NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aaronovitch, Ben - "Księżyc nad Soho"

Kloos, Marko - "Natarcie"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Armagedon dzień po dniu
Tytuł oryginału: Beyond Exile
Tłumaczenie: Marcin Moń
Data wydania: Listopad 2017
ISBN: 978-83-65830-21-0
Oprawa: miękka
Format: 130×195mm
Cena: 37,90 zł
Rok wydania oryginału: 2010
Tom cyklu: 2



Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Następstwa

23 maja, godzina 00:57
Dwudziestego pierwszego zacząłem czuć się lepiej pod względem fizycznym. Atak bandytów nieźle mnie sponiewierał. Wstałem z łóżka, wypiłem parę litrów wody (na przestrzeni kilku godzin) i poprzeciągałem się trochę. Zapytałem Johna, jak się sprawy mają na powierzchni. Nie był zbyt rozmowny, więc podążyłem za nim do pomieszczenia kontrolnego, żeby przekonać się na własne oczy. Zeszłej nocy John pośpiesznie wypadł na dwór, ściągnął worek z jednej z kamer i błyskawicznie wrócił. W pobliżu znajdowali się nieumarli, a on nie miał ochoty długo przebywać między nimi.
Jeszcze więcej nieumarłych gromadzi się w miejscu, gdzie ogrodzenie uległo uszkodzeniu. Są jak woda, która spływa drogą najmniejszego oporu. Moje bolesne oparzenia się goją, ale w sumie nie były tak strasznie poważne. Ot, parę pęcherzy na twarzy i w paru innych miejscach. Swoje zwycięstwo nad zbuntowanymi zawdzięczamy w dużej mierze przypadkowi. Co by było, gdyby nie wozili ze sobą cysterny? Prawdopodobnie zginęlibyśmy, niezdolni ich odeprzeć, przewyższeni liczebnie nie tylko przez trupy, ale i przez ludzi, którzy chcieliby nas w nie zmienić. Bałem się bandytów prawie równie mocno, co tych stworów. Teoretycznie mogli nas przynajmniej przechytrzyć, urządzając sobie burzę mózgów i wymyślając sposób na wykurzenie nas z kompleksu. Nie wiemy, ilu wrogów ocalało, jestem jednak pewien, że wciąż mają przewagę liczebną.

. . .

Na obrazie z kamery numer trzy widziałem zwęglone ludzkie zwłoki, które snuły się wokół wraku ciągnika siodłowego i naczepy...
Ludzie, których zabiłem.
Tamtej nocy wyszliśmy na zewnątrz i wyeliminowaliśmy ich. Aby uniknąć rozbłysków z wylotu lufy, podkradłem się do nich od tyłu, pod osłoną nocy, z noktowizorem na oczach. Nastawiłem karabin na ogień pojedynczy i odstrzeliłem ich po kolei, w tył głowy, niemal przykładając im lufę do czaszek. Po każdym naciśnięciu spustu widziałem, jak reagują na hałas i, ślepi w ciemności, ruszają w stronę dźwięku. Wciąż słyszeli, choć wielu nie miało niczego, co przypominałoby uszy. Powtórzyłem całą procedurę siedemnaście razy, aż wreszcie uciszyłem wszystkich.
Zauważyłem, że w trakcie wybuchu paliwa kilka nocy temu trzy pojazdy nie ucierpiały za bardzo. Jakieś sto metrów od granicy zwęglonej trawy stał land rover, jeep i jakiś późny model forda bronco. Podeszliśmy ostrożnie, John i ja. Przy bliższych oględzinach okazało się, że przednie opony jeepa były pęknięte, a szyba wklęśnięta i poznaczona pajęczyną pęknięć.
Pięćdziesiąt metrów dalej stał land rover i ford. Zbliżyłem się do land rovera i zauważyłem, że zdaje się być w bardzo dobrym stanie, a w środku nie ma poprzednich właścicieli. Dodatkowy plus. Podeszliśmy do drzwi; otworzyłem je i uważniej zbadałem wnętrze. Pachniało sosną, pewnie z powodu drzewka zapachowego zawieszonego na lusterku. Weszliśmy do środka i ostrożnie zamknęliśmy drzwi, tylko na tyle, żeby się zatrzasnęły. Sięgnąłem do stacyjki i przekręciłem kluczyk. Chyba ja też nie zawracałbym sobie głowy zabieraniem kluczyków w takim świecie. Spojrzałem na tandetną zawieszkę pełniącą rolę breloka. Napis głosił: „Teksańskie Land Rovery u Nelma”.
Podejrzewam, że maruderzy zdobyli pojazd już po upadku cywilizacji. Bak był napełniony w trzech czwartych, a na liczniku widniało niecałe pięć tysięcy kilometrów. Nówka. Wrzuciłem bieg i ruszyłem ostro z powrotem w kierunku ogrodzenia. Gdy zbliżyliśmy się do pozakrywanych przez bandytów kamer, na zmianę jeden z nas wysiadał, by ściągnąć worek, a drugi go osłaniał.
Wyrwa w ogrodzeniu miała mniej więcej tyle szerokości, ile mierzył land rover od zderzaka do zderzaka. Nie byłem w nastroju na nocne naprawy, więc odkurzyłem swoje umiejętności parkowania równoległego i ustawiłem maszynę tuż przy wyrwie, aby zniechęcić naszych zimnokrwistych amigos do włażenia na ogrodzony teren. John wysiadł po stronie pasażera, a ja sam przeczołgałem się nad konsolą centralną i wyszedłem po tej samej stronie. Wcisnąłem blokadę i zatrzasnąłem drzwi, kluczyki chowając do kieszeni. Kogo ja oszukuję? Nadal nie zamierzam ich zostawiać w aucie.

Godzina 12:48
Obudziłem się kilka godzin temu po kolejnej bolesnej, bezsennej nocy. Moje pęcherze zaczynają pękać, co sprawia mi spory ból. Kilka pęcherzy mam wokół oczu, gdzie skóry nie chroniła maska z nomeksu. Guz na potylicy zaczyna się kurczyć, a ostatnio jestem bardziej obolały niż bezpośrednio po incydencie z cysterną. To dobry znak. Symptom gojenia się.
Postawiłem krzyżyk na Internecie. Już po nim. Nie funkcjonują strony, które sprawdzałem tj. witryny baz wojskowych w czterech zakątkach Stanów. Nic nie działa. Można chyba spokojnie założyć, że nawet jeśli istnieje ktoś, kto będzie próbował się gdzieś zalogować, to i tak nie ma znaczenia. Podstawowa infrastruktura sieci padła i zanosi się na to, że informatyków czeka przerwa na lunch trwająca następnych sto lat. Land rovera wyposażono w nawigację GPS. Wyszedłem na zewnątrz, żeby sprawdzić, czy system działa i okazało się, że GPS wykrywa tylko trzy satelity nawigacyjne. Nie wiem, jak długo utrzymają się na swoich orbitach bez nadzoru ze strony stacji naziemnych. Los satelity, przy pomocy którego robimy zdjęcia, również jest niepewny. W szybkim tempie zbliżamy się do epoki żelaza. Muszę bezustannie zwalczać w sobie ciągoty do autodestrukcyjnych zachowań. Nie mówię tu o rzeczach w rodzaju podcinania sobie żył; po prostu czuję potrzebę podejmowania większego ryzyka, bo męczy mnie ta cała sytuacja... ale wszystkich pozostałych również, więc staram się wytrwać. Zaraz wyruszam z Johnem, żeby spróbować po cichu naprawić uszkodzone ogrodzenie.


Dodano: 2017-11-21 20:29:16
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS