NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Ukazały się

Czarny, Tomasz; Bogusz, Patryk - "Nowoczesna niewolnica"


 Burroughs, Edgar Rice - "Zagubieni na Wenus"

 Farmer, Philip J. - "Odyseja Greena"

 Smith, E.E. Doc - "Szary Lensman"

 Saulski, Arkady - "Krew kamienia"

 McClellan, Brian - "Krew Imperium"

 Watts, Peter - "Ognisty deszcz"

 Kristoff, Jay - "Bezświt"

Linki

Lawrence, Mark - "Święta siostra"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Księga Przodka
Tytuł oryginału: Holy Sister
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Sierpień 2019
ISBN: 978-83-7480-717-3
Oprawa: twarda
Liczba stron: 384
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 2019
Tom cyklu: 3



Lawrence, Mark - "Święta siostra"

„Święta Siostra” to ostatnia część „Trylogii Przodka”. Zachowuje wszystkie zalety poprzednich części. Ale ostatecznie nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań, za sprawą zakończenia.

Fabuła rozgrywa się na dwóch planach czasowych. W tym przypadku nie jest to szczególnie interesujące rozwiązanie. Trudno się emocjonować wątkiem z „przeszłości” wiedząc, co się dzieje w „przyszłości”. Akcja w obydwu rozgrywa się dynamicznie, ale wiadomo przecież jak się jeden z tych nich skończy. Natłok wydarzeń oraz szybkie tempo niczego tu nie zmieniają. Czytelnik czeka na to, co się wydarzy w fabularnym „teraz”, bowiem to są wydarzenia, które tak naprawdę zadecydują o wszystkim, co w tej historii jest najważniejsze. Śmierć jednej z istotnych postaci tej trylogii niczego w tym zakresie nie zmienia.

Autor w poprzednich częściach wyczerpał już możliwości rozwoju postaci w jakiś znaczący dla fabuły sposób. Tło czy cały konflikt również zostały nakreślone dosyć wyczerpująco, jasno dla każdego czytelnika. Można byłoby te wszystkie elementy fabularne jeszcze nasycać. I to Lawrence próbował robić w ostatniej części trylogii. Ale tak naprawdę okazało się, że materiału miał zbyt mało do wykorzystania, aby starczyło na pełnoprawną powieść. W trakcie lektury miałem wrażenie, że niektóre opisywane wydarzenia służyły głównie zapychaniu, aby jakoś wyrobić limit znaków i aby starczyło treści na powieść. Nie tylko na rozbudowany epilog „Szarej siostry”. Dlatego nieco się nudziłem tu i ówdzie. Wiedząc, że to ostatnia część można, przymknąć oko. A raczej można by to zrobić, gdyby tylko autor doprowadził fabułę do jakiegoś satysfakcjonującego zakończenia. Tak się nie stało, ponieważ – jak mniemam – Lawrence’owi zabrakło odwagi.

Tło powieści było od początku bardzo intrygujące. Do tego zostało nieźle połączone z losami głównych bohaterów i dawało szansę na nieoczekiwany finał. Stworzony świat zbliżał się do końca. Nie z powodu jakiejś Złej istoty, przepowiedni, czy innych boskich wojen. Nieuchronnie zbliżała się zagłada klimatyczna. Kroczący lodowiec systematycznie zacieśniał przestrzeń, w której dawało się żyć. Stąd napięcia i konflikty – kurcząca się przestrzeń życiowa wręcz je wymuszała. Losy świata, jak należało mniemać, spoczywały w rękach głównej bohaterki, co też nie było takie oczywiste. Brak oczywistości rozbudzał oczekiwania. Były w tle przepowiednie, czy proroctwa, ale wiadomo było, że uratowanie świata nie będzie takie proste. Klimatu tego świata nie dawało się zmienić zaklęciami. Od początku wiadomo było, że jest to kwestia technologii – pozostałości po cywilizacji technologicznej, która kiedyś na planetę przybyła i stworzyła na niej warunku nadające się do życia. W zasadzie to, jak autor zamierzał rozwiązać ten problem miało zdecydować o mojej finalnej ocenie. I myślę, że mogło z tej trylogii uczynić dzieło niebanalne, w koncepcie fabularnym wyrastające ponad poziom przeciętności.

Niestety, autor wybrał wyjście najbardziej bezpieczne. Problem zagłady świata w finale potraktował zdawkowo, a bohaterki spointowały go myśleniem życzeniowym, co było bardzo przykre w odbiorze. Dobre dla książek dla mniej rozgarniętych nastolatków. W zasadzie użycie technologii przodków sprowadziło się trochę do czarowania, aby przestraszyć „dzikusów”, z którymi toczyła się finałowa wojna. Niemniej, zauważyć muszę, że autor znalazł dla tego częściowo rozsądne wytłumaczenie. Z tym że znowu – stało ono w sprzeczności (o ile to możliwe) z myśleniem życzeniowym odnośnie tego, jak dalej potoczą się losy świata, jak przebiegnie jego nieuchronna zagłada. Reasumując, po dobrze zapowiadającym się intrygującym pierwszym tomie, nieźle rozwijającym wątki tomie drugim, nadszedł tom trzeci, który całe to fabularne ciasto zamienił w zakalec. Ostatecznie, dla „Trylogii Przodka” zaproponowałbym tytuł alternatywny: Trylogia Niewykorzystanego Potencjału.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2019-11-13 18:25:36
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj drugi Kroniki World of Warcraft


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"


 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi"

 Dick, Philip K. - "Druciarz Galaktyki"

 Flint, Eric & Weber, David - "1633"

 Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem"

 Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"

Fragmenty

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS