NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hałas, Agnieszka - "Śpiew potępionych"

de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

McDonald, Ed - "Czarnoskrzydły"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Znak kruka
Tytuł oryginału: Blackwing
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: Czerwiec 2018
ISBN: 978-83-7480-917-7
Oprawa: twarda
Liczba stron: 384
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 1



Wywiad z Edem McDonaldem


Sebastian Drabik: Pisanie, to nie Twoje jedyne zajęcie - wykładasz jeszcze na Uniwersytecie. Czym zajmowałeś się wcześniej?

Ed McDonald: Piastowałem niejedno stanowisko. Pracowałem dla Blizzard Entertainment jako główny menadżer przy World of Warcraft, jako administrator samorządu terytorialnego, pracowałem też w ubezpieczeniach, w sklepach, w pubach, gdzie tylko się dało.


SD: Wróćmy na chwilę do czasu młodości. Czym zaczytywałeś się w młodym wieku? Tylko fantastyką?

EMcD: Zawsze lubiłem czytać i jako dziecko czytałem przeróżne rzeczy. W szczególności przypadli mi do gustu Robert Westall i Colin Dann. Z biegiem lat zacząłem czytywać dużo fantastyki, ale nie odcinałem się od innych gatunków. Najwięcej radości dostarczają mi thrillery i romanse, ale staram się sięgać również po powieści spoza tych gatunków i poświęcać im podobną ilość czasu.

SD: Kiedy narodził się pomysł, czy też potrzeba, napisania książki. I dlaczego akurat fantasy?

EMcD: Param się pisaniem całe życie. Pisałem opowiadania, komiksy i różne inne rzeczy odkąd sięgam pamięcią. Moje umiejętności dojrzewały wraz ze mną, zaś ambicje rosły, ale gdzieś w okolicach 17-18 roku życia zdałem sobie sprawę, że z tym związana będzie moja kariera. Fantastyka... Szczerze mówiąc nie wiem, czemu tak bardzo ją kocham. Może to przez miecze? Ten gatunek po prostu pociąga mnie bardziej niż inne.

SD: “Czarnoskrzydły” to Twój pierwszy tekst, czy może było coś wcześniej, czego jeszcze nie znamy, czego dotychczas nie opublikowałeś?

EMcD: Przed „Czarnoskrzydłym” napisałem 5 powieści, które rozłożyły się na okres 20 lat. Gdyby je zsumować, to wyszłoby około 1 500 000 słów, których nikt nigdy nie zobaczy. Nie przeszkadza mi to jednak, traktuję je jako powieści treningowe, a poza tym wszystkie były naprawdę kiepskie.

SD: Może powiesz coś więcej o tych książkach…

EMcD: Większość z wcześniej napisanych książek przynależy do fantasy. Przeważnie to nijakie podróbki tego, co mi się podobało – zaczynając od klasycznej gry komputerowej „Dungeon Keeper”, a na historii anglosaskiej kończąc. Ostatnia powieść, jaką napisałem, liczyła 280 000 słów i opowiadała o młodym wybrańcu ze wsi, który po tym, jak zostaje osierocony, trafia do swego rodzaju szkoły dla czarodziejów... To była jedna wielka klisza, w dodatku kiepsko napisana! Raz tylko zdarzyło mi się spłodzić powieść spoza gatunku fantasy i był to horror miejski o siłach nadprzyrodzonych w Internecie.


SD: Jak wpadłeś na pomysł “Czarnoskrzydłego”?

EMcD: Na jednym pomyśle się nie skończyło. Któregoś razu zacząłem tworzyć postać, inspirując się różnymi pracami, które ostatnio czytałem - byłem pod szczególnym wrażeniem tego, jak Bernard Cornwell „urzeczywistniał” swoich bohaterów, osadzając ich w odpowiednim dla nich okresie historycznym. Chciałem stworzyć postać fantasy, która byłaby wiarygodna. Potem już cała reszta przyszła naturalnie podczas pisania.

SD: Fani fantastyki są marudami – wciąż narzekają, że “to już było”, że gdzieś ktoś napisał to lepiej i tak dalej. Myślisz, że “Czarnoskrzydły” porwałby i takich marudów? Jak byś zarekomendował im swoją książkę?

EMcD: Niełatwo znaleźć złoty środek, ponieważ fani fantasy uwielbiają te wszystkie klasyczne motywy - smoki, królów, czarodziejów i tak dalej, ale nie chcą w kółko czytać tej samej historii. W branży mamy takie określenie „znajome, ale inne”. Nie może zabraknąć elementów, które czytelnik rozpozna i szybko je przyswoi, ale pewien powiew świeżości jest warunkiem koniecznym. Myślę, że „Czarnoskrzydły” jest w zasadzie trochę bardziej „inny” niż większość powieści fantasy. Świat przedstawiony jest bardzo dziwny, system magii jedyny w swoim rodzaju, a bohaterowie, mam nadzieję, są czymś więcej niż tylko zbiorem broni i mocy.

SD: Jak czytamy w podziękowaniach, finalna wersja Twojej debiutanckiej powieści jest odchudzona, jak bardzo? Jakie to uczucie, gdy ktoś Ci mówi “słuchaj, książkę trzeba będzie przyciąć w wielu miejscach”?

EMcD: Pierwszy szkic składał się na 165 tysięcy słów, zaś wersja ostateczna zamknęła się w liczbie 113 tysięcy. To dość znaczne cięcia! Gdy jednak profesjonalni redaktorzy radzą ci, że pewne rzeczy należałoby odchudzić, to najlepiej ich posłuchać. Nie miałem problemu z przycięciem części środkowej. Czasem nowa para oczu dostrzeże rzeczy, których ty nie widzisz.

SD: Ujrzenie własnej książki drukiem było pewnie życiowym marzeniem. Jak wyglądał cały proces pisarski i ile zajęło Ci pisanie “Czarnoskrzydłego”?

EMcD: Piszę dość szybko, w dodatku miałem sporo praktyki. Myślę, że napisanie „Czarnoskrzydłego” zajęło mi około roku. Mój "proces", jeśli można to tak nazwać, to stworzenie ekscytującego zakończenia i powolne zmierzanie ku niemu przy jednoczesnym wymyślaniu wszystkiego na bieżąco. Nie kreuję wcześniej świata, po prostu zabieram się za pisanie i pozwalam, by reszta przyszła naturalnie.

SD: A jak wyglądał proces tworzenia świata, bohaterów? Wiem, że na potrzeby książki, dałeś okładać się mieczami, włóczniami i tarczami.

EMcD: Nie zacząłem szkolić się w posługiwaniu bronią historyczną i sztukach walki z uwagi na książkę, ale dlatego że zawsze mnie to interesowało. Natomiast na pewno wpłynęło to na powieść, jak i na sposób, w jaki pisałem, ponieważ lubię, gdy sceny potyczek (a także przemyślenia bohaterów na ich temat) są jak najbardziej realistyczne (odkładając magię na bok). Postacie zostały stworzone głównie „w locie”, co znaczy, że ich nie planowałem. Wymyśliłem je już w trakcie pisania. Jak wspomniałem powyżej, mam ogólne pojęcie o zakończeniu, a następnie stopniowo do niego zmierzam. Galharrow był jedyną postacią, na którą miałem pomysł, ale podczas pisania dość drastycznie się zmienił.

SD: Trudno zaistnieć w świecie fantasy, nie poruszając się w jakimś istniejącym już uniwersum. W jakim stopniu korzystasz ze sprawdzonych schematów, a na ile kreujesz nową rzeczywistość?

EMcD: W tej chwili pracuję nad kilkoma rzeczami, ale jeszcze nie wiem, czy ostatecznie będą częścią uniwersum „Znaku kruka”. Fajnie jest eksplorować cały świat, ale czasami historię trzeba osadzić w zupełnie innym miejscu.

SD: Fantasy, to rynek, na którym trudno się przebić. Byłeś przekonany, że odniesiesz sukces czy potrzebowałeś kogoś, kto dodawał ci otuchy i dopingował?

EMcD: "Sukces" to bardzo skomplikowany termin w przypadku rynku wydawniczego. Myślę, że każdy, kto napisze powieść, z której będzie zadowolony, może mówić o sukcesie, bez względu na wyniki sprzedaży. Ostatecznie, jakość i słupki sprzedażowe to dwie odrębne kwestie (niektóre autobiografie celebrytów w ciągu jednego miesiąca wielokrotnie przebijają sprzedaż debiutujących powieści fantasy, ale później nikt ich nawet nie czyta), jak więc zmierzyć ten sukces? Zawsze wiedziałem, że pewnego dnia wydam powieść – pisanie traktuję jak rzemiosło, w którym z czasem się doskonalę, to trochę jak z grą na instrumencie. Jeśli wystarczająco długo grasz na gitarze, to stajesz się w tym dobry! Uważam, że z pisaniem jest podobnie, ale tylko przy założeniu, że sukces traktujemy w kategoriach osobistej satysfakcji, a nie liczby sprzedanych egzemplarzy. W wieku 30 lat postawiłem sobie cel: wydanie pierwszej książki przed pięćdziesiątką.

SD: Myślę, że – jak większość debiutujących pisarzy – czytasz każdą nową opublikowaną recenzję. Czy któraś spośród nich utkwiła Ci szczególnie w głowie, albo zachęciła do dalszej pracy?

EMcD: Początkowo czytałem mnóstwo recenzji, ale już tego nie robię. Niestety w pamięci zostają głównie te negatywne, pozytywne opinie z reguły szybko ulatują z głowy. Taka już natura artysty! Czasami jednak czytelnicy zwracają się do mnie bezpośrednio i mówią mi, ile moja książka dla nich znaczy. Pamiętam, jak jeden z czytelników powiedział mi, że książka pomogła mu, gdy borykał się z chorobą psychiczną, co stanowiło dla mnie najbardziej wartościową recenzję.

SD: Wcześniej pytałem o ulubione książki z czasów młodości, a teraz? Po jakie książki najczęściej sięgasz? Z fantastyki się wyrasta?

EMcD: Staram się być otwartym na różne gatunki. Ostatnią przeczytaną książką były "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro. Przedtem zaczytywałem się w "The Traitor God" Camerona Johnstona, a jeszcze wcześniej wybór padł na jedną z powieści o Jacku Reacherze autorstwa Lee Childa. Co do fantastyki… Widuję masę dorosłych ludzi czytających fantasy, nie sądzę, by z wiekiem ludzie tracili zainteresowanie tym gatunkiem. Fantasy jest dla wszystkich!

SD: Skoro już tu jesteśmy – jak wygląda rynek fantasy w Anglii? W ostatnich latach pojawiło się kilku nowych pisarzy tego gatunku.

EMcD: Trudno powiedzieć. W Internecie aż huczy, jeśli chodzi o kilku konkretnych pisarzy, ale czy ma to jakieś przełożenie na większą liczbę czytelników, tego nie wiem. Powiedziałbym, że scena fantasy w Wielkiej Brytanii oferuje czytelnikom ogromną różnorodność, co jest akurat bardzo ważne.

SD: Bohater jednej z książek Christophera Goldena powiedział: “książki służą do czytania. Pisarze włożyli serca i dusze pomiędzy okładki, więc jeśli książki nigdy nie są otwierane, duchy ich namiętności zostaną tam uwięzione na wieki.” Bardzo mi się spodobała ta myśl i co roku śledzę badania czytelnictwa w Polsce. Co prawda czytelnictwo w moim kraju rośnie, to i tak tylko 38% Polaków przeczytało w zeszłym roku tylko jedną książkę. A jak to wygląda w Anglii?

EMcD: Nie mam pojęcia, ale obecnie jadąc rano pociągiem widzę, że 90% pasażerów gapi się w telefon, kiedyś natomiast każdy miał książkę lub gazetę. Telefony komórkowe z pewnością znacząco przyczyniły się do obniżenia poziomu czytelnictwa, co jest dość przykre.

SD: Nie tak dawno, również w Polsce ukazała się druga część Twojej serii. Piszesz trzecią? A może już jest skończona? Skończy się na trylogii, czy będą dalsze tomy?

EMcD: Trzecia książka została już ukończona i obecnie jest redagowana! Główna oś fabularna serii „Znak kruka” zakończy się wraz z jej wydaniem. Chciałbym napisać więcej książek osadzonych w tym świecie, ale jeśli się na to zdecyduję, moja uwaga poświęcona zostanie innym bohaterom, ponieważ historia Galharrowa będzie kompletna wraz z zakończeniem trzeciej powieści.

SD: Jak to jest z Twoją znajomością polskich autorów?

EMcD: Obawiam się, że nie znam żadnego polskiego autora poza Andrzejem Sapkowskim – na rynku fantasy obcojęzyczne powieści raczej rzadko tłumaczone są na język angielski, a niestety mój polski jest gorszy nawet od holenderskiego.

SD: Skoro poruszyłeś nazwisko Sapkowskiego, to może odniesiesz się do głośnej ostatnio sprawy Sapkowski vs CD Projekt Red?

EMcD: Nie mogę odnieść się do konkretnych relacji między Panem Sapkowskim i CD Projekt Red, ponieważ nie jestem prawnikiem i nie znam szczegółów dotyczących tej konkretnej sprawy. Ale jest to kwestia, którą każdy autor powinien dokładnie rozważyć, jeśli już decyduje się na sprzedaż praw do swojej własności intelektualnej. Gdybym otrzymał propozycję zaadaptowania książek z serii “Znak kruka”, jak i jej bohaterów, na potrzeby gier wideo, to myślę, że zawsze wybrałbym umowę gwarantującą mi procent ze sprzedaży, ponieważ jeśli już miałbym się angażować, to tylko w projekt mający spory potencjał na odniesienie sukcesu. Gdyby zaś ten sukces uzależniony był od jakości mojego dzieła – cóż, tę robotę już wykonałem, a pisarz też zarabiać musi! Chciałbym kiedyś zobaczyć moich bohaterów w grze wideo, albo w jakimś innym medium.

SD: Są pisarze, którzy nie wychodzą poza jeden gatunek, jak na przykład Joe Abercrombie, ale są i tacy, którzy szaleją w różnych konwencjach. Mark Lawrence pisze poezję, Anthony Ryan napisał serię SF, Tim Lebbon nie tylko tworzy fantasy, ale i horrory. A Ty? Twoje kolejne powieści będą osadzone w świecie fantasy, czy masz plany wyjść poza gatunek?

EMcD: Aktualnie nie mam takich planów. Lubię pisać powieści fantasy i w tej chwili to jedyne, co chcę robić. Być może za jakiś czas najdzie mnie ochota na napisanie czegoś w klimacie urban fantasy, jako że ten podgatunek wydaje mi się interesujący (chociaż czytuję go sporadycznie). Z wykształcenia jestem historykiem, więc pomysł na powieść historyczną był ze mną od zawsze, ale na razie pozostanę wyłącznie przy fantasy.

SD: Pisarze często dzielą się doświadczeniami z młodszymi kolegami po piórze. Co byś doradził polskim autorom zaczynającym przygodę z pisaniem?

EMcD: Najważniejsze to dać sobie swobodę pisania o tym, o czym chce się pisać.
Nie zadręczaj się myślami typu: "ale to musi się teraz wydarzyć …", jeśli akurat nie chcesz o czymś pisać. Skup się na tych fragmentach, które są dla ciebie ekscytujące. A jeśli scena, którą piszesz, wydaje się być nudna lub pozbawiona emocji, to spróbuj zmienić miejsce akcji lub dodać do niej coś, co nada jej życia. Jeżeli twoje postacie nie prowadziłyby danej rozmowy, gdyby pomieszczenie stało w ogniu, to znaczy, że nie jest ona tak ważna i prawdopodobnie ten dialog można wyciąć.

SD: Kilka słów do polskich czytelników?

EMcD: To cudowne uczucie wiedzieć, że moje powieści są publikowane w Polsce i mam nadzieję, że się wam moje książki spodobają! Już nie mogę się doczekać, by zabrać was w kolejne podróże!

SD: Serdecznie dziękuję Ci za rozmowę.



Autor: Sebastian Drabik
Dodano: 2019-03-11 17:11:20
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS