NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hamilton, Peter F. - "Pustka: Sny" (wyd. 2)

Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

Ukazały się

Przybyłek, Marcin Sergiusz - "Gamedec. Czas silnych istot" (Rebis)


 Everson, John - "Syrena"

 antalogia - "Fenix Antologia: Zajdel 2018"

 Suchocka, Agata - "Twarzą w twarz"

 Reeve, Philip - Złoto drapieżcy"

 Piekara, Jacek - "Płomień i krzyż", tom 3

 Kisiel, Marta - "Nomen Omen" (wyd. 2)

 Sendłak, Joanna - "Symfonia gwiazd"

Linki


Urbanowicz, Artur - "Inkub"
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 3 Kwiecień 2019
Liczba stron: 723



Urbanowicz, Artur - "Inkub"

Ludzie różnie reagują na wieść o śmierci bliskich. Jednych dopada histeria, inni jeszcze długo myślą, że ktoś sobie z nich żartuje. Pozostali z kolei zapadają w coś w rodzaju apatii i na jakiś czas zamieniają się w warzywa. Przynajmniej z zewnątrz. W środku szaleją w nich emocje, które wkrótce będą musiały gdzieś ujść. Można to porównać do burzy w zamkniętej butelce.
Vytautas dawno doszedł do wniosku, że z trojga złego preferuje trzecią możliwość. Szczęściem w nieszczęściu otrzymał to, czego chciał.
W domu rodzinnym Burby w Wiżajnach panowała przygnębiająca cisza. Tak gęsta, że nie tylko dało się ją kroić nożem, ale i nadziać na widelec. Ani Vytautas, ani Mateusz nie śmieli jej przerywać. W pewnych momentach przed emocjami nie należy stawiać żadnych barier, co nie znaczy, że wystawianie się na ich ostrzał należy do przyjemnych. Nawet jeżeli tymi emocjami jest ich brak.
– Pani Mariolu – Vytautas w końcu się odezwał, najłagodniej jak się da – ja wiem, że to może nieodpowiedni moment, ale muszę o to zapytać. Czy mógłbym rozejrzeć się po pokoju syna?
Nie odpowiadała. Gapiła się na wprost pustymi oczami. Jego pytanie nie spowodowało u niej choćby najdrobniejszej reakcji. Odczekał chwilę i podniósł się z kanapy. Jako że nawet po tym, aż nadto sugerującym zamiary ruchu nie usłyszał protestu, uznał to za aprobatę. Dyskretnie skinął na Mateusza, aby ten odszedł z nim na stronę.
– Mam iść z tobą? – wyszeptał Chester.
– Jakbym miał być szczery, to gorąco prosiłbym cię, byś wykorzystał swój gawędziarski talent i spróbował w tym czasie doprowadzić gospodynię do pionu – powiedział Vytautas. – Powiem więcej. Im dłużej będziesz z nią rozmawiał, tym lepiej – dodał.
– Nie ma problemu.
– To do dzieła. Postaram się zostawić ten pokój w identycznym stanie, w jakim go zastałem.
Vytautas zdjął buty i ruszył na górę. Na piętrze mieściło się kilka sypialnych pomieszczeń. Choć nie miał pojęcia, które należało do młodego, coś z tyłu głowy zapewniało go, że łatwo je rozpozna.
Nie pomylił się.
Kiedy zapalił światło, ogromna, sklejona taśmą klejącą z kilkudziesięciu kartek A4 mapa ukazała mu się w pełnej krasie. Pokrywała niemal całą ścianę sypialni młodego policjanta.
Było to satelitarne, szczegółowe odwzorowanie Smolnik i ich najbliższych okolic, zapewne uzyskane z Google Maps. Na górze mozaiki widniał koślawy, wykonany czerwonym markerem napis.
Vytautasowi zrobiło się chłodno.
„Przeklęta wioska? Piekło na ziemi? Miejsce, które opuścił Bóg?”.
Z napisu prowadziły strzałki w dół. Nie musiał się zbytnio głowić, co zastanie na ich końcu. Podszedł do mapy i upewnił się, że wskazywały Jodoziory. Tym samym markerem zaznaczono też na niej niektóre obiekty w wiosce. Zazwyczaj z dopiskami typu: „Sporo chorób w rodzinie”, „Przemoc domowa”, „Agresywny gospodarz”, „Chory psychicznie syn”, „Opuszczona chata”, „Samobójstwo”, „Zginęły im dewocjonalia”, „Widzieli w nocy zielone światło”, „Słyszą dziwne odgłosy”, czy, najwyraźniej najświeższym, widniejącym przy aktualnie zrujnowanym gospodarstwie numer dziewięć: „Tajemnicza, podwójna śmierć”. Vytautas odszukał na mapie posesję Sylwii Jonio i jej ojca. Dom numer jedenaście też zaznaczono okręgiem. Znajdował się przy nim lakoniczny dopisek: „Dziwny gościu, któremu źle z oczu patrzy”. Z kolei sąsiadującą z nim dziesiątkę młody obrysował tak obficie, że niemal wykroił z papieru koło.
Napisał przy niej: „Nawiedzony dom?”.
Obejrzawszy mapę kilka razy wzdłuż i wszerz, czyli przyswoiwszy sobie wszystkie interesujące go szczegóły, Vytautas założył gumowe rękawiczki i obszedł pokój, przeglądając kolejne szuflady. Znowu uśmiechnęło się do niego szczęście i w jednej z pierwszych znalazł zeszyt. Na jego okładce ta sama ręka, która gryzmoliła po mapie, napisała wiele mówiące słowo „Jodoziory”. Wyciągnął go, usiadł na tapczanie i zaczął czytać chaotyczne notatki. Widział, że młody nie miał zbyt długiego stażu w policji, bowiem jeszcze nie wyrobił sobie nawyku pisania krótko i konkretnie. Wyglądało to raczej na luźne myśli, które przelewał na papier ilekroć coś przychodziło mu do głowy lub dowiadywał się nowych rzeczy. Vytautas zwrócił uwagę, że z czasem coraz trudniej szło mu je rozczytać. Jakby piszącemu coraz bardziej się spieszyło albo coraz bardziej drżała mu ręka.
Przeczesałem rejestr spraw, dochodzeń i podejmowanych interwencji. Chciałem sprawdzić, czy to podejrzane nasilenie różnych złych zdarzeń w Jodoziorach ma swój początek. Gdyby nie miało, można by przyjąć, że na ludzi rzeczywiście negatywnie wpływają rudy metali pod ziemią. Tymczasem, według baz danych, przed rokiem dwa tysiące dwunastym nie było w wiosce ani jednej konieczności interwencji policji, przynajmniej od momentu, kiedy wprowadzono rejestry elektroniczne. Ani jednej! Zero przemocy. Zero agresji. Zero samobójstw. Zero kradzieży. Zero jakichkolwiek innych powodów. Potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nagle zaczęło się tam dziać coś złego. Przypadek?
Nie sądzę – pomyślał Vytautas. Uśmiechnął się mimo woli. Przewrócił stronę.
Dziś byłem w terenie. Chodziłem od domu do domu i pytałem. Ludzie przyznają, że czasem widzą w nocy jaskrawe, zielone, niezidentyfikowane światło (UFO?). Po drugie, również mniej więcej w roku dwa tysiące dwunastym, w Jodoziorach nagle zaczęły masowo ginąć dewocjonalia. Krzyże, różańce, pisma święte, święte obrazki. Nikt nie potrafi tego wyjaśnić. Co więcej, nawet gdy potem ktoś kupował sobie nowe, te również ginęły.
Złodziej-kolekcjoner-zapalony katolik? Przecież to prawie oksymoron – pomyślał Vytautas. Podchodził do czytanych rewelacji z rezerwą. Wszystkie twierdzenia i wnioski, jakkolwiek logicznie by nie brzmiały, opierają się na jakichś aksjomatach. Fundamentach, podstawach, od których zaczyna się dalsze rozważania. Choćby wszystko ładnie zazębiało się w jedną, spójną całość, trafi ją szlag, jeżeli na końcu wyjdzie, że opierano się na błędnych założeniach. Duży błąd na końcu najczęściej wynika z małego błędu na początku. Odnosząc tę mądrość do czytanych przez niego bazgrołów, to dziwne zjawisko mogło mieć wiele racjonalnych przyczyn i Vytautas żałował, że młody nie napisał, może nawet nie zapytał, czy na przykład z dewocjonaliami nie ginęło coś jeszcze, dajmy na to kosztowności. To istotny szczegół, rozstrzygający, czy chłopak wyciągał wnioski pod tezę. Innym wyjaśnieniem z kolei mogło być to, że młody rozmawiał głównie z ludźmi starej daty, którzy często zapominają gdzie odkładają okulary, a co dopiero różańce. Po jakimś czasie, już po rozmowie, te mogły się szczęśliwie odnaleźć.
Vytautas czytał dalej:
Po trzecie, niektórzy mieszkańcy skarżą się na niezidentyfikowane odgłosy w nocy, roznoszące się echem po wiosce zawsze o tej samej porze. Wreszcie po czwarte i najważniejsze, dom numer dziesięć. Podobno nawiedzony. Intryguje mnie, że nikt z miejscowych nie zna jego historii. Nawet z sąsiadujących wiosek. Obszedłem wszystkie gospodarstwa i nic. Tylko jakieś plotki, zero konkretów. Próbowałem mu się bliżej przyjrzeć. Na pewno nikt w nim nie mieszka. Wygląda na szczelnie zabity dechami. Dziwnie ogrodzony, płot znajduje się zdecydowanie za blisko ścian. Kojarzy mi się z klatką. Dom zamknięty w klatce. Dosłownie!
Vytautas uśmiechnął się po raz kolejny. Znowu coś skojarzyło się młodemu identycznie jak jemu. Chyba na wiele spraw mieli podobne spojrzenie.
Próbowałem pytać o niego ludzi mieszkających w jedenastce. Oni też twierdzili, że nic na jego temat nie wiedzą. Ładna bajeczka. Właściciele nie znają historii własnego domu? Nic nie wiedzą, mimo to trzymają go w zamknięciu? Kłamią. Czyżby mieli coś do ukrycia? Próba bliższego podejścia do tego domu na razie odpada. Za płotem pilnuje go ogromny, agresywny pies. Kolejne zabezpieczenie przed ciekawskimi?
– Dobrze, chłopie, że nie pogrzało cię na tyle, by próbować się tam włamywać – mruknął Vytautas. Przewrócił stronę.
Dziś skorzystałem z okazji i, gdy właścicielka poszła z psem na spacer, próbowałem włamać się do dziesiątki.
Vytautas uderzył się otwartą dłonią w czoło.
Niestety, nie udało mi się. Zamknięty na amen, zamki są bardzo solidne, nie dałem też rady przeciąć kłódek szczypcami. Zaraz przyłapał mnie właściciel i musiałem stamtąd uciekać. Był bardzo agresywny.
Tak, i jego agresja też wynikała z klątwy ciążącej nad wioską, prawda? – pomyślał kpiąco Vytautas.
Następna strona.
Od kilku dni obserwuję wioskę. Warto odnotować, że codziennie, mniej więcej o tej samej porze z rana lub przed południem, przyjeżdża do domu numer dziesięć jakaś babka w złotym nissanie micra. Co ciekawe, niemiejscowa. Przyjeżdża i majstruje coś przy dziesiątce. Nie wchodzi do niej, cały czas jest na zewnątrz i łazi dookoła z jakimiś papierami. Nie trwa to zbyt długo, nie zabawia tam nawet godziny i wyjeżdża. Nie wchodzi też do jedenastki, czasem nawet nie wita się z właścicielami. Wjeżdża na posesję jak na swoją. Z odległości nie jestem w stanie zbytnio określić, co ona tam robi. Próbowałem użyć lornetki, nawet ona nie pomaga. Wiem tylko, że te papierzyska, które babka trzyma w teczce, przypominają wydrukowane zdjęcia.
Młody po raz pierwszy napisał coś interesującego. Vytautas prawie na pewno czytał bowiem o tej samej kobiecie, której nie pozwolił wjechać do wioski, kiedy krótko po ewakuacji pilnowali z Mateuszem drogi z Kleszczówka. Spróbował przypomnieć sobie jej wygląd, co z jego dobrą, szlifowaną grami logicznymi pamięcią nie stanowiło trudnego wyzwania. Niska, otyła, mniej więcej trzydziestoletnia, z włosami farbowanymi na miedź. Plus dziwne okulary przeciwsłoneczne. Wyciągnął prywatny notatnik i zapisał to sobie. Potem przewrócił następną stronę w zeszycie Burby.
Tekst był jednym wielkim bazgrołem, zupełnie jakby autor pisał go w wielkich emocjach i pośpiechu, jakby czym prędzej chciał przelać myśli na papier, zanim coś mu uleci. Nastawiał ogromnych liter. Pisemny odpowiednik komputerowego caps locka.
Szukałem, szukałem i się dowiedziałem! Historia wioski jest o wiele mroczniejsza niż mogłoby się wydawać, a przyczyn obecnej sytuacji można doszukiwać się nawet w czasach PRL-u! Dziś coś mnie tknęło i pojechałem do…
Kontynuacja rozpoczętego zdania powinna była nastąpić na kolejnej stronie. Tak się jednak nie stało, ponieważ tę wyrwano z zeszytu. Nawet nie jedną, a kilka. Vytautas przeklął i, z braku wyboru, kontynuował czytanie dalszych dostępnych zapisków. Coraz trudniejszych w odbiorze.
Z oficjalnego, rządowego portalu geodezyjnego uzyskałem szczegółową mapę wioski i odkryłem coś, czego jeszcze nie rozumiem, ale z jakiegoś powodu niepokoi mnie najbardziej ze wszystkiego. Albo to czeski błąd geodety, albo czyjeś celowe działanie. Jeżeli to drugie, rodzi się pytanie, po co ktoś (i kto?) zadał sobie tyle trudu. Tak czy inaczej, wszystkich oszukał. Mieszkańców też. Bo jeżeli to prawda, to wbrew temu, co wszyscy myślą, to nie ten…
Zdanie znowu urywało się na bieżącej stronie, więc Vytautas spojrzał na kolejną.
Włosy zjeżyły mu się na głowie.
Jej również brakowało w zeszycie.
Nie znaczyło to jednak, że Daniel Burba nic więcej nie napisał. Na następnej kartce Vytautas zastał bowiem kolejne zdanie. Tylko jedno. Napisane najbardziej niestarannie ze wszystkich, choć w dalszym ciągu charakterem pisma młodego policjanta, a jednocześnie ewidentnie albo szaleńca, albo osoby śmiertelnie przerażonej.
Wydaje mi się, że coś za mną chodzi…
To wszystko. Nie tylko na tej kartce. Reszta zeszytu była pusta.
– Jak tam?
Kiedy tuż przy nim rozległ się głos Mateusza, Vytautas prawie podskoczył. Próbował na niego spojrzeć, lecz zdał sobie sprawę, że ma tak zesztywniały kark, iż prawie nie może ruszać szyją. Musiał więc odwrócić się ku niemu w całości.
– Powiem ci, że sam nie wiem, co o tym myśleć. – Kiedy to mówił, zdał sobie sprawę, że ponownie parafrazował słowa młodego zapisane w zeszycie.
– Znalazłeś coś ciekawego?
– Motyw.
– Zaraz, zaraz, co?!
– Potem ci powiem. Na razie pomóż mi szukać wyrwanych kartek.
– Jakich kartek?
– W kratkę, z tego zeszytu. – Pokazał mu brulion.
Mateusz nie zadawał więcej pytań i dokładnie przeczesali pokój. Niczego więcej nie znaleźli. Vytautas powetował to sobie przywłaszczeniem mapy ze ściany. Złożył ją i wsadził do uprzednio przeglądanego zeszytu, który następnie schował do rękawa kurtki. Wbrew wcześniejszym zapewnieniom, nie zamierzał zostawiać pokoju w stanie, w jakim go zastał. Nie miał jednak żadnych wątpliwości, że robi to w słusznej sprawie. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz w życiu.
– Idziemy. Jak ma się gospodyni? Gotowa na pierwsze widzenie z synem po tamtej stronie?
– Chyba lepiej. Pierwszy szok minął, ale bez psychologa się nie obejdzie. Bo zaraz, nie daj Boże, będziemy tu mieli kolejną tragedię.
– W takim razie jedziemy. Bierzmy ją na komisariat. Tam już się nią zajmą.
Jak postanowił, tak zrobili. Zapakowali kobietę w swój nieoznakowany radiowóz i wkrótce dotarli do Rutki-Tartak. Pani Burba i Mateusz wysiedli, tymczasem Vytautas, ku zaskoczeniu przyjaciela, pozostał w aucie.
– Nie wysiadasz? – zapytał Chester. Vytautas zignorował go i zwrócił się do kobiety:
– Pani Mariolu, proszę mi powiedzieć jeszcze ostatnią rzecz. To bardzo ważne.
Burbowa odwróciła się w jego stronę. Jej oczy szkliły się od łez. Emocje, jakie kumulowała w sobie od momentu, w którym dowiedziała się o tragedii, zaczynały wreszcie objawiać się na zewnątrz. Nieprzyjemny widok. Vytautasa trawiły wyrzuty sumienia, że musiał to robić, mimo to nie miał innego wyboru. Zebrał się w sobie, nabrał powietrza i zapytał:
– Czy uważa pani, że istnieje choć cień szansy, że pani syn naprawdę popełnił samobójstwo? Znała go pani lepiej i dłużej niż ktokolwiek. Miał depresję? Był nieszczęśliwie zakochany? Dręczony w pracy? Miał inne problemy? Na przykład z długami? Zadawał się z jakimiś podejrzanymi typami?
Zarówno kobieta, jak i Mateusz wpatrywali się w Vytautasa przez dłuższą chwilę. Wreszcie wyraz twarzy pani Burby, choć prawie niezauważalnie, zmienił się z czysto zrozpaczonego w zrozpaczony z nutą zaciętości.
– Nic z tego, co pan wymienił. Nie mój Daniel. Teraz wiem, że on się czegoś bał. Ale na pewno nie życia.
To Vytautasowi w zupełności wystarczało. Niejako podjęło za niego ostateczną decyzję.
– Dziękuję. Chester – zwrócił się do Mateusza – zaopiekuj się panią. Muszę pilnie zajechać w jedno miejsce. Wrócę po ciebie za jakąś godzinę, półtorej. – Spojrzał kumplowi w oczy. Na szczęście ten nie potrzebował więcej informacji. Widocznie wiedział, że uzyska je za jakiś czas. Nie mylił się. Ponad dwadzieścia lat znajomości nie poszło na marne.
– Dobra. Tylko, Czesław…
– No?
Mateusz przez moment jakby wahał się co powiedzieć. Wreszcie zdecydował się na:
– Jedź ostrożnie.


Dodano: 2019-01-25 08:59:46
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Przez mroczny portal"


Wygraj "Diabła Urubu"


Artykuły

Nightflyers - książka i serial


 Naomi Novik o "Mocy srebra"

 Wywiad z Brandonem Sandersonem

 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Kocia kołyska"


 Erikson, Steven - "Cena szczęścia"

 Kubasiewicz, Magdalena - "Gdzie śpiewają diabły"

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Novik, Naomi - "Moc srebra"

 Gowar, Imogen Hermer - "Syrena i Pani Hancock"

 Finney, Jack - "Inwazja porywaczy ciał"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

Fragmenty

 Malinowska, Marta - "Iluzja"

 Urbanowicz, Artur - "Inkub"

 Liu, Cixin - "Piorun kulisty"

 Haghenbeck, F.G. - "Diablero"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Cadigan, Pat - "Alita: Battle Angel. Miasto złomu"

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS