NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

Ukazały się

Day, David - "Atlas Tolkienowski"


 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

 Darda, Stefan - "Czarny Wygon. Bisy" (2017)

 Darda, Stefan - "Czarny wygon. Bisy II" (2017)

Linki



Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"
Wydawnictwo: Solaris
Cykl: Trylogia Solarna
Data wydania: Marzec 2017
Oprawa: miękka
Liczba stron: 664
Cena: 37,99 zł
Tom cyklu: 3



Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

„Trylogia Solarna” Jana Maszczyszyna to unikatowe dzieło w polskiej fantastyce. Kto wie, czy i na zagranicznych rynkach nie byłaby to seria oryginalna i wyróżniająca się. Steampunkowa przynależność tych powieści to dla mnie tylko etykieta, która pozostaje najtrafniejsza, ale nie oddaje pełni gatunkowej „mocy” tej trylogii. Dla najniżej podpisanego to gatunkowa mieszanka, którą spaja konwencja steampunkowa. Czy raczej przesyca. Gdyby ktoś określił te powieści steampunkową science fiction czy steampunkową space operą (space operowym steampunkiem), to i tak będzie to za mało. Bo trzeba zmieścić w tym naukowo-przygodową konwencję rodem z powieści Juliusza Verne’a, dodać wiktoriańską obyczajowość (wśród przedstawicieli „dziwnych” obcych kosmicznych ras, dla których człowiek to dzikus), pełną sztywnych klasowych podziałów, specyficznego rasizmu kulturowego (czy gatunkowego) i dobrego samopoczucia XIX-wiecznych angielskich gentlemanów.

„Hrabianka Asperia” pod tymi wszystkimi względami nie odstaje od poprzednich części. Aczkolwiek spodziewałem się, że tytułowa bohaterka wysunie się na plan pierwszy. Jednak tak się nie stało. Choć trudno to uważać za wadę. Na pierwszym planie pozostają ci sami bohaterowie, do których czytelnik musiał przywyknąć w poprzednich powieściach (nie zdradzę, czemu „musiał”). A może nawet ich polubić. Fabuła jest tak obszerna i skomplikowana (choć pozornie wydaje się prosta, z powodu specyficznej jednotorowości), że próby streszczania jej mogłyby tylko zepsuć przyjemność. Dość napisać, że to, co zawarł wydawca w opisie na okładce powieści, to też – i na szczęście – tylko jej zarys. Najniżej podpisany zastanawiał się, skąd się bierze u autora taka wyobraźnia. Z pewnością jest ona wzmocniona doskonałą znajomością gatunkowych konwencji oraz anarchicznym podejściem autora, który zdaje się nie zważać na żadne gatunkowe granice. To bardzo ryzykowne, ponieważ łatwo przy takim „rozpasaniu” o porażkę. Uważam jednak, że Jan Maszczyszyn konsekwentnie, do końca zrealizował plan.

Zastanawiając się nad tym, dlaczego trylogia autora nie została przyjęta z entuzjazmem wśród polskich czytelników fantastyki, najniżej podpisany zignorował pewną oczywistość. Te powieści, z całym ich anturażem gatunkowym, fabularnym, stylistycznym – nie są „produktami” stricte rozrywkowymi. To nie jest literatura skrojona pod masowe gusty, do łatwego, szybkiego „łyknięcia”. Owszem, sporo się w niej dzieje, akcja pędzi wraz z bohaterami. Ale jednocześnie autor nie gubi w ogóle elementu wykreowanej nauki, który sprawia, że mimo całej „dziwności” (może lepszą etykietą byłby Steampunkowy Brand New Weird?), powieści te są po prostu bardzo hermetyczne.

Czytałem „Hrabiankę Asperię”, jak i poprzednie części, dwa tygodnie. Oczywiście, żadna to miara czegokolwiek dla kogokolwiek innego. Niemniej jednak wynikało to z tego, że nie da się tu szybko przewracać kartek. Bo wtedy umknie wszystko co istotne, nie z punktu widzenia fabuły, ale wykreowanego świata i jego momentami oszałamiającej kompletności. Czytając, trzeba się rozsmakować w tym świecie, w którym losy bohaterów to (o ile nie przesadzam) tylko jeden z równorzędnych elementów.

Reasumując, zarówno „Hrabianka Asperia”, jak i poprzednie części trylogii, stanowią wyzwanie dla koneserów fantastyki. Nie sposób zagwarantować, że te powieści się komukolwiek spodobają. Ja byłem zaskoczony, że przypadły mi do gustu, choć koneserem nie jestem.



Autor: Roman Ochocki
Dodano: 2017-05-07 10:40:48
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

historyk - 22:41 08-05-2017
skylight pisze:Takie liczby padły podczas panelu na Polconie w zeszłym roku.

Właśnie zrobiłem Ci notkę na swoim blogu o wiarygodności tego, co podaje WS:
http://seczytam.blogspot.com/2017/05/so ... ontaz.html

Spriggana pisze:Akurat u Pipera 2/3 przekładu mieli gotowe ze starego wydania

Ale to nie znaczy, że mieli za darmo. Tłumacz ma prawa autorskie do tłumaczenia - trzeba bulić. Wątpię też, żeby dostali to w pliku po redakcji i korekcie, czyli redaktorowi i korektorowi trzeba bulić. Być może jedynie tłumacz wziął nieco mniej za dwa pierwsze tomy Kudłaczków.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

skylight - 18:17 08-05-2017
historyk pisze:Niemożliwe, na takich nakładach nie da się wyjść na zero. ............

Takie liczby padły podczas panelu na Polconie w zeszłym roku. Oczywiście moja pamięć jest zawodna więc teraz juz głowy sobie uciąć nie dam ;) Ale pamiętam jeszcze, że mówił też, że nie wysyłają egzemplarzy recenzenckich bo przy 20 wysłanych sztukach pozbyli by się 10% nakładu.
Być może to jest pułap z jakiego startują, żeby nie zapychać sobie magazynu a te ksiązki finalnie i tak dobijają do tych 500 szt.
Dlaczego nie powinien zarabiać na księgarni, wprost przeciwnie, rabaty dają niewielkie to coś w kieszeni zostaje. Chyba, że uważasz, że przy takich cenach nie powinni mieć klientów :) ?

Spriggana - 13:08 08-05-2017
Akurat u Pipera 2/3 przekładu mieli gotowe ze starego wydania, ale innych rzecz typu „Kosmiczny Wiking” czy większość Burroughsa nie kojarzę nawet z klubówek.

historyk - 10:07 08-05-2017
skylight pisze:Średni nakład 200 szt.

Niemożliwe, na takich nakładach nie da się wyjść na zero. Np. książki takiego H. B. Pipera - nie są jeszcze wolne od praw autorskich, trzeba opłacić tłumacza, ilustratora, grafika, składacza, korektora, redaktora. Nawet gdyby uznać, że druk jest "za darmo", to i tak papier itp. kosztują. A książki można kupić u wydawcy po 29,99 zł sztuka. Razy 200 sztuk, to daje zaledwie niespełna 6 tysięcy zł.

Nawet gdyby Sedeńko, co przy jego kontaktach jest możliwe, za prawa autorskie płacił tylko 5% ceny okładkowej, to daje 300 zł. Ale reszta za takie śmieszne pieniądze pracować nie będzie. Niech nawet tłumacz posiedzi tylko miesiąc, to i tak absolutnym minimum wydaje mi się 2,5 tysiąca zł (dla emeryta, który sobie dorabia). Redaktor i korektor - łącznie co najmniej 10 zł od strony, czyli kolejne 2,5 tysiąca za np. Kudłaczka. To przy kosztach liczonych na poziomie minimalnego minimum - na ilustrację okładkową, zrobienie okładki, skład, druk itp. zostaje "aż" 700 zł.

Nie ma bata, poniżej 500 sztuk sprzedaży nie warto się za to brać. Inna rzecz, że nie ogarniam księgarniano-wydawniczego biznesu Sedeńki. Tak samo, przy cenach jakie oferuje, na księgarni nie powinien zarabiać.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

romulus - 09:05 08-05-2017
Fakt, nie zwróciłem uwagi. Polski rynek fantastyki interesuje mnie bardzo incydentalnie (unikam, jeśli mogę, czytania polskiej fantastyki, chyba że chodzi o Brzezińską, Dukaja, Sapkowskiego . Ale to kiepskie tłumaczenie.

historyk - 00:41 08-05-2017
Beatrycze pisze:Tu, niestety, muszę się zgodzić

Dlaczego "niestety"? Lubisz się ze mną nie zgadzać? :D

Beatrycze pisze:te ksiażki nie były "widoczne", łatwo dostępne. Owszem, gdzieś, ktoś chwalił, ale nie było możliwości, żeby sobie pójść do którejś z sieciowych księgarni, wziąć w łapki, zastanowić się, czy chcę to mieć na półce.

Mnie nie tyle chodzi o brak szansy pomacania, co o koszty. Nie dość, że Solaris ma książki drogie, to jeszcze dla jednej pozycji płacić za przesyłkę... Z zasady zamawiam w księgarniach internetowych co najmniej 5 książek i/lub komiksów.

Pierwszy tom Światów Solarnych czytałem ( http://seczytam.blogspot.com/2016/06/ja ... larne.html ), ale kupiłem tylko dlatego, że akurat uzbierała się większa ilość produktów Solarisu, których nabyciem byłem zainteresowany (Maszczyszyn, Hałas x 2, Diaczenkowie i Silverberg). Na dziś jestem zainteresowany dwiema pozycjami tego wydawcy (Maszczyszyn x 2), jak puszczą jeszcze ze trzy takie - kupię, jeśli nie, to nie.

skylight
Wojtek Sedeńko napisał swego czasu na blogu, że w dzisiejszych czasach nie opłaca się wydawać

Od lat czytam te jego jęki i płacze nad rynkiem książki. Ale nie dziwię się, że akurat jemu nie opłaca się wydawać.
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Beatrycze - 22:21 07-05-2017
A, rozumiem. Dla wydawnictwa to dobrze, gorzej dla autora, który w nim debiutuje.

Znaczy, pewnie to jest rachunek "lepsze coś, niż nic" i nadzieja, że jeśli dobre, to się jakoś pocztą pantoflową przebije. Ale, na ile miałoby to szansę powodzenia? To chyba musiałoby być coś, co stałoby się kultowe, przynajmniej w pewnych kręgach, albo jakiś szczęśliwy przypadek musiałby się wydarzyć. Ewentualnie autor mógłby liczyć na to, że za kilka lat inny wydawca zaproponuje mu wznowienie.

skylight - 17:34 07-05-2017
Beatrycze pisze:Aż sie dziwię, że Solaris jeszcze istnieje przy takimbraku promocji swoich tytułów. Może utrzymuje go przy życiu garstka wiernych fanów.

Istnieje i podejrzewam, że mają się całkiem dobrze bo oni nie żyją z wydawania książek. Żyją głównie z poligrafii oraz handlu. Wydawanie książek jest działalnością poboczną i to też na innych zasadach bo korzystają z druku cyfrowego. Średni nakład 200 szt., bestseller 900. Minimalny nakład 4 szt. (czyli są bardzo elastyczni jeśli chodzi o dodruki). Zresztą Wojtek Sedeńko napisał swego czasu na blogu, że w dzisiejszych czasach nie opłaca się wydawać, opłaca się handlować. A jeśli wydawać to tak jak oni.
Jako wydawca znaleźli swoją niszę i tylko w tym obszarze działają.

Beatrycze - 14:26 07-05-2017
Tu, niestety, muszę się zgodzić - te ksiażki nie były "widoczne", łatwo dostępne. Owszem, gdzieś, ktoś chwalił, ale nie było możliwości, żeby sobie pójść do którejś z sieciowych księgarni, wziąć w łapki, zastanowić się, czy chcę to mieć na półce.

Ja np. tak mam, że kiedyś wcale nie zamawiałam przez sieć. Niedawno zaczęłam, bo dużo taniej, ale i tak przez interent zamawiam sobie albo tych autorów, o których książkach mam dobrą opinię, dalsze tomy cykli.

Żeby kupić coś nowego autora, to raczej muszę sobie najpierw tę ksiażkę pooglądać i to nie tylko w Internecie, ale też na półkach księgarń. Wziąć ją w ręce, poczytać informacje na okładkach, zajrzeć do środka w paru losowych miejscach, odłożyć na półkę raz i drugi, przełamać się.

No chyba, że jest coś takiego w okładce, że sprawia to, iż mam ochotę się zapoznać z książką, nawet, jeśli fragment ze środka nie jest zadowalający. Albo przeczytałam recenzję, która mnie skusiła. Albo, że nie mam nic już do czytaia, nudzi misię i idę do księgarni i wybieram z niedawnych premier coś, co - jak myślę - "może nie okaże się takie złe".

Aż sie dziwię, że Solaris jeszcze istnieje przy takimbraku promocji swoich tytułów. Może utrzymuje go przy życiu garstka wiernych fanów.

historyk - 13:57 07-05-2017
Pomijając resztę tego blablabla, odniosę się tylko do tego:

Zastanawiając się nad tym, dlaczego trylogia autora nie została przyjęta z entuzjazmem wśród polskich czytelników fantastyki, najniżej podpisany zignorował pewną oczywistość. Te powieści, z całym ich anturażem gatunkowym, fabularnym, stylistycznym – nie są „produktami” stricte rozrywkowymi.

Oczywiście orzeł-recenzent nie zauważył, że książka nie była promowana i nie była dostępna w powszechnej sprzedaży, lecz jedynie w jednym sklepie internetowym...
_______________________
http://seczytam.blogspot.com

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS