NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aaronovitch, Ben - "Księżyc nad Soho"

Kloos, Marko - "Natarcie"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Archiwum burzowego światła
Tytuł oryginału: Oathbringer
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: Listopad 2017
ISBN: 978-83-7480-891-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 560
Cena: 39,00 zł
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 3, część 1



Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

2. Jeden problem rozwiązany

I tak musiała powstać.
– Z przedmowy Dawcy Przysięgi

– Stać! Co wy wyprawiacie?
Adolin Kholin podszedł do grupki robotników w poplamionych kremem ubraniach roboczych, którzy rozładowywali skrzynie z tyłu wozu. Ich chull kręcił się, próbując znaleźć skałopąki, które mógłby zjeść. Bezowocnie. Choć ta jaskinia miała wielkość małego miasteczka, znajdowali się daleko w głębi wieży.
Robotnicy zachowali dość przyzwoitości, by zrobić skonsternowane miny, choć pewnie nie wiedzieli, o co chodzi. Stadko skryb towarzyszące Adolinowi sprawdziło zawartość wozu. Lampki oliwne ustawione na ziemi słabo rozpraszały mrok wielkiej sali, której sklepienie wznosiło się na wysokości czterech kondygnacji.
– Oświecony? – Jeden z robotników podrapał się po głowie pod czapką. – My tylko żeśmy rozładowywali. To właśnie żeśmy wyprawiali.
– Zgodnie z listem przewozowym to piwo – powiedziała Adolinowi młoda żarliwczyni imieniem Rushu.
– Dział drugi. – Adolin postukał kostkami palców lewej dłoni o wóz. – Gospody powstają wzdłuż centralnego korytarza z windami, sześć skrzyżowań w głąb. Moja ciotka wyraźnie to powiedziała waszym lordom.
Mężczyźni patrzyli na niego tępo.
– Wyślę z wami skrybę, żeby wam pokazała. Załadujcie te skrzynie z powrotem.
Mężczyźni westchnęli, ale zabrali się za ładowanie wozu. Wiedzieli, że nie należy się kłócić z synem arcyksięcia.
Adolin rozejrzał się po głębokiej jaskini, w której trwał rozładunek towarów i ludzi. Obok przebiegały grupki dzieci. Robotnicy rozstawiali namioty. Kobiety czerpały wodę ze studni na środku. Ludzie z czterech obozów przekroczyli w panice Strzaskane Równiny, by dotrzeć do Urithiru, a Navani starała się znaleźć właściwe miejsce dla nich wszystkich.
Mimo panującego chaosu Adolin cieszył się z obecności tych ludzi. Byli świeży, nie ucierpieli podczas bitwy Parshendich, ataku Skrytobójcy w Bieli i straszliwego zderzenia dwóch burz.
Żołnierze Kholinów byli w kiepskim stanie. Adolina bolał złamany w czasie walki prawy nadgarstek, na którym nadal nosił opatrunek. Na twarzy miał wielki siniec, a i tak był jednym z większych szczęściarzy.
– Oświecony. – Rushu wskazała na kolejny wóz. – To mi wygląda na wino.
– Cudownie.
Czy nikt nie zwracał uwagi na polecenia ciotki Navani?
Zajął się tym wozem, a później musiał przerwać kłótnię mężczyzn, rozwścieczonych, że kazano im czerpać wodę. Twierdzili, że to praca dla parshmenów, poniżej ich nahnu. Niestety, parshmenów już nie było.
Adolin uspokoił ich i zasugerował, że jeśli będą zmuszeni robić to nadal, mogą założyć gildię czerpiących wodę. Ojciec z pewnością by to zaaprobował, choć Adolin się martwił. Czy mają dość funduszy, by zapłacić tym wszystkim ludziom? Wysokość wypłaty zależała od nahnu, a ludzi nie można było tak po prostu przymusić.
Cieszył się jednak z tego zadania, bo odwracało jego uwagę. Choć nie musiał osobiście zajmować się każdym wozem – miał jedynie nadzorować pracę – natychmiast wziął się do roboty. Z uszkodzonym nadgarstkiem nie mógł ćwiczyć fechtunku, ale jeśli zbyt długo siedział w samotności, zaczynał myśleć o tym, co zdarzyło się poprzedniego dnia.
Naprawdę to zrobił?
Naprawdę zamordował Torola Sadeasa?
Niemal poczuł ulgę, kiedy przyszedł do niego goniec i szepnął mu do ucha, że w korytarzach na drugim piętrze coś znaleziono.
Adolin był przekonany, że wie, o co chodzi.

***

Dalinar usłyszał krzyki na długo przed przybyciem na miejsce. Odbijały się echem w tunelach. Znał ten ton. Zwiastował konflikt.
Zostawił Navani i ruszył biegiem. Spocony wpadł na szerokie skrzyżowanie tuneli. Mężczyźni w niebieskich mundurach, zalani ostrym blaskiem latarni, stali naprzeciwko innych w zieleni. Między nimi z podłogi wyrastały złościospreny przypominające kałuże krwi.
Na ziemi leżał trup z twarzą zakrytą zieloną kurtką.
– Cofnąć się! – ryknął Dalinar, wbiegając w przestrzeń między dwiema grupami żołnierzy. Szarpnął do tyłu mostowego, który stał niemal twarzą w twarz z jednym z żołnierzy Sadeasa. – Cofnąć się, albo wpakuję was wszystkich do ciupy, co do jednego!
Jego głos uderzył w mężczyzn jak burzowe wiatry, przyciągając spojrzenia ze wszystkich stron. Dalinar popchnął mostowego w stronę towarzyszy, później podobnie odepchnął jednego z żołnierzy Sadeasa. Modlił się, by mężczyzna zachował dość rozsądku i powstrzymał się przed zaatakowaniem arcyksięcia.
Navani i zwiadowczyni zatrzymały się na obrzeżach konfliktu. Mężczyźni z mostu czwartego w końcu wycofali się do jednego korytarza, a ludzie Sadeasa do drugiego. Wystarczająco blisko, by mogli nadal piorunować się wzrokiem.
– Lepiej bądźcie gotowi na grzmot Potępienia! – krzyknął oficer Sadeasa do Dalinara. – Wasi ludzie zamordowali arcyksięcia!
– Tak go znaleźliśmy! – odkrzyknął Teft z mostu czwartego. – Pewnie się nadział na własny nóż. I dobrze mu tak, burzowemu sukinsynowi.
– Teft, cofnij się! – krzyknął do niego Dalinar.
Mostowy zrobił zmieszaną minę i zasalutował sztywno.
Dalinar ukląkł i zdjął kurtkę z twarzy Sadeasa.
– Krew zaschła. Leży tu od jakiegoś czasu.
– Szukaliśmy go – przyznał oficer w zielonym.
– Szukaliście go? Zgubiliście własnego arcyksięcia?
– Te tunele są dezorientujące! – stwierdził mężczyzna. – Nie biegną w naturalnym kierunku. Skręciliśmy w złą stronę i...
– Pomyśleliśmy, że mógł wrócić do innej części wieży – dodał kolejny mężczyzna. – Szukaliśmy go przez całą ostatnią noc. Niektórzy mówili, że go chyba widzieli, ale się mylili i...
I arcyksiążę przez pół dnia leżał tu we własnej krwi, pomyślał Dalinar. Krwi ojców moich.
– Nie mogliśmy go znaleźć – powiedział oficer – bo twoi ludzie go zamordowali i przenieśli ciało...
– Ta krew zbierała się tutaj od wielu godzin. Nikt nie poruszył ciała. – Dalinar pokazał palcem. – Przenieście księcia do tamtej bocznej komnaty i poślijcie po Ialai, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Chciałbym mu się przyjrzeć.

***

Dalinar był koneserem śmierci.
Nawet w młodości wygląd trupów był dla niego znajomym widokiem. Wystarczy spędzić dość czasu na polu bitwy, by zaznajomić się z jego panem.
Dlatego zakrwawiona, zniszczona twarz Sadeasa nim nie wstrząsnęła. Przekłute oko, wbite w oczodół ostrzem, które dosięgło mózgu. Płyn i krew wysączyły się na zewnątrz, po czym zaschły.
Cios nożem w oczodół zabijał wojownika w pancerzu i hełmie z zasłoną. Taki manewr ćwiczono na polu bitwy. Ale Sadeas nie miał na sobie pancerza i nie był na polu bitwy.
Dalinar pochylił się i w blasku migoczących lampek oliwnych przyjrzał się ciału leżącemu na stole.
– Skrytobójca. – Navani kląsnęła językiem i pokręciła głową. – Niedobrze.
Za nim stali Adolin i Renarin, wraz z Shallan i kilkoma mostowymi. Naprzeciwko Dalinar miał Kalami – chuda kobieta o pomarańczowych oczach była jedną z jego najstarszych skryb. W bitwie przeciwko Pustkowcom stracili jej męża Teleba. Nie chciał jej wzywać w czasie żałoby, ale kobieta uparła się, że nie porzuci swoich obowiązków.
Na burze, zostało mu tak niewielu wyższych oficerów. Cael zginął w zderzeniu Wiecznej Burzy i arcyburzy, niewiele brakowało, by udało mu się uciec. Ilamara i Perethoma stracił, gdy Sadeas zdradził go na Wieży. Pozostał mu jedynie Khal, który wciąż leczył ranę odniesioną podczas starcia z Pustkowcami – ranę, którą ukrywał do chwili, gdy wszyscy znaleźli się w bezpiecznym miejscu.
Nawet król Elhokar został raniony przez skrytobójców w pałacu, kiedy armie walczyły na Naraku. Od tego czasu wciąż nie wrócił do siebie. Dalinar nie był pewien, czy przyjdzie zobaczyć ciało Sadeasa.
Tak czy inaczej, braki wśród oficerów wyjaśniały obecność arcyksięcia Sebariala i jego metresy Palony. Sebarial mógł być niesympatyczny, ale odpowiedział na wezwanie Dalinara, by pomaszerować na Narak, i jako jeden z dwóch arcyksiążąt pozostał przy życiu. Dalinar musiał komuś zaufać, a większości arcyksiążąt nie ufał dalej, niż mógł ich rzucić wiatr.
Sebarial – wraz z Aladarem, który został wezwany, ale jeszcze nie dotarł – miał stworzyć fundament nowego Alethkaru. I niech Wszechmocny im wszystkim pomoże.
– Cóż! – Palona oparła dłonie na biodrach i wpatrywała się w trupa Sadeasa. – Wygląda na to, że jeden problem mamy rozwiązany!
Wszyscy odwrócili się w jej stronę.
– Co takiego? Nie mówcie mi, że sami o tym nie myśleliście.
– To nie będzie wyglądać dobrze, oświecony – powiedziała Kalami. – Wszyscy będą się zachowywać jak ci żołnierze na zewnątrz i zakładać, że kazaliście go zamordować.
– Ktoś znalazł jego Ostrze Odprysku? – spytał Dalinar.
– Nie, panie – odparł jeden z mostowych. – Ktokolwiek go zabił, pewnie je zabrał.
Navani pomasowała ramię Dalinara.
– Powiedziałabym to w inny sposób niż Palona, ale on rzeczywiście próbował cię zabić. Może tak jest najlepiej.
– Nie. – Głos Dalinara brzmiał chrapliwie. – Potrzebowaliśmy go.
– Wiem, że jesteś zdesperowany, Dalinarze – odezwał się Sebarial. – Wyraźnie świadczy o tym moja obecność w tym miejscu. Ale z pewnością nasza sytuacja nie jest aż tak zła, by obecność Sadeasa mogła ją poprawić. Zgadzam się z Paloną. Nie będę po nim płakał.
Dalinar podniósł wzrok i rozejrzał się po zebranych. Sebarial i Palona. Teft i Sigzil, porucznicy z mostu czwartego. Garstka innych żołnierzy, w tym młoda zwiadowczyni, która go tu sprowadziła. Jego synowie, opanowany Adolin i nieprzenikniony Renarin. Navani trzymająca rękę na jego ramieniu. Nawet starzejąca się Kalami, z rękami na piersiach, spojrzała mu w oczy i pokiwała głową.
– Wszyscy się zgadzacie, prawda? – spytał Dalinar.
Nikt się nie sprzeciwił. Tak, to morderstwo szkodziło reputacji Dalinara i z pewnością żadne z nich nie posunęło się tak daleko, by osobiście zabić Sadeasa. Ale teraz, kiedy odszedł... dlaczego mieliby go opłakiwać?
Umysł Dalinara wypełniły wspomnienia. Dni spędzone z Sadeasem, gdy słuchali wielkich planów Gavilara. Noc przed ślubem Dalinara, gdy pili razem wino na hałaśliwej uczcie zorganizowanej w jego imieniu przez Sadeasa.
Trudno było pogodzić tego młodszego mężczyznę, tego przyjaciela, z nalaną, starszą twarzą na stole przed nim. Dorosły Sadeas był mordercą, którego zdrada kosztowała życie ludzi lepszych od niego. Z powodu tych mężczyzn, porzuconych podczas bitwy na Wieży, Dalinar mógł czuć jedynie satysfakcję na widok zabitego Sadeasa.
To go niepokoiło. Doskonale wiedział, co czują pozostali.
– Chodźcie ze mną.
Pozostawił ciało i wyszedł z komnaty. Minął strażników Sadeasa, którzy pospiesznie weszli do środka. Zajmą się trupem – miał nadzieję, że uspokoił sytuację na tyle, by nie dopuścić do bitwy między dwiema grupami żołnierzy. Jak na razie najlepszym, co mógł zrobić, było zabranie mostu czwartego z tego miejsca.
Orszak Dalinara podążył za nim korytarzami ogromnej wieży, w rękach nieśli lampki oliwne. Ściany pokrywały wijące się linie – naturalne pasma w barwach ziemi, jakby pozostawione przez wysychające warstwy kremu. Nie miał pretensji do żołnierzy, że zgubili Sadeasa – w tym miejscu składającym się z niekończących się przejść wiodących w mrok można było zadziwiająco łatwo stracić orientację.
Całe szczęście miał pojęcie, gdzie byli, i doprowadził swoich ludzi na zewnętrzną krawędź wieży. Przeszedłszy pustą komnatę, znalazł się na balkonie, jednym z wielu przypominających szerokie ganki.
Nad nim wznosiła się ogromna wieża Urithiru, uderzająco wysoka konstrukcja wybudowana wśród gór. Miasto składało się z dziesięciu przypominających kręgi poziomów – każdy z nich miał osiemnaście kondygnacji – a zdobiły je akwedukty, okna i balkony, tak jak ten.
Najniższy poziom otaczały szerokie występy – duże płaszczyzny kamienia wielkości płaskowyżu. Wzdłuż ich krawędzi wznosiły się kamienne balustrady chroniące przed upadkiem do głębokich rozpadlin między szczytami gór. Z początku nie rozumieli ich sensu. Ale wyżłobienia w kamieniu i skrzynki na rozsadę wzdłuż wewnętrznych krawędzi wyjawiły ich cel. Jakimś sposobem to były pola. Podobnie jak w dużych ogrodach na szczycie każdego poziomu, tak i tutaj jakimś sposobem niegdyś uprawiano żywność, mimo zimna. Jedno z tych pól rozciągało się pod tym balkonem, dwa poziomy niżej.
Dalinar podszedł do krawędzi balkonu i oparł dłonie na gładkim kamiennym murze oporowym. Pozostali zebrali się za nim. Po drodze spotkali arcyksięcia Aladara, dystyngowanego łysego Alethyjczyka o brązowej skórze. Towarzyszyła mu jego córka May, niska, ładna dwudziestolatka o beżowych oczach, krągłej twarzy i krótko przyciętych, całkowicie czarnych włosach otaczających twarz. Navani szeptem opowiedziała im o śmierci Sadeasa.
Dalinar wyciągnął rękę w chłodnym powietrzu i wskazał poza balkon.
– Co widzicie?
Mostowi zebrali się, by wyjrzeć z balkonu. Był wśród nich Herdaz, który po uzdrowieniu Burzowym Światłem miał teraz obie ręce. Ludzie Kaladina zaczęli objawiać moce Wiatrowych – choć najwyraźniej byli jedynie „giermkami”. Navani mówiła, że ten rodzaj Świetlistych kiedyś występował dość często – mężczyźni i kobiety, których moce wiązały się z ich panem, pełnym Świetlistym.
Mężczyźni z mostu czwartego nie związali się z własnymi sprenami, a – choć wcześniej zaczęli objawiać moce – utracili zdolności, kiedy Kaladin poleciał do Alethkaru, by ostrzec rodzinę przed Wieczną Burzą.
– Co widzę? – powtórzył Herdaz. – Widzę chmury.
– Mnóstwo chmur – dodał inny mostowy.
– I jakieś góry – stwierdził kolejny. – Wyglądają jak zęby.
– Nie, rogi – sprzeciwił się Herdaz.
Dalinar przerwał ich sprzeczkę.
– Znajdujemy się ponad burzami. Łatwo będzie zapomnieć o nawałnicy, jakiej musi stawiać czoło reszta świata. Wieczna Burza powróci, niosąc Pustkowców. Musimy założyć, że to miasto... nasze armie... wkrótce pozostanie jedynym bastionem porządku na świecie. Naszym powołaniem, naszym obowiązkiem jest przejąć przywództwo.
– Porządku? – odezwał się Aladar. – Dalinarze, widziałeś nasze armie? Zaledwie przed sześcioma dniami walczyli w niemożliwej bitwie. I choć zostaliśmy ocaleni, to, formalnie rzecz biorąc, przegraliśmy. Syn Roiona jest żałośnie nieprzygotowany do zajęcia się resztkami swojego księstwa. Niektóre z najpotężniejszych oddziałów, te należące do Thanadala i Vamaha, pozostały w obozach!
– A ci, którzy przybyli, już zaczęli się sprzeczać – dodała Palona. – Śmierć starego Torola da im jedynie kolejny powód do konfliktów.
Dalinar odwrócił się i ścisnął szczyt muru obiema rękami. Marzły mu palce. Uderzył w niego chłodny podmuch i minęło go kilka wiatrosprenów przypominających przezroczystych ludzi unoszących się na podmuchach.
– Jasności Kalami – odezwał się. – Co wiesz o Spustoszeniach?
– Oświecony? – spytała z wahaniem kobieta.
– Spustoszenia. Jako uczona badałaś teorię vorinizmu, prawda? Możesz nam powiedzieć o Spustoszeniach?
Kalami odchrząknęła.
– Były ucieleśnieniem zniszczenia, oświecony. Każde było tak druzgocące, że rujnowało ludzkość. Zdziesiątkowane narody, zniszczone struktury społeczne, zabici uczeni. Po każdym ludzie poświęcali pokolenia na odbudowę. Wedle pieśni straty nakładały się na siebie, przez co za każdym razem osuwaliśmy się odrobinę głębiej, aż pewnego razu Heroldowie zostawili ludzi z mieczami i fabrialami, a kiedy powrócili, tamci mieli tylko kije i kamienne topory.
– A Pustkowcy? – spytał Dalinar.
– Przybywali, by unicestwiać. Ich celem było starcie ludzkości z powierzchni Rosharu. Byli widmami, pozbawionymi postaci... niektórzy mówią, że to duchy zabitych, wedle innych spreny z Potępienia.
– Musimy znaleźć sposób, by to się nie powtórzyło – powiedział cicho Dalinar i odwrócił się z powrotem do swoich towarzyszy. – Jesteśmy tymi, których ten świat powinien traktować jako wzór. Musimy zapewnić stabilność i miejsce, w którym mogliby się zgromadzić.
– Dlatego nie mogę się radować śmiercią Sadeasa. Był mi solą w oku, ale był też dobrym generałem i miał błyskotliwy umysł. Potrzebowaliśmy go. Nim to się skończy, będziemy potrzebować każdego zdolnego do walki.
– Dalinarze – powiedział Aladar. – Kiedyś się sprzeczałem. Byłem jak inni arcyksiążęta. Ale to, co zobaczyłem na tamtym polu bitwy... te czerwone oczy... Panie, jestem z wami i pójdę za wami choćby na koniec burz. Czego ode mnie chcecie?
– Nie mamy dużo czasu. Aladarze, mianuję cię nowym Arcyksięciem Informacji, odpowiedzialnym za sądy i prawo w tym mieście. Zaprowadź ład w Urithiru i dopilnuj, by arcyksiążęta mieli wyraźnie odgraniczone tereny, nad którymi będą panować. Stwórz siły porządkowe i patroluj te korytarze. Strzeż spokoju i nie dopuszczaj do konfliktów między żołnierzami, w rodzaju tego, któremu wcześniej zapobiegliśmy.
– Sebarialu, mianuję cię Arcyksięciem Handlu. Sporządź spis naszych zapasów i zorganizuj targi w Urithiru. Chcę, żeby ta wieża stała się w pełni działającym miastem, nie zaś jedynie tymczasowym postojem.
– Adolinie, dopilnuj, by armie zajęły się szkoleniem. Policz oddziały, które mamy, należące do wszystkich arcyksiążąt, i przekaż im, że ich włócznie będą potrzebne do obrony Rosharu. Póki tu przebywają, pozostają pod moim dowództwem jako Arcyksięcia Wojny. Zmiażdżymy ich konflikty wewnętrzne pod ciężarem ćwiczeń. Dusznikowie i żywność należą do nas. Jeśli chcą dostać swoje racje, będą musieli posłuchać.
– A my? – spytał zaniedbany porucznik z mostu czwartego.
– Dalej badajcie Urithiru z moimi zwiadowcami i skrybami – odparł Dalinar. – I powiadomcie mnie w chwili, kiedy powróci wasz kapitan. Miejmy nadzieję, że przyniesie dobre wieści z Alethkaru.
Odetchnął głęboko. W jego umyśle odbijał się głos dochodzący jakby z wielkiej odległości.
„Zjednocz ich.
Bądź gotów na chwilę, gdy przybędzie czempion wroga”.
– Naszym celem jest zachowanie całego Rosharu – powiedział cicho Dalinar. – Widzieliśmy cenę podziałów w naszych szeregach. Z ich powodu nie udało się nam powstrzymać Wiecznej Burzy. Ale to była jedynie próba, ćwiczenia przed prawdziwą walką. Aby stawić czoło Spustoszeniu, znajdę sposób, by dokonać tego, co mojemu przodkowi Słonecznemu nie udało się przez podbój. Zjednoczę Roshar.
Kalami westchnęła cicho. Nikomu nie udało się zjednoczyć całego kontynentu – ani w trakcie najazdów Shinów, ani w szczycie Hierokracji, ani podczas podbojów Słonecznego. Zyskiwał coraz większą pewność, że na tym polega jego zadanie. Wróg wypuści na nich swoją największą grozę: Niestworzonych i Pustkowców. Tego widmowego czempiona w ciemnym pancerzu.
Dalinar przeciwstawi im zjednoczony Roshar. Jaka szkoda, że nie udało mu się znaleźć sposobu, by przekonać Sadeasa do swojej sprawy.
Ach, Torolu, pomyślał. Co moglibyśmy osiągnąć razem, gdybyśmy nie byli tak podzieleni...
– Ojcze? – Jego uwagę przyciągnął cichy głos. Renarin, który stał obok Shallan i Adolina. – O nas nie wspomniałeś. O mnie i jasności Shallan. Jakie jest nasze zadanie?
– Ćwiczyć. Przybędą do nas inni Świetliści, a wy dwoje będziecie musieli ich poprowadzić. Rycerze byli kiedyś naszą najpotężniejszą bronią przeciwko Pustkowcom. Wkrótce znów będą musieli się nią stać.
– Ojcze, ja... – Renarin zaczął się jąkać. – Po prostu... Ja? Nie mogę. Nie wiem jak... nie wspominając już...
– Synu. – Dalinar podszedł bliżej i wziął Renarina za rękę. – Ufam ci. Wszechmocny i spreny dali ci moce, by bronić i chronić tych ludzi. Wykorzystaj je. Zapanuj nad nimi, a później powiedz mi, czego możesz dokonać. Sądzę, że wszyscy chcielibyśmy się tego dowiedzieć.
Renarin odetchnął głęboko i pokiwał głową.



Dodano: 2017-11-29 11:15:42
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS