NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

Ukazały się

Bradbury, Ray - "Green Town"


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

Linki

Jabłoński, Witold - "Popiel"
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: Luty 2020
ISBN: 978-83-7995-456-8
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 400
Cena: 39,99 zł



Jabłoński, Witold - "Popiel"

1. Opowieść wędrowca

Nazywali go Wędrowcem, bo nikt nie znał jego imienia. Nikt nie wiedział, kim jest ani skąd przychodzi. Zjawiał się niewołany i znikał niepostrzeżenie.
Był guślarską legendą, zwłaszcza wśród młodych uczniów czarodziejskiej sztuki przywoływania umarłych. Opowiadali sobie o nim nocą przy ognisku, drżąc z przejęcia, niepewni, czy znów nagle nie zasiądzie pośród nich. Właśnie w taki sposób pojawił się po raz pierwszy pewnej nocy. Nie była to jednak zwyczajna noc, ale Noc Dziadów, gdy zanika granica między światem i zaświatem, a przeszłość, teraźniejszość i przyszłość splatają się w jeden mocny węzeł.

Nie było to też zwykłe miejsce. Podczas gdy lud odprawiał obrzędy na brzegach Gopła, ucztując wokół kurhanów kryjących prochy praojców, dzieląc się jadłem i napitkiem z cieniami zmarłych, oni przechadzali się po zgliszczach Kruszwicy, grzebiąc w popiołach i na polecenie mistrza szukając przedmiotów przydatnych w czarach: kości poległych w boju, szczątków oręży, kolczug albo nawet uprzęży. Po skończonej pracy rozpalili ognisko u stóp zrujnowanej wieży, która czerniała groźnie nad ich głowami niczym wielki kamienny grobowiec mieszczący strome zejście ze świata żywych do Nawii. Zwykli ludzie omijali tę ruinę z daleka, uważając ją za przeklętą, dla przyszłych guślarzy stanowiła jednak ciekawe wyzwanie.

Jeszcze przed chwilą nie było nocnego gościa, teraz siedział już pośród nich: ciemny kształt, szczelnie otulony opończą z kapturem, z rękami ukrytymi w szerokich rękawach. Wpatrywali się weń oczarowani, nie śmiąc się poruszyć ani zajrzeć pod ciemną materię, w cień pochłaniający oblicze. Wiadomo, że postać Wędrowca bywa ulubionym przebraniem niejednego z bogów. Kiedy odezwał się do nich starczym, nieco chrapliwym, a jednak dziwnie urzekającym głosem, zasłuchali się w jego słowa.

***

– Okrutny książę Popiel, jego jadowita żona, myszy i Mysia Wieża… Każdy zna tę baśń od kołyski. Zdziwi was zapewne, że moja opowieść będzie całkiem inna niż zasłyszane w dzieciństwie bajania piastunek. Tylko zaufani Welesa mają rzetelną wiedzę na temat naszych zbroczonych krwią korzeni. Tylko guślarz ma odwagę spojrzeć prosto w oczy strasznego żmija i pożyć wystarczająco długo, by o tym opowiedzieć. Aby zrozumieć całą prawdę zawartą w owej historii, musimy ją wydobyć z głębi dziejów, cofnąć się w przeszłość ku dalekim puszczom i stepom. Rozsiądźcie się wygodnie, przymknijcie oczy, aby nie oślepił ich błysk stali, niech uszy wypełni brzęk oręża, a w sercach wyryją się czyny mrocznych czarowników i mocarnych witezi.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w krainie, gdzie wschodzi słońce, mieszkał nad wielkim jeziorem dzielny lud Antów, któremu przewodził Najstarszy Ant. Jezioro było głębokie i rozległe niczym morze, toteż nazwano je Morzem Sarmackim. Antowie łowili w nim ryby, wypuszczając się w śmigłych łodziach na dalekie połowy. Wypasali też stada bydła na bezkresnych stepach. O te stada dochodziło czasem do walk z innymi plemionami, lecz zazwyczaj żyli z nimi w pokoju, chyba że wojownikom zaczynały doskwierać głód lub nuda – wówczas udawali się na łupieżczą wyprawę. Poległych palili na stosach, a ich prochy grzebali w wielkich kurhanach. Sąsiednie ludy bały się ich, byli bowiem zajadli i niezwyciężeni w bojach, słynęli z twardej dłoni i celnego oka. Jako rybacy, myśliwi i pasterze nie znali rolnictwa, lecz i tak stepy dostarczały im wszystkiego, czego mogli zapragnąć. Przemierzali je na chyżych, nawykłych do dalekiej jazdy rumakach, które chwytali na równinach, pętali powrozami i oswajali. Główne siedziby Antów mieściły się na zachodnim brzegu jeziora, gdzie panowała wielka obfitość słodkich jagód i innych owoców, ptactwa i wszelakiej zwierzyny.

Ant miał licznych synów z wielu żon i branek, lecz najbardziej ukochał dwóch najstarszych, niezrodzonych z ludzkiej niewiasty. Ich matką była bowiem wężowa pani jeziora, srebrnołuska boginka Manasa, która wyłoniła się pewnej nocy z wód Morza Sarmackiego i objawiła Antowi w postaci nadludzko pięknej kobiety. Usidliła go swymi wdziękami i w krótkim czasie poczęła z nim dwóch potomków, którym sama nadała imiona: Lech i Krak. Pierworodny urodził się głęboką nocą, drugi w środku jasnego dnia, co wyznaczyło ich dalsze losy. Manasa wychodziła często na brzeg jeziora i patrzyła, jak jej pacholęta wyrastają na krzepkich i psotnych chłopaków, a potem dorodnych i walecznych młodzieńców, przynosząc chlubę swemu plemieniu i budząc nadzieje na przyszłość.

Skoro jednak wszystko na tym świecie ma swój początek, ma także kres. Pewnego dnia nad wschodnim krańcem jeziora ognista zorza zapłonęła jak wielki stos ofiarny, a słońce wzeszło czerwone niczym nabrzmiały krwią rybi pęcherz. Ant wezwał wtedy synów przed oblicze i rzekł im:

– Tej nocy wasza wodna macierz oznajmiła, że widzę ją raz ostatni, a także was, moi synowie. Ze wschodu nadciągają ku nam hordy dzikich Obrów. Włosy noszą oni splątane w kształt wężowych ogonów, czczą bowiem święte węże i karmią je ciałami jeńców. Postury są dość nikczemnej: mali, żółci, skośnoocy, o płaskich, niby martwych twarzach, lecz podczas walki strach budzi ich mrowie, są bowiem liczni niczym ziarnka piasku na stepach. Jeziorna pani nie ma mocy, aby ich powstrzymać, toteż ogłosiła koniec swego panowania. Nakazała, byście ruszyli razem z młodymi druhami na ziemie zachodnie, zamieszkane przez plemiona Wenedów, i zdobyli tam nowe siedziby dla siebie i swych rodzin. Według boginki twoja dola, Lechu, dopełni się nad podobnym do naszego jeziorem, w którym ze śmierci odradza się życie. Ty zaś, Kraku, zwiążesz swój los z wielką rzeką, która jest samym życiem. Ruszajcie więc co sił, ja zaś z waszymi młodszymi braćmi będę was osłaniać i postaram się zatrzymać tu Obrów jak najdłużej.

Wola rodzica jest święta, tak więc junacy nie ociągali się z jej spełnieniem. Skrzyknęli swe drużyny, zebrali stada wołów, siedli na koń i ruszyli w drogę w ślad za zachodzącym słońcem. Lech wolał zresztą od mozolnej jazdy w słonecznym skwarze wędrować chłodną nocą, kierując się gwiazdami, dzięki czemu czasem wyprzedzał młodszego brata. Wtedy już wystąpiły między nimi pierwsze braterskie swary, lecz umieli je załagodzić, dopóki przyświecał im wspólny cel.

I tak wędrowali dniami, nocami, a drogę wytyczały im przemiany przetaczającego się po nocnym niebie miesiąca i następstwo słonecznych lat. Przemierzali rozległe przestrzenie, lecz nigdzie nie zagrzali zbyt długo miejsca, jako że w sercach obu braci gościł smutek – wciąż bowiem nie zdołali dotrzeć do krain przyobiecanych przez starego ojca i matkę boginkę.

Wymieniali towary z pokojowo nastawionymi plemionami, które napotkali na swej drodze, lub wojowali ze skorymi do walki, po czym brali łupy i niewolników. Uczyli się sporo od spotykanych obcoplemieńców, w tym biegłego władania mową wspólną dla Ludów Słowa. Stepy uczyniły z nich wojów bitnych i nieulękłych, walczących nie tylko dla grabieży, lecz także dla nieśmiertelnej sławy opiewanej w pieśniach przez wiele pokoleń.

Prawdziwym wyzwaniem okazały się dla nich nieprzeniknione bory, które zagrodziły im drogę. Wydały się zachwycające, ale i groźne, gdyż dobiegały z nich głosy duchów. To wówczas po raz pierwszy przeniknął ich dreszcz czegoś nieuchwytnego, niewidzialnego, przynoszącego wizje zaświata. Minęło sporo czasu, zanim nauczyli się przedzierać przez knieję, wyrąbując dalszą drogę na zachód, i rozeznawać się na tyle, by nie pobłądzić, lecz to właśnie dzięki temu stali się wybornymi tropicielami oraz łowcami. W leśnej głuszy, siedząc po udanych łowach przy ogniskach u stóp prastarych dębów i wpatrując się w lotne opary unoszące się nad moczarami, dostrzegali mgliste cienie przodków, o których czynach długo w noc snuli opowieści. W lasach nie tylko więc nauczyli się tropić i polować, ale też odnaleźli nowych bogów łudząco przypominających ich samych. Lubili potem wracać do leśnych legend jak do źródła wiecznej młodości.

Gdy zaś przedarli się przez owe puszcze, stanęli nad wielką rzeką przypominającą tę z ojcowskiej przepowiedni. Zasięgnąwszy języka od miejscowych rybaków, dowiedzieli się, że tutejsze plemiona zwą ją Wisłą. Serca Lecha i Kraka zadrżały radośnie. Poczuli, że nareszcie dotarli do wymarzonej krainy. Młodszy z braci chciał od razu powędrować w górę rzeki, wywiedziawszy się o leżących tam żyznych ziemiach, starszy parł jednak nieprzerwanie naprzód w poszukiwaniu czarownego jeziora. Tak oto, z niemałym trudem przedostawszy się na drugi brzeg, a dalej grzęznąc po drodze w licznych mokradłach i rozlewiskach, dotarli w końcu nad Gopło. Północnego krańca jeziora strzegła potężna warownia na wyspie, stołeczny gród Goplan zwany Kruszwicą.

Wobec nadejścia obcych wojów mieszkańcy niezwłocznie podpalili most łączący wyspę z brzegiem i zawarli główną bramę. Lech i Krak niezrażeni wrogim przyjęciem – bo też innego się nie spodziewali – zdołali w porę ugasić ogień i poczęli oblegać gród, największy, jaki do tej pory widzieli.


Dodano: 2020-02-17 15:38:44
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Bitwę bliźniaków"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS