NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gaiman, Neil - "Ocean na końcu drogi" (2018)

Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

Ukazały się

Piekara, Jacek - "Płomień i krzyż", tom 2


 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Vonnegut, Kurt - "Opowiadania wszystkie"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Seltzer, David - "Omen"

 Kisiel, Marta - "Pierwsze słowo"

 Kloss, Jacek - "Ziemia złych uroków", tom 1

 Riordan, Rick - "9 z dziewięciu światów"

Linki


Arnopp, Jason - "Ostatnie dni Jacka Sparksa"
Wydawnictwo: Vesper
Tytuł oryginału: The Last Days of Jack Sparks
Tłumaczenie: Lesław Haliński
Data wydania: Wrzesień 2018
ISBN: 978-83-7731-310-7
Oprawa: miękka
Format: 135x205 mm
Liczba stron: 360
Cena: 34,90 zł
Rok wydania oryginału: 2016



Arnopp, Jason - "Ostatnie dni Jacka Sparksa"

PRZEDMOWA
napisał
ALISTAIR SPARKS

Na środku domu, w którym dorastaliśmy wraz z moim nieżyjącym bratem Jacobem, znajdowała się czarna dziura.
Tak nazywaliśmy to miejsce. W rzeczywistości było to niewielkie pomieszczenie o niezrozumiałym przeznaczeniu architektonicznym. Kwadratowy pokoik w centrum podmiejskiego domku w Suffolk. Bez oświetlenia, bez okien, bez wentylacji. O rozmiarach dwóch sklepowych przymierzalni. Z trzema drzwiami.
Nasza matka, jak to ona, znalazła sposób na wykorzystanie tego bezsensownego pokoiku. Przybiła otóż do jednej ze ścian wieszak na płaszcze – i tak powstała garderoba.
Jacob, który miał potem zyskać sławę i niesławę jako Jack Sparks, podzielał moją instynktowną obawę przed słowem „płaszcz”. Płaszcze skrywały ludzi, nadając im przy tym złowieszczy wygląd. Nic więc dziwnego, że nasz strach przed tym pomieszczeniem jedynie zyskiwał na sile. Określenie „czarna dziura” w gruncie rzeczy jakoś oswajało ten pokoik. Naukowcy pewnie wiedzieliby dlaczego.
Staraliśmy się za wszelką cenę nie wchodzić do garderoby. Woleliśmy ją obejść, nadłożyć drogi – byle tylko nie znaleźć się w tym czarnym zatęchłym pomieszczeniu. Znalazłszy się tam jednak niekiedy, czuliśmy jak przyśpiesza nam tętno. Zapierało nam dech w piersiach, a czasem nawet zdarzało nam się krzyknąć, kiedy mrowienie na karku odbieraliśmy jako zimne tchnienie umarłych.
Latem roku 1983 coś się zdarzyło. Jacob miał wtedy pięć lat, o cztery mniej ode mnie. Jak to zwykle bywa między braćmi, rywalizowaliśmy między sobą, ale na ogół panowała między nami harmonia. Łaziliśmy po drzewach, jeździliśmy na rowerze, grywaliśmy w piłkę. Gdy doszło do jakiegoś drobnego wypadku podczas którejś z tych zabaw, wracaliśmy zgodnie do domu, jeden wsparty na ramieniu drugiego.
Rzeczone zdarzenie wypływało z dziecięcej niewinności, ale w kontekście tej książki, w której powstaniu biorę niniejszym zaskakujący dla mnie udział, okazuje się dość istotne. Myślę, że ten wypadek mówi coś o charakterze mojego brata oraz – co stwierdzam z przykrością – o jego późniejszym upadku.

*

Tamtego dnia większość okien była otwarta. Na zewnątrz było bardzo ciepło. Nasza matka opalała się w ogrodzie na leżaku w kształcie szezlonga, który czasem się psuł, doprowadzając ją do wybuchów wściekłości. Przeklinała wtedy tak głośno, że skarżyli się na nią sąsiedzi. Czytała jakiś thriller i paliła Silk Cuty. Jak zwykle, nie nasmarowała się kremem.
Na podłodze w jadalni Jacob bawił się samochodzikiem. Miał twarz zaczerwienioną z przejęcia. Postanowiłem się zabawić i w tym celu zamknąłem drzwi do garderoby – wszystkie prócz jednych. Na dodatek zatarasowałem je meblami. Na szczęście otwierały się na zewnątrz.
Wyjrzałem przez okno w kuchni. Mama drzemała z książką na brzuchu. Powiedziałem Jacobowi, że można by się pobawić.
On, tłumaczyłem, będzie łowcą duchów, a ja będę ścigającym go duchem. Reguły zabawy były proste. Miałem gonić go po domu, on zaś musiał trzykrotnie przejść przez czarną dziurę, nie dając się przy tym schwytać.
Jacob nie wyglądał na przekonanego.
– Jeśli jestem łowcą duchów, to dlaczego mam uciekać?
– Bo trafiłeś na mnie – odparłem. – Jestem duchem tak potężnym i złym, że nie można sobie ze mną poradzić.
Myślał przez chwilę. A potem się zgodził. Odetchnąłem z ulgą. Pułapka była zastawiona.
Jacob uciekał przede mną, pohukując, podczas gdy ja wymachiwałem rękami i wydawałem z siebie niby upiorne odgłosy, biegnąc na tyle wolno, by go nie dogonić. Przebiegł przez jadalnię i zgodnie z moim planem wpadł prosto do ciemnej garderoby.
Wtedy przyśpieszyłem tak bardzo, że prawie się potknąłem, i błyskawicznie zatrzasnąłem za nim drzwi. Następnie chwyciłem klamkę obiema dłońmi, napinając mocno mięśnie.
Usłyszałem stłumiony dźwięk. Jacob próbował wyjść przed inne drzwi. Było to niemożliwe.
Jego głos był niewyraźny, jakby rozlegał się w słuchawce szwankującego telefonu.
– Hej, nie mogę…
Próbował otworzyć kolejne drzwi. Kolejny stłumiony dźwięk. I okrzyk dezorientacji.
Krew dudniła mi w głowie. Przytrzymywałem klamkę, gotowy na reakcję brata. Nie musiałem długo czekać. Gdy Jacob próbował otworzyć drzwi i napotkał przy tym wyczuwalnie niedoskonały opór jak najbardziej ludzkiej natury, zaczął krzyczeć ze strachu:
– Ali, przestań! Ali!
Matka nie mogła nas usłyszeć, lecz Jacob wrzeszczał coraz głośniej i coraz wyższym głosem. Na przemian dawał za wygraną, by potem znów z zaskoczenia zaatakować oporną klamkę. Słyszałem też odgłosy uderzeń całym ciałem w pozostałe drzwi oraz okrzyki, którymi wzywał mamę na pomoc. Ja jednak nie ustępowałem. Nie płakał i nie sprawiał wrażenia przerażonego, więc byłem pewien, że gdy go w końcu uwolnię, potraktuje to wszystko jako jedną z wielu zabaw.
Nagle krzyki w garderobie ucichły.
Z obolałymi już mocno mięśniami w rękach, odwróciłem się i oparłem plecami o drzwi. Patrząc na goniące się muchy, zamieniłem się w słuch. Wsłuchiwałem się mocno przez bardzo długą chwilę.
Nic.
Nie czułem się już, jakbym brał udział w zabawie.
– Spokojnie – krzyknąłem przez drzwi. – Zaraz cię wypuszczę, okej? – I roześmiałem się lekko.
Żadnej reakcji.

*

Znajdowałem się wprawdzie w pokoju tonącym w promieniach słońca, ale poczułem pewien niepokój. W moim umyśle pojawił się nagle nieproszony obraz. Wyobraziłem sobie, że w tym mrocznym pomieszczeniu Jacob doznał przemiany. Miał teraz na sobie płaszcz, a w miejscu jego twarzy widniała czarna pustka.
Nabrałem przekonania, że ten widmowy mnich, będący niegdyś moim bratem, czeka teraz w milczeniu, aż go zobaczę na własne oczy.
Kiedy otworzę drzwi – myślałem – wyskoczy z garderoby i ze śmiechem powyrywa mi nogi i ręce.
– Jakey? – krzyknąłem.
Znowu nic.
– Jacob?
Jeszcze przed chwilą moje serce biło szybciej z przyjemnej ekscytacji, teraz zaś jakby waliło w drzwi, żeby wydostać się na zewnątrz. Poczułem mdlący niepokój o brata. O to, co mogło się z nim stać w tej nieprzeniknionej przestrzeni. Po kilku sekundach zrozumiałem, widząc, co wydobywa się spod drzwi.
Przytaczam tę historię nie po to, żeby dostarczyć amunicji internetowym trollom, twierdzącym wbrew faktom, iż właśnie ja odpowiadam za kierunek, w jakim potoczyło się życie Jacoba. Pragnę jedynie ukazać fragment okresu, w którym kształtowała się jego osobowość, i dowieść, że już jako dziecko potrafił zareagować w gwałtowny sposób na niewinny przecież kawał. Pod tym względem na pewno mam czyste sumienie. Uważam też, że powinienem przedstawić własną wersję zdarzenia, które mój brat opisał w swojej książce. Znajdziecie ją w dalszych partiach jego opowieści. Niestety jest to relacja pełna przesady i mniej uczciwa od mojej.

*

Mimo że media do znudzenia opisywały już przedwczesną śmierć mego brata w wieku trzydziestu sześciu lat, przypadkowy czytelnik może nie znać przebiegu jego kariery.
Jako dziecko chciałem zajmować się rozrywką, ale zostałem naukowcem. Jacob, na odwrót, zdradzał ambicje naukowe, lecz stał się w końcu dziennikarzem i celebrytą. Jego pierwszym sukcesem na tym polu było zlecenie od magazynu „New Musical Express”. Muszę uśmiechnąć się na myśl o tym, jak w roku 1996 ten zarozumiały osiemnastolatek powiedział mi przez telefon: „Biorą mnie!”. „NME” zamówił u niego recenzję płytową. Jack znał się na muzyce, którą lubił, lecz gusta mieliśmy odmienne. Jako nastolatek puszczał głośno w swoim pokoiku Sex Pistols, Motörhead i Sisters Of Mercy, podczas gdy u mnie było słychać Pet Shop Boys.
Szybko zmienił nazwisko, uznawszy, że Jack Sparks brzmi fajniej. Robiłem wtedy dyplom z biochemii, ale cieszyłem się, że braciszek próbuje spełnić moje wcześniejsze marzenia.
Gdy zatrudniono go w „NME”, Jack zostawił mnie i mamę w Suffolk i przeprowadził się do londyńskiego Camden Town, by całym sercem oddać się pracy. Po dwudziestce zdobywał kolejne szlify w zawodzie, odwiedzając często Amerykę. Chociaż często nie mogłem wtedy dotrzeć do kolejnych wydań „NME” – mimo nierzadkich z mojej strony próśb pod adresem Jacka o dostarczenie mi egzemplarzy tego tytułu – orientowałem się, że jego bezpośredni sposób przeprowadzania wywiadów oraz dość radykalne poglądy wywołują duże poruszenie wśród czytelników. Ci ostatni podzielili się jeszcze bardziej w swoich reakcjach, gdy Jack postanowił zapuścić się poza granice muzycznego getta.
Jego pierwsza książka z dziedziny literatury faktu, Jack Sparks na drążku pogo (Erubis Books, 2010), była jeszcze lekkiego kalibru. Mój brat opisywał w niej podróż na rzeczonym drążku z angielskiego przylądka Land’s End do szkockiej wioski John O’Groats. Jako że podczas tej przeprawy nie mógł korzystać z autostrad, powstało fascynujące studium na temat zapomnianych, choć ciekawych miejsc, na jakie można się natknąć przy mniej uczęszczanych brytyjskich drogach.
Książka Jack Sparks o gangach (Erubis, 2012) to już skok na głębszą wodę, do którego skłoniło go pewnie chłodne przyjęcie debiutanckiego dzieła. Niepokoiło mnie to, że brat zadaje się z niebezpiecznymi gangami i upublicznia swoje odkrycia, lecz oczywiście nie sposób było odwieść Jacka od takich pomysłów.
Gangi zostały wyróżnione nagrodą Sara Thornwood Prize. To bez wątpienia dzieło świadczące o dużej przenikliwości autora i dostarczające wielu informacji na temat gangów zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Ameryce. W tamtym okresie Jack stał się zdeklarowanym ateistą i w tym charakterze występował w brytyjskich programach telewizyjnych, takich jak „Never Mind The Buzzocks”, „Would I Lie To You?” czy „Shooting Stars”.
Najbardziej kontrowersyjna – i najgłośniejsza – okazała się jego trzecia książka, Jack Sparks o narkotykach (Erubis, 2014). Na jej potrzeby brat postanowił spróbować każdego możliwego narkotyku i opisać swoje doświadczenia po jego zażyciu. Sprzeciwiałem się temu stanowczo i wskutek tego oraz paru innych spraw nasze stosunki radykalnie się pogorszyły. Na domiar złego pod wpływem narkotyków Jack stał się jeszcze bardziej uparty i trudny w kontakcie. Co prawda zgłosił się na odwyk, lecz nasze drogi rozeszły się ostatecznie, czego zawsze będę żałował.

*

W pełni zdaję sobie sprawę, że ostatnia książka Jacka, której tytuł miał brzmieć Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych, budzi kontrowersje od chwili, gdy zapowiedziano jej publikację.
Spotkały mnie już chyba wszystkie możliwe ataki, łącznie z groźbami odebrania życia mnie i członkom mojej rodziny. Pewnego wieczoru jedna trollująca paniusia pojawiła się nawet przed naszym domem, uzbrojona w tasak. Jest już za kratkami.
Mimo że wiele osób sprzyjało i sprzyja publikacji tego dzieła, trafiały się też głosy wzywające do zakazania publikacji. Niektórzy sądzą pewnie, że chcę tylko w chłodny, cyniczny i raczej niesmaczny sposób zarobić na nieżyjącym bracie, który nie miał innych spadkobierców. W mediach społecznościowych zaznaczałem to już wielokrotnie, lecz moje słowa zaginęły w ogólnym zgiełku – część mojego honorarium zostanie przeznaczona na organizacje zajmujące się chorymi na stwardnienie zanikowe boczne. Nie mam najmniejszego zamiaru czerpać zysków finansowych ze śmierci brata, z którą to śmiercią do tej pory nie umiem się pogodzić. Praca nad tą książką podziałała na mnie terapeutycznie. Redaktor Eleanor Rosen, która przez pięć lat współpracowała z Jackiem, okazała mi wielką pomoc, chociaż umiała również przeciwstawić się moim opiniom.
Na szczęście brat zbierał materiały do swoich książek i pisał je jednocześnie. Inni autorzy gromadzą notatki i nagrania z rozmowami, by zająć się nimi na końcu, lecz Jack wolał wszystko napisać od razu. Nie znosił spisywania wywiadów i cały materiał opracowywał na bieżąco.
Podczas wspólnego redagowania tego tekstu Eleanor i ja poprawialiśmy tylko drobne literówki i pomyłki autora, nie ingerując w jego styl, szczególnie w drugiej części książki, gdzie styl ten zauważalnie się zmienia. Podział na dwie części to nasza decyzja. Jestem wdzięczny Eleanor, że przystała na moje nalegania i zgodziła się zamieścić tu notatki dyktowane jej przez Jacka. Można je znaleźć w różnych partiach tekstu.
Chciałem również wyrazić wdzięczność i współczucie rodzinom zmarłych, które na ogół dawały nam pozwolenie na wykorzystanie prawdziwych nazwisk swoich bliskich. Pozostałe nazwiska zmieniono. Proszę mi wierzyć: decyzja o publikacji książki Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych w pełnej, niecenzurowanej formie nie została bynajmniej podjęta lekko. Zdaję sobie sprawę, że opisy tych wszystkich strasznych wydarzeń muszą być trudną lekturą dla osób, których bliscy stracili życie w przywoływanych wypadkach. Mam wszelako nadzieję, że dzięki niniejszej publikacji pewne sprawy zostaną definitywnie zamknięte i ustaną nareszcie jałowe internetowe spekulacje na temat przyczyn śmierci mojego brata.
Pragnę też podziękować mojej pięknej żonie Chloe i naszym córkom Sophie i Xannie za wielkie wsparcie i pomoc.
Jakże bym chciał, żeby Jack nie był świadkiem tamtych egzorcyzmów.
Jakże bym chciał, by nie obejrzał tamtego filmiku na YouTubie.
Spoczywaj w pokoju, bracie. I wiedz, że ci wybaczam.
Alistair Sparks: Były agent Jacka, Murray Chambers, udostępnił mi tę wymianę mailową, która zaczęła się dzień po tym, jak mój brat wziął udział w egzorcyzmach we Włoszech.

Data: 1 listopada 2014
Od: Jack Sparks
Temat: ODP: ODP: Moja nowa książka!
Do: Murray Chambers (The Chambers Agency)

Murray. Dlaczego, kurwa, ci z Erubis chcą dostać 30 tysięcy słów z mojej książki „przed podjęciem dalszych decyzji”? Wciąż mamy z nimi umowę, a dwa miesiące po wydaniu O narkotykach ciągle wisi w PIERWSZEJ DZIESIĄTCE bestsellerów!

Czy oni w ogóle przeczytali mój konspekt? Egzorcysta, opętana dziewczyna, przerażający filmik na YouTubie… I zajebiste tajemnice!

Czy Bill Bryson musi napisać 30 tysięcy słów, zanim sprzeda swoją najnowszą książkę, którą zresztą napisał wyłącznie o sobie? Oczywiście, że nie musi. I ja też nie powinienem musieć. Załatw to.

J

Data: 1 listopada 2014
Od: Murray Chambers (The Chambers Agency)
Temat: ODP: ODP: ODP: Moja nowa książka!
Do: Jack Sparks

Jack, pozwól, że odświeżę ci pamięć. W punktach:
(1) Pisząc O narkotykach, zostałeś narkomanem.
(2) Uratowaliśmy tę książkę przed katastrofą, zatrudniając „murzyna”, by ją za ciebie dokończył.
(3) O trzeciej w nocy zadzwoniłeś naćpany do dyrektora Erubis i wyzywałeś go od „piździelców”.

Trzeba więc odbudować spalone mosty. Jack Sparks o zjawiskach nadprzyrodzonych jest co prawda czwartą z czterech książek przewidzianych w kontrakcie, ale Erubis (a) nie oczekiwało książki o duchach; (b) musi mieć pewność, że już nie bierzesz. Wahają się. Robię, co mogę, ale niestety nie możemy liczyć, że wstawi się za Tobą Eleanor po tym, jak ją potraktowałeś. Musisz wykazać dobrą wolę, kolego. Napisz te 30 tys.

Mx

PS Ściśle mówiąc, Bryson nie pisze tylko o sobie. Ty – owszem. (To nie krytyka, tylko informacja).

Data: 1 listopada 2014
Od: Jack Sparks
Temat: ODP: ODP: ODP: ODP: Moja nowa książka!
Do: Murray Chambers (The Chambers Agency)

Pierdol się, Murray.

Pierdol. Się.

To jakiś idiotyzm! No dobrze, miałem wpadkę. Ale nazywam się JACK SPARKS. Zresztą odwyk jedynie zwiększył moją popularność. O czym wiesz nie gorzej ode mnie.
Nie napiszę 30 tysięcy słów jako próbki dla Erubis. Nie napiszę nawet trzydziestu. Pomijając inne sprawy, nie mogę już więcej podróżować bez zaliczki. Zadzwoń do nich i przemów im do rozumu.

Data: 2 listopada 2014
Od: Murray Chambers (The Chambers Agency)
Temat: ODP: ODP: ODP: ODP: ODP: Moja nowa książka!
Do: Jack Sparks

Więc tak… Udało mi się przekonać ich do wypłacenia kolejnej porcji zaliczki. Zapewniłem ich, że wyszedłeś na prostą. Naraziłem się dla Ciebie i mam nadzieję, że to docenisz.

Niech tylko ta książka okaże się świetna i, co równie ważne, napisana w terminie. Przy okazji: kiedy oddasz mi 500 funtów? Minęło już pół roku.

Mx

Data: 2 listopada 2014
Od: Jack Sparks
Temat: ODP: ODP: ODP: ODP: ODP: ODP: Moja nowa książka!
Do: Murray Chambers (The Chambers Agency)

Ha! Wiedziałem, że w końcu zmądrzeją. To będzie niesamowita książka, Murray.

RUSZAM Z KOPYTA!




Dodano: 2018-08-01 20:51:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Księżną Jeleń"


Wygraj dwa tomy "Viriona"


Artykuły

Wywiad z Brandonem Sandersonem


 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

Recenzje

Simmons, Dan - "Triumf Endymiona"


 Raduchowska, Martyna - "Spektrum"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i tajemnica Niebożątka"

 El Akkad, Omar - "Ameryka w ogniu"

 Podlewski, Marcin - "Bezkres"

 Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

 Dick, Philip K. - "Cudowna broń"

 King, Stephen - "Outsider"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

 Sudomir, Agnieszka - "Szablon"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS