NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Ukazały się

Jordan, Robert - "Smok Odrodzony" (2020)


 James, Henry - "O duchach"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

Linki

Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno" (2019)
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Pierwsze prawo
Tytuł oryginału: Best Served Cold
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: Wrzesień 2019
Wydanie: II
ISBN: 978-83-7480-664-0
Oprawa: twarda
Liczba stron: 812
Cena: 49,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009



Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

W trylogii „Pierwsze Prawo” Joe Abercombie stworzył świat, który nie został dotknięty gatunkową klątwą przeznaczenia. Nie ma w nim żadnych jednoznacznych rozstrzygnięć, nie ma walki dobra ze złem, która kończy definitywnie opowieść w stylu „żyli długo i szczęśliwie”. Nie ma też problemu z jego dalszym rozwijaniem. Obojętnie w którym kierunku. Dawni bohaterowie pierwszoplanowi mogą spokojnie zejść na plan drugi, czy czwarty, figurować jako statyści. Nowa opowieść może rozwijać się bez marnowania czasu i energii na dopowiadanie wydarzeń, które już się skończyły. „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” jest dowodem na to, jak bardzo wykreowany przez autora świat jest elastyczny i jak wiele w nim miejsca na samodzielne opowieści.

Jednak zauważyć należy, iż fabuła tej powieści rozgrywa się po wydarzeniach znanych ze wspomnianej trylogii. Zaludniają ją bohaterowie, którzy w większości będą czytelnikom znani z „Pierwszego Prawa”. Caul Dreszcz, Nikomo Cosca, Carlot dan Eider, Ishri, Vitari. Jak widać, do tej pory były to postacie drugoplanowe, niektóre wręcz epizodyczne. Tym razem autor dał im większe pole do popisu, co się opłaciło szczególnie w przypadku Nikomo Coski, zapitego, przebiegłego, amoralnego choć z własnymi zasadami byłego dowódcy Tysiąca Ostrzy, upozowanego na kondotiera wyjętego z historii Italii. Caul Dreszcz również może rozwinąć się jako postać: Północny, który ma okazję zasmakować południowego „stylu życia”, trawiony obsesjami i chęcią zemsty. Jednak na pierwszym planie znajduje się Monza Murcatto, dowódczyni Tysiąca Ostrzy, która zostaje okrutnie zdradzona przez księcia Orso (teścia nowego króla Unii, jak zapewne wszyscy pamiętają). Cudem udaje się jej przeżyć i zamierza wyrównać rachunki ze wszystkimi, którzy ją zdradzili. To pełnokrwista postać, która ewoluuje w trakcie fabuły, głównie dzięki retrospekcjom i odkrywanym tajemnicom związanym z jej „upadkiem”. Jednak przed wyruszeniem drogą zemsty należy (oczywiście) zebrać drużynę. Obok wspomnianych wcześniej, u boku bohaterki stają nowe postacie. Abercrombiemu było najwidoczniej za mało wyrazistych charakterów, ponieważ ci nowi prezentują się równie ciekawie. Otrzymujemy truciciela Morveera i jego asystentkę Dzionek, jest Przyjazny – nietuzinkowy były więzień; jest i tajemniczy Shenkt, który podąża tropem drużyny mścicieli. Nie jestem pewien, czy wymieniłem wszystkich. W przypadku fabuł Joe Abercrombiego czasami trudno się zdecydować, który z bohaterów jest pierwszo, a który drugoplanowy. Za każdym z nich ciągnie się jakaś opowieść, którą chce się poznać. Każdy dostaje swoje pięć minut, co sprawia, że losy pozostałych zostają na chwilę efektownie przyćmione.

Przy tym pamiętać należy, że w tej opowieści nie mamy do czynienia z podziałem na dobrych i złych. W drużynie mścicieli wrze z powodu silnych charakterów, mniejszych lub większych animozji czy zwyczajnych konfliktów interesów, zdrad i podstępów. Istna dzika banda. Choć Joe Abercrombie nie rozwala ram gatunku tak, jak uczynił to Sam Peckinpah w swoim anty-westernie, to skojarzenia wydają się oczywiste. Począwszy od antybohaterów, na tle skończywszy. W filmie była rewolucja meksykańska, w „Zemście...” mamy konflikt przypominający wojny prowadzone w renesansowej Italii. Choć w zasadzie wszystko się zaczyna, kiedy większość tego konfliktu wydaje się zakończona, za sprawą Monzy. I także za sprawą tego, co jej uczyniono, konflikt ten rozgorzeje na nowo. Oczywiście, już w trylogii „Pierwsze Prawo” Abercrombie nie pozostawił złudzeń, że podział na dobro i zło jest sztuczny i jego fantasy nie idzie utartymi pod tym względem gatunkowymi tropami. Jednak „Zemsta...” pokazuje to lepiej, gdyż tu już nie ma żadnego wielkiego konfliktu w tle. O ile w trylogii można było od biedy za dobro uznać Unię i reprezentujących ją bohaterów (z racji pewnej cechy przedstawicieli „zła”), to w „Zemście...” chodzi wyłącznie o władzę. O wizję polityczną, jej bezwzględne wcielanie w życie. Nie ad maiorem Dei gloriam, lecz ku chwale princepsa. Dlatego sztuczność takich podziałów jest lepiej widoczna. Sympatia dla bohaterów oczywista jest tylko dlatego, że uznajemy ich za naszych złych, gdyż to na nich skupia się autor. Gdyby postać księcia Orso i jego „ekipy” otrzymała więcej miejsca, mogłoby się okazać, że cała konstrukcja fabuły upadłaby pod ciężarem poczucia braku jakichkolwiek racji moralnych, które można by sobie przeciwstawić. A tak mamy wyraźny rdzeń – zdradzona i upokorzona Monza mści się za śmierć bliskiej osoby i doznane krzywdy przeciwko żądnemu władzy i chwały bezwzględnemu księciu. Choć przecież i na koniec nawet „czystość” takiej motywacji zostaje zakwestionowana.

„Zemsta najlepiej smakuje na zimno” jest, jak wspomniano, powieścią samodzielną. To znaczy, że można ją czytać bez znajomości trylogii „Pierwsze Prawo”. Ale mimo wszystko nie jest to wskazane. Można pominąć mnóstwo smaczków (jak los „powracających” bohaterów) i kontekstów (pojawienie się króla Unii, rola Kaleki, rola Ishri i tak dalej), co nieco zuboży lekturę, jeśli dopiero po jakimś czasie zaznajomicie się z trylogią. Przede wszystkim, nie jest to jedyna samodzielna powieść osadzona w tym świecie. Kolejną jest najlepsza fabuła napisana przez Joego Abercrombiego – czyli „Bohaterowie”. Naprawdę warto się przygotować na tę ucztę. Nawet jeśli oznacza to poznanie wyłącznie bohaterów trzecioplanowych z „Zemsty...”. Wreszcie: na polskim rynku nie ma tak soczystej, bogatej, wybornej fantasy, którą można porównać z tą tworzoną przez Joe Abercrombiego.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2020-02-05 16:03:03
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Imię boga"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

 Vonnegut, Kurt - "Recydywista"

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS