NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hamilton, Peter F. - "Pustka: Czas" (wyd. 2)

VanderMeer, Jeff - "Zrodzony"

Ukazały się

antologia - "Gorefikacje III"


 Le Guin, Ursula K. - "Wracać wciąż do domu"

 Stephenson, Neal & Galland, Nicole - "Wzlot i upadek D.O.D.O."

 Flanagan, John - "Pojedynek w Araluenie"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Bramy światłości", tom 3

 King, Stephen - "Uniesienie"

 Żamboch, Miroslav - "Mroczny zbawiciel" (2018)

 Jadowska, Aneta - "Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne"

Linki


Glukhovsky, Dmitry - "Metro 2033"
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Metro
Kolekcja: Uniwersum Metro 2033
Tytuł oryginału: Метро 2033
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Data wydania: Luty 2010
ISBN: 978-83-61428-17-6
Oprawa: miękka
Liczba stron: 592
Cena: 39,90 zł
Tom cyklu: 1



Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

Nie chcę, by „Metro” było jak Marvel



Tymoteusz Wronka: Obecnie selfpublishing święci sukcesy, ale nie w czasach, kiedy zacząłeś publikować rozdziały „Metra 2033” w internecie. Dlaczego zdecydowałeś się na takie rozwiązanie?

Dmitry Glukhovsky: Sprawa jest prosta – moja propozycja została odrzucona przez kilku wydawców, a ja jestem drażliwy na punkcie niedocenienia mojej pracy. Tak naprawdę „Metro 2033” zostało po prostu zignorowane. Postanowiłem nie upokarzać się więcej. Opublikowanie tekstu w sieci było rzuceniem w stronę tradycyjnych wydawców hasła „pieprzcie się”, skoro nawet nie chciało wam się przeczytać i odpowiedzieć. Znajomi i rodzina mieli oczywiście zastrzeżenia: bali się, że ktoś ukradnie mój tekst lub nikt nie będzie chciał wydać później wersji papierowej. Mnie jednak zależało przede wszystkim na dotarciu do czytelnika, nieważne jakim sposobem i kosztem.

Mówisz, że czytelnicy są dla ciebie bardzo ważni. A jak duży mieli wpływ na fabułę książki – wszak zbierałeś opinie i uwagi po opublikowaniu każdego rozdziału?

Szczerze powiedziawszy dość niewielki. Można przeczytać opinie, w których ludzie uważają, że był to całkowicie interaktywny projekt, gdzie czytelnicy tworzyli książkę na równi z autorem. Dużo im zawdzięczam na poziomie redakcji merytorycznej. Pisałem „Metro 2033” na emigracji i nie miałem dostępu do informacji o moskiewskim metrze, nie znałem się na inżynierii, wojskowości, biologii czy medycynie. Ale wśród czytelników znaleźli się eksperci w wielu dziedzinach, którzy znacząco mi pomogli.
W przypadku fabuły działał mechanizm odwrotny. Jeśli przeczytałem, że jakieś rozwiązanie jest spodziewane lub oczekiwane, to czułem się zmuszony, by stworzyć coś odmiennego. Nie był więc to interaktywny udział w tradycyjnym rozumieniu; raczej starałem się ich cały czas zaskakiwać.

W końcu jednak doczekałeś się wydania książki papierowej.

Tak, to było w 2005 roku, już po opublikowaniu całej powieści – rozdział po rozdziale, ze stworzeniem społeczności i forum w internecie. Wrzucałem nowe fragmenty mniej więcej co dwa tygodnie i działał mechanizm trochę podobny do tego obecnego przy serialach: ludzi oczekiwali, dyskutowali, spierali się. Całość regularnie śledziło kilka tysięcy osób. Mając taką bazę dałem ogłoszenie w społeczności wydawców i kilku zaczęło rywalizować ofertami. Wybrałem najlepszą ofertę… od wydawcy, który trzy lata wcześniej odrzucił moją propozycję.


Jak podjąłeś decyzję, by inni autorzy mogli pisać w twoim świecie?

Zadecydowały o tym trzy rzeczy: pragnienie, by różni autorzy tworzyli to samo uniwersum – co było moim marzeniem z lektur klasyków w dzieciństwie, zapotrzebowanie czytelników oraz fanów, a także słabość do jednolicie wydanych serii. Było to po wydaniu „Metro 2034”. Pierwsze pytanie, jakie otrzymałem po podpisaniu umowy, brzmiało „kiedy kolejna część”? Nie byłem gotowy do napisania „Metra 2035” i nawet stwierdziłem wtedy, że ono nigdy nie powstanie. Czułem jednak dużą presję, by kontynuacja powstała. Zbiegło się to z rozwojem społeczności fanów, którzy już pisali fanfiki. Pytali się mnie czy mogą wydawać własne książki w tym świecie: postanowiłem to umożliwić i dać im kilka wskazówek co mogą, a czego nie w takich tekstach.

Jak ścisła jest twoja kontrola nad „Uniwersum Metro 2033”?

Nie chciałem tego robić tak, jak to się dzieje w USA, gdzie pisarze pracujący nad franczyzą to najemnicy ściśle stosujący się do odgórnie narzuconych ram. Pragnąłem, by był to interaktywny i kreatywny projekt, więc pozostawiam autorom dużą dowolność. Cała „biblia” przykazań liczy półtorej strony. Główne zasady to: nie tłumacz jak doszło do zagłady (tajemnica jest integralną częścią świata), fabuła musi mieć miejsce w 2033 roku, twórz własne postaci, a nie wykorzystuj moje lub innych autorów (chociaż można, za zgodą, w szczególnych przypadkach), opisuj to, co bohaterowie widzą własnymi oczami, nie wprowadzaj podróży w czasie, elfów i pozaziemskiej inteligencji – czyli z grubsza trzymaj się gatunku. I to w zasadzie wszystko.

Jak wygląda proces wydania powieści w „Uniwersum Metro 2033”? Czytasz i akceptujesz każdą propozycję?

Redagowałem pierwsze 25 tytułów z 68 wydanych w Rosji (nowa książka ukazuje się co miesiąc), ale zorientowałem się, że zajmuje mi to około 3,5 tygodnia miesięcznie i nie mam czasu na własne rzeczy. Zatrudniliśmy więc z wydawcą osobę, która sprawuje pieczę nad projektem. Od tego czasu mam mniej napięty grafik i dzięki temu napisałem „Metro 2035” i „Futu.re”.
Jest kilka sposobów na wydanie książki w moim świecie. Jednym z nich jest wygranie w konkursie internetowym. Jeśli tekst przebije się do pierwszej dwudziestki, redaktor zaczyna mu się przyglądać – niektórzy próbują oszukiwać, sztucznie zawyżać liczbę głosów, więc nadal potrzeba profesjonalisty, który oceni utwór. Drugim sposobem było proponowanie udziału w projekcie innym pisarzom. Początkowo proporcje były pół na pół, ale obecnie więcej jest książek napisanych przez debiutantów – niektórzy z nich mają już kilka książek na koncie, nie tylko w tym świecie. „Uniwersum Metro 2033” jest więc projektem bardzo nakierowanym na twórczość fanów. W przypadku pisarzy zagranicznych ufam rozeznaniu miejscowych wydawców.

Mimo, że powieści z uniwersum ukazują się pod jednym szyldem, to znacząco się od siebie różnią.

Świat „Metra” ma dwa oblicza: przygodowe i to składające się z nieco poważniejszych elementów – krytyki społecznej, metafor itp. Niektóre osoby doceniają tylko powierzchowną warstwę: zabawę, przygodę, fabułę SF. Takie osoby nie są przygotowane, by czytać pomiędzy wierszami. Na przykład powieść Tullio Avoledo nie ma warstwy awanturniczej – ma za to piękne metafory dotykające kwestii wiary, religii, Boga: stwórcy, który opuścił świat. Jest to wizja okrutna, ale się w niej zakochałem. Uważam, że jest bardzo poetycka. Podczas lektury urzekła mnie metaforyczny pomysł ponownego przyjścia Chrystusa. Jeśli wpadniesz na tą interpretację, to nagle cała powieść nabiera sensu i błysku.
Niestety część osób gotowa jest patrzeć ma „Metro” jedynie na poziomie prostej rozrywki. Osoby takie nie doceniają „Korzeni niebios”… i są rozczarowane „Metrem 2035”, a nawet drugim tomem. Mówią „Hej, a gdzie cała frajda z gonienia mutantów”?


Właśnie, w najnowszej powieści mocno ograniczasz wątki nadnaturalne.

Dokładnie. Z jednej strony fani mają trochę racji – zdradzam ich wyrzucając mutantów ze świata powieści. Z drugiej jednak strony są czytelnicy, którym się to podoba. Stwierdzają, że koszmar, jaki ludzie tworzą ludziom jest w „Metrze 2035” wystarczający, nie trzeba go dodatkowo podrasowywać. Ci, którzy są gotowi spojrzeć ponad warstwą rozrywkową, doceniają moją najnowszą powieść.
Należy jednak pamiętać, że w świecie „Metra” publikujemy najróżniejsze teksty, dla każdego. Niektóre historie aż kipią od wątków nadnaturalnych, inne są zdecydowanie bardziej realistyczne. Pozwala to trafić nam do szerokiej rzeszy odbiorców, a nie koncentrować się na jednej grupie. Nie chcę, by „Metro” było jak komiksy Marvela. Wolałbym, żeby było jak „Strażnicy”. Chciałbym, żeby miało duszę, a nie było mechanicznie tworzoną franszyzą. Ważna jest strona twórcza i interaktywna, bazowanie na środowisku fanów. Pomysł jest bardziej istotny niż komercyjne imperium służące do pomnażania zysków.

Zgodzisz się więc z tezą, że pierwsze „Metro” było przygodówką, ale każda kolejna książka jest coraz bardziej zaangażowana społecznie?

Ludzie ewoluują, a z nimi zmienia się też ich twórczość. To, co mnie bawiło, gdy pisałem mając dwadzieścia lat, teraz mnie nudzi. Powieści przygodowe to już przeszłość, teraz bardziej interesuje mnie tworzenie beletrystycznych dramatów. Wiem, że niektórzy czytelnicy dorastają razem ze mną. Zajmuję się innymi tematami i problemami niż dziesięć lat temu. Kiedyś wyzwaniem dla nich było wyobrażenie sobie postapokaliptycznego świata. Dzisiaj – kiedy przeczytali więcej, są bardziej wykształceni, po prostu więcej przeżyli – są zadowoleni, że potrafię nadal ich zaskoczyć innym ujęciem; że piszę o rzeczach, które są dla nich istotne teraz. Jestem szczęśliwy, że nie jestem w tym samym miejscu, co dziesięć lat temu. Nie chciałbym utknąć i do końca życia stawiać sobie za cel zabawianie nastolatków.

W zasadzie we wszystkich swoich książkach stawiasz niepochlebną diagnozę ludzkości: jako okrutną i głupią masę sterowaną odgórnie przez decydentów. Jak bliskie jest to twojej prywatnej opinii?

Pracowałem przez pewien czas jako dziennikarz, również telewizyjny, i zweryfikowało to brutalnie moją wizję społeczeństwa. Kiedyś – tak jak niemal wszyscy – bez zastrzeżeń wierzyłem w ten fantastyczny świat, który prawdziwy jest wyłącznie na ekranie telewizora. Nie wiem jak jest w Polsce, ale Rosji – szczególnie teraz – jedynym celem mediów jest namieszanie ludziom w głowach. Kreują fałszywy obraz polityki, by ludzie nie mogli w jakikolwiek sposób na nią realnie wpłynąć. Zmieniają prawdziwe zależności między władzą a ludem i nie pokazują jak wygląda rządzenie krajem, jak zachowuje się Rosja na arenie międzynarodowej.
Przykładem może być chociażby wojna na Ukrainie, z której telewizja robi niekończący się show stworzony na potrzeby wewnętrzne. Konflikt został rozpętany wyłącznie dlatego, by pokazać Rosjanom co się stanie z ich krajem, gdy zabraknie w nim naszego umiłowanego, potężnego przywódcy. Ukraina jest nam najbliższa i ludzie naturalnie się z nią porównują. Przyjęli tam inną drogę – umiarkowanej demokracji i politycznego pluralizmu, więc konieczne było rozpętanie tam piekła. U nas tego nie ma: państwo jest korporacją mającą monopol we wszystkich kluczowych dziedzinach życia i gospodarki.

Czyli satyryczne opowiadania ze zbioru „Witajcie w Rosji” nie mijają się daleko z prawdą?

Teksty te były dość popularne wśród ludzi związanych z władzą i mówili mi, że są nieco absurdalne, ale dobrze oddają to, co się obecnie u nas dzieje. Ludzie będący elementami systemu doskonale zdają sobie sprawę z mechanizmów ich działania. Jest to trochę paranoiczny obraz rodem ze starych dowcipów. Tylko, że to nie są żarty.


W „Metrze 2035” i „Futu.re” kwestie polityczne i społeczne również są uwypuklone.

„Futu.re” nie jest tak bardzo zaangażowane politycznie, raczej dotyka spraw egzystencji. Natomiast „Metro 2035” jest szczerym odbiciem tego, co się dzieje obecnie w Rosji; stanu umysłów jej mieszkańców. Jest to też opowieścią o tym, jak wyglądają relacje między ludźmi i rządzącymi.
Ostatnie decyzje władz na tym polu cofnęły nas o 25 lat, z powrotem do czasów socjalistycznych, i nie jest to z mojej strony przesadzony chwyt retoryczny. Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad elementami obecnymi w rosyjskiej kulturze od lat – nie można przecież tak po prostu stworzyć coś z niczego, trzeba budować na fundamentach. Są rzeczy pogrzebane głęboko, ale nieumarłe – inaczej nie powstałyby ponownie tak szybko, niezależnie od stosowanej propagandy. Próbowałem odpowiedzieć na pytania dlaczego Rosjanie nie potrzebują wolności, wręcz się jej boją? Dlaczego muszą mieć wspólny cel, który przedkładają nad osobiste powodzenie? Dlaczego potrzebują zewnętrznych wrogów? Dlaczego potrzebują kogoś, kto będzie im mówił co mają robić? To niezrozumiałe, bo inne narody – jak Niemcy czy Polacy – w dużym stopniu potrafią sobie bez tego poradzić.
W procesie pisania „Metra 2035” zacząłem też się zastanawiać, czy nie podchodzę do świata zbyt idealistycznie? Może właśnie tego potrzebuje przeciętny Rosjanin? Może dążenie do konfrontacji z Zachodem i okupacja Krymu – którą przecież poparło pieprzone 86% społeczeństwa – jest prawdziwą potrzebą, a rzeczy mi bliskie jak kooperacja i integracja są im obce. Nie rozumieją ich i nie mają z nimi emocjonalnych więzi. W zamian chcą być imperium i wzbudzać strach u innych. Są gotowi poświęcić własny dobrobyt na rzecz wspólnego celu. Nie interesuje ich konsumpcjonizm, chcą walczyć.

Można więc uznać, że Artem i Jan pełnią rolę twojego alter ego?

Zdecydowanie. Jeśli chcesz, żeby opowieść była poruszająca, a postaci wyraziste, to musisz być szczery wobec siebie i włożyć w tekst cząstkę swojej duszy. Zawsze się zastanawiam jak bym się zachował w sytuacjach, w jakie pakuję moich bohaterów. Trzeba pokazać jasne, ale i ciemne strony własnej osobowości, by postaci nie były wyłącznie pozbawionymi emocji manekinami.

Zmieniając nieco temat – jak obecnie wygląda scena fantastyczna w Rosji? W Polsce nadal wydaje się klasyków, ale współczesnej fantastyki jest jak na lekarstwo.

W ostatnich latach bardzo popularna była literatura postapokaliptyczna. Wydaje mi się, że u podstaw popularności jest świadomość upadku imperium i wrażenie, że żyjemy na jego ruinach; jesteśmy pasożytami na pozostałościach dawnej świetności.
Kilka lat temu pojawił się nowy trend, czyli alternatywne historie. Fabularnie są one dość podobne: zwykle jakiś wojskowy – średnio rozgarnięty, ale przygotowany – trafia w istotny punkt w przeszłości. Zapobiega wojnom światowym, upadkowi ZSRR lub przeciwnie, niszczy bolszewików. Przeważnie są to szowinistyczne, rewanżystyczne historie, w których Rosja siłami jednego człowieka umiejącego się bić i strzelać ponownie zostaje wielkim imperium. Jest to literatura, powiedzmy szczerze, gówniana pod każdym kątem. Niemniej mnóstwo ludzi to czyta i powstaje masa powieści w tym nurcie.
Teraz można zaobserwować powolne odradzanie się fantasy, często tworzonej przez spółki autorskie. Popularnie nazywa się to literackim RPG. Trudno mi się szerzej wypowiadać, bo specjalnie nie śledzę; jakość tych powieści jest mierna.
___

Wywiad pierwotnie ukazał się w „Nowej Fantastyce” 11/2015.

fot. materiały prasowe





Autor: Tymoteusz Wronka


Dodano: 2018-09-12 21:29:56
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Fantastyka 2017 - plebiscyt


 Wywiad z Brandonem Sandersonem

 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

Recenzje

Howard, A.G. - "Alyssa i czary"


 Maas, Sarah J. - "Dwór skrzydeł i zguby" i "Dwór szronu i blasku gwiazd"

 Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

 Carter, Rachel E. - "Pierwszy rok"

 Ibáñez, Andrés - "Księżna jeleń"

 Corey, James S.A. - "Wrota Abaddona"

 Kisiel, Marta - "Pierwsze słowo"

 Lisicki, Paweł - "Epoka Antychrysta"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS