NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Beckett, Chris - "Matka Edenu"

MacLeod, Ian R. - "Czerwony śnieg"

Ukazały się

Beckett, Chris - "Matka Edenu"


 MacLeod, Ian R. - "Czerwony śnieg"

 O'Rourke, Monica J. - "Cierp ciało"

 Stoker, Bram - "Dracula" (2018)

 Burroughs, Edgar Rice - "Tarzan w Pellucidarze" (nowa edycja)

 Białołęcka, Ewa - "Drugi Krąg"

 Białołęcka, Ewa - "Naznaczeni błękitem" (Jaguar)

 Ellison, Harlan - "To, co najlepsze", tom 1

Linki



Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Archiwum burzowego światła
Tytuł oryginału: Oathbringer
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: Listopad 2017
ISBN: 978-83-7480-891-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 560
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 3, część 1



Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1

Recenzowania trzeciego tomu z cyklu zaplanowanego na dziesięć nie ułatwia fakt, że „Dawca Przysięgi” został podzielony na dwie części i w zasadzie wydarzenia, z którymi zetknie się czytelnik to istotny, ale tylko fragment większej całości. Niemniej, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zakładać można, że druga część „Dawcy Przysięgi” nie będzie odbiegała od pierwszej. Może tylko niektóre wydarzenia zostaną skonkludowane. W dalszym ciągu jednak będzie to zaledwie opasły tom trzeci z (opasłych) dziesięciu. Czy to za mało na stanowcze podsumowania i oceny? Wydaje mi się, że stan tego cyklu po (prawie) trzech tomach jest na tyle zaawansowany, że można pokusić się o pewne uwagi natury ogólnej.

„Archiwum Burzowego Światła” otrzymało ode mnie na starcie spory kredyt zaufania. Mimo przytyków czynionych w recenzjach poprzednich, uznałem, że warto w ten cykl inwestować pieniądze i czas. Raz, że autor jest doświadczonym twórcą gatunkowym, a nie „objawieniem” Amazona, czy jakiejś „blogosfery”. Dwa, że dziesięć zaplanowanych ksiąg i wyłaniający się powoli plan fabularny mogło być obietnicą może nie rewolucji gatunkowej, ale frapującej, epickiej rozrywki.

Jednak w po lekturze pierwszej części „Dawcy Przysięgi” wydaje mi się, że rozrywka proponowana przez Sandersona z pewnością będzie epicka, ale wątpię, czy również frapująca, angażująca. Wszystko jest w tej powieści na swoim miejscu. Akcja jest płynna, chyba nawet szybsza, dynamiczniejsza niż w częściach poprzednich. Wracają „starzy” bohaterowie. Tym razem w retrospekcjach autor rozbudowuje przeszłość Dalinara. Okładkowy blurb trafnie ustawia czytelnikowi pionki (bez spoilerowania). W interludiach pojawiają się w miarę interesujące zapowiedzi dotyczące innych postaci i nowych wydarzeń, budowa kontekstów fabularnych. Generalnie zatem autor sprawnie buduje swój świat. I fanom jego twórczości powieści nie ma potrzeby polecać.

Problem jest jednak taki, że to nie porywa. Losy Dalinara, Kaladina, Shallan były mi bardzo obojętne. W zasadzie śledziłem akcję, ale przejąłbym się bohaterami, gdyby zginęli (może to jeszcze nastąpi). Póki jednak żyją, póty trudno wykrzesać z siebie jakieś czytelnicze emocje, czy przejąć się ich losem. Są bo są. Jakieś postaci są potrzebne, aby wokół nich owijać akcję. To samo z wydarzeniami – dzieją się, bo muszą i przyjąć to można tylko chłodno, bo jakoś trzeba tę fabułę toczyć do przodu. Czytałem tę powieść trzy tygodnie, ale gdyby oferowała choćby takie emocje jak „Pieśń Lodu i Ognia” Martina, to przeczytałbym ją w trzy dni, góra pięć. Wydaje mi się, że Sanderson stworzył sagę budzącą letnie emocje (jeśli w ogóle jakieś), ale nie przejął się zbytnio tym, co tworzą jego mniejsi lub więksi konkurenci. Na pierwszy rzut oka, to żaden zarzut, tylko efekt „artystycznej niezależności”. Z drugiej strony „Archiwum Burzowego Światła” pisane jest jako klasyczna saga fantasy, bez oglądania się autora na pisarzy, którzy próbowali lub wnieśli do gatunku trochę orzeźwiającej świeżości. Wystarczy wspomnieć Joe Abercrombiego, albo – przede wszystkim – Martina. A jeśli już przywoływać autora z bogatym ontologicznie światem, to jest przecież Steven Erikson ze swoją „Malazańską Księgą Poległych”. Można napisać, że to też w porządku. Wciąż przecież grają zespoły rockowe, dla których wprowadzenie brzmień elektronicznych, czy symfonicznych to herezja. Grają i mają wielu wiernych sympatyków takiego tradycyjnego podejścia.

Jednak wspomniany autor „Pieśni Lodu i Ognia” stworzył świat uboższy, ale ciekawszy – choć tradycyjny w gatunku. Nawet, a może przede wszystkim, w słabszych odsłonach tego cyklu (szczególnie w „Tańcu ze smokami”), świat ten bardziej angażuje czytelnika swoją różnorodnością i to poza „centrum” zasadniczej fabuły (Westeros). U Sandersona to, co można było brać z dobrodziejstwem inwentarza na początku cyklu, już w „Dawcy Przysięgi” staje się powoli kulą u nogi. Te Wielkie Słowa. Te Groźne Tytuły, straszne Zapowiedzi, skomplikowana ontologia... Może to jednak kwestia warsztatu? Erikson wrzucał czytelników w środek świata i konfliktu, którego nie idzie zrozumieć przez kilka opasłych części. A potem dorzucił inną perspektywę, żeby nie było za łatwo. I chciałem więcej. Robert Jordan budował swój świat wszerz i wzdłuż bez opamiętania (i sztucznie, aby spowolnić akcję), ale u niego glosariusze są ciekawym uzupełnieniem, bo zagadki i tajemnice dawkuje oszczędnie. U Martina nie ma żadnych glosariuszy, zaledwie mapki. I czytelnik porwany zostaje intrygą, świetnymi postaciami, których losy angażują. Którym autor spuszcza co jakiś czas tęgie lanie lub po prostu zabija i nie można być pewnym, kto i w jakiej roli dociągnie do finału. Chcę wierzyć, że w „Archiwum Burzowego Światła” Sanderson jeszcze przygotuje niejedną niespodziankę, ale na pewno nie zmieni bohaterów w ciekawszych. Nie zrezygnuje też z Wielkich Zwrotów, Groźnych Tytułów i Tajemniczych Słów. Może nie potrafi, a może odpowiada mu taka do bólu tradycyjna gatunkowa opowieść, jakich wiele. Sądząc po ocenach czytelników, jestem w mniejszości.

Doszedłem do wniosku, że jest na to wszystko dobra recepta. Może wyjściem z nudy jest przeczytanie „Archiwum Burzowego Światła”, dopiero po jego ukończeniu? Wtedy tom po tomie, można się wgryzać w ten świat, dać mu się wchłonąć. Być może wówczas ocena będzie inna, znacznie pochlebniejsza. Jednak wracanie do tego cyklu raz na rok, lub na dwa lata, w miarę wydawania kolejnych części prowadzi i chyba prowadzić będzie do tych samych problemów: skomplikowanego świata, którego zbyt wielu tajemnic nie za bardzo chce się odkrywać i bohaterów, którzy nie są w stanie zaangażować czytelników.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2018-02-03 14:26:31
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Beatrycze - 16:18 23-01-2018
Mam ten sam problem z Sandersonem - przynajmniej jecśli chodzi o dłuższe formy.
Przeczytałam "Z mgły zrodzonego" i niby nie było się do czego przyczepiać, styl poprawny, koncepcja magii ciekawa, opisy walk malownicze... ale mnie to emocjonalnie nie porwało, ani nie wciągnęło.

Janusz S. - 16:55 23-01-2018
Ciekawa opinia. Nie czytałem tego tomu (poczekam na wydanie drugiej części), więc nie mam co się wyrywać z własnymi poglądami co do tej książki, ale coś tu jest na rzeczy. Z pewnością się nie nudziłem czytając pierwsze dwa tomy, ale pierwsze dwa tomy nie wydały mi się porywające.

light pillar - 18:36 23-01-2018
Czytałem pierwsze tomy z przyjemnością. Były oczywiście pewne elementy, które mnie irytowały (koncepcja latania, odbijania się czy jak to nazwać - z perspektywy czasu nie potrafię powtórzyć, o co w tym chodziło). Przeszkadzał mi też, infantylizm pewnych rozwiązań fabularnych, tak jakby to było YA (może jest?). Podobnie jak Janusz czekam na czesc 2 trzeciego tomu. I nie mogę sie się zgodzić, ze dobrym rozwiazaniem jest przeczytanie po wydaniu całego cyklu (znam takich, którzy czekali na Jordana). Dodam tylko, że Z mgły zrodzonego porzuciłem po pierwszym tomie (znowu latanie - ten element świata jest wyjątkowo głupi ).

Spriggana - 20:53 23-01-2018
Cóż, latanie jako logiczne następstwo telekinezy jest całkiem sensowne, wystarczy że odpychamy się od czegoś wystarczająco masywnego i stabilnego. Osobiście uwielbiam sztuczkę z podkowami z któregoś z dalszych tomów Mistborn i chciałabym ją zobaczyć na filmie. Może być anime. :-D

Kris Of Utumno - 21:34 23-01-2018
"Z mgły zrodzony" u mnie chwycił dopiero w trzecim tomie, gdy zostały odkryte niektóre wyższe prawidła rządzące światem. Przyznaję, że w połowie czytałem, a w połowie słuchałem audiobooka, nieźle nota bene zrobionego. Z Archiwum Burzowego Światła może być podobnie. Przez pierwszy tom kiedyś przebrnąłem w 80% i nie chciało mi się dalej.

Sumire - 10:27 24-01-2018
Szanowny recenzent znakomicie wyraził także moje uczucia. Po dwóch tomach ABŚ przestałam czekać na kolejne. Niczego temu cyklowi nie brakuje, nawet jest w nim aż za dużo (szczególnie Wielkich Słów), a jednocześnie za mało, żeby dało się z nim zaprzyjaźnić. Szkoda, bo całość może okazać się naprawdę interesująca.

Shadowmage - 10:57 24-01-2018
Jesteśmy bandą zdziadziałych ramoli, co przeczytali tyle fantasy, że mało co ich rusza, ot co :)

Zeb - 11:31 24-01-2018
Jakiś czas temu rozmawiałem o tym z kumplem. To jest dokładnie to. Po ponad trzydziestu latach czytania naprawdę niewiele rzeczy jest juz w stanie nas w tej chwili zaskoczyć. Prawie wszystko już było... Na szczęście kluczowe jest słowo "prawie".

Beatrycze - 12:54 24-01-2018
@ latanie
Akurat to mi się najbardziej podobało w "Z mgły zrodzonym". Było coś matrixowego w tych telekinetycznych pojedynkach allomantów, bardzo widowiskowego, wyobrażanie ich sobie było przyjemne.

A co do zdziadzienia - sporo racji w tym jest, ale np. ostatnio czytałam "Czerwoną siostrę" i mimo tego, że autor Ameryki nie odkrywa, losy bohaterki mnie obchodziły, czego nie mogę powiedziać o bohaterach powieści Sandersona.

romulus - 18:12 31-01-2018
Beatrycze pisze:A co do zdziadzienia - sporo racji w tym jest, ale np. ostatnio czytałam "Czerwoną siostrę" i mimo tego, że autor Ameryki nie odkrywa, losy bohaterki mnie obchodziły, czego nie mogę powiedziać o bohaterach powieści Sandersona.

Miałem tak samo. Świetna powieść, a zapowiadała się - po opisie i okładce - na straszną cieniznę dla małolatów.

Janusz S. - 19:58 31-01-2018
Obyście mieli rację, bo czytam właśnie "Księcia głupców" i jest to stuprocentowa "straszna cienizna dla małolatów".

nosiwoda - 09:50 01-02-2018
Wiem, że pisałeś metaforycznie, ale fajnie wygląda słowo "cienizna" przy tym spuchniętym tomiszczu.

Komentuj


Artykuły

Modyfikowany Węgiel - powieść a serial


 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

Recenzje

Hobb, Robin - "Wyprawa Błazna"


 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Heuvelt, Thomas Olde - "Hex"

 Lawrence, Mark - "Czerwona siostra"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 antologia - "Idiota skończony"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1

 Beaty, Erin - "Pocałunek zdrajcy"

Fragmenty

 Hobb, Robin - "Wyprawa Błazna"

 Sutherland, Tui T. - "Najjaśniejsza noc"

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS