NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Bardugo, Leigh - "Cień i kość" (Mag)

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker", tom 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker"
Data wydania: Luty 2005
Liczba stron: 384
Cena: 24,99 PLN



Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker", tom 1

Fabryka Słów ostatnimi czasy, pod szyldem Kuźni Fantastów, poczęła zdecydowaną promocję debiutantów. Po zbierającym dobre i bardzo dobre recenzje „Mieście w zieleni i błękicie” Anny Kańtoch, kolejnym wydanym tytułem był od dawna zapowiadany „Krzyżacki poker” Dariusza Spychalskiego. Powieści-historie alternatywne, a do takich właśnie recenzowana książka się zalicza, to dość rzadko uprawiany w Polsce rodzaj fantastyki. Na myśl przychodzą „Xavras Wyżryn” Jacka Dukaja, „Aksamitny Anschluss” Eugeniusza Dębskiego i „Alterland” Marcina Wolskiego. Wszystkie one, bez wyjątku, skupiają się na tzw. „sprawie polskiej”; ten manewr skutecznie przyciąga potencjalnych czytelników, ciekawych: jakąż to autor roztoczy wizję przed nimi, jaką przedstawi alternatywę dla rzeczywistej historii naszego kraju, z jakim rozmachem to uczyni oraz na ile wiarygodnie? Dziwnym nie jest; odkrywanie kolejnych zmian, różnic między światem rzeczywistym a tym wykreowanym (możliwym), przysparza odbiorcy wiele radości, stanowi na ogół zajmujące doświadczenie intelektualne; stąd, myślę, zainteresowanie tego rodzaju książkami. Cóż więc przygotował nam Dariusz Spychalski w „Krzyżackim pokerze”? Jak tu potoczyło się koło historii, jakim państwem jest Polska, wielkim, małym, ba, czy istnieje?

Otóż sprawy przedstawiają się następująco: w alternatywnej Europie lat 50. XX wieku istnieje twór o nazwie Rzeczpospolita Trojga Narodów (tak, Ukraina z nami!); światowa potęga, państwo-kolos, które przez swą wielokulturowość oraz inne dość charakterystyczne cechy, bardziej przywodzi na myśl znany z naszych realiów kraj zza Wielkiej Wody, niźli PRL-owską Polskę Bieruta czy Gomułki. W tej rzeczywistości (co należy zaznaczyć: o jakąś dekadę zacofanej w stosunku do naszej) do Rzeczpospolitej migrują rzesze Turków, Rosjan i przedstawicieli innych nacji, to tu powstała np. osiemnastomilionowa aglomeracja Megapolis.
Natomiast obraz Europy, szczególnie jej zachodniej części, diametralnie odmienił islam, którego nie udało się, jak to w rzeczywistości było, najpierw zatrzymać, a potem wyprzeć (mogę się jedynie domyślać, że Karol Młot przegrał pod Poitiers, lecz explicite autor tego nie napisał; ergo: nie wiadomo, gdzie, kiedy miał miejsce przełomowy moment historii, od którego to pomknęła ona innym torem). Efektem – nie tylko muzułmańska Hiszpania, ale też Wielka Brytania i Irlandia; zaś wszystkie te kraje razem tworzą jedno państwo – wielkie, acz już w opisywanych czasach zacofane – Zachodni Kalifat.
Taki a nie inny stan rzeczy implikuje znaczne zmiany w układzie sił na kontynencie, jest pośrednio jedną z przyczyn osiągnięcia przez Rzeczpospolitą mocarstwowej pozycji oraz przetrwania na politycznej mapie Europy Zakonu Krzyżackiego (który jakoby miałby uniknąć np. aneksji czy sekularyzacji...).

Początkowo fabuła książki koncentruje się właśnie na knowaniach Zakonu będącego lennikiem Rzeczpospolitej. Grupa skupiona wokół Wielkiego Mistrza rozpoczyna ryzykowną grę zmierzającą do usamodzielnienia się, zrzucenia jarzma suwerena. W tym celu przeprowadza szereg akcji dywersyjnych, aby skonfliktować Rzeczpospolitą z Turcją, nadto, zakonne jednostki specjalne, porywają z arabskiego Al-Dublinu genialnego profesora fizyki Williama Hopkinsa wraz z rodziną. Ów uczony ma wynaleźć Krzyżakom upragnioną Wunderwaffe, która pozwoliłaby uniezależnić państwo od Rzeczpospolitej; tą bronią nie może być oczywiście nic innego, jak tylko bomba atomowa... Ech, no tak, tu (nie chcem, ale muszem) zacznę wymieniać to, co w książce zgrzytało i trzeszczało. Albo łomotało. Krótka lista to nie będzie.

I tak: dowiadujemy się z treści, że Kalifat Zachodni to państwo dość zacofane w stosunku do europejskich państw chrześcijańskich, a więc: skąd u licha u nich badania nad TAKĄ bronią? Może muzułmańska Irlandia to nie Turcja z początku ubiegłego wieku, ale to i tak jest nieprawdopodobne, aby obskuranckie, anachroniczne państwo wykształciło fizyka-geniusza i dało mu możliwość (jawnie lub w tajemnicy – nieważne) prowadzenia niezwykle kosztownych badań. Dobrrra. Zaciskamy zęby, idziemy dalej. Państwo Zakonne; a więc, przypominam, niezsekularyzowany lennik Rzeczpospolitej, który wciąż musi uważać na dążących do niepodległości Prusów oraz zwalczać opozycję wewnątrz własnego stowarzyszenia; i ten, nie inny kraj, ot tak, wysupłał fundusze na solidną marynarkę wojenną (krążowniki, okręty podwodne... czego oni tam nie mają?!), a także szkoli oraz wspiera wojskowym sprzętem afrykańskich buntowników. Nieźle, nieźle, jednak i tego autorowi było mało. Oto bowiem owo niepozorne państewko, jako pierwsze na świecie wyprodukowało bombę atomową, a potem, w odległej rosyjskiej tajdze, przeprowadziło udaną próbę jądrową! Pięknie! Wyobraźnię to autor ma nielichą. Ja rozumiem, historie alternatywne niejednokrotnie wymagają od czytelnika wytrzymałego - i przysłowiowego - kołka do zawieszania niewiary, ale tutaj nie chodzi już o dyskusyjną często możliwość zaistnienia w historii, bądź nie, jakiegoś wydarzenia, a o nielogiczność poczynionych przez autora założeń; niedopasowanie poziomu technologicznego do kultury, rozmiarów państwa do możliwości ekonomicznych etc. Wizja jest, niestety, zwyczajnie naiwna; zabrakło wiedzy, samokrytycyzmu, względnie chęci poprawienia widocznych gołym okiem błędów.

W „Krzyżackim pokerze” nie wyeksponowano głównego, spinającego akcję, bohatera. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia wielu postaci; losy bohaterów są li tylko pretekstem dla opisu niemałej skądinąd areny wydarzeń – od Morza Bałtyckiego po Afrykę Północną. Wiedziony zamysłem autora czytelnik, trafia a to na wysepkę nieopodal Gotlandii, a to do znajdującej się pod polskim panowaniem Jałty, kiedy indziej zaś na Czarny Ląd lub do Irlandii. Ów rozrzut sprawia, że na fabułę składają się ledwie z sobą powiązane wątki, strzępki, z których autorowi nie udało się stworzyć choć jako tako zadowalającej (nie mówiąc o spójnej) całości. Poza tym dziwi nieco, że Dariusz Spychalski przedstawiwszy tak wielki fresk polityczny, pominął zupełnie Amerykę i wysoce zmarginalizował rolę Rosji (o której wspomina raz, może dwa). Wydaje się, że w zamyśle autora na głównym planie miała być Rzeczpospolita, nad którą gromadzą się ciemne chmury, którą zakonne machinacje mają doprowadzić do upadku. Lecz taka teza również nie przekonuje, państwo zostało bowiem ledwie naszkicowane, w jego opisie występują poważne luki; nie wiadomo np. jak konkretnie wygląda hierarchia władzy, jaka jest struktura społeczna państwa.

Styl, warsztat Dariusza Spychalskiego prezentują się na tym tle lepiej, ale doprawdy trudno aby było inaczej w sytuacji, gdy pozostałe aspekty książki leżą plackiem i nawet nie mają siły wydobyć z siebie marnego "kwa, kwa". Książkę czyta się bez większych zgrzytów - język jest niewymyślny, albo raczej prosty, jeśli nie ubogi... Dialogom brak ikry, zdania nieadekwatnie do sytuacji bywają krótkie, urywane, a co bardziej nieznośne – autor częstokroć popada w pospolite wodolejstwo, zapełnia kolejne stronice rozmowami o niczym, pustymi dywagacjami, które nic wartościowego/istotnego/śmiesznego do utworu nie wnoszą.
Poza wszystkim jest jeszcze jedno, najważniejsze i niewybaczalne jak dla mnie „ale”. Od tekstu dojmująco wręcz wieje nudą.

Na koniec: wydanie książki. Cóż, Fabryka Słów nie popisała się, oj nie. Zdania cierpią nie tylko na powszechne literówki; gdzieniegdzie bowiem poznikały także całe wyrazy, a do rozmiarów plagi urósł, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, brak kropek – kolejne zdania rozpoczynają się dużą literą, podczas kiedy poprzedzające je sentencje formalnie nie zostały zakończone. Nadto bywają np. takie sytuacje, z których dowiadujemy się, że oto krzyżacki komtur wieziony jest samochodem o małych gabarytach, po czym wnet, ów niewielki automobil, okazuje się być, uwaga-uwaga, tak, oczywiście, on jest limuzyną! Co by tu jeszcze – aha, powieść ucięto w połowie, przeto zakończenia nie ma, ot, jakby autor w środku rozdania musiał, na polecenie wydawcy, w wielkim pośpiechu wybiec z karczmy, rozrzucając karty, przewracając krzesła, stoły, bijąc kufle i dzbany. Niektórych zapewne srodze tym zawiódł; a ja, pomyślawszy chwilę, odetchnąłem z ulgą. Dla mnie to definitywny koniec gry w „Krzyżackiego pokera”. Pasuję.

PS: A propos historii alternatywnych przytoczę kilka zdań, jakie odnośnie „Człowieka z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka, napisał Jacek Dukaj:
Samo określenie "alternatywna wizja historii" nie determinuje, w czym autor tę alternatywność ukazuje: polityce czy obyczajowości. Innymi słowy, na tym właśnie m. in. polega wyjątkowość "Człowieka", że nie skupia się na opisie mechaniki zmiany historii na tym najbardziej podstawowym poziomie - czyli kto jaką bitwę przegrał, kto gdzie rządzi, co inaczej się zdarzyło etc. - ale sięga głębiej, w obyczajowość, psychologię, ducha kultury (a nawet w coś, co można szumnie nazwać "metafizyką dziejów").
Ech, gdybyż u Dariusza Spychalskiego choć ten "najbardziej podstawowy poziom" był w miarę sensowny.



Ocena: 3/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2006-03-26 17:47:25
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Morgan, Richard - "Siły rynku"


 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS