NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Bardugo, Leigh - "Zniszczenie i odnowa"

Ukazały się

Ćwiek, Jakub - "Kłamca 4. Kill'em all" (wnowienie)


 King, Stephen - "Doktor Sen" (wyd. filmowe)

 Gulakowski, Jewgienij - "Długi wschód na Ennie"

 Reeve, Philip - "Gobliny"

 Ketchum, Jack; Lee, Edward - "Zaburzenia snu"

 Ketchum, Jack - "Babski wieczór"

 Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"

 Walewska, Bożena - "Pięść"

Linki

Wexler, Django - "Piekielny batalion"
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Kampanie cienia
Tytuł oryginału: The Infernal Battalion
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Data wydania: Kwiecień 2019
Oprawa: miękka
Liczba stron: 628
Cena: 44,90 zł
Rok wydania oryginału: 2018
Tom cyklu: 5



Wexler, Django - "Piekielny batalion"

„Piekielny Batalion” kończy cykl „Kampanie Cienia”. I czyni to w sposób umiarkowanie satysfakcjonujący. Choć przez większość czasu czytania nie miałem wrażenia, że zbliżam się do finału opowieści i kiedy ten nadszedł, byłem trochę zaskoczony.

Ale chyba nie został wyciągnięty z kapelusza. Zaskakujące było tylko to, że nadchodząca bitwa okazała się ostatnią. Spodziewałem się, że autor może chcieć wykorzystać „zmianę gry” z poprzedniego tomu trochę dłużej. Zwłaszcza że od początku bohaterowie zmagają się z wieloma trudnościami. I Bestia oraz „przyłączony” do niej Janus wydają się stosunkowo odległym zagrożeniem. Konsekwentnie zbliżającym się, ale odległym. Marcus, Winter, czy Raesinia mieli sporo do roboty zanim mogli zająć się największym wrogiem. Oczywiście, każde z nich będzie musiało postawić na szali wszystko. Raesinia swoje królestwo, ogarnięte chaosem (również ustrojowym), Marcus będzie musiał stanąć na czele armii (choć nie tak szybko), zaś Winter ma stosunkowo najmniej do roboty przed finałem, ale za to jest najważniejszym celem Bestii, z przyczyn znanych czytelnikom poprzednich tomów.

Umiarkowane zadowolenie z finału wynika z tego, jak Wexler rozwiązał wątki głównych bohaterów. Za mało w nich goryczy, za mało poświęcenia – wszystko wieńczy dobre, zbyt cukierkowe zakończenie, któremu brak polotu. Niby brzmi to jak wada, ale spoglądając z perspektywy wszystkich części, chyba nie należało się spodziewać więcej. Od początku była to tylko sprawnie napisana rozrywkowa fantasy. Choć miała potencjał, aby wnieść trochę świeżości do tego zramolałego gatunku. Przede wszystkim – świat. W końcu nie było to typowe pseudofeudalne, pseudośredniowieczne fantasy wylewające się z większości wydawanych w Polsce powieści tego gatunku. Autor dorzucił do niego trochę techniki, broni palnej w warstwie rekwizytowej. Do tego system polityczny nie był zamknięty w jednym, wiecznie trwającym i niezmiennym ustroju. Pojawiające się wątki republikańskie, demokracji przedstawicielskiej również dawały szansę na rozruszanie zastałej konwencji. Do pewnego stopnia obecna w tym cyklu magia wydawała się mało przystawać do fabularnego świata i być okropnie oldskulowa.

Ostatecznie wszystko to zatrzymało się na poziomie rekwizytów i ciekawych dodatków. Autor nie za dużo z tym zrobił i cała ta świeżość i „nowinki” nie wyszły poza fazę potencjału. Trochę szkoda, ale Django Wexler pisze bardzo sprawnie. Zatem lektura tych powieści, nawet jeśli ostatecznie okazały się typową fantasy, nie była męcząca. Wręcz przeciwnie. Fabuła „Piekielnego Batalionu”, tak jak w przypadku poprzednich z tego cyklu, cechuje się niezłą dynamiką, która potrafi zaangażować uwagę. Co z tego, że wyłącznie w celach rozrywkowych, skoro nie wszystkim piszącym fantasy ta sztuka się udaje.

Dodatkową zaletę stanowi fakt, że finału nie wieńczy Ostatnia Bitwa o rozmiarach światowych, niemal apokaliptycznych, a przecież stawka w niej jest olbrzymia. Choć może też konfundować, jak mnie, gdy w pewnym momencie zadałem sobie pytanie: „Co, to już?”. Nie wiem do końca, po której stronie zakwalifikować to finałowe zdziwienie. Czy finał był jednak drogą na skróty, zakończeniem na łapu-capu, czy jednak zwieńczeniem konsekwentnie budowanej fabuły? Ale, powtarzam, nie to w nim jest najważniejsze, tylko brak niezbędnej jak powietrze goryczy, poczucia, że zwycięstwo zostało okupione czymś więcej niż anonimowym poświęceniem, że miało swoją cenę, wagę. Bez tego okazał się pozbawiony emocji i pozostawił mnie obojętnym.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2019-06-01 10:56:03
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"


 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

 Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS