NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

Ukazały się

Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"


 Mastai, Elan - "Inne dziś"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

 Kristoff, Jay - "Nibynoc"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Canavan, Trudi - "Obietnica następcy"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

Imprezy

Copernicon 2017
Od: 2017-09-22
Do: 2017-09-24

Linki

Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Ramię Perseusza
Kolekcja: Horyzonty zdarzeń
Data wydania: Czerwiec 2017
ISBN: 978-83-8062-220-3
Oprawa: miękka
Format: 132x202
Liczba stron: 312
Cena: 32,90 zł
Tom cyklu: 1



Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Rozdział 1

– Po zakończeniu procesu Zjednoczenia mogę wreszcie przystąpić do pracy. Rozpoczynam zatem nową aktywność od złożenia raportu ze zdarzeń poprzedzających procedurę Zejścia do Otchłani. Pragnę podkreślić, że było to wyjątkowo krótkie połączenie w dwuświadomości, trwało zaledwie pół doby, podczas gdy zazwyczaj otrzymuję pozwolenie na Zjednoczenia co najmniej trzydniowe.
Rwący Sieć zamilkł na chwilę, wyłączył rejestrator i zebrał myśli wciąż jeszcze rozbiegane po wyjściu z Otchłani. Dopiero teraz do jego monoświadomości zaczęło docierać, co się stało, zanim udał się na dół, aby dokonać tego krótkiego Zjednoczenia. Przekazał dwuświadomości wszelkie dane, gdy wzięła go w miękkie objęcia, ale dopiero przy następnym Zejściu uzyska pełne wyniki pracy i zdoła gruntownie przeanalizować materiał. Coś już wiedział, lecz wciąż za mało, aby wyciągać daleko idące wnioski.
– Zjawisko, jakiego doświadczyłem podczas pracy w tutejszej wodzie, która budową na poziomie poddrobin przypomina naszą, różniąc się jednak od niej składem dodatków chemicznych, najwyraźniej nie pochodzi z tego świata, ma zupełnie inne sygnatury niż tutejsze życie. Podczas prac grupy eksploracyjnej w oceanie planetarnym nie wykryto takiej formy zintegrowanego promieniowania wskazującego na obiekt materialny zdradzający symptomy życia. Zjawisko to przypomina wprawdzie znane nam obiekty, jednak jest konglomeratem najzupełniej obcym. Ponadto było ono zamknięte w kapsule nieorganicznej, zbudowanej z wielu warstw i nieintegralnej strukturalnie. Doświadczenie całości zdawało mi się niesłychanie przykre, zupełnie jakbym obcował z drapieżnym kunru, co wszak jest niemożliwe zarówno tu, jak i na naszym świecie, albowiem te groźne zwierzęta wytępiono. Choć, z drugiej strony, nikt nie może zagwarantować, że na obcym globie jakaś forma życia nie ewoluowała w podobnym kierunku. Niemniej jest to zjawisko niepokojące, tym bardziej że promieniowanie wydziela nie tylko przykre, lecz bardzo mocne, chociaż na początku zgoła go nie dostrzegłem, co świadczy o jego intencyjności. Promieniowanie ogarnęło mnie na jeden i pół periodu, po czym wycofałem się z rejonu poszukiwań. Odniosłem wrażenie, że nie pochodziło ono od owej istoty biologicznej, lecz raczej od otaczającej ją maszyny.
Zastanowił się, przywołał wspomnienia. Łącza sensoryczne w pewnej chwili oszalały, gdy to, co obserwował, poruszyło się, wywołując zakłócenia przestrzeni i wysyłając gwałtowne fale wskazujące na wielką energię drzemiącą w obiekcie. Jednak w tej mętnej wodzie, pełnej najróżniejszych substancji mineralnych i skażonej promieniowaniem, skanowanie było znacznie utrudnione, a właściwie wręcz niemożliwe powyżej poziomu prostej obserwacji. Ilekroć Rwący Sieć eksplorował przybrzeżne wody oceanu, miał wrażenie, że porusza się w zupełnych ciemnościach. Jakby nie tkwił w gigantycznym zbiorniku wodnym, ale przeciskał się przez ciasny tunel. O tak, skład tej wody był bardzo nieprzyjazny zarówno dla zmysłów, jak i ciała. Tak bardzo, że naukowiec nie zaryzykowałby kontaktu z nią bez kapsuły ochronnej. Jakże inna ciecz była na Twardym Punkcie, gdzie przebywał na poprzedniej misji badawczej! Co prawda tamta planeta znajdowała się w zupełnie innym miejscu, nie tak daleko od domu, bo w samym Korcu, a jej powietrze miało zapach, do którego trzeba się było przyzwyczaić, lecz woda była cudowna, bodaj nawet czystsza niż na Opoce. Tyle że zamieszkiwały ją groźne zwierzęta, więc podczas ekspedycji trzeba było zachowywać najdalej idącą ostrożność.
Rwący Sieć porzucił miłe wspomnienia. W tej chwili powinien dokończyć wstępny raport dla vengu i vinduke.
– Jak już wspomniałem, zgodnie z procedurami odpłynąłem jak najszybciej z miejsca zagrożenia, analizując dane już w drodze powrotnej. Nic nie wskazuje na to, żeby obiekt początkowo zauważył moją kapsułę, w każdym razie zachowywał się obojętnie, jeśli nie liczyć ruchów, które jednak nie miały wyraźnego związku z moją obecnością. Nie wyczułem wówczas także żadnego promieniowania, które by kierował w moją stronę. Wysłanie promieniowania interpretuję jako dowód na to, że zostałem zlokalizowany. Lecz zbyt wcześnie jest na wysuwanie dalej idących wniosków. Należy poddać gruntownej analizie wszelkie zebrane materiały, w czym pragnąłbym wziąć udział, jeśli czcigodny vengu Ostrze Światła wyrazi zgodę. Koniec raportu wstępnego. Starszy badacz Rwący Sieć.
Naukowiec oderwał kończynę od płytki rejestratora. Najwyższy czas udać się na posiłek. Po Zjednoczeniu wprawdzie wciąż jeszcze odczuwał sytość, jednak nie był już młokosem, który dowierza bez zastrzeżeń sygnałom płynącym z ciała i umysłu. Każdy Opokanin przynajmniej raz w życiu zaniedbał odżywienia się po Zjednoczeniu i przypłacił to okrutnym cierpieniem, które trudno z czymkolwiek porównać. Jedynie członkowie Prawdziwego Wtajemniczenia nadal pościli po Zejściu, lecz niektórzy umierali na skutek szoku głodowego, szczególnie jeśli Zjednoczenie było intensywne. Podobno wstrzemięźliwość sprawiała, że mieli niezmiernie interesujące wizje, ale zarówno lepsi, jak i władze duchowne niechętnie patrzyli na podobne praktyki. W każdym razie na wyprawy w kosmos nigdy nie wysyłano Opokan związanych z tym ruchem, a tym bardziej jego jawnych wyznawców. Był tolerowany tylko dlatego, że funkcjonował w kaście Nielicznych, na dodatek w niższych jej warstwach. Lepsi na tym poziomie mogli pozwalać sobie na takie ekscesy. Wśród gorszych nie tolerowano najmniejszych objawów odchodzenia od obowiązujących zasad.
Rwący Sieć wypełzł z gniazda – wgłębienia w skale dopasowanego do jego rozmiarów – rozprostował ramiona i ruszył w stronę wyjścia, lekko zataczając się w jedną stronę. Ten objaw, występujący niedługo po Zjednoczeniu, znał doskonale i przyśpieszył, niezbyt jeszcze sprawnie się ślizgając, żeby jak najszybciej uzupełnić płyny odżywcze. Nawet nie pomyślawszy o konieczności zjedzenia czegoś, zaczął odczuwać potrzebę przyjęcia substancji odżywczych, szczególnie koktajlu elektrolitów zamkniętego w pojemniku ze skorupy haraka białego, z której nie tylko wydobywały się dodatkowe substancje, ale która doskonale konserwowała zawartość.
Dopiero przy drzwiach zauważył, że płytka rejestracyjna pozostała aktywna. Odruchowo zawrócił, żeby ją wyłączyć, ale zrezygnował. Potem to zrobi. Zbyt wiele czasu spędził nad raportem, chociaż nie więcej niż zazwyczaj. Może podczas krótkiego Zjednoczenia jego magma sangis musiała dokonać czegoś więcej niż zwykle? Może wdała się jakaś infekcja, o której nie wiedział? Tak czy inaczej, coś sprawiło, że po tym Zejściu szybciej potrzebował pokarmu.
Dlaczego tak się stało, postanowił sprawdzić podczas następnego pobytu na dole. Może to skutek tak krótkiej wizyty? Oczywiście dowie się tego, jeśli w ogóle wystarczy czasu na takie rozważania, bo najważniejsze były wnioski płynące z danych, które teraz magma sangis przetwarzała w swoim nieśpiesznym tempie.

* * *

– No widziałem, cholera, i wiem, co widziałem! – Doktor Linneaux rzucił ze złością na stół rękawice sensoryczne. Był zły, bo przerwano mu pracę przy analizatorze biochemicznym.
– To była wielka meduza, a przecież nie spotkaliśmy na planecie żadnych zwierząt przypominających takie stwory! Tutejsza fauna jest tak odmienna od ziemskiej i tak od niej odległa, jak ty od rozumu!
– Nie wściekaj się, Georges – odparł spokojnie niewysoki mężczyzna o wesołych niebieskich oczach i włosach tak jasnych, że prawie białych. – Pytam, czy jesteś pewien, że coś jest
nie tak, właśnie dlatego, że podobne istoty tutaj nie występują. A w każdym razie nie napotkaliśmy ich do tej pory, co nie oznacza…
– Co nie oznacza, że nie mogą stanowić części tutejszych ekosystemów – wpadł mu w słowo Linneaux. – Masz mnie za durnia, Sordis? Przecież wiem, jestem egzobiologiem! Ale to stworzenie naprawdę wyglądało jak nie z tego globu, rozumiesz? Było w nim coś obcego, lecz obcego inaczej niż w przypadku tych dziwacznych form, które napotykamy w oceanie i na powierzchni, a które z upodobaniem nazywacie glutami. W dodatku uciekło, nim zdążyłem zrobić pełne skanowanie. Człowieku, gdyby nie to, że woda w oceanie jest przejrzysta i jasna jak kryształ, mógłbym to coś w ogóle przeoczyć!
Nabrał głębiej powietrza, przymknął oczy, a potem gestem nakazał drugiemu naukowcowi, aby założył hełm sensoryczny.
– Tylko to surówka, przed odfiltrowaniem tego, co nieistotne. Przygotowuję dopiero materiał dla naszej sztucznej inteligencji, ale zobacz sobie, niedowiarku.
Stanislaus Sordis wypełnił polecenie i doznał uczucia, którego nie cierpiał. Wolał otrzymywać informacje tradycyjną drogą, ale Linneaux preferował nowoczesne rozwiązania. W tym przypadku może i dobrze, bo gadanina Francuza doprowadzała do pasji spokojnego zazwyczaj i wyrozumiałego Stana, jak zdrabniali jego imię współpracownicy.
Przez chwilę czekał, aż system zaloguje go i dokona weryfikacji, a potem spadła na niego lawina obrazów i doznań. Obcych obrazów i doznań. Dlatego właśnie nie lubił tego typu komunikacji. W łańcuch danych wplecione były bowiem ulotne obrazy, skojarzenia i pragnienia przekazującego. Już dawno wynaleziono urządzenia filtrujące do przekaźników mentalnych, ale ich bezpośrednie użycie mogło pozbawić odbiorcę bardzo dużej części informacji, więc każdy sam musiał usuwać zbędne treści.
Dlatego teraz doktor Sordis widział, że jego kolega myślał jednocześnie o tym, co by chciał zjeść po powrocie na stację, i wspominał wspaniały seks z Ludmiłą Danilewą. Przy czym to drugie doznanie pozostawało jedynie tłem dla kulinarnych fantazji Georges’a. Sordis z trudem odsunął wspomnienia na bok, skupiając się na danych płynących bezpośrednio ze zmysłów Linneaux.
Przed jego oczami rozciągał się podwodny krajobraz. Bodaj żadne morze i żaden ocean na Ziemi nie były tak przejrzyste jak tutejsze akweny. Chwilami trudno było sobie uzmysłowić, że płynie się w głębinie, a nie porusza w rzadkiej atmosferze, wręcz nad powierzchnią stałego lądu. W dole barwne skały kusiły urodą nie tylko kolorów, ale również kształtów i w tej chwili Stan przemożnie pragnął skierować batyskaf właśnie tam, podobnie jak wcześniej Francuz, choć obaj doskonale wiedzieli, że nie wolno zbliżać się do tych formacji. Chyba że ktoś miał ochotę na ekstremalne przeżycia. Bo skały nie były w istocie zwykłymi kamieniami – bardziej przypominały rafę koralową, w tym przypadku niezmiernie drapieżną. Gdyby śmiałek podpłynął do nich, z niezliczonych otworów i szczelin wystrzeliłyby ni to macki, ni to łodygi, aby usidlić zdobycz. Badacze nie zdołali jeszcze nawet ustalić, czy zjawisko to należy do świata zwierząt, czy to raczej drapieżne rośliny. A może jedna wielka roślina? Na razie mieli pilniejsze sprawy. Przede wszystkim należało określić przydatność świata do kolonizacji i pełnego terraformowania, a zatem podać dokładną zawartość surowców mineralnych, bez których zakładanie kolonii nie miałoby sensu, i oszacować możliwość ich wydobycia. Najważniejszy, jak zawsze, okazywał się rachunek ekonomiczny. A wszystko wskazywało na to, że złoża naturalne leżą stosunkowo płytko i są bardzo bogate.
Stan podążył ze wzrokiem Georges’a za kolorowe skały, tam, gdzie tuż nad dnem unosiły się długie na dziesięć do piętnastu metrów falujące włosy. Tak nazwała to zjawisko podporucznik Ivette de la Croix, kiedy je ujrzała pierwszy raz z dużej odległości. Tak naprawdę „włosy” miały grubość solidnej belki, choć daleko im było do sztywności drewna. Rzeczywiście mogły się kojarzyć z falującą na wietrze fryzurą. Ich ruch nie miał jednak nic wspólnego z podwodnymi prądami czy zjawiskami termicznymi. Wyglądało na to, że jest to jakaś forma bytowania zwierzęcego żywiąca się drobnymi organizmami, a falujący ruch miał zarówno płoszyć zdobycz, jak i przyciągać ją do drapieżników.
Sordis zaczął się już wciągać w konkretne informacje wydobyte z pamięci Linneaux, kiedy doznanie głodu zapanowało nad percepcją wzrokowo-słuchową i znów pojawiła się wizja wymarzonej kolacji.
– Szlag by cię, Francuzie! – warknął, nie panując nad sobą, i zdjął hełm. – Naprawdę myślisz tylko o żarciu?
– Myślę o tym, o czym w życiu warto myśleć jak najczęściej – odparł z godnością Georges, a potem pstryknął palcami zniecierpliwiony. – Chcesz mi powiedzieć, że porucznicy nie myślą o jedzeniu i panienkach? Nawet rosyjscy lotnicy?
– Nie jestem Rosjaninem, tylko Litwinem! – warknął Sordis.
– A co to za różnica? Od dawna podobno wszyscy jesteśmy tylko wielką wspólnotą Ziemian. Patrz lepiej, co będzie dalej, to już niedługo! I przestań mi prawić morały, bo jakbym zajrzał w twoje myśli…
Stan machnął niecierpliwie ręką, ale posłusznie założył urządzenie.
Jeszcze przez chwilę czuł głód kolegi. Nie było to ssące łaknienie, przykre doznanie, kiedy organizm domaga się odpowiednich substancji, ale głód smakosza, który może by już coś zjadł, choć niekoniecznie. Nie był w stanie tego zrozumieć. Dla niego liczyły się zupełnie inne rzeczy. Ale cóż, każdy jest inny. Odkąd poznał Linneaux, miał go za geniusza egzobiologii, ale okazywało się, że geniusz nie musi być bez reszty owładnięty jedną ideą.
Na szczęście po kilkunastu sekundach coś się zaczęło dziać. Na granicy wzroku dostrzegł niewyraźny ruch. Spojrzał natychmiast w tamtą stronę, rzecz jasna oczyma Georges’a. Przejrzysta kopuła batyskafu sprawiała, że pole widzenia nie było ograniczone w tej płaszczyźnie.
Drgnął. Identycznie zresztą jak nadający przekaz naukowiec, chociaż niezależnie od niego – to było jego zaskoczenie. Nieco z tyłu i powyżej, o jakieś pięćdziesiąt metrów, falowała wielka meduza. Tak, meduza – to było pierwsze skojarzenie, jakie przyszło Stanowi do głowy. Nie widział charakterystycznych gonad, a w środku coś się najwyraźniej przelewało. Czułki były znacznie krótsze niż u ziemskich zwierząt.
Sordis zastygł, tak samo jak Francuz. I już miał odruchowo nakazać systemom skanowanie nieznanej istoty, kiedy meduza nagle znikła. A dokładniej nie tyle znikła, ile rozpłynęła się w błyskawicznym ruchu. Pomknęła w górę, ku powierzchni, i przebiła ją, ciągnąc za sobą sznur bąbelków, jakie powstają w wyniku kawitacji.
Jeszcze przez chwilę Sordis czekał razem z Georges’em, aż potężne cielsko opadnie z powrotem w głębinę, może kawałek dalej, a może wprost nad głową badacza, lecz nic takiego się nie wydarzyło. Chyba że zwierzę skoczyło na tyle daleko, żeby nie można było dostrzec wodowania. Jednak wówczas uderzenie dużego ciała o powierzchnię z pewnością zarejestrowałyby urządzenia batyskafu.
– No i co? – spytał triumfalnie Linneaux. – Sam teraz widzisz, że to coś nietypowego.
– Nietypowego – mruknął Stan. – Tak jakby. Ale zachowało się zupełnie jak normalne spłoszone zwierzę. Zobaczyło nieznany obiekt, oceniło, że może być groźny, i uciekło.
– Cholera, ale jak uciekło! – zniecierpliwił się Georges. – O to mi chodzi! Zupełnie jakby wyskoczyło nad fale i odfrunęło!
– Trzeba będzie posłać w ten rejon parę sond – powiedział Litwin. – I podwodnych, i latających. – Milczał moment, a potem dodał: – Muszę przyznać, że faktycznie trafiłeś na interesujące zjawisko. Ale teraz odpocznij wreszcie i coś zjedz. Kiedy tylko skończę dyżur, pójdę do szefa. A na razie przejrzę wszystkie zapisy z batyskafu. Może sensory zarejestrowały coś więcej. Ludzki wzrok bywa zawodny, przecież wiesz.
– Wiem, wiem – zaśmiał się Francuz. – Dlatego wolę posługiwać się dotykiem, węchem i smakiem. I to zarówno przy jedzeniu, jak i w miłości. Dobrze wyglądająca potrawa i doskonale prezentująca się kobieta potrafią przyprawić mnie o bicie serca… Jak powiada stare przysłowie, jadamy także oczami.
Sordis machnął niecierpliwie ręką, wyganiając naukowca za drzwi.
– Pamiętaj tylko – przestrzegł na koniec – na razie ani słowa komukolwiek o tym zdarzeniu. Chyba że chcesz, żeby Dethardt wziął się do ciebie na poważnie z profesorem. Nawet kapitan Ballard na razie nic nie wie.
Linneaux odwrócił się w rozsuniętych drzwiach.
– Ale jego zastępca, jak widzę, został wtajemniczony – burknął.
– Bo jestem i oficerem, i naukowcem. Zresztą doskonale wiesz dlaczego. Idź już, zjedz tę swoją wymarzoną kolację!
Kiedy Georges wyszedł, Stan wziął kryształ pamięci przyniesiony przez egzobiologa z batyskafu i położył go pod czytnikiem. Po chwili naprzeciwko jego twarzy pojawił się holoekran, a na nim wykwitły najpierw kolumny cyfr, potem zaś raporty z poszczególnych skanerów. Porucznik mógł nakazać komputerowi analizę i sformułowanie wstępnych wniosków, jednak zawsze wolał najpierw sam zobaczyć surowy materiał, nie sugerować się interpretacjami i hipotezami sztucznej inteligencji stacji. To był potężny mózg, o wiele sprawniejszy niż ludzki, ale pewne rzeczy pozostawały niezmienne – na przykład interpretacja intuicyjna. Najnowocześniejsze systemy SI wciąż nie były w stanie dorównać pod tym względem człowiekowi, natomiast znakomicie sprawdzały się, kiedy trzeba było wykonać żmudną pracę wymagającą maksymalnego wysiłku umysłowego.
– Zobaczmy, co też kot przyniósł z ogródka… – mruknął pod nosem.



Dodano: 2017-06-21 17:45:51
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

Recenzje

Riggs, Ransom - "Baśnie osobliwe"


 Cetnarowski, Michał - "Podwójna tożsamość bogów"

 Dashner, James - "Dziennik osobliwych listów"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

Fragmenty

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #2

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS