierdza biegłość w prowadzeniu postaci. Żadna nie jest zbędna, nie ma chaosu ani tłoku. Wszystko w tej powieści gra jak należy, zostając podporządkowane fabularnemu planowi. Takie szerokie spektrum postaci, o różnych pozycjach społecznych i doświadczeniu życiowym, pozwala autorowi zaprezentować całą gamę motywacji, losów wplecionych w wojenną rozgrywkę i prawd. Jak ta, że wzniosłe hasła i patriotyczne ideały nadają się do karmienia maluczkich, którzy służą za „mięso armatnie”. Niektórym bohaterom będzie dane przejrzeć na oczy, niektórym nie. Niektórym zostanie co nieco wynagrodzone, a niektórzy wrócą do ziemi. Ale nawet nagroda i zwycięstwo mogą zostać zmienione w pył. Władza zaś staje się iluzją – zawsze jest ktoś, kto pociąga za sznurki i nie jest to ten, kogo wszyscy uważają za wodza, czy króla. Dla niektórych nadejdzie chwila na otrzeźwienie, innych wojna – prawdziwa bohaterka tej powieści – pochłonie.

Fabuła „Bohaterów” obejmuje raptem pięć dni, z czego chyba trzy to czysta walka. Na koniec przyjdzie podliczyć zyski i straty. Jednego możecie być pewni – nie wygra ani patriotyzm, ani szczytne ideały. Zawsze wygrywają interesy tych lub innych rządzących. Potem łupy dzielą ci najbliżej koryta, a do podziału między tych, którzy płacą najwięcej, zostają resztki.

Można się kusić o szukanie – filmowych, a jakże – inspiracji Abercrombiego. Czy będzie to „Parszywa dwunastka” (dwunastka Curndena Gnata), czy nawet „Braveheart” (co poradzę, ci Północni kojarzą mi się z wojowniczymi Szkotami), czy inne klasyki – nie ma znaczenia. Jeśli znacie jakiś wojenny film ze sporą porcją czarnego humoru, na pewno w trakcie lektury „Bohaterów” gdzieś wam skojarzenie zagra w głowie. Nie chciałbym przestraszyć tych, którzy obawiają się, że to powieść z ukrytym przesłaniem, na przykład: antywojennym. Nic z tych rzeczy. W gruncie rzeczy, Joe Abercrombie podchodzi do wojny z dużą dozą humoru, przyprawionego realizmem i trzeźwymi, bystrymi dialogami, które wciągają czytelnika od pierwszych stron. Nie chcę pisać, co autorowi w głowie siedziało w trakcie pisania, ponieważ tego nie wiem. Myślę jednak, że Joe Abercrombie jest zbyt mądrym facetem, aby w swej próżności czarować czytelników gotowymi receptami na wszystko. To wyśmienita rozrywka. Jedna z tych powieści fantasy, których nie wypada nie znać. Oczywiście, większą przyjemność sprawi czytanie jej po Trylogii i „Zemście…”. Mogę się w tym miejscu powtórzyć, że zazdroszczę wszystkim, którzy dopiero Abercrombiego odkrywają. Na mizernym jakościowo polskim rynku fantasy taka gratka nie zdarza się co dzień.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2020-03-09 16:42:31
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj drugi Kroniki World of Warcraft


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"


 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi"

 Dick, Philip K. - "Druciarz Galaktyki"

 Flint, Eric & Weber, David - "1633"

 Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem"

 Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"

Fragmenty

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS