NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kloos, Marko - "W ogniu walki"

Bradbury, Ray - "Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca"

Ukazały się

Pierumow, Nik - "Magia i stal"


 Martin, George R.R. - "Ogień i krew"

 Brennan, Marie - "Podróż "Bazyliszka"

 Szmidt, Robert J. - "Kroniki Jednorożca. Polowanie"

 antologia - "Gorefikacje III"

 Le Guin, Ursula K. - "Wracać wciąż do domu"

 Stephenson, Neal & Galland, Nicole - "Wzlot i upadek D.O.D.O."

 Flanagan, John - "Pojedynek w Araluenie"

Linki


Maas, Sarah J. - "Dwór skrzydeł i zguby"
Wydawnictwo: Uroboros
Cykl: Dwór cierni i róż
Tytuł oryginału: A Court of Wings and Ruin
Data wydania: Październik 2017
Oprawa: miękka
Cena: 49,99
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 3



Maas, Sarah J. - "Dwór skrzydeł i zguby" i "Dwór szronu i blasku gwiazd"

Można było mieć nadzieję, że Sarah J. Maas zakończy cykl na powieści „Dwór Skrzydeł i Zguby”. Zwłaszcza, że jego fabuła nie cechuje się skomplikowaną historią; która nie nadaje się, by rozciągać ją do liczby tomów uzależnionej od wyników sprzedaży tomu poprzedniego. To prosta, mało wyszukana fantasy, okraszona seksem, a obficie podlana tanią emocjonalnością dla mało wymagającej młodzieży. W zależności od punktu widzenia można uznać to za zaletę lub wadę. Jeśli ktoś szuka książkowego guilty pleasure – wtedy nie ma wątpliwości. Autorce udaje się w trzecim tomie doprowadzić wszystkie wątki do finału. I następnie zaatakować „Dworem Szronu i Blasku Gwiazd”, który jest ni to epilogiem, ni to wprowadzeniem w kolejną odsłonę przygód Feyry i jej kochasia. Widać wyniki sprzedaży były na tyle dobre, że należało kuć żelazo póki gorące.

W drugim tomie Feyra została pozostawiona w mało komfortowej sytuacji. Już szczęśliwa u boku Mrocznego Księcia, a tu nagle pojawia się nieświadom jej szczęścia Pierwszy Książę z Bajki. Najbardziej tragiczna postać w tym cyklu, choć myślę, że autorka przygotuje mu jakąś formę odzyskania utraconej (najwidoczniej) męskości. Wyszedł na największego idiotę w fantasy (albo poważnego kandydata do tego miana), to fakt. Dla przypomnienia (spoiler alert dla tych, którzy nie czytali poprzednich części): Feyra zakochała się w innym, który miał okazać się najpierw jej dręczycielem, a potem wyszedł na Miłość Jej Życia (drugą, ale to szczegół). Przebywała z nim w ramach bardzo idiotycznego i niedorzecznego paktu i cóż, zakochała się. Jednak Pierwszy Książę z Bajki nie był tego świadom. Cóż zrobił? Niemal dosłownie sprzedał duszę diabłu – złemu królowi Irlandii, wróć, Hyberni. Wszystko po to, aby ratować ukochaną. Wracają więc do poprzedniego gniazdka miłości, ale biedak nie wie, że wraca nie z ukochaną, ale wrogiem. Zaś Feyra bez większych skrupułów rozgrywa go wobec wrogów i sojuszników, niszczy od środka a potem porzuca. Biedny dureń niemal przez cały późniejszy czas nie może się pozbierać. Oczywiście, aby nie wyszedł na ofiarę, autorka dopisuje mu mroczne przewiny, w szczególności jeśli chodzi o Mrocznego Księcia. Co jednak niezbyt dobrze działa, bo w tym świecie nie ma istot, które miałyby czyste sumienia i tylko szlachetne uczynki „w rejestrze”. Poza Feyrą – ona dla czytelnika musi być Dobra. Nie jako uległa panna, ale samodzielna heroina. Dla porządku wspomnieć należy, że wiarygodności w tym nie ma żadnej. Wszystko sztuczne, wyglądające na dopisywane ad hoc w trakcie pisania. Może potem jakoś to redaktorzy uładzili i pogłębili. Podziękowania (a raczej ich „temperatura”) to, moim zdaniem, w tego typu powieściach ważny wyznacznik tego, kto więcej w dzieło włożył wysiłku, autor czy redaktor. Im gorętsze, tym większa wdzięczność autora za nadanie dziełu kształtu. Może to niesprawiedliwe, ale jednak uzasadnione wrażeniami z lektury.

Po pognębieniu dawnego kochanka litościwie rzuca mu się możliwość „odkupienia”, poprzez przyłączenie się do Dobrych w ostatecznej rozprawie ze złym królem. Tu autorka również poprowadziła wątek nie tyle sztampowo, co tak, aby czytelnik nie wpadł w konfuzję, że Tamlin (bo tak się ten biedak zowie) mógłby być szlachetny. Choć to, co robi w finale, bez wątpienia zasługiwało na szacunek. Również dla autorki, o ile tylko nie wyszło tak przez przypadek. W każdym razie: Dobro zwycięża. Finał jest słodki, ale przyprawiony goryczą. Nie wszyscy wyjdą z walki bez szwanku. Wiadomo, że świat jest w gruzach, trzeba go odbudować, a to potrwa. Ta szczypta realizmu była dosyć zaskakująca i warto ją odnotować na plus. Zwłaszcza że jest ich tak niewiele.

Od trzeciego tomu nie można było oczekiwać, że bohaterowie zmienią się z papierowych w takich z krwi i kości. Większość, szczególnie siostry Feyry, nadal pozostaje dosyć bezpłciowa i nie wzbudzająca żadnych, czy to pozytywnych, czy negatywnych, emocji u czytelnika. Choć może te siostry to jednak wyjątek, bo zachowują się jak nadąsane, irytujące gęsi, które ktoś powinien postawić do pionu. Zwłaszcza że zdolniejszy autor mógłby tu zagrać motywem sióstr Kopciuszka, który od początku tej serii woła o wykorzystanie. Tymczasem królewny z drewna snują się obrażone na wszystko i wszystkich; a co najbardziej zadziwiające, autorka dopisuje im szczególne role w konflikcie. Być może największą zaletą tego cyklu (w dotychczasowych odsłonach) pozostaje to, że można śledzić akcję zastanawiając się, jakiego kretyńskiego rozwiązania fabularnego dopuści się autorka, aby urozmaicić opowieść.

Z kolei „Dwór Szronu i Blasku Gwiazd” jest lekturą bardzo konfundującą. Nic się w nim nie dzieje. Bohaterowie są pozbawieni celu. Wcześniej była to walka o ich świat z Przerażająco Złym Wrogiem. Teraz trzeba ten świat poskładać do kupy, ale autorka nie oferuje żadnych ciekawych wydarzeń, w których mogliby się zmierzyć z czekającymi ich wyzwaniami. Jednocześnie przedstawia Feyrę i Rhysa jako bardzo zapracowanych w tym nadawaniu światu nowego kształtu. Nie jest to jednak centralny punkt fabuły. Wszystko koncentruje się wokół leczenia ran, głównie psychicznych. I oczekiwania na Przesilenie (coś w rodzaju ichniego Bożego Narodzenia), które ma być kulminacją wszystkich akcji bohaterów. Oczywiście, jest to nadal mdłe i sztuczne. Do tego autorka koncentruje się na kilku postaciach, których wątki prowadzi równorzędnie. W tym siostry Feyry, tej najbardziej irytującej (może dlatego, że staje na pierwszym planie). Nic z tego nie wynika, bo – jak wspomniano ten niby-epilog jest jednocześnie wprowadzeniem w kolejną trylogię(?). Jednak nawet jako zawiązanie akcji raczej od niej odstręcza niż zachęca.

W finale recenzji trzeba napisać, że może to, co chciała osiągnąć autorka, to wycentrowanie fabuły tego cyklu na kobietach. Mężczyźni są tu słabi, ulegli i nawet ten największy twardziel spośród Dobrych, chodzi na smyczy partnerki, szamocząc się między seksualnym rozbuchaniem a przywództwem. Reszta męskich postaci to również są jakieś cienie mężczyzn, całkowicie zdominowanych przez kobiety lub uczucia do nich; choć autorka pozoruje ich na samców alfa. Jeśli tak, to wykonanie tego zamysłu woła o pomstę do nieba. Sarah J. Maas jest po prostu marną pisarką, którą jakieś młyny marketingowe wypromowały na gwiazdę. Liczba pozytywnych ocen i ich średnia na Goodreads wskazują, że jest zapotrzebowanie na infantylną fantasy.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2018-11-04 16:35:38
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Janusz S. - 18:49 04-11-2018
Podziwiam autora recenzji, że zdołał to przeczytać. A całą recenzję obu tomów najlepiej podsumowuje jej przedostatnie zdanie.

Beatrycze - 10:26 05-11-2018
Ale muszę przyznać, że z pewną radością przeczytałam tę recenzję, bo czasem mi się wydaje, że jestem odosobniona w mojej opinii na temat Maas (zdzierżyłam jeno pierwszy tom przygód skrytobójczyni-kretynki) - zdumiewają mnie te kolejne wydania, nie sądziłam, np. że cieniutkie opowiadania o skrytobójczyni wydawane osobno w ogóle zejdą, a musiały, skoro potem wydali zbiorczo w jednym tomie.
Sądząc z recenzji tomów dalszych oraz choćby tej, pomysł Maas polega na tym, że bohaterka nie znajduje swojego wybranka raz, by z nim żyć długo i szczęśliwie, tylko potem wymienia sobie na jeszcze lepszego.

nosiwoda - 11:57 05-11-2018
Janusz S. pisze:Podziwiam autora recenzji, że zdołał to przeczytać.

Znam jedną bardzo inteligentną osobę, która uwielbia te Dwory i inne podobne (nie pamiętam tytułów ani nazwisk, pisała na fejsie, a ja zrobiłem sobie urlop od fb, więc nie mogę poszukać) - i to jest dokładnie taka guilty pleasure, o jakiej pisze romulus.

Janusz S. - 19:24 05-11-2018
Różne zdarzają się w życiu nieszczęścia... :angel:

Thuringwethil - 08:46 06-11-2018
Dziękuję za recenzje i z akomentarze, bo wygląda na to że uchroniły mnie przed błędem - bo nie powiem cały ten marketingowy i ogólny szum i zachwyty nad pani twórczością zaczęły na mnie działać :P

romulus - 18:09 07-11-2018
To guilty pleasure, ale są lepsze i gorsze. Jest "Moda na sukces", jest "Scandal" (już zakończony). Temu cyklowi bliżej do "Mody...".

Komentuj


Artykuły

Fantastyka 2017 - plebiscyt


 Wywiad z Brandonem Sandersonem

 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

Recenzje

King, Stephen - "Uniesienie"


 Howard, A.G. - "Alyssa i czary"

 Maas, Sarah J. - "Dwór skrzydeł i zguby" i "Dwór szronu i blasku gwiazd"

 Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

 Carter, Rachel E. - "Pierwszy rok"

 Ibáñez, Andrés - "Księżna jeleń"

 Corey, James S.A. - "Wrota Abaddona"

 Kisiel, Marta - "Pierwsze słowo"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS