NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

Ukazały się

Day, David - "Atlas Tolkienowski"


 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

 Darda, Stefan - "Czarny Wygon. Bisy" (2017)

 Darda, Stefan - "Czarny wygon. Bisy II" (2017)

Linki



Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"
Wydawnictwo: Drageus
Cykl: Zgiełk wojny
Tytuł oryginału: Desperate measures
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Data wydania: Wrzesień 2017
Oprawa: miękka
Format: 135x205mm
Liczba stron: 520
Cena: 39,90 zł
Rok wydania oryginału: 2017
Tom cyklu: 3



Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

Kiedy wylądowali przy siedzibie premiera Cape Breton, wy¬szedł im na spotkanie wysoki, chudy mężczyzna. Nie okazał za¬interesowania ich wizytą, po prostu odwrócił się i bez słowa po¬prowadził do środka. Hiram obserwował go z rozbawieniem. Ten człowiek najwyraźniej należał do stałego personelu rezy¬dencji, a w swojej karierze służył już wielu premierom, spotkał mnóstwo dygnitarzy i widział niejedną intrygę. W jego wieku – a miał zapewne około siedemdziesiątki – nic już nie mogło go wytrącić z równowagi. Zatrzymał się przy niewielkich, nie¬oznakowanych drzwiach.
– Sir Henry – oznajmił z powagą – premier czeka w środku. Gabinet jest dość mały. Czy mogę zaproponować, aby pańska ochrona zechciała pozostać przed drzwiami? Polecę przynieść krzesła i przekąski, aby wszystkim było wygodnie.
Kapitan Wilcock, dowódca niewielkiego oddziału ochrony, zjeżył się na tę propozycję, ale sir Henry powstrzymał go gestem.
– Doskonale – zapewnił.
Służący spojrzał znacząco na Hirama. Sir Henry uśmiech¬nął się lekko.
– To Hiram Brill, osobisty asystent królowej. Będzie mi to¬warzyszył.
A potem minął służącego, otworzył drzwi i wszedł. Hiram skinął uprzejmie głową. Służący skrzywił się, jakby zjadł cy¬trynę, a Brill, choć chwila była doniosła, wyszczerzył się jak mały chłopiec, któremu udało się niepostrzeżenie ukraść cia¬steczko z kuchni.
Premier Alexander Taylor wstał zza biurka na powitanie przybyłych. Uśmiechał się ciepło i zapraszająco, ale spojrzenie miał zimne i czujne.
– Sir Henry! – Jego wyszkolony głos brzmiał głęboko. – Dawno się nie widzieliśmy!
Premier wyciągnął dłoń do uścisku, ale sir Henry to zigno¬rował i zajął miejsce przy stole. Założył nogę na nogę, strzep¬nął z kolana wyimaginowany pyłek.
– Rzeczywiście dawno, premierze – przyznał. – I wiele się przez ten czas wydarzyło.
Premier, zaniepokojony, zmarszczył czoło.
– Pragnąłbym złożyć kondolencje w imieniu rządu i miesz¬kańców Cape Breton z powodu strasznej tragedii, jaka dotknꬳa Victorię – zaczął, ale sir Henry przerwał mu chłodno.
– Ciekawy dobór słów, premierze. „Tragedia, która dotknꬳa Victorię”. – Wydął wargi. – Można by sądzić, że to naturalny kataklizm, jak burza słoneczna, trzęsienie ziemi albo erupcja wulkanu, a nie starannie zaplanowany, podstępny atak nukle¬arny, w którym zostało zabitych prawie trzydzieści milionów niewinnych ludzi oraz wielu członków rządu, w tym także królowa, symbol naszego społeczeństwa. – Sir Henry spojrzał twardo na Taylora. – Słowa mogą być czasami tak... mylące, nie sądzi pan, panie premierze?
Premier Taylor nie należał do ludzi słabego charakteru. Nie zbladł ani nie przestał się uśmiechać, ale Hiram zauważył zmru¬żenie powiek. Nie chciałby z tym mężczyzną grać w pokera.
– Sir Henry, ma pan prawo czuć gniew, ale musi pan pa¬miętać, że to była nieautoryzowana akcja paru niesubordyno¬wanych urzędników, którzy nie mają nic wspólnego z rządem Cape Breton. Nic o tym nie wiedziałem i gdy tylko spisek wy¬szedł na jaw, kazałem aresztować doradcę bezpieczeństwa na¬rodowego i jego asystentkę. – Złożył błagalnie ręce. – Spraw¬cy stanęli przed trybunałem, sir Henry. Cape Breton nie jest wrogiem Victorii.
Sir Henry z namysłem skinął głową. Wyglądało, jakby się rozluźnił. Spojrzenie skierował w sufit. Hiram na ten widok ukrył uśmiech. Grał z tym mężczyzną w cha’rah i za każdym razem była to trudna rozgrywka, niezależnie od wyniku. Nie¬kiedy Hiramowi wydawało się, że już wygrał, a sir Henry roz¬luźniał się wtedy i błądził spojrzeniem po suficie, po czym nie-oczekiwanie zamykał zasadzkę albo przypuszczał ostateczny atak i gra kończyła się jego zwycięstwem.
Hiram szybko się nauczył, że musi być bardzo ostrożny, gdy sir Henry wygląda na zrelaksowanego.
– Panie premierze, czy dobrze pamiętam, że doradca bez¬pieczeństwa narodowego był pana bliskim kolegą? – rzucił do¬radca królowej beznamiętnym tonem.
Premier uśmiechnął się i pokręcił głową.
– Znałem go, rzecz jasna, należeliśmy do tej samej partii politycznej i razem awansowaliśmy w rządzie, ale nie nazwał¬bym go bliskim kolegą. Och, z pewnością znajomym, ale...
– A jednak mianował go pan jako pierwszego, gdy tylko został pan premierem – wytknął sir Henry. – Pojawia się także pytanie, jak doradca bezpieczeństwa narodowego mógł wydać rozkaz dziesięciu frachtowcom, aby współpracowały z Domi¬nium podczas inwazji na Victorię. – Uśmiechnął się lekko, jak ktoś, kto docenia własny żart, ale nie ma zamiaru tego oka¬zać. – Zniszczyliście satelitę monitorującego ruch przy tunelu czasoprzestrzennym między Cape Breton i Victorią, ale zapo¬mnieliście o tym drugim, który znajdował się pięćset mil da¬lej. Odczyty z detektorów pasywnych nie były tak wyraźne, jak od bliższego satelity, ale okazały się wystarczające. Mogliśmy policzyć, ile frachtowców z Cape Breton wspierało atak Domi-nium. Mój Boże, możemy nawet odczytać ich numery.
Premier Taylor wyglądał, jakby chciał zaprotestować, ale sir Henry powstrzymał go uniesieniem ręki.
– Wydobycie tych danych zajęło nam trochę czasu, ale proszę sobie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy okazało się, że frachtow¬ce nie były jednostkami cywilnymi. Były to frachtowce wojsko¬we, należące do waszej Straży Granicznej. Co więcej, jednostki te stanowią ponad połowę sił zaopatrzeniowych i transportowych Cape Breton. Moim zdaniem ktoś musiał zauważyć ich brak. – Doradca królowej splótł ręce na piersi i spojrzał na premiera.
Hiram nerwowo obejrzał się przez ramię. Zastanawiał się, czy trzech komandosów, których zabrali jako obstawę, wystar¬czy, żeby dotrzeć z powrotem do promu, jeżeli premier rozka¬że aresztować gości z Victorii.
Premier Taylor milczał.
Sir Henry uniósł brwi.
– Czego pan chce? – premier przerwał ciszę.
Sir Henry skinął głową z satysfakcją.
– Oto, czego chcę... czego chce królowa. Cape Breton będzie się trzymać z daleka od wojny między Victorią i Cesarstwem Tilleke. Nie będzie udzielać wsparcia, nie będzie przekazywać informacji wywiadowczych, nie podejmie żadnych tajnych rozmów ani wypraw.
Premier Cape Breton wyraźnie się rozluźnił.
– Jak powiedziałem wcześniej, nasz rząd nie miał nic wspól¬nego z atakiem Dominium. Daję panu słowo, że Cape Breton nie będzie w żaden sposób pomagać ani wspierać Cesarstwa Tilleke w sporze z Victorią.
Sir Henry rozpromienił się jak sztubak.
– Wspaniale! Po prostu wspaniale. Z chęcią przyjmę pańskie słowo dżentelmena, jednak niektórzy z naszych wojskowych nie są tak spolegliwi. – Uśmiechnął się znowu. – Nie, wielu z nich chce bombardować pańską planetę pociskami kinetycznymi, dopóki oceany się nie zagotują, a kontynentów nie pokryje po¬piół. – Roześmiał się tubalnie i uderzył w stół. – Doprawdy, ci nasi admirałowie! Rozmowa z nimi przypominała negocjacje z Hunem Attylą! – Wspomnienie wywołało kolejny atak śmie¬chu. – Na szczęście zgodzili się, że wystarczy po prostu objąć sektor kwarantanną wojskową.
Premier Taylor zamrugał zaskoczony.
– Kwarantanną?
Wesołość zniknęła z twarzy sir Henry’ego w okamgnieniu.
– Tak, premierze, kwarantanna wojskowa. Podczas naszej rozmowy okręty Victorii, z którymi tutaj przyleciałem, roz¬stawiły platformy z wyrzutniami rakietowymi na orbicie wo¬kół tej planety. Każda jednostka, która spróbuje się zbliżyć do Novej Scotii, zostanie ostrzeżona i poproszona o zawrócenie. Jeżeli któraś nie posłucha, zostanie natychmiast zniszczo¬na. Zamierzamy utrzymać tę kwarantannę, dopóki nasz spór z Cesarstwem Tilleke nie zostanie rozwiązany.
– Ale... – Premier Taylor aż się zatchnął. – Ale prowadzimy handel międzyplanetarny, nasza ekonomia...
– Trzeba było o tym pomyśleć, zanim związał się pan z Do¬minium i pomógł w ataku na Victorię – odparł beznamiętnie sir Henry. – Powinien być pan wdzięczny, że nie zrównałem z zie¬mią tutejszych miast i nie stopiłem pól uprawnych na kwarc. – Pochylił się, nie spuszczając wzroku z premiera. – Mam jeszcze dwa warunki.
Hiram stłumił uśmiech. Sir Henry powiedział „warunki”, ale nie było wątpliwości, że w rzeczywistości stawiał po prostu żądania.
– Jakie konkretnie? – zapytał chłodno premier.
– Po pierwsze, z waszej Straży Granicznej oddacie nam jed¬nostki zaopatrzeniowe oraz patrolowe powyżej pięćdziesięciu tysięcy ton masy. Niech przylecą do nas za dwa dni. Kompu¬tery pokładowe mają być w pełni sprawne. Nie wolno wam wymazywać baz danych, pamięci ani sztucznych inteligencji.
Taylor poczerwieniał jak burak, ale zanim otworzył usta, aby zaprotestować, sir Henry ponownie uciszył go uniesieniem ręki.
– Spokojnie, premierze Taylor, te jednostki zostaną zwró¬cone, gdy tylko zakończy się nasza kampania przeciwko Tille¬ke – zapewnił.
Premier wydął usta.
– A drugi warunek?
– Elizabeth Dreyer zostanie przekazana w nasze ręce. Jesz¬cze dzisiaj.
Hiram zmarszczył brwi. O co chodziło? Przecież Dreyer była w więzieniu, prawda?
Ale wtedy spojrzał na premiera.
Taylor pobladł jak kreda. Kiedy sięgnął po szklankę wody, ręka mu drżała. Hiram zerknął na sir Henry’ego. Starszy m꿬czyzna przyglądał się premierowi z kamienną twarzą.



Dodano: 2017-09-23 11:34:44
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS